Bronius Makauskas Wysiedlenie Litwinów z okupowanej przez III Rzeszę Suwalszczyzny (1940-1941) Wydarzenia lat II wojny światowej przyciągają uwagę historyków w kategoriach najbardziej fundamentalnych kwestii, problemów o znaczeniu globalnym lub narodowym, i jest to całkiem zrozumiałe. Być może dlatego ważne kwestie, które są istotne tylko z lokalnego lub sąsiedzkiego punktu widzenia, są nadal odsuwane na bok. Tego typu kwestie poruszane są tylko wtedy, gdy nadarzy się ku temu okazja, choć dostarczają bardzo interesującego materiału na temat szczególnych konsekwencji „napędzanej” wielkiej polityki i jej implikacji dla małych społeczeństw, które są przedmiotem większych gier kształtujących oblicze Europy. W tej niewielkiej pracy zbadamy losy ludności żydowskiej i litewskiej w ich małej ojczyźnie, południowo-wschodniej Suwalszczyźnie, będącej ofiarą imperialnych gier III Rzeszy i Związku Radzieckiego. Ujawnimy działanie tego mechanizmu w terenie i bolesne konsekwencje, jakie poniosła miejscowa mniejszość żydowska i litewska. Agresja Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. doprowadziła do niespotykanego wcześniej exodusu ludności mającej korzenie w tej części Europy. Większość Litwinów i Żydów na Suwalszczyźnie była ludnością autochtoniczną. Żydzi stanowili największą po Polakach grupę etniczną w miastach regionu, ale było ich też kilku rozproszonych po okolicznych wsiach. Na przykład w mieście Puńsk Żydzi stanowili 1/3 ludności, a w mieście Sejny blisko 50%. Tymczasem Litwini stanowili skoncentrowaną mniejszość zamieszkującą obszar wyznaczony od południa przez miejscowości Wiżajny-Szypliszki-Smolany-Sejny-Berżniki. Obszary te były, idąc na północ, etnicznie mieszane, z Litwinami, Żydami i Polakami. Sejny, ważny polski ośrodek, zwłaszcza religijny, były również jednym z najbardziej znaczących ośrodków litewskiego odrodzenia narodowego. W okresie kształtowania się granic polsko-litewskich były one areną krwawych zatargów [fn: zob. P. Łossowski, „Konflikt polsko-litewski 1918–1920”, KiW, Warszawa, 1996]. Prawie połowę ludności miasta stanowili Żydzi, zajmujący się przede wszystkim świadczeniem usług gospodarczych. Przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego wszystkie te grupy etniczne żyły w stanie izolacji od siebie. Wybuch II wojny światowej, w której Polska stała się pierwszą ofiarą zbrojnej agresji ze strony Niemiec, a później Związku Radzieckiego, postawił mieszkających tu Żydów i Litwinów w trudnej sytuacji. W tym czasie stosunki między Polską a Litwą były poprawne. Litwini z Suwalszczyzny, bez entuzjazmu, ale świadomi swego obywatelskiego obowiązku, przystąpili do mobilizacji w obronie regionu przed niemieckim agresorem [fn: zob. B. Makowski, „Litwini w Polsce 1920-1939”, PWN, Warszawa, 1986.]. Granica polsko-litewska już w pierwszych dwóch tygodniach pozbawiona była lokalnej administracji. Litwini starali się zapełnić tę pustkę, tworząc podstawy litewskiej administracji w miejscowościach Krasnowo, Puńsk i Wiżajny, a w szczególności urzędy zarządców i sieć litewskich szkół. W ciągu dwóch tygodni powstało osiemnaście szkół. Wśród miejscowych Litwinów dominowało przekonanie, że Polska nie oprze się niemieckiej presji i albo przyjdą tu Niemcy, albo terytorium zamieszkane przez ludność litewską, które w przeszłości było przedmiotem krwawych sporów, zostanie przyłączone do Litwy. Nagle, 19 września 1939 r., na omawianym obszarze pojawiła się armia sowiecka i zaatakowała Polskę od wschodu. Jej zachowanie, zwłaszcza komisarzy politycznych, było dla Litwinów tak samo zdumiewające, jak to skąd przyszli. Nie zajmowali budynków, urzędów, nie zamykali litewskich szkół. Wśród Litwinów słychać było szepty, że ziemie te zostały „wykupione od Rosjan przez Niemców” [fn: Narracje postaci litewskich na Suwalszczyźnie. Archiwum autora]. Takie rozmowy wydawały się absurdalne, ale propaganda szeptów okazała się mieć realne podstawy. Dwa tygodnie później Sowieci wycofali się, a ich miejsce zajęły wojska niemieckie. 13 października 1939 r. Niemcy byli już jedynymi panami na tym terenie. Suwalszczyzna została włączona do Prus Wschodnich jako część regionu Gusiew [fn: Studia i materiały do dziejów Ziemi Sejneńskiej, t. I, Białystok-Warszawa, 1975, s. 335.]. Miejscowa ludność nie zdawała sobie sprawy, że Niemcy realizują na tym terenie postanowienia tajnego traktatu z Sowietami z 28 września 1939 r., który zastąpił decyzje z 23 sierpnia 1939 r. dotyczące przebiegu linii granicznej oddzielającej terytorium podległe hitlerowskim Niemcom od Związku Radzieckiego [fn: Najnowsza publikacja dokumentów na temat: Stalino Hitlerio suokalbis, pod redakcją B. Nemickasa, w: Pasaulio lietuvis, Chicago, 1889, wydanie specjalne]. Nadzieje miejscowych Litwinów na przyłączenie Sejn do Litwy okazały się złudne. Postawa Litwy wobec niemieckiego i radzieckiego ataku na Polskę: fakt, że Litwa udzieliła schronienia polskim uchodźcom na swoim terytorium i odrzuciła niemieckie naciski, aby Litwa przyłączyła się do zbrojnej kampanii mającej na celu odebranie Wilna Polsce, pozwolił Niemcom (którzy z kolei byli naciskani przez Sowietów) na szybsze podjęcie decyzji o „scedowaniu” Litwy - z wyjątkiem tak zwanego Trójkąta Suwalskiego - do „sowieckiej strefy interesów”. Związek Radziecki nie zwlekał, bo już 29 września 1939 r. podjął działania zmierzające do podporządkowania sobie Litwy, wymuszając na niej układ o „wzajemnej pomocy”. Istotą układu zawartego z Litwą 10 października 1939 r. było przekazanie Litwie Wilna i utworzenie baz wojsk sowieckich liczących 25 tys. żołnierzy [fn: L. Truska, V. Kancevičius, Lietuva Stalino Hitlerio sandėrio verpetuose, Wilno, 1990, s. 205 i następne]. O losie trzech rejonów Suwalszczyzny mieli w niedalekiej przyszłości zadecydować Sowieci i Niemcy w kwestii przyłączenia ich do Litwy. W międzyczasie Niemcy, z Eugenem Dorssem na czele, rozpoczęli tworzenie Kreiskommissariatu (administracji powiatowej) w Suwałkach oraz Amtskommissariat na poziomie gmin w miejscowościach Berżniki, Giby, Krasnopol, Puńsk, Krasnowo i Sejny. Utworzono gestapo, SD i żandarmerię. Posterunki żandarmerii na terenach zamieszkałych przez Litwinów utworzono w Sejnach, Berżnikach, Krasnowie i Puńsku. Do ich obsadzenia wybrano Niemców (z regionu Kłajpedy) z lepszą lub gorszą znajomością języka litewskiego. Miejscowa ludność podlegała niemieckim przepisom. Wszystkie budynki administracyjne i szkolne zostały zajęte przez Niemców, a ich mienie skonfiskowane. Kiedy delegaci litewscy udali się do Suwałk, aby poskarżyć się Schulinspektorowi na likwidację szkół, powiedziano im, że zadaniem inspektora jest między innymi zamknięcie wszystkich szkół nieniemieckich. Inspektor poradził Litwinom, aby udali się do innej instytucji, ale oczywiście nie zostali tam przyjęci. Na Suwalszczyźnie, podobnie jak w Generalnej Guberni, wcielano w życie rasowe założenia NSDAP, które opracowali eksperci dr Wetzel i dr Hecht. Ich memoriał stanowił podstawę wytycznych Hitlera dla polityki III Rzeszy na terenach okupowanych i przyłączonych do Niemiec [fn: zob. J. Sobczak, Hitlerowskie przesiedlenie ludności niemieckiej w dobie II wojny światowej, Poznań, 1966, s. 51.]. Zgodnie z tymi założeniami ludność, która nie nadawała się do germanizacji, należało zlikwidować, a tę, która się do tego nadawała, zasymilować, m.in. poprzez przesiedlenie ludności niemieckiej na wskazane tereny. Ponieważ świadomość narodowa Litwinów była bardzo wysoka, ich asymilacja była niemożliwa. Co więcej, dopóki istniało Państwo Litewskie, z którym Niemcy utrzymywali pozornie poprawne stosunki, prawa mniejszości litewskiej na przyległym terytorium musiały być tolerowane. Dlatego „oczyszczanie” terytorium rozpoczęto od Żydów. Podejście było podobne do tego stosowanego na całej wschodniej granicy Polski, gdzie ludność żydowska była bardzo często wydalana do Związku Radzieckiego. Deportacja Żydów z Suwalszczyzny na Litwę rozpoczęła się 27 października 1939 r. w rejonie Wiżajn, gdzie w pierwszym rzucie wysiedlono około dwustu osób. Przywieziono ich tylko z podręcznym bagażem do granicy litewskiej i przewieziono na stronę litewską, pod groźbą, że zostaną rozstrzelani z karabinów maszynowych, które ustawiono na wypadek, gdyby któryś z nich próbował wrócić. Miało to miejsce w kilku miejscach. Wysiedlenie Żydów z Suwalszczyzny na Litwę było wstępem do niemieckich planów kolonizacyjnych tego zakątka Polski, który został włączony do III Rzeszy. 24 października 1939 r. zakończył się okres tolerowania szkół litewskich i oczywiście polskich. Zastąpiła je znacznie mniejsza liczba podstawowych szkół niemieckich, które istniały do 1944 roku. Nauczyciele zostali sprowadzeni z Prus Wschodnich, a system edukacji był ściśle dostosowany do doktryny nazistowskiej. Młodzież litewska, która spełniała odpowiednie warunki, mogła uczęszczać do szkół zorganizowanych w Puńsku, Połuńcach i Krasnowie [fn: Studia i materiały…, s. 318]. 4 listopada 1939 r. nauczyciele litewscy i przedstawiciele innych środowisk intelektualnych, którzy pozostali na Suwalszczyźnie, otrzymali nakaz stawienia się na przesłuchanie w miejscowych komisariatach żandarmerii i zostali oskarżeni o organizowanie ruchu antyniemieckiego. Dopiero wtedy udało im się poinformować rząd w Kownie, że Niemcy rozpoczęli akcję antylitewską. Zwrócono się o radę, jak poradzić sobie z prześladowaniami [fn: E. Turauskas, Lietuvos nepriklausomybės netenkant – įvykiai, Kowno, 1990, s. 182.]. Edvardas Turauskas, dyrektor Departamentu Politycznego Litewskiego MSZ, w porozumieniu z ministrem J. Urbšysem, polecił litewskiemu wysłannikowi w Berlinie (którego zadaniem było również reprezentowanie interesów Litwinów z Suwalszczyzny w III Rzeszy) przekazanie zainteresowanym następujących informacji: 1) nauczyciele i osoby zagrożone aresztowaniem i deportacją, a nawet utratą życia, powinny jak najszybciej opuścić Suwalszczyznę i udać się na Litwę; 2) ci, którzy mogą pozostać na tym terenie, nawet nie ucząc, powinni tam pozostać [fn: Tamże, s. 182-183]. Sytuacja ludności litewskiej, a także polskiej, stawała się coraz trudniejsza. Przede wszystkim gwałtownie pogorszyła się sytuacja ekonomiczna ludności z powodu obciążenia daninami i kontrybucjami majątkowymi oraz narzuceniem przymusowej pracy na rzecz okupanta. Jak można się było spodziewać, kartki na żywność i towary były dystrybuowane miejscowej ludności w celu pogłębienia konfliktu polsko-litewskiego. Litwini otrzymali kartki na 120 pozycji, a Polacy na 80 pozycji. Z drugiej jednak strony - aby udaremnić ambicje Litwinów - uznano język niemiecki i polski za języki urzędowych rozporządzeń, także tam, gdzie Litwini mieszkali w całości. Zgodnie z klasyczną polityką divide et impera, Niemcy głosili też ludności litewskiej teorię, jakoby wojska niemieckie stacjonowały tam w celu ochrony przed internowanym na Litwie (sic!) wojskiem polskim [fn: Tamże, s. 181-184]. Z relacji miejscowych Litwinów wynika, że nie bacząc na falę prześladowań i trudności, jakie spadły na Litwinów z Suwalszczyzny, mieli oni poczucie, że w najgorszym wypadku będą mogli w końcu uciec na niepodległą wówczas jeszcze Litwę. Niemcy nie ukrywali swoich planów kolonizacyjnych, ale dopóki Litwa była niepodległa, nie stosowali wobec mieszkających tam Litwinów tak skrajnych metod, jak te, które natychmiast zaczęli stosować wobec rodzącego się aktywnego polskiego podziemia, nie mówiąc już o metodach wobec Żydów. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy Litwa znalazła się pod okupacją sowiecką w wyniku ultimatum z 14 czerwca 1940 roku. 10 stycznia 1941 r. III Rzesza i Związek Radziecki zawarły w Moskwie nowy „Traktat o przyjaźni i granicach”. W tym przypadku, podobnie jak jesienią 1939 r. w odniesieniu do Łotwy i Estonii, III Rzesza podjęła się przesiedlenia Niemców będących na Litwie. Przesiedlenie Niemców dało im dodatkową możliwość, podobnie jak Związkowi Radzieckiemu, „wypłukania” elementów, których nie chcieli na granicy sowiecko-niemieckiej. Pierwsze negocjacje w sprawie przesiedlenia Litwinów z Okręgu Kłajpedy i Suwalszczyzny rozpoczęły się zaledwie kilka dni po rozpoczęciu sowieckiej okupacji Litwy w dniu 22 czerwca 1940 r., kiedy to minister spraw zagranicznych III Rzeszy, von Ribbentrop, oraz szef niemieckiego MSZ i Wydziału Polityki Kulturalnej, von Twardowski, udali się do Moskwy w celu wynegocjowania traktatu o przeniesieniu Niemców z Litwy. Chociaż Moskwa była zasadniczo zainteresowana negocjacjami z Trzecią Rzeszą, znalazła się w bardzo delikatnej sytuacji, ponieważ Litwa nie została jeszcze formalnie „przyjęta” do ZSRR. A z propagandowego punktu widzenia mogła to być bardzo niewygodna sytuacja, w której okupowana przez Sowietów Litwa, zgodnie z tajnym protokołem z 28 września 1939 r., miała teraz stracić część swojego terytorium (południowo-zachodnią część Suwalszczyzny), gdyż zgodnie z drapieżnym traktatem część ta miała przypaść Niemcom. Moskwa stanęła przed dylematem, jak rozwiązać tę w gruncie rzeczy drobną kwestię bez naruszania stosunków z Niemcami i jak utrzymać swoją pozycję „obrońcy przed faszyzmem” w oczach litewskiej i światowej opinii publicznej. Tymczasem nota wysłannika von Schulenburga do Wiaczesława Mołotowa z 12 lipca 1940 r., nie po raz pierwszy, dotycząca przyspieszenia negocjacji w kwestii przesiedlenia Niemców z Litwy, czekała na konkretną odpowiedź z Moskwy. W odpowiedzi na tę niemiecką propozycję strona sowiecka z kolei wystąpiła z własnym żądaniem - aby Niemcy odstąpili im część południowo-zachodniego terytorium Litwy w trójkącie wyznaczonym przez linię: Nowe Miasto, Szeszupa, Pilwiszki, Mariampol, Ludwinów, Krosna, Kopciowo [fn: Stalino Hitlerio suokalbis…, op. cit., s. 51]. Przypomnijmy, że faktycznie obszar ten znajdował się w rękach sowieckich od 16 czerwca 1940 roku. Dlatego teraz zamierzano zrewidować poprzednie porozumienie z Niemcami, aby uniknąć wewnętrznych komplikacji, gdy Litwa zostanie „włączona” do ZSRR. Berlin wykorzystał trudną sytuację swojego „sojusznika” i zażądał 13 milionów dolarów za „cesję” tej części Litwy na rzecz Moskwy. Ostatecznie Moskwa, nie znajdując lepszego wyjścia, ale upierając się przy negocjacjach, zgodziła się zapłacić 7,5 miliona dolarów, co stanowiło równowartość wartości Alaski, którą Rosja sprzedała kiedyś Stanom Zjednoczonym. Partner Hitlera skrupulatnie dotrzymywał tych zobowiązań aż do ostatnich dni wojny z Niemcami. Tymczasem, gdy trwała berlińsko-moskiewska licytacja o okupowane tereny Rzeszy, Hauptamt Volksdeutsche Mittelstelle („VoMi”) otrzymało rozkaz policzenia Niemców na Litwie i Litwinów zamieszkujących tereny okupowane przez III Rzeszę (Kłajpeda, południe Suwalszczyzny). Organizacja ta została zobowiązana do zapewnienia transportu Niemcom przerzucanym do III Rzeszy. Niemcy z charakterystyczną dla siebie skrupulatnością wycenili mienie swoich rodaków na Litwie. Grunty, łąki, uprawy, lasy, ogrody, zbiorniki wodne, chaty, inwentarz żywy i martwy wyceniano według specjalnie przygotowanego cennika. Wszystko wyceniono do 15 sierpnia 1940 r., w zaokrągleniu do 200 mln RM. Od tej kwoty odjęto 50 milionów RM. za mienie Litwinów, którzy mieli być przesiedleni z Okręgu Kłajpedy i Suwalszczyzny [fn: J. Sobczak, Hitlerowskie…, s. 208]. Gdy w Moskwie 10 stycznia 1941 roku podpisano uzgodnioną „Umowę o granicach i przyjaźni”, w tym samym czasie pełnomocnik rządu niemieckiego dr Wilhelm Neldeke i przedstawiciel rządu ZSRR Nikołaj G. Pozdniakow podpisali umowę dotyczącą przesiedlenia obywateli niemieckich i osób narodowości niemieckiej z Litewskiej SRR do Niemiec oraz przesiedlenia obywateli Litewskiej SRR i osób narodowości litewskiej, rosyjskiej i białoruskiej z okupowanych przez Niemcy terytoriów – okręgu Kłajpedy i powiatu suwalskiego [fn: LAP, F. 1771, zeszyt 2, t. 150, s. 14]. Dopisane w umowie „rosyjskiej i białoruskiej” miało podkreślić internacjonalistyczny charakter, o co ze względów propagandowych Moskwa zawsze dbała. W rzeczywistości chodziło być może tylko o kilkuset staroobrzędowców z Suwalszczyzny, których Niemcy przy okazji zamierzali się pozbyć. Formalnie przesiedlenie było dobrowolne. Chęć przeprowadzki można było wyrazić pisemnie lub ustnie, a na wnioskodawców nie można było w żaden sposób naciskać. Osoba, która miała zostać przesiedlona, miała prawo zabrać ze sobą swoją rodzinę i wszystkie osoby pracujące w gospodarstwie, pod warunkiem, że wyraziły taką wolę. Dzieci w wieku powyżej 16 lat miały prawo same zdecydować, czy chcą się przenieść. Obie strony zgodziły się, że umowa zacznie obowiązywać od momentu jej podpisania i zakończy się dwa miesiące później. Na terytorium Litewskiej SRR pracami niemieckiego personelu realizującego umowę kierował Główny Pełnomocnik z dwoma zastępcami oraz pełnomocnicy powiatowi, również z zastępcami. Na terenach przyłączonych do Niemiec pracami radzieckiego personelu kierował Główny Przedstawiciel oraz przedstawiciele powiatowi z taką samą liczbą zastępców, jak w ekipie niemieckiej. Narodowość przesiedleńca potwierdzał pełnomocnik w obecności przedstawiciela drugiej strony. Ich zadaniem było ustalenie liczby przesiedlanych i ich danych osobowych oraz kontrolowanie przebiegu rejestracji. Pełnomocnicy i przedstawiciele nadzorowali całą akcję i jej zabezpieczenie techniczne. Niemiecki personel nadzorujący przebieg przesiedleń z Litewskiej SRR nie mógł przekraczać 214 osób, natomiast radziecki personel w powiecie suwalskim i okręgu kłajpedzkim – 159 osób [fn: Tamże, s. 7]. Na interesującej nas Suwalszczyźnie pełnomocnicy i przedstawiciele pełnili swoje funkcje w Suwałkach. Natomiast pełnomocnicy i przedstawiciele terenowi rezydowali w Suwałkach, Wiżajnach, Puńsku, Sejnach i Nowince. Dla przesiedlanych z Suwalszczyzny punkty kontrolne wyznaczono w Wisztyńcu, Kalwarii i Serejach. W rzeczywistości jednak ulegały one zmianom w zależności od potrzeb. W niemieckim tekście umowy nazwy miejscowości Suwalszczyzny zapisywano w brzmieniu polskim, natomiast w tekście rosyjskim – w brzmieniu litewskim. Bardzo dokładnie określono rejestrację przesiedlanych. Przesiedlani mieli do 18 marca 1941 roku przedstawić w przedstawicielstwach terenowych dokumenty potwierdzające ich narodowość. Listy przesiedlanych sporządzano w dwóch językach – rosyjskim i niemieckim. Zawierano w nich podstawowe dane: miejsce i datę urodzenia, narodowość, obywatelstwo, stan cywilny, zawód, dotychczasowe miejsce zamieszkania. Przesiedlenie mogło nastąpić dopiero po zatwierdzeniu list przez przedstawicieli i pełnomocników terenowych obu stron. Przesiedleniec otrzymywał numer, który był tymczasowym „dokumentem podróży”. Przesiedlenie mogło odbywać się tylko grupami, indywidualne przypadki przesiedleń miały być możliwe po obu stronach na podstawie wcześniejszego porozumienia. Wykonanie planów transportu przesiedleń powierzono Głównemu Pełnomocnikowi strony przyjmującej, pod warunkiem że będą one zgodne z planami Głównego Przedstawiciela strony wysyłającej. O przypadkach wykorzystania transportu kolejowego Główny Pełnomocnik miał obowiązek powiadomić Głównego Przedstawiciela 5 dni przed datą przesiedlenia. Podczas przewozu przesiedlanym miała być zapewniona pomoc medyczna, a w przypadku dłuższego oczekiwania – ciepły posiłek, dzieci zaś miały otrzymywać ciepłe mleko. Zrozumiałe, że takie przepisy wynikały z chęci Niemców zapewnienia swoim przesiedlanym rodakom z Litwy odpowiednich warunków. Natomiast dla przesiedlanych na stronę radziecką te słowa były pustym zapisem. Jeśli przesiedlenie miało odbywać się koleją, przewidziano prawo do zabrania do 50 kg bagażu osobistego na głowę rodziny i po 25 kg na pozostałych członków rodziny. Przesiedlani własnym transportem (dotyczyło to przede wszystkim Litwinów z okręgu kłajpedzkiego i Suwalszczyzny) mieli prawo zabrać jeden wóz konny, parę koni, jedną krowę, dwie świnie, trzy owce lub kozy, 10 sztuk drobiu – co, oczywiście, było zapisem teoretycznym (praktycznie niewykonalnym). Właściciele gospodarstw rolnych „mogli” tym samym transportem zabrać 250 kg produktów, w tym po 2 kg tłuszczów na osobę. Koszty transportu ponosili przesiedlani. Pozostawione gospodarstwo przesiedleńca automatycznie przechodziło w ręce niemieckie – od momentu spisu inwentarza i majątku przesiedleniec mógł z niego korzystać tylko na potrzeby wyżywienia rodziny i prowadzenia gospodarstwa. Pozostawiony majątek miał być przekazany pełnomocnikowi terenowemu na 5 dni przed opuszczeniem gospodarstwa. W momencie przesiedlenia traciły moc wszystkie wcześniejsze zobowiązania wobec własnego państwa. Lista przedmiotów i produktów do wywiezienia była znacznie krótsza od listy zakazów. Nie wolno było wywozić: pieniędzy w gotówce, złotych i srebrnych monet, złota, platyny, srebra (powyżej 500 gramów) i wyrobów ze złota, kamieni szlachetnych, broni, wyrobów przemysłowych w ilości większej niż dopuszczalna norma na rodzinę, gołębi pocztowych (!), publikacji, taśm fotograficznych, dokumentów, maszyn do szycia w ilości większej niż jedna na rodzinę, papierów wartościowych, dokumentów ubezpieczeniowych, samochodów, motocykli, silników i innych maszyn, nasion, zbóż (powyżej dopuszczalnej normy) i tym podobnych. Zakaz wywozu urządzeń technicznych i komunikacyjnych dotyczył przede wszystkim strony radzieckiej. Obie strony uzgodniły, że przesiedlenie zakończy się do 18 marca 1941 roku. Oznaczało to, że na przeprowadzenie tej skomplikowanej operacji faktycznie pozostały dwa miesiące, i to w trudnych warunkach zimowych. Tak brzmiały postanowienia umowy z 10 stycznia 1941 roku. Ich formalna wymowa była miła i dyplomatyczna. Mówiono nie o wysiedleniu, lecz o przesiedleniu, o dobrowolności, o wysokim standardzie realizacji. Była to typowa obłuda, która w obu przypadkach oznaczała inną jakość. W stosunku do wysiedlanych z Suwalszczyzny i okręgu kłajpedzkiego zastosowano w gruncie rzeczy bezceremonialną procedurę, która oznaczała faktyczną deportację. Planując „wypłukanie” z terytorium ludzi nienadających się do germanizacji, niemiecka władza okupacyjna już latem 1940 roku nakazała zarejestrować ludność litewską i rosyjską w powiecie suwalskim i okręgu kłajpedzkim. O celach rejestracji nie poinformowano mieszkańców. Pod koniec 1940 roku w miejscach publicznych pojawiły się ogłoszenia w języku niemieckim i rosyjskim (ale nie litewskim, którym posługiwała się większość wysiedlanych) o następującej treści: Rozpoczyna się przesiedlenie ludzi do ich Ojczyzny. Przesiedlenie odbywa się za zgodą samych mieszkańców. Każdy obywatel, który ukończył 16 lat, sam decyduje, czy ma wyjechać sam do swojej ojczyzny, czy z całą rodziną, czy wcale nigdzie nie wyjeżdżać [fn: J. Burdulis, „Parduoti metai”, w: Aušra, Punskas, 1993, nr 2, s. 10.]. Długo nie czekając, w grudniu 1940 roku, a więc jeszcze przed datą podpisania umowy, pojawili się przedstawiciele Litwy Radzieckiej, próbujący nakłaniać mieszkańców do przesiedlenia się na Litwę. Nazywali to repatriacją, co było nonsensem, ponieważ ta „repatriacja” miała odbyć się na okupowaną przez Sowietów Litwę, podczas gdy miejscowi Litwini pojmowali ojczyznę jako ziemię ojczystą, w której żyli od wieków. Radzieccy przedstawiciele opowiadali o lepszych tam glebach, o przydziale ziemi wszystkim chętnym i inne podobne bajki, mające zachęcić ludzi do nieopierania się. Ta propaganda – czego radzieccy wysłannicy nie przewidzieli – zamiast zachęcić, u wielu gospodarzy z Suwalszczyzny wzbudziła nieufność. Wyjaśniano im więc, że na Litwie Radzieckiej ziemia została odebrana bogaczom i przekazana małorolnym i bezrolnym, dlatego z tego samego funduszu będą mogli skorzystać i przesiedleńcy. To poruszyło tutejszych gospodarzy, zwłaszcza średniaków – którzy, biorąc pod uwagę warunki polskie, byli dużymi rolnikami – i zmusiło ich do zastanowienia się, czy rzeczywiście otrzymają tam ziemię. Tymczasem, jak wynika ze wspomnień, te opowieści fascynowały niektórych bezrolnych i małorolnych, zatrudniających się jako siła robocza u miejscowych gospodarzy [fn: Historie litewskich bohaterów z Suwalszczyzny. Archiwum autora] Ogólnie rzecz biorąc, wśród litewskich rolników panował niepokój, sceptycyzm oraz utrwalone przez wieki i pokolenia przekonanie, że ziemi ojczystej nie można opuszczać dla niejasnego mirażu, tym bardziej że „radził” im to każdego dnia coraz bardziej natarczywie i coraz bardziej groźnie niemiecki okupant, który rządził się tu wyłącznie systemem eksploatacji. Większość rolników wyraźnie czuła – i plotki rozchodziły się wśród okolicznych mieszkańców – że okupantom zależy na ziemi i majątku, których miejscowi mają się wyrzec na ich korzyść. O prawdziwej sytuacji na Litwie wiedziano coraz mniej, gdyż dotychczas dobre kontakty przez zieloną granicę ustały, ponieważ granica z sowiecką Litwą została zamknięta i nie było możliwości jej przekroczenia. Jednak orientowano się, że rządzą tam już obcy, dzieje się coś niedobrego albo przynajmniej niejasnego. Wszystko to jeszcze bardziej zniechęcało do zamiarów opuszczenia rodzinnych stron. W wirach wojny, w warunkach dyscypliny okupacyjnej, wcześniejsze litewskie spory z Polakami na Suwalszczyźnie straciły sens. W ludziach odżyły w latach przełomu i niepewności naturalne źródła przywiązania do swojej małej ojczyzny. Ponadto, wśród bardziej aktywnych narodowo Litwinów tliła się nadzieja, że może jeszcze „Litwa przyjdzie ich zabrać”. Tak więc wszystko przemawiało za tym, że nie warto spieszyć się na własną rękę w nieznane. Być może z wyjątkiem tych, którzy zapisywali się na wyjazd z powodu grożących kar za różne drobne naruszenia prawa. Ale i część zapisanych jeszcze próbowała uniknąć wysiedlenia. Niemcy, obserwując nastroje miejscowych Litwinów, zaczęli zdawać sobie sprawę, że bez zdecydowanego nacisku Litwini stąd nigdzie dobrowolnie się nie ruszą i z własnej woli rodzinnych stron nie opuszczą. Zaczęli więc stosować znane i często praktykowane przez okupantów metody, mające przyspieszyć „dobrowolne decyzje”. Nałożyli na rolników dodatkowe obowiązki, wśród nich bardzo uciążliwy – zimą 1940–1941 roku zbieranie kamieni nawet spod kilkumetrowych zasp śnieżnych i wożenie ich wykopanymi tunelami śnieżnymi w różnych kierunkach. Miało to jeden cel – zmęczyć i uzyskać zgodę na wysiedlenie. W grudniu 1940 roku, chcąc zademonstrować swoje restrykcje, gestapo aresztowało 53 wyróżniających się statusem i poziomem ekonomicznym rolników oraz kilkunastu przedstawicieli litewskiej inteligencji. Po wrzuceniu ich do suwalskiego więzienia, stosowano wobec nich kary fizyczne i wyznaczano wyczerpujące ciężkie prace. Na noc do ich cel, przy ujemnej temperaturze, wylewano wodę. Na pytania i protesty, że nie postawiono im żadnego zarzutu naruszenia prawa, gestapowcy odpowiadali: „Podpiszcie kartę przesiedlenia, a skończą się wasze męki”. Karty podpisywali najsłabsi, ci, którzy pierwsi się załamali. Ale aresztowanych wciąż przybywało. Z powodu skarg, które z Suwalszczyzny docierały do jeszcze tolerowanego posła litewskiego w Berlinie, ten zwrócił się do niemieckiego MSZ, protestując przeciwko stosowanemu tam terrorowi. 5 lutego 1940 roku wręczył specjalne pro memoria, w którym omówił szykany i naciski wywierane na Litwinów z Suwalszczyzny [fn: K. Škirpa, Sukilimas Lietuvos suverenumui atstatyti. Dokumentinė apžvalga, Waszyngton D.C., 1973, s. 157.]. W piśmie prosił władze niemieckie o podjęcie środków w celu zaprzestania metod stosowanych przez miejscową administrację niemiecką wobec Litwinów w okręgu suwalskim i pozostawienia im prawa do spokojnego życia na swojej ziemi i w swoich gospodarstwach [fn: Tamże.]. Co więcej, przygotował nawet w imieniu Litwinów z Suwalszczyzny pismo do Führera Trzeciej Rzeszy, które mieli oni otrzymać (oczywiście tajną drogą), podpisać i odesłać. Ale to pismo nie dotarło do zainteresowanych. Podobnych starań na niższym szczeblu u suwalskiego komisarza von Amonna podjął sekretarz ambasadora Škirpy, J. Jurkūnas, pochodzący z Suwalszczyzny. W Kreisamcie otrzymał kategoryczną i nieukrywającą niemieckich celów odpowiedź, że Suwalszczyzna, przyłączona do Prus Wschodnich, jest przeznaczona do germanizacji, dlatego Litwini muszą opuścić tę ziemię, zostawić „należące do Rzeszy” terytorium, które ma być zasiedlone przez Niemców [fn: Tamże, s. 165.]. Tymczasem ostrą odpowiedź na swoje pismo otrzymał poseł Škirpa od kierownika Wydziału Bałtyckiego i Skandynawskiego dra Grundherra, który poinformował go, że Auswärtiges Amt (MSZ) nie może mieszać się do tego rodzaju spraw [fn: Tamże, s. 158.]. Utworzony w 1940 roku w Berlinie Litewski Front Aktywistów za pośrednictwem wspomnianego Jurkūnasa przekazał Litwinom z Suwalszczyzny sugestię, aby ci pod żadnym pozorem dobrowolnie nie opuszczali swoich gospodarstw i nie ułatwiali Niemcom akcji deportacyjnej. W tym czasie Litwini znaleźli się w nieporównywalnie trudniejszej sytuacji, ponieważ Litwa była okupowana, a w ostatnich latach życia dawała im nadzieję i, choć słabe, to jednak wsparcie. Tymczasem sytuacja Trzeciej Rzeszy była łatwiejsza, nie musiała podejmować najmniejszych wysiłków, aby próbować usprawiedliwić swoje działania wobec już nieistniejącego Państwa Litewskiego. Głównym partnerem Trzeciej Rzeszy był Związek Radziecki, z nim właśnie Niemcy prowadzili negocjacje dotyczące terenów objętych umową z 10 stycznia 1940 roku. Tak więc interwencja posła Škirpy, który z powodu swojej wcześniejszej proniemieckiej postawy był jeszcze przez Berlin w pewnym stopniu tolerowany, nie mogła zmienić biegu wydarzeń – była już uzgodniona z Moskwą. Chcąc dalej zastraszać i wzmocnić nacisk, miejscowe niemieckie władze okupacyjne rozpoczęły akcję – zaczęto w trybie pilnym deportować w głąb Rzeszy najbardziej znanych litewskich rolników. Pierwsi zostali deportowani Jonas Dapkevičius z Žagariai (gmina Berżniki) i Jonas Grigutis z Łowoci (gmina Zaboryszki) oraz Antanas Stoskeliūnas z Kompocia (gmina Sejny) z rodzinami. Jednocześnie rozpoczęto akcję propagandową, przeprowadzono nowe aresztowania i zarządzono nowe dodatkowe bezsensowne prace dla rolników, którzy nie stawili się w połowie stycznia 1941 roku w utworzonych biurach przesiedleńczych. Zapytani o przyczynę tych szykan, odpowiadano: podpiszcie zgodę na wyjazd, a będziecie wolni [fn: A. Borowska, Suvalkų krašto lietuvių trėmimas pagal SSRS–Vokietijos 1941.01.10 d. susitarimus, Kowno, 1996, s. 45, maszynopis.]. Po akcjach represyjnych i zastraszaniu planowanymi wywózkami do obozów koncentracyjnych rodzin, które opierały się wysiedleniu, na przełomie stycznia i lutego 1940 roku podjęto nowy środek. Zaczęto wyrzucać najlepszych rolników i zmuszać ich do zamieszkania u słabszych ekonomicznie sąsiadów. To nie tylko pogarszało warunki życia, ale i skłócało ludzi. A w opustoszałych gospodarstwach osadzano Niemców i miejscowych folksdojczów. Z wcześniej wymienionych przyczyn opór kandydatów do wysiedlenia słabł. Coraz więcej ludzi podpisywało karty. Część wahała się, a opornych oddawano „do fizycznego opracowania”. Ci, którzy w takich warunkach zgodzili się podpisać karty, szybko doświadczyli innych nieprzyjemnych faktów. Do gospodarstwa takiego właściciela przybywała mieszana grupa sowiecko-niemiecka i spisywała pozostawiony majątek. Trzeba było wymienić niemieckie dokumenty tożsamości na tymczasowe zaświadczenia tożsamości. Na wywóz zwierząt trzeba było uzyskać pisemną zgodę urzędu, a tych niechętnie udzielano, ponieważ Niemcom zależało na zatrzymaniu jak największej ilości żywego inwentarza. Pięć dni przed wyjazdem przeznaczone do zabrania rzeczy miały być spakowane w skrzynie oraz odpowiednie formularze miały być wypełnione. Każda wywożona rzecz musiała być oznaczona numerem przesiedleńca. Nietrudno wyobrazić sobie uczucia rolników, którzy w tym czasie cały swój dorobek musieli załadować na jeden wóz. Podejmowano próby przekupienia Niemców, ale groziło za to więzienie albo po prostu utrata życia (rozstrzelanie). Tymczasem Sowieci przymykali oko na większe ilości wywożonego zboża czy mięsa, jeśli za możliwość przewozu otrzymywali łapówkę o odpowiedniej wartości. Małorolni i bezrolni nierzadko udawali się w nieznane bez najmniejszego majątku, licząc na „lepsze jutro”, jeśli spełnią się obietnice sowieckich agentów [fn: Tamże, s. 48.]. Na przełomie lutego i marca 1941 roku przez wyznaczone w umowie przejścia graniczne na Suwalszczyźnie wyjechało 11 955 osób narodowości litewskiej [fn: Tamże, s. 50.], a więc znaczna większość litewskiej ludności. Po otrzymaniu numerów tożsamości przestali być panami swojego losu. Dla litewskiej mniejszości narodowej na Suwalszczyźnie ta akcja oznaczała czystkę etniczną o dalekosiężnych konsekwencjach. Z Suwalszczyzny i okręgu kłajpedzkiego wysiedlono łącznie 18 537 mieszkańców narodowości litewskiej (z okręgu kłajpedzkiego wysiedlono 6 557 osób) [fn: Tamże]. Istotnym problemem było także wysiedlenie staroobrzędowców, ich dalszy los był nie mniej trudny niż ich litewskich sąsiadów. Przez siedem punktów granicznych 23 marca 1941 roku Litwę opuściło 50 054 Niemców [fn: L. Truska, V. Kancevičius, Lietuva…, s. 210; B. Brazaitis, Vienų vieni, Wilno, 1990, s. 151.]. W ich szeregach pojawiali się także pojedynczy Litwini. Byli to ci, którzy „komisji” udowodnili swoje niemieckie pochodzenie i w ten sposób uniknęli sowieckiej „sprawiedliwości”, albo już zwerbowani do współpracy z niemieckimi służbami specjalnymi. Najważniejszym punktem zbornym dla przesiedlanych na terytorium sowieckie były Łoździeje. Przesiedlonych umieszczano w budynku szkoły i miejscowej synagodze. Następnego dnia i, co ciekawe, w eskorcie sowieckich żołnierzy, litewskie rodziny dowożono do miejsc docelowych. Przybyłych pociągiem przyjmowano jeszcze surowiej, choć w gruncie rzeczy byli to bezrolni i małorolni. Tych powierzono przesłuchaniu funkcjonariuszom NKWD. Najprawdopodobniej nie chciano im wyrządzić krzywdy, lecz liczono na uzyskanie informacji ze względu na ich otwartość i domniemane klasowe pokrewieństwo. Wszyscy przesiedleńcy otrzymali jednorazową zapomogę: po 80 rubli dla dorosłych i po 40 rubli dla nieletnich. Ogromna większość przybyłych mieszkańców została osiedlona na południowo-zachodnim obszarze Litwy, począwszy od powiatu łoździejskiego, a następnie rozprzestrzeniając się po powiatach olickim, mariampolskim, wyłkowyskim, szakowskim oraz w końcu w odległym powiecie poniewieskim. Rolnicy zazwyczaj otrzymywali ziemię pozostawioną przez Niemców. Średnio przydzielano po około 7 hektarów. Zdarzały się jednak przypadki, gdy rolnicy przed wysiedleniem mieli 30 ha i więcej ziemi, a tutaj otrzymywali jedynie dach nad głową, bez żadnego przydziału ziemi i żadnego dodatkowego wcześniej obiecanego inwentarza. Ogólnie rzecz biorąc, co wcale nie dziwi, najgorzej przyjmowano zamożnych rolników. Bezrolni również nie zawsze otrzymywali wymarzoną ziemię. Ci musieli sami znaleźć mieszkanie i źródło utrzymania. Niektórzy z nich, po szybkim sprzedaniu wszystkich posiadanych rzeczy, planowali powrót. Niestety, takiej możliwości im nie pozostawiono. W gospodarstwach pozostawionych przez Niemców, a także w znacjonalizowanych miejscowych dworach najczęściej osiedlano po kilka rodzin. W ten sposób, niby zupełnie niepostrzeżenie, próbowano wciągnąć ich w system „kolektywnego” gospodarowania, przyzwyczajając do mających wkrótce nastąpić zmian – tworzenia kołchozów. Z drugiej strony, w tych przypadkach, gdy nie znajdowano innego rozwiązania, przybysze z Polski otrzymywali pewne preferencyjne możliwości zaciągnięcia kredytów na osiedlenie. To świadczyło o niezdecydowaniu władzy sowieckiej w kwestii tworzenia kołchozów na tych terenach. Przesiedleni, jak wynika z wielu relacji, czuli się jakby sprzedali swój los, byli zagubieni i niepewni jutra. Dodatkową barierę psychologiczną między nimi a miejscowymi mieszkańcami Litwy stanowił fakt, że ci zaczęli podejrzewać przybyszów o kolaborację z Sowietami. Początkowo bowiem żaden z miejscowych rolników nie miał najmniejszego pojęcia, w jakim celu i w jaki sposób zostali tu przesiedleni. Jak informowały władze i media sowieckie, przesiedlenie było dobrowolne i odbywało się w ramach „repatriacji”. A ci, którzy z góry uwierzyli w obiecywane „lepsze jutro”, szybko się rozczarowali. Jak pokazują późniejsze relacje, przesiedlonych nieustannie dręczyła myśl, kiedy będą mogli wrócić do swoich domów i czy w ogóle kiedykolwiek tam wrócą. Zdecydowana większość zaraziła się poczuciem niepewności. Niemiecki akt z 1941 roku przeciwko dotychczasowemu sojusznikowi oraz wprowadzone przez nich na Litwie nowe zarządzenia gospodarcze, zwłaszcza dotyczące własności ziemi, postawiły wszystkich przesiedlonych w prawnej próżni. Stali się oni robotnikami dniówkowymi na „niczyjej” ziemi, a dokładniej mówiąc, należącej do nowego okupanta i przez niego eksploatowanej. Tymczasem najtwardsi Litwini, którzy przetrwali pierwszą falę przesiedleń na Suwalszczyźnie, zmagali się z trudnościami niemieckiej okupacji. W ich sąsiedztwie gospodarstwa wysiedlonych zajmowali Niemcy i folksdojcze, zwłaszcza z okolic Suwałk i Raczek. Osiedlali się oni na, ich zdaniem, „niczyjej” ziemi, ale ich sytuacja była nieokreślona, ponieważ nie otrzymali żadnych aktów własności. Tymczasem na Litwie na początku 1942 roku zaczęli wracać do swoich gospodarstw wcześniej stąd wysiedleni Niemcy. Oczywiście, nie wszyscy. Specjalny Centralny Urząd Emigracyjny podzielił byłych repatriantów na kilka kategorii. Na Litwę mogła wrócić połowa z nich [fn: J. Sobczak, Hitlerowskie…, s. 219.]. Pozostali najprawdopodobniej nie spełniali najwyższych kategorii zaufania, jakie stawiał ten urząd akcji kolonizacyjnej. Na ich miejsce na Litwę przyjeżdżali prawdziwi Aryjczycy z głębi Rzeszy. W drugiej połowie lipca 1942 roku niemieckie władze okupacyjne, wykorzystując jako pośrednika litewską quasi-administrację, dążąc do zwrócenia Niemcom ich starych gospodarstw, ogłosiły nowe przesiedlenie Litwinów z Suwalszczyzny w inne miejsca w głębi Litwy, i tutaj zastosowano świadome oszustwo [fn: A. Borowska, Suvalkų…, s. 61–64.]. Tak więc wracający i przybywający Niemcy mieli być osiedlani przede wszystkim w zachodnich rejonach, które planowano przyłączyć do Prus Wschodnich, gdzie zamierzano stworzyć zwarty obszar zamieszkany przez Niemców. Tymczasem Litwinów zaczęto przesiedlać na wschód, zwłaszcza na Wileńszczyznę, gdzie mieszkała duża część Polaków. Osiedlenie tam Litwinów i wypędzenie Polaków oznaczało de facto wzbudzenie antagonizmów narodowych. Według niemieckiego planu, w pierwszej kolejności należało skrzywdzić Polaków, zlecając ich wysiedlenie quasi-litewskiej administracji, a następnie miał nastąpić konflikt i rewanż na Litwinach przesiedlonych tutaj, do ich gospodarstw. Dlatego też nad wieloma litewskimi rodzinami przesiedlonymi na Wileńszczyznę zawisło podwójne zagrożenie: odczuwały one niepewność jutra i groźbę niezasłużonego konfliktu z ludnością polską. Tymczasem wysiedlani Polacy, w setkach przypadków nagle wyrzucani ze swoich gospodarstw, mieli przed sobą albo czarną perspektywę wywiezienia na roboty do Rzeszy, albo – w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach – porozumieć się, na zasadzie wzajemnego zrozumienia, z Litwinami i zamieszkać we wspólnym (niedawno własnym) gospodarstwie. Pozostała jeszcze, zwłaszcza mężczyznom, perspektywa wzmocnienia antyniemieckiego oporu w szeregach polskich. Niemiecka akcja przesiedleńcza, ogłoszona w 1942 roku i trwająca do wiosny 1943 roku, rozszerzyła pole konfliktu polsko-litewskiego na Litwie. Tymczasem przesiedleni z Suwalszczyzny Litwini, tracąc z powodu ciągłych przeprowadzek swój dorobek, pod koniec 1943 roku, częściowo także pod naciskiem polskiego zbrojnego podziemia, zaczęli opuszczać przydzielone im polskie gospodarstwa. Ich los jeszcze się pogorszył. Wielu przeszło gehennę, często brodząc przez zimno i głód w kierunku swojej ojczyzny. Kiedy latem 1944 roku front Armii Czerwonej ruszył na zachód, przesuwając się za nim, ci przesiedleńcy dotarli w końcu, wraz z innymi przesiedleńcami z innych części Litwy, do swojej rodzinnej Suwalszczyzny [fn: B. Kizienė, „Suvalkų krašto lietuvių trėmimas 1941 m. ir jų dabartinė padėtis”, in: Suvalkų kraštas ir jo žmonės, konferencijos Vilniuje medžiaga, Wilno, 1997, s. 97–99.]. Znaleźli tu, ku swojemu zdziwieniu, całkowicie zmienioną sytuację. Na tym terytorium działała już nowa administracja i nowa władza państwowa. Ona to, prawdę mówiąc, z innych niż przed wojną przyczyn, również zamierzała odegrać rolę „obrońców polskości” na Suwalszczyźnie. Nowe komunistyczne władze powiatowe odmawiały powracającym prawa do obywatelstwa polskiego, interpretując na ich niekorzyść fakt przeprowadzonego przez Niemców przesiedlenia (jako dobrowolne zrzeczenie się obywatelstwa polskiego). Na Powracających wywierano różnoraki nacisk inspirowany przez powiatowe władze administracyjne i powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, aby ponownie wrócili na sowiecką Litwę [fn: CA MSW, zeszyt MAP, t. 40, s. 87, 121. Sprawozdanie sytuacyjne wojewody suwalskiego za miesiące lipiec i sierpień 1945 r.]. Ostatecznie ponad pięć tysięcy najtwardszych po różnych perypetiach zdołało osiedlić się w rodzinnych gospodarstwach. Około trzech tysięcy nie wytrzymało nacisku i wróciło przez zieloną granicę, aby układać sobie życie na Litwie. Ponad trzy tysiące ludzi z powodu różnych trudności i skomplikowanej sytuacji na pograniczu polsko-litewskim (po wzmocnieniu kontroli granicznej przez sowieckie służby specjalne) nawet nie próbowało wrócić na Suwalszczyznę. W tym zarzucie zaledwie zarysowano kontury wydarzeń jednej lokalnej społeczności, wypędzonej ze swoich gospodarstw, oderwanej od korzeni i wrzuconej w wir działań wojennych. Losy innej autochtonicznej grupy mieszkańców – Żydów z Suwalszczyzny, bezprawnie wygnanych przez Niemców na Litwę już jesienią 1939 roku – były tragiczne. Szczegółowe przedstawienie tych wydarzeń wciąż czeka na swojego autora. Zarysowane tutaj pewne fragmenty wydarzeń, inspirowane i realizowane przez systemy polityczne silniejszych sąsiadów, gdy ogłasza się siebie ponad prawem, pokazują, że tragedie narodów i państw nie przynoszą ani trwałego sukcesu, ani chwały ich sprawcom.