Gintaras Lučinskas Zbrodnie nazistowskie. Egzekucja miejscowej ludności i jeńców w czerwcu 1941 r. w okolicy miejscowości Szostaków Istnieje wiele ważnych, nieujawnionych, niewyjaśnionych wydarzeń historycznych z początku wojny niemiecko-sowieckiej w Dzukii, kiedy niemieccy żołnierze przeprowadzali akcje odwetowe na miejscowej ludności cywilnej. Podczas tych odwetów zginęło ponad 400 osób. Straty i ofiary wśród litewskiej ludności cywilnej były spowodowane niemiecko-sowieckimi działaniami wojennymi na terytorium Litwy. Litwa jako państwo nie brała udziału w tej wojnie, ponieważ w przededniu wojny, w 1940 r., została okupowana i zaanektowana przez Związek Radziecki. Ludność Litwy zginęła w konfrontacji zbrojnej między dwoma walczącymi imperialistycznymi mocarstwami i ich armiami, były to niewinne ofiary agresji nazistowskich Niemiec na Związek Radziecki. Litwa, która znajdowała się w sąsiedztwie Rzeszy Niemieckiej, była sceną wojny od pierwszych chwil niemieckiej agresji rankiem 22 czerwca 1941 roku. Na Litwę wkroczyła ogromna armia niemiecka: cała Grupa Armii „Północ” i część Grupy Armii „Centrum” - w sumie ponad 40 dywizji, około 700 000 żołnierzy. Nacierające wojska niemieckie napotkały bardzo słaby opór Armii Czerwonej. Bardziej intensywne walki toczyły się w miastach Olita, Kielmy, Rosienie, Ejragoła, w okolicach Kowna i innych miejscach. Okręgi Olita, Rosienie i Taurogi ucierpiały najbardziej. Kiedy armia niemiecka wkroczyła na Litwę, wiadomość od głównodowodzącego armii niemieckiej do Litwinów ogłosiła wprowadzenie rządów wojskowych. Komunikat przedstawiał wojska niemieckie jako „przyjaciół i wybawców spod jarzma bolszewickiego”, przynoszących wolność i przywracających „ludzkie warunki życia”. Wymagano jednak od nich bezwzględnego oddania broni i donoszenia na ukrywających się sowieckich oficerów, żołnierzy i bolszewickich komisarzy. Grożono rozstrzelaniem tych, którzy ukrywają lub przywłaszczają sobie sowieckich żołnierzy, broń, inną amunicję i mienie Armii Czerwonej i Związku Sowieckiego, tych, którzy stawiają opór lub próbują nawiązać kontakt z wrogiem. Jednak w niektórych miejscach Niemcy zachowywali się nie jak oczekiwani „wyzwoliciele”, ale jak groźni i brutalni okupanci, dopuszczając się brutalnej masowej przemocy wobec niewinnych cywilów w niecały tydzień działań wojennych. Okupując Litwę, Niemcy traktowali ją jako część terytorium Związku Radzieckiego, a zatem, pomimo przyjaznych deklaracji politycznych, musieli zachowywać się tak, jakby było to terytorium wroga. Wszelkie wrogie działania ludności cywilnej wobec wojska, jego przedstawicieli i obsługi miały być karane najsurowszymi środkami na miejscu, nawet zlikwidowaniem napastnika. Na terenach, gdzie wojsko było atakowane w sposób podstępny, jeśli okoliczności nie pozwalały na szybką identyfikację konkretnych sprawców, dowódca batalionu lub starszy oficer miał prawo do natychmiastowego zastosowania zbiorowych środków przymusu. Znanych jest kilka takich akcji zbiorowego karania przeprowadzonych przez okupujących Litwę Niemców. 23 czerwca Niemcy spalili wieś Ablinga (okręg kretyngański, gimna Endriejavas) i zabili 42 mieszkańców tej wsi oraz sąsiedniej wsi Žvaginiai. Masakry miały również miejsce we wsi Švendūna (okręg rosieński, gmina Niemokszty), gdzie 23 czerwca rozstrzelano 11 mężczyzn, a wieś spalono [fn: Christoph Dieckmann, Vytautas Toleikis, Rimantas Zizas, Karo belaisvių ir civilių gyventojų žudynės Lietuvoje 1941–1944, Wilno, 2005, s. 87–91.]. Kiedy wybuchła wojna, powstańcy działali bliżej granicy niemieckiej i spontanicznie rozszerzyli swoją działalność na cały kraj. Było to nieoczekiwane dla niemieckiego Wehrmachtu. Dlatego w wielu miejscach niemieccy żołnierze brali powstańców za rosyjskich partyzantów. Doprowadziło to również do bezsensownych ofiar. W pierwszych dniach wojny 5 strzelców z pobliskiej wsi Šliktinė padło ofiarą niemieckich kul w miasteczku Notėnai (okręg kretyngański, gmina Szkudy). Stało się to za sprawą złośliwego człowieka, który poinformował nacierających na wschód żołnierzy Wehrmachtu, że za ich plecami czają się „uzbrojeni komuniści”. Zginęli wtedy Kostas Kontenis, Kostas Pocius, Antanas Šoblinskas, Kostas Pocevičius i Feliksas Liaučys [fn: Trimitas, 1999, nr 10, s. 9.]. 23 czerwca. W miasteczku Smilgie w okręgu poniewieskim trzech strzelców - Bronius Šiurnas, Kazimieras Žukauskas i Jonas Daukšas - zostało uznanych przez Niemców za wycofujących się komunistów i rozstrzelanych na miejscu bez śledztwa [fn: Trimitas, 2000, nr 9, s. 27.]. 24 czerwca. 24 czerwca w miejscowości Preny w okręgu mariampolskim żołnierze niemieccy zastrzelili strzelców Kazimierasa Slavinskasa, Jonasa Gluoksnisa (obaj z Čiudiškiai) i Alfonsasa Barštisa (z Mačiūnai) [fn: Trimitas, 1996, nr 5, s. 22–23, 32.]. Zdarzało się, że pojedynczy żołnierze litewscy, ubrani po cywilnemu, którzy wycofywali się przed czerwonymi, byli łapani w drodze do domu i rozstrzeliwani (gmina Jezno). Powód - krótko ścięte włosy! Uczniowie z krótko obciętymi włosami również byli rozstrzeliwani, gdy podejrzewano, że są przebranymi żołnierzami Armii Czerwonej. Autorowi wiadomo, że w regionie Dzukii masakry miały miejsce w Mariampolu (gmina Krosna, wieś Szostaków), Sejnach (gmina Łoździeje, wsie Werstomin i Seimeniškiai, gmina Świętojeziory, wieś Kirciliškė) i okręgu olickim (gmina Simno, wieś Padusys, gmina Mirosław, wsie Balkasodis i Cigoniškiai) oraz w mieście Olita. Ludność cywilna była zabijana grupowo lub pojedynczo na terenie całej Dzukii. Te masakry ludności cywilnej były represyjnym „odwetem” (zemstą) ze strony struktur wojskowych niemieckich okupantów, sprowokowanym atakami na niemieckich żołnierzy przez czerwonoarmistów lub działaczy sowieckich. Dokonywano ich w zasadzce, w niejasnych okolicznościach. Literatura i źródła archiwalne wskazują, że w innych rejonach masakry były prowokowane tym, że część mężczyzn była uzbrojonymi powstańcami i była postrzegana przez Niemców jako uzbrojeni wrogowie. Niemcy nie mścili za straty poniesione na polu bitwy. W krótkim okresie działań wojennych na Litwie niemieckie akcje odwetowe były na szczęście nieliczne i miały charakter sporadyczny lub lokalny. Zbrodnie wycofującej się Armii Czerwonej i sowieckich struktur represyjnych były większe i bardziej bolesne (wymęczyli 76 więźniów politycznych w Rainiai w okręgu telszańskim, rozstrzelali około 400 więźniów w obozie pracy w Pravieniškės, zamordowali 19 pracowników cukrowni w Poniewieżu, 3 chirurgów i pielęgniarkę, zamordowali ludzi w Pożajściu koło Kowna, w Pojedupiu w okręgu rakiszckim, Jeziorosach i innych miejscowościach), zdawały się przyćmiewać podobne działania okupantów niemieckich, co miało ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju wydarzeń politycznych [fn: Ch. Dieckmann ir kt., op. cit., s. 92–94.]. Niniejsza publikacja opisuje jedynie masakrę w pobliżu miasteczka Szostaków. Szostaków nie jest ani powiatem, ani gminą, lecz zwykłym miasteczkiem kościelnym między Dzukią a Sudowią, którego najważniejszym elementem jest stacja kolejowa. Po okupacji sowieckiej w 1940 r. Szostaków należał do powiatu mariampolskiego i gminy Krosna, a pozostała część parafii Szostaków - do powiatu sejneńskiego i gminy Urdomin (Jukneliškė, Kirsnelė, Kirsna) [fn: Juozas Vytautas Uzdila, Sunkūs ir viltingi metai, Wilno, 2003, s. 21.]. Region łoździejski graniczył z Polską i znalazł się pod wpływami niemieckimi. Na stację kolejową w Szostakowie przywieziono bataliony robocze armii sowieckiej, które rozesłano przez granicę - po całym rejonie łoździejskim. Pośpiesznie przygotowywano się do zagrożenia ze strony wrogiego państwa, nazistowskich Niemiec: wzdłuż granicy i dalej, w okolicach Urdomina, a nawet Jukneliškė, przygotowywano umocnione punkty strzelnicze, rowy przeciwczołgowe i inne instalacje. Na skrzyżowaniach rowów (kanałów) budowano nasypy do przepraw. W wielu miejscach, zwłaszcza na niżej położonych terenach, brzegi umocniono drewnianymi palami, które wcześniej połączono rodzajem liny z drutu kolczastego [fn: Tamże, s. 30]. 22 czerwca 1941 r. wojna dopadła Szostaków tak niespodziewanie, że mieszkańcy nie wierzyli, że zostali wciągnięci w wir wojny, dopóki nie zobaczyli maszerującej drogami armii niemieckiej. Nagły niemiecki atak zaskoczył nieprzygotowanych Rosjan, którzy nie byli w stanie stawić oporu lepiej uzbrojonej i zorganizowanej armii niemieckiej. Rosjanie nie potrzebowali okopów przeciwczołgowych - Niemcy po prostu je ominęli. Punkty ogniowe również były mało przydatne. Prawdą jest, że służyły do ostrzeliwania Niemców. Tego dnia stacja kolejowa Szostaków została wpisana na listę obiektów strategicznych, a Niemcy nadali jej wyjątkową rolę w tym regionie - większą niż rowom przeciwczołgowym w Jukneliškė. Tym bardziej, że sami mieszkańcy Szostakowa spowodowali incydent: nastolatkowie lub młodzi mężczyźni mieszkający w rejonie stacji obrabowali sklepy i wynieśli z nich wszystko, podpalając deski (stertę materiałów budowlanych) przy przejeździe kolejowym, na drodze Kirsna-Szostaków [fn: Tamże, s. 31]. Pojawili się mężczyźni z głową i zaczęli gasić płonące deski. Jonas Patackas (ur. 1936) nie widział pożaru na własne oczy, ale dobrze zapamiętał relacje swojego ojca i innych mężczyzn z Jukneliškė, którzy brali udział w wydarzeniach. Są one szczególnie szokujące. Wśród mężczyzn z Jukneliškė był jego najstarszy brat, Petras (nie miał jeszcze 18 lat), który jako pierwszy padł ofiarą niemieckiej kuli w pobliżu ogrodu Jančiulisa. W rodzinie Patackasów pierwszy dzień wojny jest niegasnącym echem straty. Nie ma wątpliwości co do autentyczności wspomnień Jonasa Patackasa, które odzwierciedlają doświadczenia jego ojca i innych mieszkańców Jukneliškė: Rankiem 22 czerwca 1941 r. siostra jego sąsiadki Adelė Botyrienė przyjechała do Jukneliškė ze wsi Kirsnelė i zdziwiła się, że w Jukneliškė nikt nic nie wie - trwała wojna. Niemieccy żołnierze na motocyklach jechali gościńcem Kirsnelė, zatrzymali się, wyjaśnili, że Rosjanie są kaput i poczęstowali wszystkich papierosami. Wieść szybko rozeszła się po wsi. Ponieważ była to niedziela, dzień odpustu w Szostakowie, męska część młodzieży zebrała się w oddział i postanowiła wcześnie udać się do Szostaków, aby „zobaczyć Niemców”. W tej grupie znaleźli się Antanas Matulevičius, Jonas ir Juozas Botyriai, Juozas Dereška, Antanas Povilaitis (zawrócił w połowie drogi), Liudas Fresdorfas, Petras Patackas, Juozas Vaškelis, Kostas Moceika, Jonas ir Juozas Vaičeckiai, Juozas ir Vladas Žmuidinai, Vytautas Pečiukonis ir Benonas Pečiukonis. Zanim dotarli do przejazdu kolejowego, mężczyźni zobaczyli nadjeżdżające niemieckie ciężarówki, które zatrzymały się, aby na nich zaczekać. W jednej z ciężarówek byli rosyjscy jeńcy, najwyraźniej z batalionu pracy. Kazali naszym ludziom wsiąść do drugiej ciężarówki. Tylko dzieci zostały odesłane do swoich domów. Byli to Juozas Žmuidinas, Vytautas Pečiukonis, Benonas Pečiukonis, który był mały jak na swój wiek. Później wysłali Juozasa Patackasa, który przybył. Matulevičius dał Vytautasowi Pečiukonisowi rower, aby zabrał go do domu. Żołnierze wsiedli do samochodów i przejechali przez wieś Pileckai, Szostaków. Mężczyźni byli przerażeni. A. Matulevičius był podoficerem armii litewskiej i mówił trochę po niemiecku. Przeczuwając, że coś jest nie tak, pokazali modlitewniki, różańce, medaliki, szkaplerze, ale Niemcy i tak zabrali ich dalej. Zatrzymali się przy Jančiulis, niedaleko zagrody nauczyciela Jonasa Šmulkštysa. Wysadzili wszystkich i zaczęli ustawiać w szeregu - więźniów i naszych - w stawie między zagrodami Jančiulisa i Šmulkštysa. Niemcy ustawili dwa karabiny maszynowe, zakasali rękawy i zaczęli strzelać. Najpierw strzelali do rosyjskich jeńców. Przyszła kolej na naszych, którzy biegali z jednego końca szeregu na drugi… Petras Patackas był pierwszy w tym szeregu… Niemiec strzelił mu z rewolweru w czoło. Nasi ludzie do tej pory nie wierzyli, że tak może być, że oni też, niewinni cywile, zostaną zastrzeleni. Kiedy Petras został zastrzelony, mężczyźni, którzy byli starsi i służyli w litewskiej armii (Matulevičius, Vaičeckiai, Juozas Botyrius) zaczęli krzyczeć i wołać do siebie: „Panowie, uciekajmy!”. I ci, którzy mogli pobiegli w kierunku wsi Išlandžiai, w kierunku pól żyta. Niemcy gonili i rozstrzeliwali tych, którzy biegli. Gonili Jonasa Botyriusa do gospodarstwa. Biegał wokół stodoły, a Niemiec gonił go i zastrzelił, gdy go zobaczył. Jonas został ranny trzema kulami. Niemiec rzucił słomę na poległego Jana i poszedł do ciężarówek. Większość z nich pobiegła do zagrody Tuinyli (wieś Išlandžiai), do linii kolejowej (wieś Strazdai). Vaičeckiai pobiegli w tamtym kierunku i udawali, że wiążą krowy. Pojawił się niemiecki samolot i kontynuował obławę. Część uciekających utknęła pod mostem kolejowym (wieś Strazdai). Tam Jonas Vaičeckis został ranny w ramię, a Kvietkauskas został zastrzelony. Nauczyciel Burdulis podniósł białą flagę przed swoim domem i samolot odleciał. Vytautas, syn Jančiulisa, który był świadkiem tej strasznej sceny, zachorował na chorobę nerwową i został przyjęty do szpitala psychiatrycznego w Kownie, gdzie zmarł. Zginęli: Petras Patackas, Liudas Fresdorfas, Juozas Dereška, Kvietkauskas, Rutkauskas z Delnickas…. Jonas Botyrius, Jonas Vaičeckis, Vladas Žmuidinas, Jonas Junelis (z Szostakowa) zostali ranni. Kostas Moceika został postrzelony w nogę…. [fn: Tamże, s. 32, 33-34]. Jeśli grupa mężczyzn zebrała się z jednej wsi, przed odpustem, to byli też mężczyźni z innych wsi. Mężczyźni z Jukneliškė, w tym syn Patackasa Petras, a za nim podążał jego ojciec. Jego życie uratował przypadek, gdy zbliżył się do płonących desek. Kiedy Niemcy przyjechali na motocyklach i ciężarówkach i zaczęli „porządkować”, Juozas Patackas podszedł do nich. Niemcy namawiali go, by podszedł bliżej. 46-letni mężczyzna z wioski, z brodą nie goloną od tygodnia, ubrany w parę dziurawych spodni, lnianą bieliznę która wystawała nad spodnie, ze szkaplerzami widocznymi na szyi z otwartego kołnierza koszuli, boso i z chodakami w dłoniach za plecami, wydał się Niemcom, którzy byli młodymi mężczyznami, za stary na ciężarówkę. Zawrócili Patackasa i z mężczyznami w ciężarówce odjechali w kierunku gospodarstwa Jančulisa. Później mężczyźni z Jukneliškė i innych wsi, którzy przeżyli, tj. uciekli z miejsca strzelaniny, powiedzieli, że niemieccy oficerowie byli ubrani w czarne mundury, inni w brązowe. I wszyscy byli pijani. Nie pomogły tłumaczenia Rudnickasa, Mieszkańca Szostakowa, który wrócił z Niemiec, że wszędzie byli tylko cywile, których dobrze znał [fn: Tamże, s. 33]. Krwawa egzekucja odbyła się 2-3 kilometry od Jukneliškė. Nastroje we wsi były straszne. Żal po zabitych potęgował strach, że masakra może się powtórzyć. Ludzie bali się pokazywać publicznie, a zwłaszcza spotykać z Niemcami. Niewiele osób zebrało się na pogrzeb. Panował strach, a pogrzeb odbył się również w domach innych ofiar [fn: Modestas Vizgirda, sud., Mes matėme karą, Vilkaviškis, 2010, s. 18–19. Šeštokai. Vaizdas iš paukščio skrydžio]. Juozas Krasauskas (ur. 1925, gmina Łoździeje, wieś Komenka) w swojej książce, opublikowanej w 2004 r. „Kruvini likimai”, wspomina o masakrze w Szostakowie: Pierwszego dnia wojny (22 czerwca 1941 r.), w okolicach Szostakowa, oddział SS ostrzelał z czołgów i samolotów mężczyzn zauważonych przy polu żyta. Zginęło około 40 osób. Niektórzy próbowali ukryć się na polu żyta i tam zginęli, ale znaleziono ich może tydzień później, kiedy ich zwłoki zaczęły gnić i pojawił się zapach [fn: Stasys Gvildys, Kruvini likimai, t. 2, Kowno, 2004, s. 200.]. Według Arvydasa Žardinskasa, badacza historii II wojny światowej, pierwszego dnia wojny w Szostakowie nie mogło być żadnej formacji SS. W pierwszym tygodniu wojny przez Litwę przeszła tylko jedna jednostka Waffen-SS - zmotoryzowana dywizja piechoty SS Totenkopf (niem. Czaszka), ale była ona w rezerwie 4 Grupy Pancernej, a jej trasa nie mogła przebiegać przez Szostaków, nawet w teorii. Według wiedzy Žardinskasa, tylko dywizje pancerne SS posiadały tanki w strukturze Waffen-SS, która również nie istniała na Litwie w 1941 roku. W strukturze SS nie było również jednostek lotniczych. Ludzie ukrywający się na polach w pobliżu Szostaków zostali prawdopodobnie ostrzelani przez niemieckich żołnierzy jednej z armii 57 dywizji korpusu (Zmotoryzowanego). Czarne mundury tankistów Wehrmachtu są bardzo podobne do mundurów SS, więc bardzo łatwo pomylić jednych z drugimi [fn: Gintaras Lučinskas, Vermachto nusikaltimai Dzūkijoje 1941 m. birželį, Olita, 2011, s. 204.]. W czasach sowieckich o masakrze pod Szostakowem pisał Vytautas Rimavičius: Urodziłem się rok po wydarzeniu, które miało miejsce w pobliżu moich rodzinnych Szostaków. Ale nasi rodzice, ani my nie widzimy tak strasznych dni. Niech ci, którzy uciekli z pola śmierci, przemówią. Był poranek 22 czerwca 1941 roku. Vincas Vaičeckas wstał wcześnie. „Wojna!” - ta wiadomość zdawała się wisieć w powietrzu, odbijając się w każdym oku. Stało się coś strasznego… Tak ludzie musieli powitać wieść o straszliwej zarazie kilka wieków temu… Grupa mężczyzn ze wsi Jukneliškė została ściągnięta z rodzinnej wioski do miasta Szostaków. Wśród nich był Vincas. Gdy tylko wspięli się na niewielkie wzgórze, pojawił się dym. Dym unosił się wielkimi pióropuszami nad drzewami, opadał i znów się unosił. - Pożar! - ktoś krzyknął. Mężczyźni przyspieszyli kroku. Zbliżając się, usłyszeli niewyraźne głosy i trzask ognia. Mieszkańcy Sozstakowa dzielnie walczyli z ogniem. Pokryci sadzą, z twarzami spoconymi od ogromnego gorąca, wylewali wodę, ziemię, ciągnęli deski - robili wszystko, by zniszczyć upartego potwora. „Szybciej, żebyśmy tylko wszyscy skończyli… Przecież dom… ludzie…” - myślał Vincas Vaičeckas, skacząc z innymi, którzy przybyli na języki ognia. Przez długi czas trwała zacięta, nierówna walka. Siła ognia malała z każdą chwilą. Tymczasem dwa samochody pancerne i jedna ciężarówka z faszystami pędziły wściekle drogą ze wsi Kirsnelė. „Już niedługo… Wkrótce się z tym uporamy…” - szepnął cicho Vincas, gdy języki wściekłego ognia zaczęły słabnąć. Ale… - Niemcy! Wściekłość - faszyści! - krzyknął jeden z mieszkańców Szostakowa, gdy faszyści byli już jakieś dwieście metrów od nich. Mężczyźni byli zdezorientowani: niektórzy rzucili łopaty, inni mechanicznie przewrócili ostatnie wiadra, a jeszcze inni zaczęli uciekać. Ale było już za późno. - Halt! - krzyknął zduszonym głosem oficer, który jako pierwszy wyskoczył z wyciągniętym rewolwerem. Niemieccy żołnierze wyłonili się z pojazdów jak na komendę, chrzęszcząc i krzycząc w języku, który brzmiał raczej obco dla mężczyzn. Spojrzenia pijanych faszystów z oddziałów szturmowych i lufy ich karabinów automatycznych skierowane były na Vincasa, jego przyjaciół, brata Juozasa, mieszkańców Szostakowa Dusevičiusa, Rudnickasa i dziesiątki innych, którzy nie zdążyli jeszcze otrzeć kropel potu i sadzy. Faszystowskie spojrzenia nie wróżyły nic dobrego. „Dlaczego są tacy wściekli?” - pomyślał Vincas. Dwaj oficerowie, po chwili zastanowienia, sapnęli. Ale głos był jakby niegroźny, jakby coś obiecywał. Oficer machnął ręką: - Komm, komm… Panowie pozostali na swoich miejscach. Następnie żołnierze, słuchając rozkazu oficera, zaczęli wpychać wszystkich do ciężarówki. Kto się trochę opierał, Niemiec nie szczędził mu buta lub kolby. - Pędzono jak bydło. Skopać, rozerwać i zmieścić czterdzieści osób w tej klatce! - Vincas splunął, wspinając się na górę. Pierwszy opancerzony samochód z żołnierzami ruszył naprzód. Kolumna poruszała się powoli. Żołnierze dobrze się bawili: gwizdali, krzyczeli, stukali nogami. - Dokąd jedziemy? - Rudnickas zapytał żołnierza po niemiecku. - Jak zawieziemy, to zobaczycie! - odpowiedział mężczyzna po niemiecku. Los był już jasny: wieźli ich na śmierć. Hamulce samochodów piszczały pod wsią Pileckai. Faszyści wyprowadzili więźniów na pole na wzgórzu. Po jednej stronie było żyto, po drugiej puste pole. Zatrzymali skazańców i zaczęli ustawiać w dziesięcioosobowe rzędy. „Biegiem - nic więcej! - mruknął szybko Vincas. – tutaj też jest żyto. I nie czekać, ani sekundy!”. Pierwsza seria – dziesięciu pierwszych „winnych”. - Biegiem! - krzyknął Vincas i wraz z innymi pognał w pole żyta. Niemcy, nie nadążając, strzelali krótkimi seriami jeden po drugim. Ludzie padali, wstawali i znów biegli. Vincas biegł, nie czując ani nóg, ani siebie. Żywy, uciekający z paszczy bestii. Brat Vincasa, Juozas, udawał martwego: padł, gdy kule zaczęły gwizdać. Ale Niemiec sprawdził, kto żyje, a kto nie. Czuł, jak jego przyjaciele, wciąż ranni, jęczą, gdy ich dobijano. Cudem został trafiony tylko twardym butem i przeczołgał się przez trupy. Juozas został ranny, ale przeżył. Po jakimś czasie spotkał swojego brata, ludzi. Ale krew ich przyjaciół Patackasa, Frezdorfasa i innych bryzgała na pole wsi Pileckai. Niewinna krew. Tamte dni będą długo pamiętane przez miejscową ludność. W pamięci na długo pozostaną żywi pokrzywdzeni - Žmuidzinas, Botyrius, którzy byli skazani na śmierć. Przecież krew ludzka to nie woda! [fn: V. Rimavičius, „Pabėgimas iš mirties lauko”, Raudonasis artojas (Lazdijai), 1960 11 19, nr 92, s. 3–4.] Świadek Leonas Vinikaitis, dominikanin (ur. 1928 r. Szostaków), który mieszka we wsi Werstomin, rejon łoździejski, powiedział 22 czerwca 2012 r.: Przed wojną mieszkaliśmy w Szostakowie, moi rodzice mieli 15 ha ziemi. Oprócz mnie w rodzinie był brat i 3 siostry. Przed wojną, podczas pierwszej okupacji sowieckiej, Rosjanie przywieźli koleją dużo desek. Były one przeznaczone na budowę bunkrów granicznych. Deski te były układane w sterty, które ciągnęły się przez około pół kilometra wzdłuż linii kolejowej. Wojna wybuchła we wczesnych godzinach 22 czerwca 1941 roku. Niemcy ostrzelali uciekającą Armię Czerwoną z samolotów i podpalili deski. Około 7 rano przyjechał pociąg pasażerski z Olity, ale Niemcy go nie dotknęli, tylko samolot lecący nisko, aby sprawdzić, czy nie ma rosyjskich żołnierzy. Pociąg odjechał do Kowna. O godzinie 7 zebrali się robotnicy i zauważyli płonące deski około 300-400 metrów od miasta. Dusevičius, brygadzista kolejowy, zorganizował akcję gaszenia desek. Mężczyźni przesunęli część desek, tworząc lukę, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia i chronić miasto przed ogniem. Ponieważ była to niedziela, wiele osób udało się do kościoła w Szostakowie na odpust. Rosyjscy żołnierze wycofywali się drogą, ale zostali ostrzelani przez niemieckie samoloty. Robotnicy w drodze powrotnej do miasta zatrzymali się, aby spojrzeć na rozstrzelanych żołnierzy Armii Czerwonej. W tym momencie pojawili się Niemcy. Zatrzymali robotników, a także innych, którzy byli w drodze na odpusty - w sumie 22 mężczyzn. Aresztowano również 18 czerwonoarmistów, w sumie 40 osób. Przewieziono ich dwoma samochodami wojskowymi około 2 kilometry od Szostakowa do wsi Išlandžiai i wysadzono na terenie folwarku Jančiulis. Tam ustawili ich w szeregu i zaczęli strzelać. Najpierw rozstrzelali rosyjskich jeńców. Kiedy zaczęli strzelać, ktoś krzyknął „biegiem” i Litwini zaczęli biec w kierunku pobliskiego pola żyta. Dusevičius, brygadzista kolejowy, pobiegł tam i przeżył. Ale nie wszyscy mieli szczęście. Trzech Litwinów udawało martwych. Kiedy jakiś czas później strzelanina ucichła, Šimeliauskas (18 lat) podniósł rękę i został postrzelony przez strażnika w łokieć. Stromskis podniósł nogę i został postrzelony. Bronius Rutkauskas (18 lat) podniósł głowę i został zastrzelony. Verbyla (ze wsi Jukneliškė) uciekł, ale został postrzelony w głowę. Kilka dni później został przewieziony do Olity. Operował go chirurg Kudirka, ale pozostał prawie głuchy. Pamiętam, że zastrzelili Dereškasa ze wsi Jukneliškė, innych nazwisk nie pamiętam. Ci, którzy przeżyli, mówili, że to byli żołnierze w zielonych mundurach. Nie pomogły żadne wyjaśnienia, że mieszkańcy byli miejscowi i nie mieli nic wspólnego z Armią Czerwoną. Następnego dnia krewni zabrali ciała zabitych. Pochowano je na cmentarzu parafii Szostaków. Ludzie byli bardzo oburzeni tym okrutnym zachowaniem Niemców. [fn: archiwum G. Lučinskasa]. Profesor J. V. Uzdila, który opisał tragedię pod Szostakowem w książce „Sunkūs ir viltingi metai” (2003), powiedział: Okupant jest zawsze okupantem, bez względu na narodowość. Przybywa bezceremonialnie na najechane ziemie - by rządzić i grabić, zabijać i sądzić. Niepotrzebnie do tej pory nie wszczęto postępowania w sprawie niewinnie zamordowanych ludzi, ani nie wprowadzono w Szostakowie żadnych przepisów, aby uczcić ich pamięć. Nie ma tam żadnego krzyża, nawet najmniejszego napisu. Czy o ludziach, którzy zginęli w Szostakowie, mało kto pamięta na lekcjach historii? [fn: J. V. Uzdila, op. cit., s. 34]. Niemiecka arogancja, brutalne użycie siły i rozstrzeliwanie zakładników za ataki Armii Czerwonej zraziły ludność litewską do „wyzwalających” Niemców. Przerażające wydarzenia wojenne odeszły w przeszłość, ale nigdy nie zostaną zapomniane przez tych, którzy je przeżyli. Czas leczy rany i przykrywa najtrudniejsze doświadczenia płaszczem zapomnienia. Ale wojna nie może zostać zapomniana. W obliczu historii, patrząc wstecz na tragiczne wydarzenia tamtych dni, powinniśmy pomyśleć, że najlepszym pomnikiem dla ofiar reżimów totalitarnych jest utrwalenie ich nazwisk i losów dla obecnych i przyszłych pokoleń, choćby na kartach druku.