Algimantas Katilius Litewscy uchodźcy wojenni w Wilnie w 1915 roku: zaspokajanie potrzeb duchowych W niniejszym artykule omówimy artykuły opublikowane w gazecie „Viltis”, dotyczące wysiłków podejmowanych przez litewskich uchodźców wojennych w Wilnie w celu zaspokojenia swoich potrzeb duchowych. 31 stycznia 1915 r. w gazecie „Viltis” ukazał się artykuł „Wileńska litewskość a uchodźcy”. [fn: Saugus, „Vilniaus lietuvybė ir pabėgėliai”, in: Viltis, 1915 m. sausio 31, s. 1.] Przede wszystkim autor artykułu stwierdza, że Wilno uległo znacznej lituanizacji wraz z przybyciem uchodźców wojennych z Suwalszczyzny i okolic Kowna. Przybyłym uchodźcom pisane jest odegrać ważną rolę w odrodzeniu litewskości w mieście Wilnie. Nie ma się jednak z czego cieszyć – ten wzrost liczby Litwinów jest tymczasowy, gdyż po zakończeniu wojny uchodźcy powrócą do swoich miejsc zamieszkania. Dalej autor artykułu przedstawia uchodźców. Mniejszość wśród nich stanowili inteligenci i uczniowie. Większość to różnego rodzaju półinteligenci, robotnicy, rzemieślnicy i po prostu bezrolni, którzy żyli z pracy własnych rąk. Uchodźców-rolników prawie nie było. Charakteryzując inteligentów, napisano, że przybyli oni w większości nie z własnej woli lub dlatego, że ich życie w starych miejscach straciło sens. W Wilnie są oni tylko tymczasowymi gośćmi i rzadko który z nich zechce pozostać w nim na zawsze. Z tego powodu pożytek dla litewskości z inteligentów będzie taki, na ile wojna zatrzyma ich w Wilnie. Im dłużej potrwa wojna, tym większy ślad zostawią w mieście. Plusy ich obecności dla życia narodowego będą jedynie moralne, co uwidoczniło się już w tamtym czasie. Uczniowie przybyli z tych miast, w których wojna przeszkodziła w kontynuowaniu nauki. Oni, podobnie jak inteligenci, są tylko tymczasowymi gośćmi, dopóki w opuszczonych przez nich szkołach nauka znów nie będzie odbywać się w normalnych warunkach. Zatem niewielu młodzieńców zasili szeregi litewskich uczniów w Wilnie. Chociaż uczniowie pozostaną w mieście tymczasowo, to „zostawią tu swoje świeże ślady, tak jak w ogóle zostawia ślady prawdziwe życie, młodość ze swoim entuzjazmem, zaraźliwą szlachetnością, jasnym idealizmem”. [fn: Ibid.] Do trzeciej grupy należeli wszelkiego rodzaju półinteligenci i bezrolni, którzy nie byli zmuszeni do pozostania w określonym miejscu pracy, jak na przykład rolnicy w swoich gospodarstwach czy urzędnicy, adwokaci oraz lekarze, związani z klientelą wyrobioną przez długie lata. Oni tam się zakorzeniają i znajdują dogodne warunki do życia. Uchodźcy z trzeciej grupy zakorzeniają się tam, gdzie znajdują ku temu sprzyjające warunki, gdzie tylko okażą się potrzebni, gdzie mogą się wyżywić. Zmieniwszy swoje miejsce zamieszkania, czują się niczym niezwiązani ze starym miejscem. Większość takich ludzi będzie mogła pozostać w Wilnie także po zakończeniu wojny. Z tego powodu można na nich patrzeć jak na prawdziwą podporę litewskości w Wilnie. 25 marca w gazecie opublikowano tekst: „Jak w Wilnie drwi się z duchowych potrzeb litewskich katolików i jak utrudnia się zaspokojenie tych potrzeb”. [fn: A. B. C., „Kaip Vilniuje tyčiojamasi iš lietuvių katalikų dvasios reikalų ir kaip kliudoma tuos reikalus aprūpinti”, in: Viltis, 1915 m. kovo 25, s. 1–2.] Sprawami materialnymi uchodźców wojennych opiekują się różne organizacje, natomiast sprawami duchowymi nie zajmuje się nikt. Gdy jesienią przeniesiono do Wilna kursy towarzystwa „Saulė” i okazało się, że litewskich uczniów-katolików jest kilkuset, prezes towarzystwa „Saulė”, kan. Konstantinas Olšauskas, zwrócił się do administratora diecezji wileńskiej o pozwolenie na odprawianie nabożeństw dla uczniów w kościele dominikanów. Nie zgodził się z tym jednak administrator diecezji, powołując się na możliwość wystąpienia zamieszek, podobnych do sytuacji w kościele św. Jana. Obiecał, że znajdzie inny kościół. Wybrano kościół bonifratrów. Administrator powierzył tę posługę prałatowi Janowi Hanusowiczowi. Ten załatwiał sprawy związane z nabożeństwami, zapraszając kapelana kursu „Saulė” i kapelana szkół wileńskich, ale nie poinformował o tym K. Olšauskasa. Nabożeństwo rozpoczęło się bez niczyjej wiedzy, nawet nie wszyscy uczniowie zostali powiadomieni. Na początku gromadziło się niewiele osób, ale w miarę rozprzestrzeniania się informacji liczba modlących się rosła, a po otwarciu Seminarium Nauczycielskiego w Wejwerach zaczęło brakować miejsca w kościele. Oprócz nich zgromadziła się również młodzież szkolna z Litwy, a starszyzna diecezjalna postanowiła poświęcić ten sam mały kościółek bonifratrów uchodźcom, którzy nie byli uczniami. W ten sposób zebrały się tysiące Litwinów. [fn: Ibid., s. 1.] Komitet Centralny Litewskiego Towarzystwa Pomocy Ofiarom Wojny zwrócił się z apelem do Petrasa Leonasa i kanonika K. Olšauskasa, upoważniając ich do zwrócenia się do administratora diecezji wileńskiej, aby pozwolił odprawiać nabożeństwa w kościele św. Piotra i Pawła, ponieważ na terenie tej parafii zatrzymało się wielu uchodźców litewskich. Po pertraktacjach pozwolono wygłosić kazanie po litewsku na wczesnej mszy św. Jednocześnie zaznaczono, że litewskie gazety w żaden sposób nie będą informować opinii publicznej o tym fakcie. Kiedy jednak wygłoszono pierwsze litewskie kazanie, zebrał się pobliski kościół. Drugie kazanie miało być wygłoszone w kościele w Świętego Kazimierza, ale to się nie udało. Litwini zawiedli się, że w kościele św. Piotra i Pawła nie ma pieśni litewskich, a wielu Litwinów chodziło do bonifraterskiego kościoła św. Mikołaja, zmniejszyła się liczba słuchanych kazań litewskich. K. Olšauskas był zaniepokojony organizacją kazań litewskich. Sporządził listę kaznodziejów i udał się do administratora diecezji, aby ją potwierdzić. Prosił też, aby po Niedzieli Palmowej odbyły się trzydniowe rekolekcje w kościele św. Piotra i Pawła, a nabożeństwa i rekolekcje dla młodzieży szkolnej i intelektualistów odbywały w kościele dominikańskim, ponieważ kościół bonifraterski jest za mały. Administrator diecezji zatwierdził listę kaznodziejów i zalecił skonsultowanie się w sprawie rekolekcji z proboszczem parafii św. Piotra i Pawła, a na kościół Dominikański się nie zgodził. Studentom zalecono, aby odbyli rekolekcje w kościołach Bonifratrów i Dobrodziejów. Jednak rektor kościoła Dobrodziejów już wcześniej powiadomił, że nie pozwala na organizację rekolekcji, mimo że zarządca zapewniał, iż takie pozwolenie zostanie wydane. Rektor kościoła Dobrodziejów pozwolił w sobotę przed Niedzielą Palmową przeprowadzić rekolekcje, ale uczennice, które tam poszły, zastały kościół zajęty przez Polaków i nie zostały wpuszczone. Rekolekcje były jednak dozwolone w niedziele, poniedziałki i wtorki. Podczas rekolekcji studenckich w kościele Bonifratrów ksiądz kilkakrotnie prosił, aby zostali tylko studenci i aby wszyscy inni wyszli, ponieważ kościół jest za mały. Autor artykułu nazywa to kpiną ze spraw duchowych. W artykule czytamy: „To doskonale obrazuje, jak radzi sobie Wilno. Starszyzna duchowa drwi z duchowych spraw litewskich katolików i nie pozwalają się nimi zająć. Jest ona krótka i jasna: proboszczowie zdecydowali, że nie będą wpuszczać nabożeństw litewskich do kościołów parafialnych, a gubernator aprobuje tę uchwałę, bo jej, broń Boże, nie chce zmienić”. [fn: Ibid.] Na przeprowadzenie rekolekcji dla litewskich uchodźców proboszcz kościoła św. Piotra i Pawła oraz administrator diecezji wileńskiej nie pozwolili. Dlatego postanowiono poszukać sali na rekolekcje. Najpierw jednak wysłano telegram do biskupa Jana Cieplaka do Piotrogrodu, aby pomógł uzyskać zgodę na odprawienie rekolekcji dla litewskich uchodźców w kościele św. Piotra i Pawła. Niestety, zgody nie uzyskano. Administrator diecezji wileńskiej cofnął kan. K. Olšauskasowi pozwolenie na odprawianie mszy św., słuchanie spowiedzi, głoszenie kazań i wykonywanie innych posług duchowych we wszystkich kościołach diecezji wileńskiej. W numerze z 7 kwietnia wydrukowano list Komitetu Centralnego Litewskiego Towarzystwa Pomocy Ofiarom Wojny do administratora diecezji wileńskiej, prałata Kazimierza Michalkiewicza. [fn: „Lietuvių draugijos komiteto laiškas Vilniaus vyskupijos valdytojui”, in: Viltis, 1915 m. balandžio 7, s. 1.] Komitet od początku działalności troszczył się o materialne wsparcie litewskich uchodźców, ale nie mógł nie zauważyć także ich spraw religijnych. Komitet miał nadzieję, że administracja diecezji wileńskiej z własnej inicjatywy pomoże litewskim uchodźcom, zwłaszcza mając na uwadze encyklikę wydaną przez papieża Benedykta XV, w której zwraca się on do różnych władz duchownych o otoczenie opieką jeńców wojennych i poszkodowanych. Komitet wybrał dwóch pełnomocników – kan. K. Olšauskasa i adwokata P. Leonasa, którym powierzył uzyskanie od administratora diecezji pozwolenia na głoszenie kazań i organizowanie dodatkowych nabożeństw w języku litewskim obok używanego języka polskiego w niektórych kościołach wileńskich, gdzie przebywało wielu litewskich uchodźców, a także na zorganizowanie trzydniowych rekolekcji wielkopostnych w kościele św. Piotra i Pawła. Pełnomocnicy otrzymali od administratora diecezji następujące odpowiedzi: „a) Jego Ekscelencja pryncypialnie odmawia wydania zgody na kazania i dodatkowe nabożeństwa w języku litewskim w parafialnych kościołach wileńskich, b) rekolekcje wielkopostne w języku litewskim w kościele św. Piotra i Pawła z powodu przeszkód technicznych muszą zostać przełożone na czas po Wielkanocy”. [fn: Ibid.] 19 marca 1915 r. do proboszczów diecezji wysłano cyrkularz administratora diecezji, aby kan. K. Olšauskas nie był dopuszczany do ołtarza. Autorzy listu przedstawili administratorowi swoje stanowisko: cyrkularz wydano niespodziewanie i bez ostrzeżenia ze strony administratora; kan. K. Olšauskas nie wiedział w odpowiednim czasie, że cyrkularz jest publikowany; na prośbę kan. K. Olšauskasa z 20 marca o wskazanie przyczyn, dla których ten cyrkularz został wydany, nie otrzymano odpowiedzi; po zapytaniu w tej samej sprawie przez biskupa żmudzkiego Franciszka Karewicza, zwierzchnika kan. K. Olšauskasa, odpowiedź nie nadeszła; z powodu zaistniałych okoliczności, które nie są oficjalnie znane komitetowi, dwóch księży diecezji wileńskiej odmówiło uczestnictwa w posiedzeniach komitetu; komitet, którego członkiem był kan. K. Olšauskas – upoważniony również do zwracania się do administratora i w którego imieniu działał – nie otrzymał żadnych wyjaśnień od administratora. Mając na uwadze przedstawione stanowiska, komitet pytał: „1) czy w istocie wspomniany cyrkularz, odbierający księdzu kanonikowi Konstantinasowi Olšauskasowi prawa do odprawiania mszy, słuchania spowiedzi i głoszenia kazań w diecezji wileńskiej, ma związek z działalnością ks. kan. Konstantinasa Olšauskasa jako naszego pełnomocnika i 2) jeżeli tak, to jakie konkretnie przyczyny skłoniły Jego Ekscelencję do wydania wspomnianego cyrkularza?”. [fn: Ibid.] W gazecie z 12 kwietnia poinformowano, że nabożeństwa w języku litewskim odbyły się w kościele św. Piotra i Pawła. [fn: „Lietuvių pamaldos Šv. Petro ir katedros bažnyčiose”, in: Viltis, 1915 m. balandžio 14, s. 2.] Była to nie tylko msza z kazaniem, jak to miało miejsce przed Wielkanocą, ale także ze śpiewami. Mszę odprawił sam administrator diecezji wileńskiej, prałat K. Michalkiewicz. On sam odśpiewał także suplikacje. Kazanie wygłosił ks. Povilaitis, w jego trakcie poinformowano, że zgodnie z poleceniem administratora diecezji taki porządek ze śpiewami będzie obowiązywał nadal. Autor artykułu pisze: „Mówiąc krótko, można stwierdzić, że 12 kwietnia w kościele św. Piotra objawiło się nieco zasady katolickości, gdyż i Litwini mogli oddać cześć Bogu w swoim ojczystym języku. Szkoda tylko, że takie człowieczeństwo nastąpiło po raz pierwszy nie w zeszłym roku od pierwszego napływu uchodźców, a dopiero teraz, po 9 miesiącach wojny i to jeszcze po jakich incydentach”. [fn: Ibid.] Uczestnicząc w nabożeństwie, administrator diecezji mógł się przekonać, że nabożeństwa i rekolekcje „dla Litwinów z Antokola były ich prawdziwą i żywą potrzebą duchową, a nie wymysłem Komitetu Litewskiego czy ks. Olšauskasa”. [fn: Ibid.] Z polecenia władzy duchownej w katedrze wileńskiej dla Litwinów, a zwłaszcza dla litewskich dziewcząt, w każde święto o godzinie 7:30 rano miała być odprawiana msza, a o godzinie 8:00 głoszone litewskie kazanie. Jednak to polecenie nie było wykonywane. W gazecie z 19 maja wydrukowano artykuł: „Skandal w wileńskim kościele św. Jakuba”. [fn: „Skandalas Vilniaus šv. Jokūbo bažnyčioje”, in: Viltis, 1915 m. gegužės 19, s. 1–2] W Zielone Świątki w kościołach św. Katarzyny, św. Mikołaja i Bonifratrów ogłoszono Litwinom z ambon, że w niedzielę, 17 maja, w kościele św. Jakuba dla uchodźców litewskich zostanie odprawiona msza ze śpiewami, a po mszy odbędą się suplikacje, błogosławieństwo i kazanie po litewsku. W ogłoszeniach nie podano dokładnej godziny mszy. Później dowiedziano się, że odbędzie się ona o wpół do dziewiątej rano i ogłoszono to w gazetach. Gdy nadeszła wspomniana niedziela, litewscy wierni zaczęli gromadzić się wcześniej, jeszcze przed wyznaczoną godziną. Siedząc w ławkach, polscy wierni śpiewali różaniec. W miarę zbliżania się czasu mszy przeznaczonej dla Litwinów „w polskim śpiewie coraz bardziej dało się odczuć jakiś niestosowny dla śpiewu krzyk, brak zgody, pośpiech”. Gdy nadeszła wyznaczona godzina, ksiądz nie rozpoczął odprawiania mszy. Litwini zaczęli się niepokoić, szeptać, co się dzieje, a polscy chórzyści krzyczeli coraz głośniej. W tym czasie proboszcz siedział w konfesjonale i słuchał spowiedzi, a zakrystian stał obok. Polscy chórzyści śpiewali jakby rozzuchwaleni, Litwini z niepokojem czekali. Przez drzwi zakrystii widać było, że ks. prof. Petras Kraujalis stał ubrany w szaty liturgiczne, ale nie wychodził odprawiać mszy. Wreszcie proboszcz i zakrystian poszli do zakrystii, a ks. P. Kraujalis podszedł do ołtarza. Jednak polscy chórzyści zaczęli śpiewać jeszcze głośniej i nie pozwolili Litwinom zaintonować „Padnijmy na kolana”. Proboszcz, wyszedłszy z zakrystii, podszedł do chórzystów i kazał im się uciszyć. Ci zaczęli śpiewać jeszcze głośniej. Tak Polacy śpiewali przez całą litewską mszę. Ks. P. Kraujalis odszedł od ołtarza nie odśpiewawszy suplikacji. Polacy, skończywszy śpiewać różaniec, zaczęli śpiewać litanię. Litwini, nie doczekawszy się kazania, zaczęli się rozchodzić. Niektórzy Polacy, wyszedłszy z kościoła, zaczęli rzucać w Litwinów kamieniami, które włożyli sobie do kieszeni. Jeden z nich miał ukryty pod ubraniem żelazny pręt. O godzinie jedenastej pod bramę kościoła św. Jakuba podjechał administrator diecezji wileńskiej. Na cmentarzu przykościelnym zaczął rozmawiać z grupą kobiet. Szybko rozeszła się wieść, że jakiś ksiądz głosi kazanie. Jedni zaczęli wybiegać z kościoła do rzekomego kaznodziei, inni rzucili się do proboszcza, żeby ten nie pozwolił Litwomanowi głosić kazanie. Gdy okazało się, że to administrator, wszyscy wrócili z powrotem, a sam administrator, odłączywszy się od grupy, poszedł w głąb cmentarza przykościelnego. Po pół godzinie administrator odjechał. O godzinie jedenastej rozpoczęła się suma. Z ambony proboszcz powiedział, że przed sumą administrator diecezji poprosił o ogłoszenie następującego polecenia: ponieważ w mieście szerzą się pogłoski, że kościół św. Jakuba chce się całkowicie oddać Litwinom, wyjaśnia się, że to nieprawda, gdyż w czasie wojny pozwolono uchodźcom litewskim odprawiać w tym kościele mszę rano o jednej godzinie, podczas której można śpiewać pieśni, a po niej suplikacje i głosić kazanie – pierwsza taka msza odbędzie się 31 maja. Wszystkim innym odwiedzającym kościół nakazuje się zachowywać spokojnie i nie przeszkadzać w czasie nabożeństw. Gdy proboszcz jeszcze mówił, jeden Polak próbował coś powiedzieć, ale się powstrzymał. Gdy ksiądz skończył mówić, w kościele zaczęły się okrzyki i wrzaski. Gdy hałas ucichł, proboszcz przemówił: „Moi parafianie! Dobrze mnie znacie, a ja was, bo tyle lat byłem z wami. Wiecie, że tu znajduje się Najświętszy Sakrament, więc to nie miejsce na wrzaski. Jeśli chcecie coś powiedzieć, to wiecie, że jest władza kościelna, do niej mówcie”. [fn: Ibid.] Redakcja gazety zapytała o zajście w kościele św. Jakuba księdza P. Kraujalisa, który odprawiał mszę. Na pytanie, dlaczego mszę zaczęto odprawiać później, ksiądz odpowiedział, że zakrystian nie zapalił świec na wielkim ołtarzu. O tym, co było później, nie mógł się wypowiedzieć, bo dotyczyło to proboszcza. Należy wspomnieć, że proboszcz zapytał wówczas, czy ks. P. Kraujalis miał pisemne pozwolenie na odprawienie mszy dla Litwinów, ale on takiego pozwolenia nie miał, otrzymał jedynie ustne pozwolenie przez telefon. Mógł więc robić to, na co proboszcz pozwolił. Zapytany, dlaczego nie było suplikacji, ks. P. Kraujalis odpowiedział, że przy dwóch świecach nie można wystawiać Najświętszego Sakramentu, a ponadto polscy chórzyści nie przestawali śpiewać. Podsumowując, autor artykułu pisał: „Jakże wysoko pod względem kultury w porównaniu z tymi nikczemnikami zaprezentowali się Litwini, którzy choć krwawo krzywdzeni, wobec przemocy polskich chuliganów nie chwycili się takiej samej przemocy, nie okazali nawet najmniejszej chęci wszczynania jakiegokolwiek hałasu w kościele. Ludźmi takiej kultury muszą Litwini pozostać i nadal, a wtedy racja będzie ich”. [fn: Ibid., s. 2] W numerze z 26 maja wydrukowano artykuł: „Skandal podczas procesji Bożego Ciała”. [fn: Periklis, „Skandalas per Dievo Kūno procesiją”, in: Viltis, 1915 m. gegužės 26, s. 1.] W dzień Bożego Ciała przystrojonymi ulicami Wilna szła uroczysta procesja wszystkich wileńskich kościołów. Jako pierwsza szła procesja litewskiego kościoła św. Mikołaja. Tysięczny tłum Litwinów, piękny śpiew i wzorowy porządek nie spodobały się Polakom i postanowiono wywołać skandal. Plan Polaków był następujący: „wedrzeć się w procesję litewską i rozproszyć Litwinów na boki procesji polskich. Prowadzenie walki tym razem przypadło Polakom z kościoła św. Szczepana, dowodzonym przez samego proboszcza, ks. Dyjakowskiego”. [fn: Ibid.] Polacy trzy razy atakowali litewską procesję, ale bezskutecznie. Wreszcie na ulicy Wileńskiej sam proboszcz kościoła św. Szczepana, wziąwszy ze sobą Polaków, wdarł się w litewską procesję i zaczął wołać swoich. Litwini prosili, by zostawić ich w spokoju i nie psuć porządku. Proboszcz zwracał się do Litwinów po litewsku, ale przeklinał po polsku, widocznie nie znajdując na to słów w języku litewskim. W numerze z 31 maja opublikowano litewską odpowiedź w sprawie wydarzeń z 17 maja w kościele św. Jakuba. [fn: „Lietuvių balsas dėl pamaldų Šv. Jokūbo bažnyčioje”, in: Viltis, 1915 m. gegužės 31, s. 1.] Osoby podpisane pod odpowiedzią były oburzone zachowaniem Polaków. W piśmie napisano, że Polacy zachowywali się nieprzyzwoicie, krzyczeli w kościele, sprzeciwiali się nakazowi władzy duchownej, by pozwolić Litwinom uczestniczyć w nabożeństwach w tym kościele. W polskich gazetach ci awanturnicy nie zostali potępieni, lecz usprawiedliwieni. Administrator diecezji wileńskiej, zamiast ukarać awanturników, zakazał Litwinom organizowania tak potrzebnych nabożeństw w języku litewskim. Ponadto wydarzenia w kościele św. Jakuba wspomniane w „Viltis” nazwał „tendencyjną prowokacją”. W numerze z 3 czerwca wydrukowano artykuł: „Po zakończeniu litewskich nabożeństw majowych w katedrze wileńskiej”. [fn: A. J., „Lietuvių gegužinėms pamaldoms Vilniaus katedroj pasibaigus”, in: Viltis, 1915 m. birželio 3, s. 1.] Nabożeństwa majowe w języku litewskim odbywały się w kilku wileńskich kościołach, w tym w katedrze wileńskiej. W nabożeństwach majowych w katedrze uczestniczyły uchodźczynie litewskie, członkinie stowarzyszenia Służących św. Zyty, uczniowie, uczestnicy kursów towarzystwa „Saulė”, księża, inteligenci, nauczyciele, żołnierze i inni. Główna nawa katedry „zawsze bywała gęsto nabita ludźmi”, wiernych nie brakowało też w nawach bocznych, zwłaszcza w święta. Podczas nabożeństw pięknie śpiewali czystymi głosami, widocznie nauczywszy się wcześniej. Mszę odprawiał ks. Pranas Bieliauskas. Autorowi artykułu przeszkadzało to, że w trakcie śpiewów i litanii zdarzały się polonizmy. Dlatego na przyszły rok należałoby wydrukować karteczki z poprawnymi tekstami pieśni majowych. W artykule z 24 czerwca mowa jest o krzywdach wyrządzanych Litwinom w kościele św. Rafała. [fn: Kašėta, A. „Lenkininkų daromos lietuviams nuoskaudos Šv. Rapolo bažnyčioje”, in: Viltis, 1915 m. birželio 24, s. 1.] Wileńska parafia św. Rafała liczyła około 20 tysięcy wiernych, należały do niej duże obszary przedmieść. Większość mieszkańców parafii stanowili nędzarze, którzy przybyli za chlebem z guberni wileńskiej i kowieńskiej. Wśród nich było wielu Litwinów lub znających język litewski. Niektórzy z nich w ogóle nie mówili po polsku. Byli jednak i tacy, którzy założywszy rodziny z Polakami, wstydzili się publicznie mówić po litewsku lub przyznać, że są narodowości litewskiej. W kościele słuchali oni polskich kazań, choć niewiele rozumieli. Było jednak sporo i takich, którzy nie bali się mówić czy modlić po litewsku, ale nie wiedzieli, jak bronić swoich praw. W 1915 r. w parafii św. Rafała było około 10 tysięcy stałych mieszkańców litewskich, a oprócz nich jeszcze uchodźcy wojenni. Jednak władza duchowna i proboszczowie parafii nie zrobili nic, aby zaspokoić duchowe potrzeby Litwinów. Wszelkie próby wprowadzenia nabożeństw w języku litewskim były zawsze dławione przez władzę duchowną. Z tego powodu autor artykułu pisze: „Wychodzi na to, że kościół św. Rafała jest szczególnie chroniony przed nabożeństwami litewskimi, jakby na wieczny monopol polskości został oddany. Tak gardząc i krzywdząc swoje litewskie owieczki, jakby to nie byli katolicy, władza duchowna po prostu grzeszy przeciwko przykazaniom naszego Kościoła świętego, w których wszyscy wierni są równi, bo wszyscy jedną krwią Chrystusa odkupieni, i które wymagają, aby dla wszystkich nabożeństwa były odprawiane w ich ojczystym języku”. [fn: Ibid.] Analiza artykułów opublikowanych w gazecie „Viltis” uwydatnia problemy, z jakimi stykali się w Wilnie litewscy uchodźcy, chcąc uzyskać posługi duchowe w języku ojczystym. Przeszkody w sprawie wprowadzenia nabożeństw w języku litewskim pojawiały się z powodu wrogiego nastawienia polskich wiernych i stanowiska zajętego przez władzę diecezji wileńskiej. Mimo to litewskie nabożeństwa – z kazaniami i śpiewami – odbywały się w kilku wileńskich kościołach. W ten sposób częściowo zaspokojono potrzeby duchowe litewskich uchodźców w Wilnie.