Gintaras Lučinskas Wspomnienia o incydencie zbrojnym w Trasninkai z dn. 7 marca 1938 r. Trasninkai (w miejscowej gwarze dzukijskiej – Trasnykai) to wieś w starostwie Merecz, powiecie olickim, położona 8 km na południowy wschód od Merecza, przy byłej litewsko-polskiej linii demarkacyjnej, na zachód od rzeki Mereczanki. W 1923 r. wieś liczyła 125 mieszkańców. Nazwa Trasninkai w swoisty sposób zapisała się na kartach historii Litwy. 7 marca 1938 r. około godz. 5 rano, nieopodal punktu przejścia w Trasninkai litewski funkcjonariusz policji granicznej śmiertelnie postrzelił żołnierza polskiego Korpusu Ochrony Pogranicza Stanisława Serafina, który przekroczył granicę państwa i w odległości 17 metrów od niej ukrywał się za krzakiem jałowca. Kiedy litewski funkcjonariusz policji granicznej oddał strzał ostrzegawczy w powietrze, Polak pierwszy wycelował i strzelił do litewskiego policjanta, ale niecelnie. Litewski policjant odpowiedział trzema strzałami i śmiertelnie zranił polskiego żołnierza (zmarł po 3 godz. po postrzeleniu). Strona polska odmówiła powołania dwustronnej komisji do wyjaśnienia zdarzenia. Zajście to jest nazywane incydentem zbrojnym w Trasninkai, który dał rządowi polskiemu okazję do przedłożenia Litwie w dniu 17 marca 1938 r. słynnego ultimatum nawiązania stosunków dyplomatycznych. W opinii badaczy historii Litwy incydent zbrojny w Trasninkai był kolejną polską prowokacją służącą do osiągania celów politycznych. Polska, wykorzystując napięcie w Europie, kiedy to Hitler 11 marca 1938 r. przyłączył do Niemiec Austrię, zadała cios Litwie: 17 marca 1938 r., pod przykrywką wydarzenia w Trasninkai, wystosowała ultimatum z żądaniem nawiązania stosunków dyplomatycznych bez rozpatrywania kwestii oddania Wilna. W ramach obchodów 80. rocznicy incydentu zbrojnego w Trasninkai, w artykule zawarto wspomnienia i oceny tego wydarzenia i zdarzeń z nim powiązanych z perspektywy współczesnych tamtej epoki. W wydanej w 1940 r. publikacji „Karo archyvas” ukazał się artykuł „Trasnykų dienos” autorstwa byłego naczelnika powiatu olickiego Broniusa Stosiūnasa (1897–1946): Pierwsze wiadomości 11 marca 1938 r. w Kownie odbyło się zebranie naczelników powiatów. Przybyłem wieczorem i zatrzymałem się w hotelu „Kęstutis”. Nocowałem w jednym pokoju z naczelnikiem okręgu uciańskiego Jonasem Motiejūnasem-Valevičiusem. Oczywiście, długo się nie widząc, rozmawialiśmy do północy, a już o godz. 6 rano zostałem wezwany do telefonu. Przez telefon naczelnik oddziału policji granicznej w Olicie, Petras Januškevičius, poinformował mnie, że dzisiaj, to znaczy 11 marca, o godz. 5 policjant z naszej II-giej strażnicy (Trasninkai, gmina Merecz) II-go rejonu ranił strzałem z karabinu polskiego żołnierza. Zdarzenie miało miejsce po naszej stronie. Naczelnikowi oddziału Januškevičiusowi poleciłem natychmiast udać się na miejsce i zrobić, co będzie potrzebne, a ja już nie spałem i po śniadaniu z Motiejūnasem-Valevičiusem poszedłem na zebranie, które odbywało się w szkole policyjnej. Na zebraniu byłem tylko przez kilka godzin, ponieważ około godz. 11 wezwał mnie do osobnego pokoju dyrektor departamentu policji Svilas, a potem przyszedł również minister spraw wewnętrznych gen. Čaplikas, który nakazał mi udać się na miejsce służby. W tym samym czasie zadzwonił do mnie urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych dr Petras Mačiulis i powiedział, że został wysłany, aby towarzyszyć mi w podróży. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych dało nam swój samochód i my z drem Mačiulisem pośpieszyliśmy do Olity. Przybyliśmy o godz. 15. Tutaj otrzymaliśmy dokładniejsze informacje, które z mojego telefonu domowego każdy z nas przez przekazał swojemu ministerstwu. O godz. 16 z drem Mačiulisem wyruszyliśmy do Merecza. Towarzyszył nam naczelnik posterunku w Olicie Antanas Vabolis. Po przybyciu do Merecza zastaliśmy już wracających z miejsca zdarzenia naczelnika oddziału Januškevičiusa, pomocnika prokuratora Sądu Okręgowego w Kownie Vaitulevičiusa, zamieszkałego na stałe w Olicie, śledczego sądowego Gaudušasa oraz lekarza okręgowego Sukarevičiusa, a także naczelnika rejonu olickiego Policji Bezpieczeństwa Państwowego Gimžauskasa. Poinformowali, że po oględzinach miejsca zdarzenia stwierdzono, że miało ono miejsce 17 metrów po naszej stronie, że odległość tę ustalił mierniczy przysięgły z Merecza Steigvila i że ranny polski żołnierz, Serafin Stanisław, został umieszczony w kwaterze straży w Trasninkai. Gdy byłem w Mereczu, natychmiast przywieziono tu ciało zmarłego Serafina, któremu towarzyszył nasz policjant graniczny Justas Lukoševičius. Serafin zmarł w kwaterze straży w Trasninkai o godz. 8:40. Ciało zostało umieszczone w budynku samorządu gminnego. Jak zginął polski żołnierz Serafin 11 marca 1938 r. o godz. 5 policjant ze straży w Trasninkai, Lukoševičius Justas, idąc na służbę, koło budynku straży usłyszał 8 strzałów z karabinu w pobliżu linii administracyjnej, około 750 m na południowy zachód od wsi Trasninkai. Natychmiast powiadomił o tym naczelnika straży. Naczelnik straży, starszy policjant Vaitkus Stasys, i policjant Lukoševičius pospiesznie udali się w kierunku usłyszanych strzałów. Zastali na strażnicy policjanta Večkysa Antanasa. Przy linii administracyjnej usłyszeli osoby mówiące po polsku, których było 3–4. Naczelnik straży nakazał policjantowi Lukoševičiusowi zbliżyć się do linii administracyjnej i sprawdzić, kto rozmawia. Gdy policjant Lukoševičius zbliżył się do linii administracyjnej, zauważył kogoś kręcącego się po naszej stronie i powiadomił o tym naczelnika straży. Zbliżył się do zauważonej osoby. Zauważywszy osobę kręcącą się po naszej stronie, policjant Lukoševičius zawołał „Stój!”. Nieznany wówczas oddał strzał w kierunku policjanta Lukoševičiusa i zawołał „Stój”. Strzał nie trafił. Wówczas naczelnik straży nakazał strzelać. Lukoševičius oddał 4 strzały, policjant Večkys 2 strzały. W tym momencie z drugiej strony linii administracyjnej w naszą stronę oddano 6–7 strzałów. Strzelanina wydarzyła się o godz. 5:15. Po strzelaninie, po zbliżeniu się do krzaka, zza którego oddano strzał do policjanta Lukoševičiusa, znaleziono rannego w lewy bok polskiego żołnierza. Przy rannym znaleziono niemiecki karabin. W gnieździe karabinu znajdowała się łuska, a w magazynku 4 naboje. Lufa i znaleziona łuska pociskowa pachniały świeżo spaloną amunicją. Żołnierz był przepasany skórzanym pasem, przy pasie znajdował się bagnet z zawieszeniem oraz dwa skórzane niemieckie ładownice, z których w jednej było 25 nabojów, a w drugiej, zamiast nabojów, umieszczono 3 bloki. Na miejscu zdarzenia przez linię administracyjną widoczne były wyraźne ślady jednej osoby z polskiej strony na naszą stronę. Rannego o godz. 6 przetransportowano do kwatery straży w Trasninkai, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy medycznej. W miejscu, gdzie leżał ranny polski żołnierz, postawiono wartę. Po strzelaninie, gdy ranny jeszcze leżał na swoim miejscu, podeszło 6 uzbrojonych polskich żołnierzy, a 2 żołnierzy stało na skraju lasu. Przybyli żołnierze, widocznie, usłyszeli jęki rannego. Jeden z nich powiedział: „Serafin, pocóż przeszedł granicę? Serafin, nie możesz przepełznąć granicę?”. Ranny odpowiedział: „Nie mogę”. (Polscy żołnierze, widocznie, nie zauważyli naszych strażników, ponieważ byli zamaskowani). Następnie Polak jeszcze zapytał rannego: „Serafin, gdzie jesteś ranny?”. Ranny odpowiedział: „Do brzucha. Nie mogę”. Potem przyszło jeszcze 2 polskich żołnierzy. Wszyscy się nad czymś naradzali. Następnie jeden powiedział: „Chłopcy, idziemy przenieść jego tutaj”. Wówczas nasz policjant Lukoševičius zaczął głośno krzyczeć: „Panowie, ciężki karabin maszynowy postawcie tam, lekki nieście tutaj”. (Ani karabinów maszynowych, ani policjantów, poza nimi dwoma, znajdującymi się na straży, nie było). Po „komendzie” policjanta Lukoševičiusa jeden z Polaków powiedział: „Mają karabin maszynowy, odejść” i wszyscy Polacy poszli do lasu. Gdy Polacy odeszli, po kilku minutach przybył z wozem naczelnik straży, aby zabrać rannego. Wówczas z lasu, przy linii administracyjnej, przybył naczelnik polskiego kordonu z Viršroduki i nasz naczelnik straży oświadczył: „Weźcie prędko, bo my zabierzemy”. Naczelnik straży odpowiedział po litewsku: „Kładziemy na wóz i wieziemy”. Spotkanie naczelnika oddziału z dowódcą polskiego batalionu K.O.P. 11 marca 1938 r. o godz. 17:20 naczelnik oddziału policji granicznej w Olicie, Petras Januškevičius, spotkał się z dowódcą polskiego batalionu ppłk. Żabinskim. Z naszej strony uczestniczyli również naczelnik rejonu olickiego Policji Bezpieczeństwa Państwowego Kazys Gimžauskas i naczelnik posterunku policji w Olicie Antanas Vabolis. Dowódca batalionu wyjaśnił cel wezwania i chciał dowiedzieć się o Serafinie. Dowódcy batalionu wyjaśniono, jak było i poinformowano, że sprawę badają organy sądowe. Ponadto Januškevičius zaproponował ppłk. Żabińskiemu utworzenie mieszanej komisji, aby w ten sposób można było obiektywniej wyjaśnić zdarzenie. Dowódca batalionu Żabiński odmówił udziału w tej komisji i oświadczył, że takie zdarzenia można badać z jego udziałem, jako dowódcy batalionu, z jednej strony i naszego naczelnika oddziału z drugiej strony. Ustalono ponowne spotkanie. Nasz naczelnik oddziału Januškevičius zaproponował również dowódcy polskiego batalionu udział w sekcji zwłok Serafina, która miała odbyć się 12 marca br. w Mereczu i zabranie ze sobą swojego lekarza. Dowódca batalionu również odmówił. Powiedział, że ta sekcja zwłok jest niepotrzebna, ponieważ śmierć jest i tak jasna. W końcu uzgodniono, że po sekcji zwłok ciało zostanie przekazane Polakom przez punkt przejściowy w Trasninkai 12 marca o godz. 16–17. W tym miejscu bardzo zuchwale zachował się dowódca polskiej kompanii stacjonującej w Marcinkańcach, porucznik Grigorosewicz, który, uderzając pięścią w pierś, powiedział: – Ja osobiście zastrzelę za jednego polskiego żołnierza, pięciu waszych policjantów. Ani naczelnik oddziału Januškevičius, ani dr Mačiulis nie sprzeczali się z oburzającym porucznikiem. Prawdę mówiąc, nie uczestniczyłem w tym spotkaniu, ponieważ, zgodnie z utrwalonym zwyczajem, mogłem być obecny, gdyby przybył polski starosta. Jak przekazano Polakom ciało Serafina Ciało Serafina zostało przekazane Polakom przez naczelnika rejonu Dubauskasa w Trasninkai 12 marca 1938 r. o godz. 17:10. Nasza 16-osobowa warta, której przewodził naczelnik rejonu Marciūnas, oddała honory bronią. Po stronie polskiej zebrało się około 60 osób (żołnierze i cywile). Przewodził porucznik kompanii z wsi Marcinkańce. Zdarzenie zostało sfotografowane. Trumna została przewieziona ciężarówką. Ciało było ubrane w cywilne ubrania, tylko w trumnie znajdowała się czapka żołnierza. Porucznik powiedział, że nie przyjmie trumny z naszym karawanem, Polacy mają swoją trumnę. Ponadto powiedział, że zabrania fotografowania przy linii administracyjnej, ponieważ i ich, Polaków, razem sfotografuje. Polakowi odpowiedziano, że będziemy fotografować po naszej stronie. Kiedy ciężarówka dotarła do granicy, podeszło 6 polskich żołnierzy, wzięło trumnę na ramiona i zaniosło na swoją stronę. Polski porucznik wydał komendę „Prezentuj broń!”. Potem Polacy położyli trumnę na ziemi przy wozie i padła komenda „Oddano honory”. Trumnę dla Serafina dostarczyła gmina Merecz z napisem „Ilsėkis ramybėje” (pol. Spoczywaj w pokoju). Polacy przełożyli ciało do swojej trumny i naszą trumnę od razu zwrócili. Polacy włożyli trumnę z ciałem do wojskowego wozu taborowego, zaprzężonego w parę koni. Widać było wieniec wykonany z gałązek jodły. Spotkanie na moście w Oranach Jak uzgodniono, naczelnik oddziału Januškevičius przybył 13 marca do Oran na spotkanie z dowódcą polskiego batalionu K.O.P. ppłk. Żabińskim. Naczelnikowi oddziału Januškevičiusowi towarzyszyli na spotkaniu naczelnik rejonu orańskiego Skinkis oraz naczelnik miejscowego posterunku Venckus. O godz. 14:05 na moście w Oranach dwaj polscy sierżanci – Kosmalia i Gliński – otworzyli bramy. Kosmalia przekazał naszym, że ppłk. Żabiński nie przybędzie i wypowiedział, widocznie wykute na pamięć, słowa: – Tę sprawę będzie załatwiała Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska. Stało się jasne, że ppłk. Żabiński, który początkowo uważał zabójstwo Serafina za incydent o charakterze lokalnym, otrzymał rozkaz, by nie przyjeżdżać na naradę, i że Warszawa zacznie szukać pretekstów. Pogrzeb Serafina Polacy pochowali Serafina w Marcinkańcach 13 marca. W pogrzebie uczestniczyło wielu żołnierzy i oficerów. Mowę wygłosił dowódca 23 batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza ppłk. Żabiński. Pochwalił żołnierza Stanisława Serafina jako dobrego strażnika granicy, pilnie pełniącego służbę, skutecznie łapiącego przemytników. Zaznaczył, że Serafin został zabity 11 marca przez litewskiego policjanta. Ponadto ppłk. Żabiński zagroził: „My, Polacy, wywalczyliśmy i daliśmy Litwinom wolność, a Litwini sprzymierzyli się z bolszewikami rosyjskimi. Niech Litwini nie myślą, że wszystko to wyjdzie im na dobre.” Później Polacy postawili na grobie Serafina pomnik. Przed pogrzebem Serafina, 12 marca, Polacy aresztowali w Marcinkańcach wielu Litwinów, przesłuchiwali ich, a następnie wywieźli do Grodna. Przedstawiciele prasy w Trasninkai Jak już wspomniałem, przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych dr Mačiulis wieczorem w dniu incydentu odwiedził Trasninkai i na miejscu dowiedział się, co się wydarzyło. 14 marca dr Petras Mačiulis ponownie odwiedził Trasninkai i Olitę z kilkunastoma dziennikarzami, z których większość stanowili przedstawiciele prasy zagranicznej. Podczas obiadu w klubie strzelców w Olicie, gdzie obecni byli wszyscy przybyli litewscy i zagraniczni dziennikarze, dr Mačiulis, naczelnik oddziału Januškevičius i ja. W imieniu wszystkich dziennikarzy przemówił przedstawiciel „Reutera” dr Polieskis i podkreślił, że prawda leży po stronie litewskiej. Po naradzie z drem Mačiulisem podziękowałem przedstawicielom prasy i powiedziałem, że zarówno nam, w prasie litewskiej, jak i zagranicznej, zależy jedynie na prawdziwych opisach wydarzeń. Ta prawda została dziś ostatecznie potwierdzona również w śledztwie, które starannie przeprowadzili prokurator Vaitulevičius z sędzią śledczym Bagdonasem. Nie bez powodu zatem wiceminister, minister komunikacji inż. Stanišauskis 19 marca w Sejmie mógł powiedzieć, że według posiadanych danych zachowanie naszego policjanta było zgodne z prawem zarówno w świetle prawa wewnętrznego, jak i międzynarodowego. Polski żołnierz Stanisław Serafin Widziałem go martwego w Mereczu wieczorem 11 marca. Serafinowi towarzyszył nasz policjant graniczny Justas Lukoševičius, ten sam, który, broniąc praw naszej ziemi, oddał w Serafina śmiertelne strzały. Stanisław Serafin, widocznie Białorusin, szeregowy żołnierz polskiej straży granicznej. To zwykły żołnierz, krótko ostrzyżony, skromnie ubrany. Prawdą jest, że 24 kwietnia 1938 r. w gazecie „Monitor Polski” ukazała się wiadomość, że polski premier nakazał odznaczyć Stanisława Serafina odznaką zasługi, zwaną „Krzyżem Zasługi”. Ponadto Serafin pośmiertnie został awansowany na kaprala. Policjant graniczny Justas Lukoševičius Justas Lukoševičius, syn Justasa, urodził się 9 września 1900 r. we wsi Maksiuny, gmina Łyngmiany, pow. Święciany. Do 1 lipca 1920 r. mieszkał z rodzicami we wsi Maksiuny. Po zajęciu ojczyzny przez Polaków i rozpoczęciu poboru mężczyzn do wojska polskiego, od 1 lipca 1920 r. ukrywał się w lasach i w końcu wraz z innymi przyjaciółmi uciekł do Niepodległej Litwy. Tam udał się do komendantury w Ucianie i wstąpił do armii litewskiej. Został przydzielony do 2 Pułku Piechoty. Brał udział w bitwach z Polakami pod Augustowem i Sejnami. Dostał się do niewoli polskiej i został przewieziony do obozu w Wadowicach (b. Austria). Wrócił pod koniec 1920 r. Ponownie służył w 2 Pułku Piechoty, który w tym czasie stacjonował w rejonie Wilna: Muśniki, Szyrwinty, Giedrojcie. Z wojska odszedł 6 października 1922 r. Wstąpił do partyzantów w Strefie Neutralnej. W końcu 11 czerwca 1934 r. wstąpił do policji granicznej i służył w oddziale granicznym w Olicie. Dlaczego Serafin poszedł na stronę litewską Szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego Serafin poszedł na stronę litewską, należy przyjrzeć się stosunkom, jakie panowały z Polakami w rejonie granicznym w Olicie. A te stosunki, prawdę mówiąc, w rejonie granicznym w Olicie były takie same, jak w innych rejonach granicznych. Mieliśmy naprawdę bardzo niespokojnego sąsiada. Polacy, pomimo konwencji podpisanej w Królewcu w 1928 r., pomimo wysiłków Litwinów, aby unikać wszelkich nieporozumień, które nie tylko psuły stosunki między dwoma organami ochrony granic, ale również wyrządzały wiele szkód spokojnym mieszkańcom, nieustannie wywoływali różnego rodzaju kłótnie. Zacznijmy choćby od roku 1929. 1. 12 czerwca 1929 r. podczas spławiania tratw rzeką Mereczanką Polacy zastrzelili mieszkańca naszej strony Stepasa Gražėnasa ze wsi Kaibučiai, gmina Merecz. 2. 18 czerwca 1929 r. podczas spławiania tratw rzeką Mereczanką Polacy zastrzelili Martynasa Malinavičiusa z osady kościelnej Przełaje, gmina Merecz. 3. 18 lipca 1935 r. Polacy na okupowanej Litwie, koło wsi Smalininkai, zabili Joselisa Cveigasa, mieszkańca miasta Preny, który nielegalnie przeszedł na ich stronę. 4. 12 stycznia 1937 r. Polacy postrzelili Petrusa Sinkevičiusa, mieszkańca miasteczka Merecz, który poszedł na ich stronę. Sinkevičius zmarł w szpitalu w Grodnie. To tyle ofiar śmiertelnych. Linia administracyjna była stale bardzo niespokojna. Polacy kradli nasze drewno spławiane rzeką, strzelali w naszą stronę, kiedy tylko chcieli, zamykali punkty przejściowe, wysyłali swoje samoloty na naszą stronę, kradli nasze zwierzęta. W latach 1929–1938 w rejonie olickim miało miejsce aż 150 różnych incydentów. Polacy różnymi sposobami naciskali na litewskich mieszkańców granicznych, aby sprzedawali swoje gospodarstwa przybyłym Polakom. Ale Dzukowie zaciekle walczyli. Więc dlaczego Serafin poszedł na naszą stronę? Polacy mówili, że ścigał przemytników. Ale dlaczego on, będąc 17 metrów po naszej stronie, ukrywając się za gęstym krzakiem jałowca, strzelił do naszego policjanta? Istnieją spekulacje, że Serafin szukał okazji do incydentu, który utorowałby drogę do pożądanych przez Polaków stosunków z Litwą. Może?… Tak, Warszawa mogła lepiej wiedzieć, dlaczego Serafin poszedł na naszą stronę. Przypomnijmy sobie, co powiedział były polski minister spraw zagranicznych Beck w Warszawie w Senacie RP 23 marca 1938 r. Wypowiedział się następująco: „O samym zdarzeniu powiem krótko, że pomijając jego dramatyczny przebieg, było ono tylko fragmentem w kwestii międzynarodowej. Dwie rzeczy jednak należy podkreślić. Zginął żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza. Jeżeli jego krew umocni stosunki między dwoma sąsiednimi narodami, polskim i litewskim, to zginął dla szlachetnej sprawy. Ponadto świat musi wiedzieć, że w Polsce za każdym żołnierzem pełniącym służbę stoi całe państwo”. Polskie ultimatum i stosunki z Litwą Na wszystkich ziemiach pod panowaniem polskim, po śmierci Serafina, rozpętał się wielki zgiełk. Mityngi, pochody, groźby. Prasa krzyczała nieludzko. W końcu na granice Niepodległej Litwy zaczęło maszerować Wojsko Polskie: piechota, artyleria, czołgi, kawaleria. Wilno przyjęło wiele polskich samolotów. Polacy przygotowali się do ataku na Litwę. Rząd litewski za pośrednictwem swojego posła w Tallinie 14 marca 1938 r. zaproponował rządowi polskiemu utworzenie mieszanej komisji i powierzenie jej: 1. Zbadania incydentu z 11 marca na linii administracyjnej, 2. Ustalenia środków zapobiegających podobnym incydentom w przyszłości. 17 marca nasz Rząd postanowił upoważnić swojego posła w Paryżu do poinformowania ambasadora Polski, że jest gotów upoważnić tego posła do nawiązania kontaktu z ambasadorem Polski w Paryżu, aby wyjaśnić sytuację między obydwoma państwami. Ale tego samego dnia, 17 marca o godz. 21, poseł Polski w Tallinie wręczył litewskiemu ministrowi w Estonii ultimatum o następującej treści: Z polecenia mego Rządu mam zaszczyt zakomunikować Waszej Ekscelencji, co następuje: 1. Propozycja Rządu Litewskiego z dnia 14 marca br. nie może być przyjęta, ponieważ nie daje dostatecznych gwarancji bezpieczeństwa na granicy, zwłaszcza biorąc pod uwagę negatywne rezultaty wszystkich dotychczasowych prób rokowań litewsko-polskich. 2. Mając to na uwadze, Rząd Polski oświadcza, że jedynym rozwiązaniem odpowiadającym powadze sytuacji uważa natychmiastowe nawiązanie stosunków dyplomatycznych bez żadnych warunków wstępnych. Jest to jedyna droga do uregulowania kwestii sąsiedzkich dla każdego rządu, który rzeczywiście chce w dobrej woli uniknąć zdarzeń niebezpiecznych dla pokoju. 3. Rząd Polski daje Rządowi Litewskiemu 48 godzin, licząc od momentu wręczenia niniejszej noty, na przyjęcie tej propozycji, z powiadomieniem, że przedstawiciele dyplomatyczni w Kownie i Warszawie muszą być akredytowani najpóźniej do 31 marca br. Do tej daty wszelkie rozmowy o charakterze technicznym i innym między Rządem Polskim a Rządem Litewskim powinny być prowadzone przez nadzwyczajnych posłów i ministrów pełnomocnych w Tallinie. Wymiana załączonych tutaj not, dotyczących nawiązania stosunków dyplomatycznych, powinna nastąpić przed upływem terminu 48 godzin w Tallinie między ministrami Polski i Litwy w Tallinie. 4. Powyższa propozycja nie może być przedmiotem dyskusji ani co do treści, ani co do formy – niniejsza propozycja nie może być zmieniana. Brak odpowiedzi lub przedstawienie jakichkolwiek uzupełnień lub zastrzeżeń będzie przez Rząd Polski uważane za odrzucenie. W tym negatywnym przypadku Rząd Polski zagwarantuje prawdziwy interes swego Rządu własnymi środkami. Ponadto do ultimatum dołączono załącznik o następującej treści: Z polecenia mego Rządu mam zaszczyt zakomunikować, że Rząd Polski (Litewski) postanowił nawiązać od dnia dzisiejszego normalne stosunki między Polską a Litwą (Litwą a Polską) i w tym celu ustanawia poselstwo w Kownie (Warszawie). Minister Polski (Minister Litwy) odpowiednio akredytowany wręczy swoje listy uwierzytelniające w Kownie (Warszawie) najpóźniej do 31 marca br. Rząd Polski (Litwy) ze swojej strony gwarantuje poselstwu Litwy (Polski) w Warszawie (Kownie) normalne warunki funkcjonowania i w związku z tym od 31 marca br. zagwarantuje możliwość bezpośredniego połączenia lądowego, rzecznego, lotniczego, pocztowego, telegraficznego i telefonicznego między tym poselstwem a rządem Litwy (Polski). 19 marca na nadzwyczajnym posiedzeniu sejmu wiceminister, minister komunikacji inż. Stanišauskis wygłosił obszerne sprawozdanie. Jego przemówienie, w którym ogłoszono decyzję rządu o spełnieniu żądań rządu polskiego, spotkało się z martwą ciszą. Gdy przewodniczący Sejmu udzielił głosu przedstawicielom Sejmu w sprawie stanowiska rządu i wygłoszonego przemówienia wiceministra, na trybunę wyszedł dr Janavičius i powiedział: Szanowni przedstawiciele narodu! Proponuję Sejmowi przyjęcie następującej uchwały: Sejm, po wysłuchaniu sprawozdania wiceministra o ultimatum wręczonym Rządowi Litwy przez Rząd Polski, w którym Rząd Polski żąda od Rządu Litwy niezwłocznego nawiązania stosunków dyplomatycznych, biorąc pod uwagę faktyczną sytuację i konieczną potrzebę zachowania pokoju w tym tak krytycznym dla Europy czasie, uważa, że Rząd w istniejących warunkach był zmuszony przyjąć ultimatum Rządu Polskiego. Więcej nikt z przedstawicieli nie zabrał głosu. Podczas głosowania nikt nie głosował przeciwko tej propozycji dra Janavičiusa. W ten sposób propozycja została przyjęta i rozpoczęły się stosunki polsko-litewskie. Po nawiązaniu stosunków 19 marca o godz. 13:40 w Oranach polski sierżant Kosmalia otworzył bramę punktu przejściowego (na moście) i zaczął witać naszego strażnika, mówiąc, że nastał pokój, że wita w imieniu Wojska Polskiego i nie mówi tego jako wróg. Nasz strażnik nic mu nie powiedział. Tego samego dnia o godz. 14:40 w Ucianie naczelnik polskiej straży również próbował powitać naszego naczelnika straży i podał mu rękę, ale nasz odszedł. Zasmuciła się Dzukia. Bardzo zasmucili się mieszkańcy miasteczka Przełaje, ci słynni na Litwie partyzanci, którzy byli już gotowi do wojny. Miasto Olita posmutniało. Charakterystyczne jest to, że jeszcze rano 19 marca przyszedł do mnie kierownik klubu robotniczego Kupriūnas i powiedział, że 500 robotników zaraz chwyci za broń. Naczelnik posterunku Vabolis poinformował, że do jego placówki napływają tłumy mieszczan, pytając, czy już przyjmowani są ochotnicy. Organizacje kupowały broń dla strzelców. Zdeterminowanie było ogromne. I ja, jako były naczelnik okręgu olickiego, od 11 do 19 marca nie miałem spokoju nawet w nocy. 19 marca, prawdę mówiąc, jakby się uspokoiło, ale stało się trudniej. Trzeba było czekać. Doczekaliśmy się Wilna! W wydanej w 1962 r. w Nowym Jorku książce „Trys ultimatumai” prawnik, dyplomata dr Petras Mačiulis (1895–1978) opisał swoje wspomnienia o incydencie w Trasninkai oraz polskim ultimatum i przedstawił ich ocenę: Polskie ultimatum W litewskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych w pierwszych dniach marca 1938 r. czuwano bez przerwy, również w nocy. Do Kowna dotarły wiadomości, traktowane jeszcze jako plotki, że Polacy przygotowują się do wręczenia Litwie ultimatum w związku z incydentem na przejściu w Trasninkai, w rejonie Olity. Polski strażnik graniczny, żołnierz Serafin, po przekroczeniu linii administracyjnej, po litewskiej stronie, starł się z litewskim strażnikiem Lukoševičiusem. Incydent wydawał się nieznaczący i prosty, ale Polacy, widocznie, wyciągnęli z niego niezwykłe i poważne wnioski. Minęło kilka dni. Wieczorem 17 marca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych przyszło mi czuwać z innymi kolegami. Około godz. 22 przybył nasz szef, minister spraw zagranicznych S. Lozoraitis. Kilku z nas z ministrem było w gabinecie dyrektora departamentu politycznego, gdy rozległ się znany mi dzwonek automatycznej centrali telefonicznej. Podniosłem słuchawkę i usłyszałem: „Proszę połączyć z Tallinem”. Obecni w gabinecie spojrzeli na siebie. Kto by dzwonił tak późno? Gdy głośno powiedziałem, że przez telefon rozmawia nasz przedstawiciel Dailidė i przygotowuje się do przekazania tekstu ultimatum, otrzymanego od przedstawiciela polskiego rządu w Warszawie i właśnie przekazanego, telefon odebrał minister S. Lozoraitis. Sam zapisał tekst tego nieszczęsnego ultimatum. W pokoju zapanowała cisza. Na twarzach wszystkich pojawiła się nie obawa, lecz bardzo gorzka grymas skierowany pod adresem Polaków. Nikt z nas przez pewien czas nie mówił, nawet minister. Żegnając się z nami, powiedział, że jedzie poinformować prezydenta państwa Antanasa Smetonę. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, wszyscy obecni wówczas w ministerstwie moi koledzy, otoczywszy mnie, jeszcze raz pytali, jak to właściwie było z tym nieszczęsnym Serafinem tamtego 7 marca, o świcie, około godz. 5? Dlaczego wszedł na naszą stronę? Dlaczego tak nieumiejętnie zaczął strzelać, gdy nasz strażnik, zauważywszy go ukrywającego się za krzakiem świerka, chciał go zatrzymać? Musiałem powtórnie opowiedzieć, co widziałem na własne oczy tego samego dnia po południu. Widział to również naczelnik straży granicznej polskiego batalionu i inni. Ultimatum nie miało podstaw, ale ultimatum się pojawiło – pierwsze dla niepodległej Litwy i prawdopodobnie pierwsze takie w historii dyplomacji, ponieważ ultimatum to żądało nawiązania stosunków dyplomatycznych z Polską, które zostały zerwane po złamaniu umowy suwalskiej. Prawdą jest, że te przymusowo nawiązane stosunki dyplomatyczne trwały krótko: tylko od 31 marca 1938 r. do połowy października 1939 r. Jak by się rozwijały dalej w czasie pokoju, nie wiadomo. Wojna niemiecko-polska i nieco późniejszy zdradziecki atak bolszewików od tyłu, zmiażdżyły nie tylko Polaków. Gdy horror drugiej wojny światowej już minął, Polacy za granicą zaczęli publikować swoje wspomnienia, z których można dowiedzieć się jedynie tyle, że polskim decydentom, po przegranej wojnie, było jakoś nieswojo przypominać sobie fakty swojej nieudolnej polityki. Incydent w Trasninkai Już od wiosny 1937 r. wzdłuż linii administracyjnej zaczęły się prowokacyjne działania ze strony polskiej. Ot, to koło Merecza – Serej, to na wyspie jeziora Gaładuś, to w rejonie Wiłkomierza – Szyrwint, to w końcu w rejonie Olity Polacy w nocy przenosili po kilka lub kilkanaście słupków granicznych, wyrzucając je na naszą stronę lub zabierając na swoją stronę, jak widziałem na własne oczy na wyspie jeziora Gaładuś. Polacy świadomie prowokowali naszych funkcjonariuszy, widocznie do czegoś się wcześniej przygotowując. Dla nas było to jasne. I tak nadszedł ponury ranek 7 marca 1938 r., który ujawnił nam incydent na przejściu w Trasninkai. Tego ranka, około godziny piątej, przy przejściu w Trasninkai nasi strażnicy zwrócili uwagę na alarm wzniecony po stronie polskiej. Polacy oddali kilka strzałów, biegali wzdłuż wykarczowanej i zaoranej linii, kłócili się między sobą, rzekomi ścigani, najprawdopodobniej, mieli przebiec linię na stronę litewską i tam ukryć się na skraju lasu. Zwykły litewski policjant zszedł zboczem do wioski Trasninkai, aby poinformować swojego przełożonego o hałasie strażników wznieconym po stronie polskiej. Naczelnik rejonu z tym samym policjantem pojechał rozejrzeć się. Strażnikowi polecił iść wzdłuż samej linii; sam szedł około dwudziestu metrów od skraju, zwykłą ścieżką strażników. W tym miejscu właśnie kończył się po naszej stronie las małym trójkątnym cyplem. Nic nie zauważywszy, naczelnik wrócił zboczem do swojej kwatery. W tym czasie policjant, idący wzdłuż samej linii, zauważył za jednym z wysokich świerków poruszający się cień. Przypuszczając, że za tym krzakiem ukrywa się rzekomy uciekinier, policjant oddał ostrzegawczy strzał w górę – stój! Na ten głos zza krzaka świerka padł strzał w kierunku naszego policjanta. Wówczas nasz, już celując w krzak świerka, wystrzelił jeszcze trzykrotnie. Będący po stronie polskiej strażnicy zaczęli wołać swojego kolegę po imieniu, aby wrócił na swoją stronę. Zza krzaka rozległ się głos: „Bo nie mogę, zostałem ranny”. Zrozumiawszy, co się stało, litewski policjant szybko podszedł do tego krzaka i zaczął strofować polskiego strażnika, dlaczego po ostrzegawczym strzale nie powiedział, kim jest. Dlaczego strzelił? Przecież strażnicy graniczni między sobą nie strzelają… W zeznaniach litewskiego policjanta, złożonych tego samego dnia obrońcy państwa, znajdujemy taką odpowiedź polskiego strażnika: „Że byłem głupi, nie odpowiedziałem”… Okazało się, że jeden z polskich strażników, ścigający domniemanych uciekinierów, postanowił sam przejść na naszą stronę i rozejrzeć się, czy aby nie zobaczy rzekomego przemytnika. Tu nie przemytnika, ale litewskiego policjanta zauważył i chciał go zatrzymać. W tym czasie w lesie było dość ciemno i nie mógł wiedzieć, kto ukrywa się za tym krzakiem. Pod wpływem strzelaniny słyszanej pół godziny wcześniej po stronie polskiej, policjant nie mógł inaczej wydać rozkazu zatrzymania, nie oddając strzału ostrzegawczego. Oto i mamy historię incydentu na przejściu w Trasninkai, tak jak została spisana przez oficjalne organy sądowe. Ani wcześniej, ani później na tym odcinku linii administracyjnej między litewskimi a polskimi strażnikami nie było żadnych nieporozumień, dlatego nie mogło być mowy o żadnych zemstach czy osobistych porachunkach. Żadna ze stron nie miała interesu w szukaniu pretekstów; wręcz przeciwnie, często pomagali sobie nawzajem w zatrzymywaniu przemytników. Incydent wydarzył się wyłącznie z powodu nieostrożności i niezrozumienia młodego polskiego żołnierza, jak postępować w takiej sytuacji. Ranny polski żołnierz dopiero w październiku rozpoczął służbę wojskową. Litewscy policjanci przynieśli rannego do swojego punktu straży, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy. Ale zanim z Merecza (10 km odległości) przybył lekarz, minęły ponad 2 godziny. Udzielona pomoc medyczna nie uratowała życia rannego: o godz. 10 rano polski żołnierz Stanisław Serafin zmarł. Zwrócenie zwłok i… trumny Po dwunastu godzinach, przy tym samym słupku granicznym, gdzie polski żołnierz przeszedł na naszą stronę, spotkali się naczelnik litewskiego oddziału i dowódca polskiego batalionu, aby wyjaśnić incydent i uzgodnić przekazanie zwłok zmarłego polskiego żołnierza. Ponieważ cała sprawa została przejęta przez litewską prokuraturę, z dowódcą polskiego batalionu uzgodniono, że następnego dnia po sekcji zwłok zostaną one przekazane polskiemu batalionowi granicznemu o godz. 17 na przejściu w Trasninkai. Śledztwo w sprawie tego incydentu prowadzone przez naszą prokuraturę w tym czasie nie zostało jeszcze zakończone. Aby poinformować o szczegółach zdarzenia, naczelnik naszego oddziału umówił się na spotkanie z dowódcą polskiego batalionu w najbliższą niedzielę w Oranach, o godz. 14. Uważam za stosowne zauważyć, że całą tę rozmowę między naczelnikiem naszego oddziału a dowódcą polskiego batalionu śledziłem jako świadek, specjalnie oddelegowany z naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. 8 marca o umówionej godzinie warta litewskiego punktu z wojskową eskortą i honorami przewiozła ciężarówką trumnę zmarłego polskiego żołnierza na drugą stronę linii administracyjnej. Polacy wyjęli zwłoki z trumny i przenieśli do swojej przywiezionej, zwracając Litwinom pustą trumnę. Takie zachowanie Polaków tylko zaostrzyło nieprzyjemne wrażenie zwykłego incydentu, ponieważ trudno gdzie indziej w takich przypadkach zaobserwować takie zachowanie. A 8 marca, w niedzielę, w umówionym dniu i godzinie, zamiast dowódcy polskiego batalionu, do Oran przybył polski sierżant i oświadczył, że jego dowódca nie widzi potrzeby rozmowy, ponieważ „sprawę rozstrzygnie Rzeczpospolita Polska”. Incydent zapachniał nową polską prowokacją. Ultimatum W tym samym czasie na całym odcinku linii administracyjnej Polacy zaczęli zwoływać protestacyjne mityngi przeciwko rzekomemu litewskiemu kryminałowi. Bezczelnie twierdzono, że polski żołnierz został postrzelony przez litewskiego policjanta po polskiej stronie itd. Takie i podobne polskie „argumenty” nie były podnoszone przez dowódcę polskiego batalionu granicznego w dniu incydentu, ponieważ było dla niego zupełnie jasne, gdzie i dlaczego doszło do strzelaniny oraz w którym miejscu S. Serafin został ranny. Musiałem z Kowna eskortować na miejsce incydentu kilkunastu dziennikarzy i przedstawicieli agencji informacyjnych, którzy na własne oczy przekonali się na miejscu, dlaczego i gdzie doszło do strzelaniny. Większość dziennikarzy stanowili przedstawiciele zagranicznej prasy – korespondenci. Po kilku dniach p. Martin, przedstawiciel Estonii w Warszawie, poinformował swój rząd, a ten – naszego przedstawiciela w Tallinie, że Polacy incydentu w Trasninkai nie uważają za przypadkowy, ale nadają mu znacznie większe znaczenie. Dano do zrozumienia, że Polacy przygotowują Litwie ultimatum. Sztuczna polska propaganda, skierowana przeciwko Litwie, została zademonstrowana pochodami w Warszawie i Wilnie, z okrzykami: „Do Kowna, do Kowna”. Nie było żadnych wątpliwości, że Polacy przygotowują Litwie nowy cios, choć nikt go nie sprowokował. Ostatnie, patetyczne słowa polskiego ministra spraw zagranicznych J. Becka, wypowiedziane w Warszawie, w Sejmie, pod adresem S. Serafina, nie stanowią żadnego usprawiedliwienia. Była to jedynie przykrywka dla nowej przemocy, której p. Beck nie zdołał ukryć nawet w swoich wspomnieniach. 17 marca o godz. 20:15 polskie ultimatum zostało wręczone litewskiemu przedstawicielowi B. Dailidė w Tallinie przez ich przedstawiciela Przesmyckiego. Tekst został przekazany telefonicznie do Kowna tego samego wieczoru. Na odpowiedź na ultimatum wyznaczono 48 godzin. Tak oto większy sąsiad bezpodstawnie oskarżył Litwę i zmusił ją do nawiązania stosunków dyplomatycznych i konsularnych. W tamtych dniach Kowno miało informację, że dyrektor departamentu politycznego polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, płk Kobylański, przygotował znacznie surowszy tekst ultimatum, jednak rozsądniejsi polscy sąsiedzi doradzili zrezygnowanie z takiej surowości, ponieważ Litwini mieliby podstawy i mogliby go nie przyjąć. Polacy musieliby wtedy chwycić za broń, a to nie wiadomo, jak mogłoby się skończyć. Nie sądzę, żebym się wiele pomylił, twierdząc, że dalsza tragedia Litwy rozpoczęła się właśnie od tamtego nieszczęsnego ultimatum, które mogliśmy odrzucić, jak później postąpili Finowie, odrzucając bolszewickie ultimatum. Nauczyciel Jonas Miškinis (1895–1982) w wydanej w 1966 r. w Londynie książce wspomnieniowej „Manoji Dzūkija” opisał wydarzenie w Trasninkai w następujący sposób: 17–18 marca 1938 r. Polska wykorzystała zwykłe zdarzenie przy linii administracyjnej, koło wsi Trasnykai, w gminie Merecz, w okręgu olickim, gdzie podczas nocnej strzelaniny po stronie litewskiej został ranny polski żołnierz, który później zmarł od ran. Z powodu tego zdarzenia rząd polski wywołał największy zgiełk i wręczył rządowi litewskiemu najostrzejsze ultimatum. Podobnych zdarzeń przy linii administracyjnej było kilkadziesiąt, a cierpieli zawsze Litwini. Od 1919 do 1938 r. było ponad 80 strzelanin, podczas których polscy strażnicy zastrzelili 50 Litwinów. A ile razy Polacy porwali litewskich strażników granicznych i więzili ich przez kilka lat, okrutnie ich torturując! Zatem zdarzenie z 11 marca 1938 r. nie było czymś wyjątkowym, a jedynie kolejną strzelaniną o świcie w ciemnościach, której ofiarą był polski żołnierz. Ale Polska, nie bacząc ani na prawdę, ani na prawo, odrzuciła wszystkie propozycje rządu litewskiego w sprawie pokojowego zażegnania incydentu. To pokazało, że dla Polski wydarzenie z marca 1938 r. było wygodnym i długo oczekiwanym pretekstem do podjęcia nowych aktów przemocy wobec Litwy. Wieczorem 17 marca rząd polski wręczył Litwie 48-godzinne ultimatum, które daleko wykraczało poza powagę zdarzenia. Zamiast odpowiednich odszkodowań za straty spowodowane incydentem, Polska zażądała nawiązania stosunków dyplomatycznych do 31 marca. W przeciwnym razie Polska sama podjęłaby środki w celu ochrony swoich interesów. Oznacza to, że wydarzenia w pobliżu wsi Trasnykai posłużyły Polakom. Niemcy w tym czasie dokonywali aneksji Austrii. Wydarzenie w Trasnykai zostało nagłośnione przez polskie radio już wieczorem 12 marca, tendencyjnie relacjonując to zdarzenie i wskazując, że rząd polski zastrzega sobie prawo do zajęcia w tej sprawie takiego stanowiska, jakiego wymaga powaga powstałej sytuacji. Następnie polska prasa zaczęła publikować prowokacyjne artykuły przeciwko Litwie. 13 marca wojskowa publikacja „Polska Zbrojna” pisała o sytuacji w Kownie po wydarzeniu w Trasnykai, o panice i koncentracji jednostek armii litewskiej przy granicy z Niemcami. Beck wrócił do Warszawy. 13 marca w Wilejce Wileńskiej odbył się wiec strzelców polskich, który był transmitowany przez radio. Polscy szowiniści krzyczeli: „Do Kowna, my chcemy Kłajpedy”. Takie szaleństwo trwało cały tydzień. Nawet w dziecięcych audycjach radiowych w Wilnie, Warszawie i innych miejscach fałszywie informowano o wydarzeniu w Trasnykai. Oczywiście, zgiełk wykorzystała również prasa zagraniczna, zwłaszcza niemiecka. Taki „Koenigsberger Allgemeine Zeitung” w swoim numerze z 14 marca opublikował, jak Polska zamierza działać przeciwko „litewskiej prowokacji”. Francuskie i angielskie, np. takie poważne gazety jak „Times” czy „Daily Telegraph”, choć interesowały się napięciem i snuły pewne spekulacje, to jednak nie atakowały Litwy. Prasa francuska, wykazując duże zainteresowanie, nie tylko informowała o samym wydarzeniu, ale zapoznała swoich czytelników z historią Litwy i sprawą Wilna, drukowała mapy, z których widać było Litwę i otaczające ją kraje. Niektóre francuskie gazety obszernie pisały o stosunkach litewsko-polskich („Ocuvre”, „Le Journal”, „Populare”, „Ce Soir”, „Republique”, „La Tribune des Nation”). W tej prasie można było zauważyć typowe dla Francuzów niezrozumienie niektórych rzeczy lub stosunków, brak orientacji, jednak wykazano sporo obiektywizmu i głębokiej oceny litewskich interesów. Łotewskie „Jaunākās Ziņas” wykazywało umiarkowanie. Przez radio w Wilnie Ostrauskis wzywał Polaków „zniewolonych” przez Litwinów do wyzwolenia się z ucisku. Rzekomo, teraz jest dobra okazja. A niemiecka prasa współpracowała z polską, wzywając Polaków do zmuszenia ich upartego sąsiada do podporządkowania się ich woli. Paryska „Humanite” wydrukowała wielkimi literami informację „Berlin naciska na Warszawę przeciwko Litwie”. Litewski „Lietuvos Aidas” 18 marca wskazał, że w styczniu-lutym osoby prywatne prowadziły rozmowy między Litwą a Polską, a wieczorem w dniu ultimatum litewski poseł w Paryżu poinformował polskiego posła o gotowości Litwy do nawiązania kontaktu z rządem polskim w celu wyjaśnienia sytuacji. „Lietuvos Aidas” pisał wówczas, że naród litewski wierzy, iż sprawiedliwość jeszcze nie zniknęła ze świata i spokojnie, na zimno, bez histerii, bez podburzających krzyków i nieprzyzwoitych dla kulturalnego narodu obelg, jest gotowy sam rozwiązać swój los tak, jak dyktować będą jego interesy narodowe i państwowe. „XX Amžius” w artykule wstępnym podkreślał, że nadeszła godzina, kiedy wystarczy mówić słowami o jedności. Podobno nadszedł czas, aby zapomnieć o drobnych własnych interesach, patrzeć na wspólne dobro narodu i państwa i zgodnie czuwać na straży wolności. „XX Amžius” zachęcał do konsolidacji, a to jest podobno najlepsza droga w przyszłość. 19 marca wszystkie dzienniki wydrukowały rezolucję Związku Ochotników Twórców Armii Litwy skierowaną do rządu, proszącą społeczeństwo o jedność i dyscyplinę, a rząd – o podjęcie wszelkich działań, aby suwerenność Litwy i honor narodu nie zostały naruszone. „Lietuvos Žinios” w artykule wstępnym, zatytułowanym „Istorinė valanda”, opowiedział się za skupieniem sił całego narodu w tak ważnej dla kraju godzinie. Litewska prasa żydowska również jednogłośnie opowiedziała się za jednością wszystkich sił. „Idiše Štime” żądała konsolidacji, nie wykluczając mniejszości narodowych, zwłaszcza Żydów. Podobnie pisały również „Das Vort” i „Volksblat”. Ta ostatnia zaznaczyła, że historia wie, że zdrowe i pracowite narody znajdują sposoby na ochronę przed zagrożeniami. Prasa włoska prowadziła ostro antylitewską kampanię. Ale i radziecka „Izwiestija” oburzała się takim zachowaniem Polaków. Otóż takie polityczne napięcie stworzyła biedna dzukijska wioska Trasnykai. W wydanej w 1974 r. w Chicago książce „Lietuvos policija įstatymų ir tvarkos tarnyboje” opublikowano wspomnienia prawnika i dziennikarza Broniusa Kviklysa (1913–1990) zatytułowane „Pasienio incidentas Trasnykuose”: W połowie marca każdego roku wspominamy dwie nieprzyjemne rzeczy dla Litwy: słynne polskie ultimatum i utratę Okręgu Kłajpedy. Pierwsze w 1938 r. podyktowali nam polscy przywódcy, drugie – w 1939 r. – führer nazistowskich Niemiec Hitler. Obie są bardzo bolesne. Tymczasem przypomnijmy sobie tę pierwszą. Kiedy w 1920 r. Polska zajęła całą jedną trzecią Litwy ze stolicą Wilnem, Litwa, nie mogąc znaleźć sprawiedliwości ani w instytucjach międzynarodowych (Lidze Narodów), ani siłą wypchnąć fizycznie silniejszego sąsiada, na znak protestu zamknęła z Polską wszelkie połączenia, włączając w to połączenia międzynarodowe. Ani swój, ani cudzoziemiec, chcąc podróżować do innego kraju przez Litwę, nie mógł nie zauważyć faktu, że w tym miejscu coś jest nie tak. Polakom to się bardzo nie podobało, ale przez długie lata nie znajdowali sposobów, aby zmusić Litwę do otwarcia takich połączeń. Tymczasem na torach kolejowych, biegnących z Litwy do Wilna, zdążyły już wyrosnąć wysokie sosny… Polscy panowie niepokojąc się, przez cały szereg lat szukali pretekstów przeciwko Litwie. Przez wszystkie lata 1920–1939 stan na granicy litewsko-polskiej był bardzo napięty: obie strony na serio strzegły tymczasowej granicy (linii administracyjnej), Polacy wywoływali incydenty, porywali naszych strażników, więzili ich i zabijali, przenosili na naszą stronę słupki graniczne. Pod pretekstem jednego z takich incydentów pojawiło się również słynne marcowe ultimatum. Oto jak to wszystko się wydarzyło. W okręgu olickim, 8 km od Merecza, przy linii administracyjnej, niedaleko rzeki Mereczanki, znajduje się wieś Trasnykai (w 1923 r. było tu 22 zagrody ze 125 mieszkańcami). Przez jej pola właśnie przechodziła linia administracyjna. Cicha i spokojna, niczemu niewinna wieś. 11 marca tego roku strażnik graniczny Justas Lukoševičius o godz. 4:50 rano, idąc przez wieś na swoje miejsce służby, usłyszał kilka strzałów po stronie polskiej. Po krótkiej chwili – jeszcze trzy strzały. Wydawało się, że strzały oddawały 2-3 osoby i miały miejsce przy linii administracyjnej między miejscami służby 16-17. O tym strażnik Lukoševičius natychmiast powiadomił starszego policjanta Vaitkusa, który natychmiast nakazał policjantowi Lukoševičiusowi zbadać przyczynę strzelaniny. Wkrótce przybył również policjant Večkys. Natychmiast Lukoševičius zobaczył po tej stronie linii administracyjnej człowieka ukrywającego się w krzakach i krzyknął do niego: „Stój!”. Jednak z miejsca, gdzie ukrywał się podejrzany człowiek, w kierunku policjanta Lukoševičiusa padł strzał. W odpowiedzi nasz strażnik oddał jeden strzał, a nieco później jeszcze trzy strzały. Po nim ze strony polskiej do naszych przyleciały trzy strzały, towarzyszyły im jeszcze trzy strzały wysłane z tego samego miejsca. Strzelił również policjant Večkys. Okazało się, że w tej strzelaninie został ciężko ranny polski strażnik Serafin. Polscy żołnierze pytali, dlaczego przekroczył linię administracyjną i wołali go z powrotem, ale on oświadczył, że jest ciężko ranny i nie może czołgać się na polską stronę. Wszystko to wydarzyło się między 5:15 a 5:25. Ranny polski żołnierz został przywieziony do wsi Trasnykai o 5:50, został opatrzony, a pilnie wezwany z Merecza felczer medyczny o 7:20 udzielił mu pomocy medycznej. O godz. 8 z Olity przyjechał lekarz okręgowy Sukarevičius, który zbadał rannego i jeszcze raz opatrzył. Jednak rana była śmiertelna i ranny zmarł o 8:40. W tym rejonie panowało wielkie poruszenie po stronie polskiej i grożono, że za Serafina zostanie zastrzelonych pięciu litewskich strażników. Tak powiedział również dowódca polskiej kompanii 11 marca o godz. 17:20 naczelnikowi oddziału w Olicie Januškevičiusowi, w obecności naszego naczelnika rejonu policji bezpieczeństwa Gimžauskasa i naczelnika posterunku policji okręgowej w Olicie Vabolisa. Rozmawiali z dowódcą polskiego 23 batalionu, płk. Żabińskim, który interesował się stanem żołnierza Serafina. Naczelnik oddziału zaproponował mu udział w prowadzeniu śledztwa, a także w sekcji zwłok zmarłego, która miała zostać przeprowadzona następnego dnia. Płk Żabiński odmówił i poprosił jedynie o wydanie zwłok. Zwłoki zostały wydane Polakom 12 marca między godz. 16 a 17, z uroczystym oddaniem honorów bronią przez naszych strażników. Natomiast z pułkownikiem Żabińskim uzgodniono spotkanie 13 marca o godz. 14 na moście w Oranach w celu wyjaśnienia okoliczności zdarzenia. Niestety, nasi, którzy tam pojechali, nie zastali Polaków. Zranienie żołnierza Serafina miało miejsce po naszej stronie, 17 metrów od linii administracyjnej. Nasz policjant wystrzelił po tym, jak do niego padł strzał. Cały materiał śledczy wykazał, że naszym strażnikom nie można było zarzucić żadnej winy; zachowali się zgodnie z prawem, zarówno w ramach naszych przepisów, jak i prawa międzynarodowego. A jednak… W tym czasie dowódca Wojska Polskiego Rydz-Śmigły przybył z Warszawy do Wilna. W Warszawie, Krakowie, Wilnie i innych zajętych przez Polskę miastach, z polecenia władz, odbywały się wielkie demonstracje skierowane przeciwko Litwie. Zaciekli polscy mówcy oskarżali Litwę, rzekomo, że chce wywołać wojnę w Europie. W prasie i radiu prowadzono ostrą akcję przeciwko Litwie, zwracano się do marszałka Śmigłego, prosząc go o zorganizowanie marszu na Kowno. Polskie siły zbrojne na granicy z Litwą zostały wzmocnione. W końcu 17 marca polski poseł w pewnym obcym państwie wręczył litewskiemu posłowi ultimatum, w którym żądano, aby Litwa nawiązała z nimi stosunki dyplomatyczne, otworzyła połączenia komunikacyjne i inne. W przypadku niewykonania tego grożono wojną. Wojna, oczywiście, na razie nie wybuchła: Litwa przyjęła ultimatum. Do Litwy przybył polski poseł Charwat z całym personelem poselstwa, z Litwy do Warszawy udał się nasz Škirpa; nawiązano stosunki konsularne, rozpoczęły się różne rokowania między obydwoma krajami. Pod naciskiem Polaków, na Litwie rozwiązano Związek Wyzwolenia Wilna. Na Litwie Polacy zaczęli tworzyć nowe gniazda szpiegowskie. Polacy na serio planowali nowy marsz na Litwę Kowieńską. Jednak zdobyta siłą miłość nie trwała długo. Półtora roku później polski marsz na Kowno rzeczywiście nastąpił, tylko tym razem maszerowali oni nie z podniesionymi nosami, ale z opuszczonymi: tutaj rozegrał się ostatni akt tragedii Polski, po tym, jak ich potężna armia, którą tak często grożono Litwie, została rozgromiona przez Niemcy, działające wspólnie z Rosją Radziecką. Było nam bardzo żal patrzeć na zmęczonych polskich żołnierzy i cywilnych uchodźców. Dla Litwy była to doskonała okazja, aby z honorem wkroczyć do swojej dawnej stolicy. Jednak Litwinowi wydawało się strasznie niehonorowe zadawać cios umierającej Polsce w plecy: nasz naród jest przecież inny, dobry (czasami zbyt dobry) z natury. Litwini ciepło przyjęli, pomogli i udzielili schronienia polskim uchodźcom, natomiast Wilno nieco później otrzymali z łaski Rosji Radzieckiej; Rosjanie oddali nam część Okręgu Wileńskiego, natomiast zabrali całą Litwę – zgodnie z zasadą – Wilno nasze, Litwa Rosjan… Tak wygląda cała, w skrócie, historia słynnego ultimatum. Litwin zawsze wspomina ją z wielką goryczą wobec Polaków. W wydanej w 2001 r. książce „Saugojau žmonių gyvybę ir turtą” (wspomnienia spisane w latach 1971–1977) były funkcjonariusz policji Kazimieras Čaplikas (1900–1985) przedstawił swoje wspomnienia o polskim ultimatum z 1938 r.: Kiedy pracowałem w Jurborku, Litwę wstrząsnęły trzy fatalne dla jej przyszłości wydarzenia: polskie ultimatum z 17 marca 1938 r., oddanie Okręgu Kłajpedy Niemcom 22 marca 1939 r. oraz wybuch drugiej wojny światowej 1 września tego samego roku. Polacy początkowo byli bardzo wojowniczo nastawieni, wręcz domagali się od swoich dowódców wojskowych, aby ci zaatakowali Litwę i poprowadzili pułki do tymczasowej stolicy kraju – Kowna. Jednak państwa zagraniczne, zwłaszcza Anglia i USA, uspokoiły ich, wyjaśniając Polsce, że takie wojownicze ultimata mogą wywołać wojnę w Europie. Polacy ustąpili, zadowalając się jedynie wznowieniem stosunków dyplomatycznych. Po otrzymaniu ultimatum, w Kownie zwołano pilne posiedzenie sejmu w celu omówienia sytuacji. Członkowie Sejmu, unikając odpowiedzialności za swoje propozycje, milczeli. Deputowany gen. Julius Čaplikas w swoim przemówieniu zaproponował odrzucenie polskiego ultimatum i obronę kraju wszelkimi dostępnymi siłami. Miał na to argument, ponieważ Rosja Radziecka rozważała możliwość udzielenia Litwie pomocy wojskowej. Polakom przemówienie Juliusa Čaplikasa nie podobało się, w swojej prasie nazwali go awanturnikiem i ignorantem. Uczestnik walk o wolność Juozas Jakavonis (ur. 1925) w wydanej w 2005 r. książce wspomnieniowej „Šalia mirties”, w rozdziale „Incidentas su lenku” napisał tak: W 1933 r. przeprowadziliśmy się na samotne gospodarstwo, które znajdowało się kilometr od wsi, również nad brzegiem Mereczanki, koło lasu. Obok naszego domu, na brzegu, biegła ścieżka, którą patrolowała policja graniczna, strzegąc, aby nikt nie przekroczył granicy. I oto pewnego wczesnego wiosennego poranka w 1938 r. polski żołnierz graniczny S. Serafin przekroczył granicę koło wsi Trasninkai, jednak został ciężko ranny w brzuch przez litewskich policjantów granicznych i zmarł w drodze do Olity. Wszyscy mówili, że postrzelił go policjant Lukoševičius. Pewnego razu Lukoševičius sam opowiedział moim rodzicom, jak to było (został przeniesiony z Trasninkai do Puvočiai, ponieważ obawiano się, żeby w tamtej wsi polscy zwiadowcy go nie zastrzelili). Lukoševičius opowiedział, że jeszcze przed wspomnianym zdarzeniem pracował w policji w okręgu trockim. Tam Polacy wzięli go do niewoli i zwerbowali, chcąc, aby pracował na ich korzyść. Ale Lukoševičius nie przekazywał nic ważnego, tylko coś nieistotnego – zgodnie z instrukcjami litewskiego wywiadu. Polacy szybko go rozszyfrowali i chcieli wziąć żywcem, ale udało mu się uciec. Lukoševičius został przeniesiony w inne miejsce i zamieszkał we wsi Trasninkai. Polacy, dowiedziawszy się, gdzie jest, dołożyli wszelkich starań, aby go złapać. Ustaliwszy, o której godzinie pełni służbę, obserwowali i zapamiętali miejsce, w którym Lukoševičius najbardziej lubił odpoczywać. Wczesnym rankiem, gdy Lukoševičius był w swoim ulubionym miejscu i drzemał, nagle usłyszał strzał. Po drugiej stronie linii ktoś po polsku krzyknął: „Chodź tu!” Naczelnik straży wysłał innego policjanta, Večkysa, aby ten zastąpił Lukoševičiusa. Večkys zobaczył, jak zbliża się Polak, wycelowany karabin. Polak skradał się w kierunku Lukoševičiusa. Policjant Večkys krzyknął: „Stój!” Jednak Polak przestraszony wystrzelił w kierunku Lukoševičiusa, ale nie trafił. Wtedy Večkys strzelił do polskiego żołnierza i trafił go w brzuch. W tym czasie właśnie szedł sprawdzić służbę naczelnik straży, szybko przybiegł na to miejsce. Polacy nie spodziewali się, że może tu być tak wielu litewskich policjantów. Myśleli, że przejdą granicę i siłą zabiorą swojego rannego żołnierza. Chociaż Polacy wołali rannego żołnierza, aby wrócił na swoją stronę, to jemu już zabrakło sił. Litwini go opatrzyli i wywieźli do Olity, jednak Polak zmarł w drodze (pochowany w Marcinkańcach). Przywieziono go wtedy w pięknej trumnie do wsi Trasninkai i czekano na Polaków. Ci byli strasznie wściekli, choć wiedzieli, że sami są winni, ponieważ przybyła komisja angielska i francuska, która za to wydarzenie oskarżyła Polaków. Jednak Polacy 17 marca 1938 r. mimo wszystko ogłosili Litwie ultimatum. Nad Mereczanką przeleciało 25 polskich samolotów, demonstrując swoją potęgę. Po ultimatum nie mogliśmy śpiewać pieśni o Wilnie. Dla nas, młodych, był to wielki cios, ponieważ te pieśni były dla nas najdroższe, a trzeba było milczeć. Po pewnym czasie napięcie opadło, ale ludzie nadal rozmawiali o tym, co się stało. W wydanej w 2006 r. książce wspomnieniowej „Ilga mano kelionė” prałat dr Ignas Urbonas (1910–2012) opisał swoje wrażenia z polskiego ultimatum w 1938 r.: Skromnych Oran nie ominęło również historyczne wydarzenie. Był 19 marca 1938 r. – Dzień św. Józefa i w moim kościele odbywały się uroczystości odpustowe św. Józefa. Przyjechali sąsiedni księża. Tego dnia Polacy wystosowali ultimatum do Litwy w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych. Litwa zgodziła się na rozmowy i wysłała delegację z Kowna do Oran, gdzie na moście nad Mereczanką spotkała się z polskimi przedstawicielami z Warszawy. W domu parafialnym przy plebanii mieszkał naczelnik rejonu granicznego kapitan Skinkys. On informował mnie o tym, co się tutaj dzieje. Z Kowna przyjechał autobus z dziennikarzami (z nich pamiętam tylko studenta Jonasa Sakevičiusa; po wojnie, przybywszy do Chicago, zmienił nazwisko i został Sakasem). Na moście zebrało się wielu ludzi. Polacy cieszyli się, machali, a ze strony Litwy panowała tylko cisza. Księża na plebanii również byli cisi i smutni. Ksiądz Romualdas Stundžia, proboszcz z miejscowości Przełaje, ciągle powtarzał, że nie może się modlić, nie może się radować, ponieważ ciągle słyszy utracone Wilno… Wtedy sądzono, że ultimatum zawierało klauzulę zrzeczenia się Wilna, jednak okazało się, że takiego żądania nie postawiono. W wydanej w 2015 r. książce „Policininko atsiminimai” (wspomnienia spisane w latach 1946–1947) były funkcjonariusz policji Juozas Kvaraciejus (1908–1947) krótko opisał swoje doświadczenia związane z polskim ultimatum w 1938 r.: Wiosną 1938 r. Polska wręczyła Litwie ultimatum o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych, w przeciwnym razie rozpocznie wojnę przeciwko Litwie. W naszym społeczeństwie wybuchło wielkie poruszenie. W całej Litwie odbywały się wielkie mityngi i demonstracje przeciwko Polsce. Na Litwie ogłoszono stan oblężenia. Armia Litewska i całe społeczeństwo domagały się nieustąpienia. W tym czasie również w Piwoszunach odbywały się mityngi, w których uczestniczyły tysiące ludzi. Miejscowi Polacy zaczęli się pysznić i publicznie występować. Raz nawet musiałem użyć wobec nich środków fizycznych. Do Litwy wpuszczono polskiego przedstawiciela Charwata i nawiązano stosunki dyplomatyczne, pozostawiając kwestię Wilna otwartą. Polacy zaskarżyli mnie do Charwata i pociągnęli do odpowiedzialności sądowej. Jako urzędnika sądził mnie Sąd Okręgowy w Kownie, ale po nieznalezieniu winy zostałem uniewinniony. W marcu 2018 r. świadkini historii Angelė Ūselytė-Priekulienė (ur. 1934) opowiedziała: Antanas Večkys był sąsiadem i przyjacielem mojego ojca. Kupił działkę o powierzchni około 10 ha, jeszcze przed pierwszą okupacją sowiecką, w gminie Lejpuny, we wsi Savanoriai. Rodzina Večkysów mieszkała około kilometra od naszego gospodarstwa. Żona była Julija Dūdytė, pochodząca z Olity. Była bardzo piękna. W rodzinie Večkysów rosło 5 córek: bliźniaczki Aldona i Gražina, Palmyra, Nijolė, Danutė. Večkysowie budowali zabudowania gospodarcze. W latach wojny gospodarowali, ale żyli ciężko. Mieli 1 konia, 2 krowy. Po wojnie nie zostali zesłani, ponieważ mieli wiele dzieci, a poza tym żyli w biedzie. Pewnego razu członkowie batalionów niszczycielskich pobili Večkysa, łamiąc mu rękę. Do 1950 r. Julija Večkienė zmarła na gruźlicę, wkrótce zmarł również Antanas Večkys. Dziewczynki trafiły do domu dziecka. Ojciec opowiadał mi, że kiedy zastrzelono polskiego żołnierza Serafina, Polacy domagali się wydania policjanta granicznego Večkysa, ale dowództwo przeniosło Večkysa do służby w innym miejscu. Polski żołnierz przekroczył „rubież”, kiedy policjanci go postrzelili. Serafin strzelił do policjanta Lukoševičiusa, a Večkys strzelił do Serafina i ciężko go zranił. Wcześniej Polacy zastrzelili niejednego litewskiego policjanta. Polacy nie wzięli trumny od Litwinów, ciało Serafina przenieśli do swojej trumny. Ojciec mówił, że z powodu tego wydarzenia „niewiele brakowało do wojny”. Przy „rubież” latały polskie samoloty. Litwę zmuszono do przyjęcia ultimatum. Wszyscy sąsiedzi bardzo szanowali Večkysa. Ludzie patrioci mówili, że kiedy zastrzelono polskiego żołnierza, to Polacy przestaną zabijać naszych policjantów. Večkys zachował się bardzo bohatersko, patrzyliśmy na niego z szacunkiem. Żołnierz Stanisław Serafin, zabity podczas sprowokowanego przez Polaków incydentu, został pochowany 13 marca 1938 r. na cmentarzu parafialnym w Marcinkańcach, Polacy postawili mu pomnik. Grób z betonowym nagrobkiem zachował się do dziś. Bibliografia Čaplikas, Kazimieras. 2001. Saugojau žmonių gyvybę ir turtą. Vilnius, p. 107–108. Česnulis, Vytautas. 2008. Varėnos krašto šauliai 1919–1940. Vilnius, p. 420–421. Jakavonis, Juozas. 2005. Šalia mirties. Kaunas, p. 26. Kvaraciejus, Juozas. 2015. Policininko atsiminimai. Merkinė, p. 114. Kviklys, Bronius. 1989. Mūsų Lietuva. T. 1 (2-oji laida). Vilnius, p. 437–438. Lietuvių enciklopedija. T. 31. Bostonas, 1964, p. 415. Lietuvos policija įstatymų ir tvarkos tarnyboje (red. Apolinaras Bagdonas). Čikaga, 1974, p. 156–158. Lietuvos valstybės sienos apsaugos istorija (autorių kolektyvas). Vilnius, 2010, p. 144–145. Senoji Varėna 600 (sud. Tomas Andrius Valuta). Varėna, 2014, p. 87. Mačiulis, Petras. Trys ultimatumai. Bruklinas, 1962, p. 11–13, 34–39. Miškinis, Jonas. Trasnykų įvykis. Manoji Dzūkija (atsiminimai). Londonas, 1966, p. 86–90. Lenkija stato Lietuvai griežtus reikalavimus. Diena. 1938 m. kovo 20 d. Nr. 12, p. 9. Įvykis prie administracinės linijos. Karys. 1938 m. kovo 17 d. Nr. 11, p. 337. Stosiūnas, Bronius. 1940. Trasnykų dienos. Karo archyvas. T. 12. Kaunas, p. 293–303. Kovo 11-19 d. įvykiai spaudos ir radijo šviesoje. Mūsų Vilnius. 1938 m. balandžio 1 d. Nr. 7, p. 121–123. Įvykis prie administracinės linijos. Policija. 1938 m. kovo 15 d. Nr. 6, p. 114. Vėl naujas įvykis. Šaltinis. 1938 m. kovo 19 d. Nr. 12, p. 199. Įvykiai prie administracinės linijos. Ūkininko patarėjas. 1938 m. kovo 17 d. Nr. 1, p. 14.