Jonas Juravičius Slabada – Miroslavas Litwa była w stanie wojny z Krzyżakami przez dwa stulecia. Lewa strona Niemna, Sudowia, stała się pustkowiem, według historyka Jonasa Totoraitisa. Duża część Jaćwingów została wymazana, podczas gdy reszta uciekła w głąb państwa litewskiego, na terytorium dzisiejszej Białorusi. Oczywiście część rdzennej ludności pozostała na tych ziemiach, w przeciwnym razie nie przetrwałyby nazwy Sejny, Wiejsieje, Lejpuny, Tejzy i nazwy rzek. Obszar obecnego Mirosławia został zasiedlony w XVI wieku, kiedy krajem rządził Zygmunt Stary, który przeprowadził reformę rolną i wprowadził tzw. system pomiary włócznej. Pierwotna słowiańska nazwa tego obszaru brzmiała Slabada i utrzymała się przez kilka stuleci. Pierwszymi „kolonizatorami” tego obszaru była zubożała szlachta z WKL, dzisiejszej Białorusi, która przeniosła się z jałowych ziem tam, gdzie ziemia była lepsza. Rodzina osadnika otrzymywała w prezencie włókę ziemi (21-24 ha) i była zwolniona z wszelkich podatków przez 8-10 lat. Było to znane jako osadnictwo „na zielonym korzeniu”. We wszystkich rejonach Suwalszczyzny znajdują się wsie nazwane przez Białorusinów, co wskazuje, skąd pochodzili pierwsi osadnicy. A może Jaćwingowie, którzy opuścili te tereny dwa wieki temu, chcieli powrócić na ziemie swoich przodków. W spisie powszechnym z 1861 r. w carskiej Rosji 31 000 osób w guberni grodzieńskiej zostało zarejestrowanych jako Jaćwingowie. Pierwsze wzmianki o Slabadzie pochodzą z XVII wieku. W pisemnych zapisach najazdu Kozaków moskiewskich i ukraińskich na Litwę w 1655 r., znanego jako „potop”, znajdujemy informację, że ojciec zarządcy majątku Slabada (Bendriai) uciekł z Wilna do majątku, aby uciec przed wrogiem, ale został schwytany przez Kozaków i ścięty. Kościół i klasztor Dwór w Bendriai był początkiem początków, jego właściciele dali początek wsi (Slabada), która ostatecznie rozrosła się w miasto. Od drugiej połowy XVII wieku dwór Bendriai należał do Venckavičiusów. W latach 1718-1719 Miroslavas Pranciškus Venckavičius i jego żona Ieva Pranciška Kaminskaitė zbudowali pierwszy drewniany kościół we wsi Slabada (którą zaczęto nazywać Mirosławiem od imienia właściciela). Kościół przyczynił się do rozwoju miasta. W 1763 r. właściciele dworu Bendriai, Antanas i Teresė Venckavičiūtė-Važinskienė, zbudowali kościół i założyli klasztor marianów. Podarowali mu 30 000 talarów i nakazali osadzić w nim 6 zakonników. Na ten rok przypada początek fundacji zakonu marianów w Mirosławiu. 1 lutego 1769 r. dziekan trocki, proboszcz Punii, Jurgis Husčia, wprowadził marianów do parafii. Pierwszy zakon marianów na Litwie został założony w 1750 r. w miejscowości Starapolė (obecnie Mariampol) przez starościnę z Pren, Ščiukaitė-Buklerienė. Važinskai byli rodziną potomków Wikingów z Polski, którzy mieli herb skandynawskiej szlachty Abdamkas. Po udanych małżeństwach przenieśli się ze Żmudzi do województwa trockiego. Z wizytacji przeprowadzonej w 1773 r. wynika, że w Mirosławiu było dwóch wykładowców teologii, kaznodzieja, kleryk i trzech braci. Księży było od 6 do 15. W klasztorze znajdowała się biblioteka. W 1805 r. było w niej 501 książek i 625 tomów. W inwentarzu znajduje się również księga opisująca cuda, które miały miejsce w kościele w Mirosławiu. Marianie utrzymywali się w dobrym porządku i służyli nie tylko własnej parafii, ale także sąsiednim parafiom Simno, Udria, Sereje, Świętojeziory. Wieczorem 31 maja 1835 r. kościół spłonął od uderzenia pioruna i zbudowano tymczasowe schronienie. Dopiero w 1848 r. rozpoczęto budowę nowego murowanego kościoła na koszt rządu, dworu i parafian. Został on konsekrowany w 1855 roku. W latach 1835-1847 wybudowano nowy murowany klasztor. Prace organizował i nadzorował ówczesny przewodniczący marianów w Mirosławiu, Juozas Naruševičius. Nowy kościół był piękny, z dwiema wieżami przypominającymi hełmy. Kościół ten stoi do dziś. Zakonnicy sympatyzowali z powstaniem 1863 roku, a klasztor został zamknięty przez władze carskie we wrześniu 1864 roku. Został zlikwidowany w dniach 13-25 kwietnia 1866 roku. Naczelnik żandarmerii sejneńskiej Aleksandrovičius przybył do klasztoru z kilkoma żandarmami oraz Kozakami i spisał raport. Pięciu zakonników wsadzono do wagonu i w asyście żandarmów oraz Kozaków wywieziono do klasztoru w Mariampolu. Proboszczem w Mirosławiu pozostał Vincas Žeminskis, a wikariuszem Petras Vitkauskas. Jednak władze nie wyraziły na to zgody. Był to koniec działalności zakonników mariańskich w Mirosławiu. W 1866 r. proboszczem w Mirosławiu został mianowany Vincentas Latvinskas, a następnie dwóch wikariuszy - A. Kudirka i V. Kaunas. Działalność marianów w Mirosławiu charakteryzowała się silnym duchem polskim, w wyniku czego parafia została znacznie spolonizowana. Ich spuścizną jest piękny murowany kościół i klasztor, ale odwrócenie skutków polonizacji zajęło kilkadziesiąt lat. Ks. Latvinskas kontynuował dzieło zakonników. Kiedy zmarł w 1888 r., nowy ksiądz, Simonas Račinskis, zaczął rozprowadzać litewskie książki i zapewniać głoszenie litewskich kazań. Nie podobało się to polskim zwolennikom i ich mecenasom, właścicielom dworu w Bendriai, rodzinie Skaržinskas. Dzięki ich staraniom ksiądz S. Račinskis został przeniesiony do miasteczka Krakopol, a ksiądz A. Radzinskas do Mirosławia. Stało się to w 1891 roku. Wkrótce potem gorliwi Litwini L. Staugaitis i J. Karužas zostali mianowani wikariuszami. A. Radzinskas był pracowitym, rozsądnym księdzem, umiał dogadać się z parafianami, właścicielami majątków, zarówno Litwinami, jak i osobami spolonizowanymi. Był magistrem teologii, profesorem w seminarium sejneńskim, dziekanem i proboszczem w Mirosławiu. Ten utytułowany duchowny nie przeszkadzał wikariuszom szerzyć litewskości: rozumiał, że polskość przeżywa tu swoje ostatnie dni. W latach 1895-1899 pod opieką proboszcza powiększono kościół, dobudowano kaplice, przedłużono prezbiterium, wymieniono szczyty wież. W 1903 r. ksiądz A. Radzinskas zachorował i wyjechał na leczenie do Warszawy. Po drodze zmarł w Oranach i w zapieczętowanej trumnie został przywieziony do Mirosławia na pogrzeb. Ta błyskotliwa osobowość żyła zaledwie 54 lata. Dzięki trosce parafian postawiono mu pomnik, pierwszy na cmentarzu w Mirosławiu z napisem w języku litewskim. Mirosław otrzymał proboszcza, księdza Baltrasa Smolenskasa. Zajął się on odbudową dawnego klasztoru, przesadził ogród i oczyścił stawy. Ksiądz był człowiekiem kulturalnym, kolekcjonerem. Pod jego opieką wybudowano murowany szpital. W 1906 r. w Mirosławiu powstało Towarzystwo „Žiburys”, w 1907 r. założono bibliotekę i zorganizowano pierwszy wieczór publiczny. W latach 1864-1914 Mirosław należał do guberni suwalskiej, powiatu sejneńskiego. Kilkadziesiąt lat temu na wsiach śpiewano popularną piosenkę w czasie poboru młodych mężczyzn do służby w armii radzieckiej: „I zatrzymali, ustawili w szeregu, i uzbroili ich w broń. I obcięli im włosy na krótko i zabrali do Suwałk”. Pobór do armii carskiej odbywał się w Suwałkach, a w Sejnach był sąd ziemski. W czasopiśmie „Šaltinis” wydanym w Sejnach Mirosław do I wojny światowej nazywany był tylko Slabadą. W 1911 roku przybył nowy wikariusz Juozapas Lelešius, który miał wiele zrobić. Po wybuchu I wojny światowej w 1914 r. wieże kościoła w Mirosławiu zostały wysadzone, a kościół spalony. W czasie wojny proboszcz B. Smolenskas wycofał się do Rosji. W 1917 r. wikariusz J. Lelešius opracował projekt odbudowy kościoła. W latach 1919-1921 kościół został odbudowany i konsekrowany. Został udekorowany i upiększony, mistrz z Igłówki Pačiukaitis wykonał gotyckie podwyższenia ołtarzy bocznych, piękną ambonę, dwie aule i wiele wygodnych ławek. Ksiądz J. Lelešius zmarł w 1938 r. w drodze do Serei na wiosenną konferencję. Proboszczem w Mirosławiu został ks. Mikelkevičius, który przeżył wszystkie trudy wojny 1941-1945. Z inicjatywy tego kapłana z kościoła w Mirosławiu usunięto ostatnie ślady polonizacji, zdjęto tablice pamiątkowe rodziny Skaržinskas i zamalowano polskie napisy. Artystka M. Žilevičiūtė, która schroniła się tu w czasie wojny, odnowiła obrazy na wszystkich ołtarzach. W lipcu 1944 r. linia frontu zatrzymała się nad Niemnem i przez dwa tygodnie toczyły się tu zacięte walki. Ucierpiały wsie Niemonajcie, Tolkūnai, Balkasodis i Pupasodis. Spłonęła plebania i budynki gospodarcze, kościół został poważnie uszkodzony, wieża frontowa ledwo się trzymała, w ścianach i dachu były dziury, a w oknach nie było szyb. Spłonęła połowa miasta. Założenie szkoły w Mirosławiu Szkoła w Mirosławiu została założona w 1781 roku przez zakonników marianów. Uczyli czytania, arytmetyki i łaciny w języku polskim. W tym czasie najbliższe szkoły znajdowały się w Mereczu i Olwicie. W 1971 r. dominikańscy nauczyciele ze szkoły w Mereczu napisali skargę do Wileńskiej Komisji Oświaty, że zakonnicy ze szkoły w Mirosławiu uczą uczniów według szerszego programu nauczania niż określony i stwarzają konkurencję dla szkoły w Mereczu. Sejneńskie „Šaltinis” pisało, że po zniesieniu zakazu wydawania prasy litewskiej w Mirosławiu było jeszcze kilku starszych ludzi, którzy ukończyli szkołę pod kierunkiem zakonników, ale stawali się oni bardzo polscy. Szkoła zakonników została zamknięta w 1864 r. i zastąpiona szkołą państwową, w której wszystkiego uczono po rosyjsku. Nauczyciele Žaluvičius (1824) i J. Bucevičius (1889) zarejestrowali wszystkich uczniów jako Polaków. W statystykach z 1910 r. odnotowano, że do szkoły uczęszcza 50 uczniów i wszyscy są Litwinami. W 1906 r. miejscowi Polacy otworzyli szkołę podstawową we wsi Zizėnai, 4 km od Mirosławia, która istniała do I wojny światowej. W latach 1918-1940 w Mirosławiu otwarto czteroklasową szkołę podstawową. W 1936 r. wybudowano nowy budynek szkoły podstawowej. W latach powojennych szkoła została przekształcona w gimnazjum, następnie w siedmioletnią szkołę, a od 1951 r. w szkołę średnią. W roku szkolnym 1972-1973 do szkoły uczęszczało 646 uczniów, najwięcej w historii szkoły. Pierwsza klasa maturalna mirosławskiego liceum ogólnokształcącego powstała w 1954 roku. Obecnie szkoła została odnowiona, ale liczba uczniów znacznie spadła. Walka o niepodległość Litwy 1918-1920 Mężczyźni z Mirosławia powstali, by bronić Litwy. Polscy właściciele ziemscy również nie drzemali. Litwini trzymali się miejscowych proboszczów, podczas gdy polscy właściciele ziemscy prowadzili osobną agitację, agitując za utworzeniem polskich rad. Florijonas Skaržinskas, właściciel folwarku Bendriai, został aresztowany w folwarku Lejpuny i przywieziony na plebanię w Lejpunach. Polscy agitatorzy, którzy agitowali przeciwko Radzie Litewskiej i Rządowi Tymczasowemu, musieli potwierdzić na piśmie, że nie będą już prowadzić agitacji przeciwko Litwie. Pan F. Skaržinskas dotrzymał obietnicy. W 1920 r. opuścił majątek Bendriai i udał się do Polski. Z rejonu Mirosławia zgłosiło się kilkudziesięciu mężczyzn, z których ośmiu zostało odznaczonych Krzyżem Pogoni „Za odwagę”. Juozas Aliulis urodził się w 1894 r. we wsi Kurnėnai w okręgu i gminie Olita, w obecnej sołectwie Mirosław. 7 kwietnia 1919 r. zgłosił się na ochotnika do armii litewskiej - 1 Pułku Piechoty Giedymina. W dniu 16 czerwca 1919 r. podczas walk z bolszewikami w pobliżu wsi Nowosady w gminie Antalieptė, kiedy bolszewicy zaatakowali w dużej sile, dowódca kompanii został ranny. Podoficer J. Aliulis do ostatniej chwili przetrzymał silny napór nieprzyjaciela, dopóki nie wyniesiono rannego dowódcy kompanii i dopiero wtedy wycofał się z niebezpiecznego miejsca. We wrześniu 1919 r. za odwagę i ofiarność w walkach z Armią Czerwoną pod Nowosadami został odznaczony Krzyżem „Za Ojczyznę” I stopnia nr 1. 26 września tego samego roku, w walkach z bolszewikami we wsi Szawle, wraz z ośmioma żołnierzami zwiadu, w nocy, około godz. 22.00, granatem ręcznym wypędził ze wsi Szawle 100 bolszewików i zdobył łupy. Po wyparciu bolszewików ze wsi i podążaniu za nimi dalej, został wzięty do niewoli - otoczony przez bolszewików, ale podoficer Juozas Aliulis, dzielnie i umiejętnie prowadząc zwiadowców, przy pomocy granatów ręcznych i karabinowych przedarł się przez znacznie liczniejszych wrogów. Stracił jednego zwiadowcę, wróg miał piętnastu zabitych i wielu rannych. W styczniu 1920 r. został odznaczony Krzyżem Pogoni II stopnia nr 42, za odwagę w walkach z bolszewikami. Później, już na froncie Zachodniej Armii Ochotniczej, J. Aliulis odznaczył się odwagą. Oto uzasadnienie dowódcy kompanii do trzeciego odznaczenia: „17 października 1919 r. na mój rozkaz drużynowy Juozas Aliulis został wysłany z innymi żołnierzami na rozpoznanie terenu, gdzie stacjonowała Zachodnia Armia Ochotnicza. W starciu z niemieckimi zwiadowcami wspomniany drużynowy został ranny w nogę, ale mimo rany pierwszy rzucił się na Niemców i rzucił granat ręczny, który zabił kilku Niemców i zmusił ich do ucieczki przed karabinem maszynowym. Biegnąc do karabinu maszynowego został ponownie ranny w nogę, ale pozostał w linii i strzelał do uciekających Niemców”. Są to zasługi Juozasa Aliulisa opisane w archiwach Pułku Giedymina. Po utworzeniu państwa litewskiego poziom życia w Mirosławiu i okolicznych wsiach poprawił się. Ludzie swoją pracą i entuzjazmem likwidowali skutki wojny. Byli ochotnicy otrzymywali ziemię i starali się kształcić swoje dzieci. Kazimieras Berulis z Mirosławia był absolwentem pierwszego roku gimnazjum sejneńskiego „Žiburys” w Łoździejach. Później pracował jako dziennikarz i należał do „ateitininkai”. W okresie niepodległości w Mirosławiu mieszkały trzy narodowości: Litwini, Żydzi i Niemcy. Żydzi mieli własną synagogę, a ich cmentarz w Mirosławiu jest o dwieście lat starszy niż ich narodu w Olicie. Niemcy modlili się w Serejach, ale byli chowani w Mirosławiu. Sto lat temu ludzie w tym regionie uważali się głównie za Polaków, ale w ostatnich dwóch dekadach przed wojną wszyscy stali się bardziej litewscy. Wojna niemiecko-rosyjska. Okres powojenny Zimą 1941 r. Rosja i Niemcy wymieniają się ludnością w ramach przygotowań do wojny. Niemcy zostają wysiedleni z Mirosławia i okolicznych wsi, a Litwini z Suwalszczyzny zostają przesiedleni do ich domów: wsi i miasteczek Sankury, Radziucie, Pełele, Buda Zawidugierska oraze wsi i miasteczka Puńsk. Wygnańcy z Polski musieli cierpieć w naszym regionie przez wiele lat. Miejscowi patrzyli na przybyszów z nieufnością, mimo że byli rodakami. Krążyły plotki, że przywieźli komunistów. Zakwaterowano ich w pustych niemieckich domach, a ze względu na surowe niemieckie restrykcje nie mogli przywieźć własnego dobytku. Wybuch wojny niemiecko-rosyjskiej w 1941 r. jeszcze pogorszył sytuację. Okres powojenny nie był lepszy. Miejscowa ludność zbliżyła się do partyzantów, inni do urzędników istniejącego rządu, a wygnani Litwini stali się obcymi wśród swoich. Musieli płacić podatki sowieckiemu rządowi i pomagać ukrywającym się partyzantom. Później, gdy powstały kolektywne gospodarstwa rolne, najlepszymi pracownikami byli przybysze z Trójkąta Suwalskiego. Kostas Matulevičius, urodzony we wsi Pełele, był bardzo szanowany za swoją dobrą pracę, podobnie jak Jurgis i Jonas Burdulis z Budy Zawidugierskiej, Albinas Salanauskas z Puńska, Jonušonis z Sankur i wielu innych. Ludzie ci osiedlili się w regionie i wszyscy pozostali. Jurgis Burdulis potajemnie napisał książkę o swoich doświadczeniach w przedwojennej Polsce w czasach sowieckich, ale dopiero po odzyskaniu niepodległości mógł ją swobodnie opublikować. Przy życiu pozostało zaledwie kilka osób urodzonych w Polsce i mieszkających w okolicach Mirosławia. Ich dzieci i wnuki wiedzą, gdzie urodzili się i wychowali ich rodzice i dziadkowie. Odwiedzali te miejsca z rodzicami, gdy ci mogli wyjechać za granicę. Najtrudniejszym okresem dla mieszkańców Mirosławia był okres powojenny. W lipcu 1944 r. powróciły wojska radzieckie i rozpoczęły się łapanki mężczyzn i wysyłanie ich na front. Każdy robił, co mógł, aby się uratować: Mężczyźni ze wsi ukryli się w lasach, a młodzi z miasta dołączyli do obrońców ludu, popularnie zwanych batalionami niszczycielskimi. Obie strony zbroiły się. 13 lutego 1945 r. partyzanci zdobyli miasto Mirosław. Dziś nie ma uczestników z obu stron, więc muszę zacytować starsze artykuły. Jonas Kaminskas opowiada: Mieszkaliśmy w samym centrum miasta. Pranas Kavaliauskas, wójt gminy, wynajął pokój w naszym domu. To był dzień święta zapustów (Užgavėnės). Wieczorem obrońcy ludu wracali ze szkoły, gdzie odbywały się tańce. Ci, którzy mieli być na służbie, zostali w sztabie, pozostali poszli w swoje strony, ale wielu z nich próbowało uczestniczyć w zapustach. Około godz. 23.00 od strony lasu Benderki rozległ się silny ostrzał. Paliło się gospodarstwo Jociunskai i wyraźnie słychać było komendy. Kierunek natarcia podawano na lewe lub prawe skrzydło. My z rodziną wójta poszliśmy do piwnicy, ale tam od razu pojawili się partyzanci. Kazano nam wszystkim wyjść na zewnątrz. Ale my zostaliśmy w piwnicy i siedzieliśmy cicho. Potem wrzucili granat do domu i znowu nas ostrzegli: jeśli ktoś został przy życiu, to mamy wyjść na podwórko. A my nadal tam pozostaliśmy. Znowu wrzucili granat do domu. Ojciec uznał, że po trzecim granacie domu może już nie być, więc wszyscy, oprócz wójta, wyczołgaliśmy się z piwnicy. Ale partyzanci wiedzieli, czego szukają. Krzyknęli, żeby Kavaliauskas też wyszedł na podwórko. Wójt schował broń w ziemniakach i poddał się. Zabrali go z naszego domu, ale rano wrócił cały i zdrowy. Nie chciał nic mówić, ponieważ jego własny rząd miałby pretensje. Rano w miasteczku zebrały się zapłakane kobiety i szukały swoich mężów wśród rozstrzelanych koło kościoła. Po zajęciu miasta partyzanci zastrzelili 17 osób - głównie obrońców ludu i strażaków. Żaden z partyzantów nie zginął. Nie było rannych. Uważam, że ze strony obrońców ludu nie padł ani jeden strzał. Jonas Radvilavičius: W czasach niepodległej Litwy pracowałem na Łotwie. Zdobyłem stopień podoficerski w wojsku. Podczas okupacji niemieckiej byłem sołtysem wioski. W latach 1944-1945 Rosjanie wzięli mnie do wojska. Wtedy była tylko jedna droga - na front. A tam nie rozrzucali grochu. Pojechałem więc do Mirosławia i wstąpiłem do obrońców ludu. Trzeciego dnia mojej służby partyzanci przypuścili szturm na Mirosław. Ostrzeliwali miasto krzyżowo. Strzelali tylko tam, gdzie byli obrońcy. Po takim ostrzale partyzanci, podzieleni na grupy, napadali na te domy, w których mieszkali obrońcy lub władze gminy. Aresztowanych prowadzono do kościoła, na dziedziniec. Sadzano ich pod ceglanym murem i pilnowano z karabinami maszynowymi. Mnie przyprowadzono razem z Karovinasem, zastępcą dowódcy oddziału. Miałem na sobie tylko bieliznę. Około 6 rano puścili żywcem Balevičiusa, Stučkasa, Kizelisa, zastępcę dowódcy Karovinasa i mnie. Ponieważ byłem półnagi, partyzanci zdjęli szynel Karovinasa i okryli mnie. Powiedzieli każdemu, dlaczego puszczają ich żywcem. Pamiętam, jak Karovinasowi powiedziano: „Rosjanie nie są tu winni, zostali wysłani na Litwę i nie mają dokąd pójść”. Miejscowi partyzanci znali mnie, a szczególnie dobrze dogadywałem się z braćmi Paršeliūnas ze wsi Vankiškiai. Gdy jeńcy przeszli około 10 metrów, zaczęli strzelać do reszty. Kilku obrońców zdołało ukryć się pod mostem, a jeden z nich utopił się w studni. W Olicie rozpoczęły się przesłuchania ocalałych. Śledczy przesłuchiwali nas i pytali, dlaczego wypuszczono nas żywych. Zastępca dowódcy, Karovinas, powiedział, że udało mu się uciec, a my to potwierdziliśmy, bo inaczej nie uniknąłby z obozu. Nie byłem już obrońcą ludu. Aby uniknąć wysłania do wojska, wynająłem mężczyznę w moim wieku, który był inwalidą, a on „stanął” przed komisją lekarską z moim paszportem. W ten sposób zostałem uznany za niezdolnego do wojska. Okresu powojennego nawet nie chcę pamiętać. A okres powojenny trwał jeszcze 8 lat. W tym okresie w Mirosławiu było jeszcze wiele ofiar. Na cmentarzu niemieckim pochowanych jest 20 ciał partyzantów, innych grobów nie znamy. Ci, których synowie poszli walczyć w partyzantce i którzy mieli więcej ziemi, zostali deportowani na Syberię. Zdarzało się, że sąsiad doniósł na niewinnego sąsiada. Cierpieli również ci, którzy przed wojną zarabiali dolary w kopalniach węgla lub rzeźniach w Ameryce, a którzy kupili bardziej przyzwoite gospodarstwo na Litwie. Błędy i naruszenia człowieczeństwa popełniono po obu stronach, dlatego ta kwestia jest dziś nadal drażliwa i często przemilczana. Gdy ucichła broń, muza jeszcze nie przyszła do Mirosławia. Rozpoczęło się przymusowe tworzenie kołchozów. Ludzie pracowali przez około 15 lat bez żadnego wynagrodzenia. Głównym źródłem utrzymania była działka o powierzchni 60 arów… i to, co się ukradnie. Ale nie było też czego kraść. Ziarno było w kieszeniach i butach, ale tylko podczas żniw. Życie poprawiło się w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Ludzie mieli już pieniądze, ale nie było za dużo dóbr. Niektórzy w święta chodzili do kościoła, inni jeździli na Białoruś i kupowali to, co znaleźli w sklepach, nawet jak nie było potrzebne, to może w przyszłości się przyda. Ludzie powitali odrodzenie z radością, ale po podziale odziedziczonego majątku wielu poczuło się oszukanych i rozczarowanych. Większość bogactwa przeszła w ręce tych, którzy go nie stworzyli. Obecnie ludność wiejska starzeje się, a młodzi ludzie wyjechali za granicę. Trzech młodych mężczyzn z Mirosławia od kilku lat służy w armii francuskiej jako legioniści-ochotnicy. Największa „kolonia” młodych ludzi w miasteczku osiedliła się w Londynie i Chicago. Dziś populacja Mirosławia jest o połowę mniejsza niż dwie dekady temu: to efekt emigracji i starości. Mirosław ma kościół, szkołę średnią, przychodnię, aptekę, przedszkole, pocztę, dom starców, gminę i cztery sklepy. Artysta Antanas Žmuidzinavičius Przyszły malarz urodził się w 1876 r. w Serejach. Rodzice przywieźli go do gospodarstwa, które kupili we wsi Balkuny, sześć kilometrów od Mirosławia. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Mirosławiu wstąpił do Seminarium Nauczycielskiego w Wejwerach. Były to lata zakazu pisania i posługiwania się językiem litewskim. Po ukończeniu szkoły został wysłany do wsi Zawady, niedaleko rzeki Omulew w guberni łomżyńskiej, do pracy jako nauczyciel. Miejscowi nazywali się Kurpie. Młody nauczyciel podziwiał zwyczaje oraz poprawny sposób życia miejscowych i znalazł wiele podobieństw, zwłaszcza w pieśniach, z litewskimi zwyczajami i rytuałami. Po dwóch latach pracy w Zawadach został awansowany i przeniesiony do Waniewa. W Waniewie był litewski ksiądz, a większość gospodarzy nosiła litewskie nazwiska i uważała się za Litwinów, ale nie mówiła po litewsku. Pracując w tej szkole, zaczął rysować (tylko ołówkiem), pisać wiersze po litewsku i po polsku, przyznając, że żadnego z tych języków nie znał zbyt dobrze. Zrodziło się marzenie o zamieszkaniu w Warszawie i studiowaniu sztuki. Po wielu błaganiach władze szkolne pozwoliły młodemu Antanasowi pracować w warszawskiej szkole. Wieczorami uczył się malarstwa u znanego malarza profesora Wojciecha Gersona. Trzy lata jako drugi nauczyciel w biednej szkole na przedmieściach, ciężka praca w nocy, sumienna praca wieczorami w szkole artystycznej Zolotariovasa i ciągły głód zrobiły swoje, a jego zdrowie podupadło. Po powrocie do rodziców na trzy miesiące odzyskał zdrowie. Później, po ukończeniu kursu u Zolotariovasa i zdaniu egzaminów, otrzymał posadę nauczyciela rysunku w gimnazjum, a prywatnie przygotowywał chętnych do wstąpienia na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Zaczął wystawiać swoje prace na wystawach salonu sztuki Krywulta. Gazety zaczęły publikować jego wiersze (w języku polskim). W tym czasie A. Žmuidzinavičius poznał Litwinów mieszkających w Warszawie. Założyli tam Litewskie Towarzystwo Dobroczynności. Praca ta spotkała się z wielką niechęcią i złością niektórych polskich krajan, ale obudziła w Litwinach jedność i wytrwałość w pracy. W tym czasie artysta zaprzyjaźnił się z początkującymi artystami M. K. Čiurlionisem, P. Rimšą, A. Palukaitisem i nauczycielem Juozapasem Radziukynasem. Čiurlionis wkrótce zorganizował litewski chór i zaczął z nim występować publicznie, zaskakując Polaków śpiewem w niezrozumiałym dla nich języku. Lepsze życie, przyjemna praca i sukces malarza Antanasa Žmuidzinavičiusa nie zachęciły go do pozostania w Warszawie. Chęć kontynuowania nauki była decydująca. W grudniu 1904 roku, po zaprzestaniu wszelkiej działalności, wyjechał do Paryża.