Kęstutis Subačius Rany wojenne na ziemi sudowskiej ze śladami zniszczeń po niemieckich „Bertach” W latach 1914-1915 przez Sudowię przetoczyły się cztery fale zniszczeń dokonanych przez machiny wojennego piekła, w tym setki tysięcy kolumn wojskowych, które przekroczyły granicę z hukiem armat na początku wojny. Zwykle statystyki zniszczeń wojennych mają na celu podanie dość dokładnej liczby żołnierzy zabitych na froncie, ludności cywilnej, zniszczonych domów i innych zniszczonych dóbr materialnych. Nie są one jednak w stanie zmierzyć pełnego duchowego doświadczenia ludzi - łez matek, krewnych po stracie synów i innych bliskich oraz horroru zniszczenia życiodajnej krwi narodu, kultury, wszystkiego, co zbudowali, wychowywali, pielęgnowali i cenili przez wieki w świecie chaosu, samowoli i najbardziej rażącej przemocy. Tak więc po trzeciej fali na odzyskaną gubernię suwalską powróciła carska administracja. Starano się uporządkować aparat rządzący, odbudować zniszczoną gospodarkę i infrastrukturę miejską, podsumować straty spowodowane wojną itd. Ten stosunkowo krótki okres wytchnienia od okropieństw wojny, trwający w Sudowii zaledwie około trzech miesięcy, był w rzeczywistości bardzo niespokojny i zwodniczy - dookoła toczyła się brutalna wojna i nic nie wskazywało na to, że wkrótce się skończy. Jednocześnie to wytchnienie w Sudowii oznaczało pewien etap wojny i cierpienia, po którym jeszcze bardziej niszczycielska, już czwarta fala pożogi wojennej, która szalała na Litwie przez ponad pół roku, wtargnęła na nasze ziemie w lutym i kwietniu 1915 roku. Był to wynik strategicznych ambicji Niemiec i ich satelitów, by rozbić i zniszczyć armię rosyjską, a następnie zawrócić na front zachodni we Francji. Kiedy piszę o szkodach wyrządzonych przez wojnę, muszę się ograniczyć i odnieść bardziej do szkód materialnych, różnych zobowiązań ludności i działań przymusowych przeciwko nim. Nie dlatego, że są to rzeczy ważniejsze, bardziej znaczące. Wręcz przeciwnie, nie można ich porównywać z ofiarami cywilów i żołnierzy, którzy zginęli, z duchowym cierpieniem żyjących, z utratą bliskich, matek, ojców, dzieci, dziadków, z ogromnymi osobistymi i społecznymi deprywacjami, deformacją moralności i innymi długoterminowymi stratami. Ale opisanie następstw wojny jako straszliwego nieszczęścia ludzkości i jego trwałych konsekwencji wymagałoby książki esejów. Dobra materialne zniszczone przez wojnę to wytwory ludzkiego umysłu i ręki, które w cywilizowanej kulturze mają zmaterializowaną, wyraźnie policzalną formę wartości, a zatem są wyraźniej wyrażone. Mają one równe znaczenie dla narodów, ludów i społeczeństw po obu stronach frontu i najwyraźniej są jednakowo cenione. Spróbujmy więc spojrzeć na nie w tym przypadku w oparciu o wspomnianą wcześniej zasadę. Już w pierwszych dniach wojny weszły w życie ustawy o stanie wojennym, zezwalające na: aresztowanie i wysiedlanie osób podejrzanych o szpiegostwo; zakaz strajków; konfiskatę rowerów, samochodów, łodzi, samolotów, sterowców; wysiedlanie ludności z linii przyfrontowej; ewakuację ludności i mienia w razie odwrotu wojsk oraz niszczenie tego, czego nie można było wywieźć itp. Na wniosek dowódców okręgów wojskowych obowiązkowo mobilizowano podstacje - rolników z końmi i wozami oraz robotników - do zarządzania drogami, mostami i przeprawami rzecznymi, do przewozu ładunków wojskowych, transportu rannych, przygotowania fortyfikacji. Obowiązki te nazywano w naszym kraju „stuikos”. Ich skala jest udokumentowana. Podam kilka z nich. 6 listopada 1914 r. Telegram gubernatora suwalskiego do starosty powiatu wyłkowyskiego w sprawie organizacji urzędów pocztowych na potrzeby działań wojennych. W warunkach wojennych Pilne Proponuję zorganizować mobilizację 400 wozów na stacji Wyłkowyszki o 9 rano każdego dnia w celu transportu żywności dla wojska. Jeśli w powiecie wyłkowyskim brakuje wozów, proszę skontaktować się z naczelnikami powiatów Mariampol [i] Władysławów, którzy dopilnują, aby wozy zostały dostarczone na wspomnianą stację na czas i w wystarczającej ilości. Jest to pańska osobista odpowiedzialność. Za gubernatora suwalskiego hrabia Bartas /Lietuvos TSR CVIA, f. 1010, ap. 1, 1914 m., b. 421, l. 42. Transkrypcja w języku rosyjskim/ Kolejna depesza gubernatora suwalskiego Kuprijanovasa do generała Kolosovskisa z 11 maja 1915 r. w sprawie wysłania robotników i podstacji do prac przy ustalaniu pozycji. Podano w niej, że z rozkazu gubernatora wileńskiego do prac w Sejnach, Łoździejach i Simnie z różnych powiatów guberni wileńskiej wysłano dwukrotnie 6 500 robotników i 850 podstacji (zob. tabela 1). Podane tu dane dotyczą pracy przymusowej na jednej z linii frontu wojny w dniach 28-30 kwietnia 1915 r., kiedy to po udanej ofensywie niemieckiej armia rosyjska wycofała się na pozycje na linii Pilwiszki-Simno-Łoździeje-Sejny. Jednakże praca przymusowa była wykorzystywana przez całą wojnę zarówno przez Rosjan, jak i Niemców, a jej zakres jest trudny do opisania. W swoich wspomnieniach z wojny 1914-1918 generał armii niemieckiej E. Ludendorff, który był najpierw szefem sztabu 8 Armii, a następnie całej niemieckiej Armii Wschodniej, napisał, że wszyscy mężczyźni niezmobilizowani na wojnę byli przymusowo wykorzystywani do przygotowania fortyfikacji wzdłuż całej granicy Prus Wschodnich. Dla obiektywizmu należy powiedzieć, że armia rosyjska miała płacić 6 rubli dziennie za „stuikos”, ale w zamieszaniu wojennym była to w większości pusta deklaracja, często zakrywana papierowymi pokwitowaniami. Kiedy armia rosyjska maszerowała przez Prusy Wschodnie, przygraniczni „stuikos” wywiązywali się z tego obowiązku bez większego nacisku, ponieważ wracali do swoich domów z wozami załadowanymi najróżniejszymi rzeczami z opustoszonych gospodarstw pruskich (niemieckich) i Małej Litwy. Petras Klimas, który odwiedził Sejny w drugiej połowie października 1915 r. w alegoryczny sposób opisał wojenne morale i przymusową pracę w Sejnach („Iš mano atsiminimų”, Bostonas, 1979, s. 71–72): „Posiadłość biskupów była tak pusta, że na rynku nie można było znaleźć nawet kozy, która wyrwałaby porośniętą trawę. Tylko około kilkuset amazonek [greckie amazones < a (cząstka negacji) + mazos „pierś” - K. S.] zajmowało pozycje, czterokrotnie zajęte i oddane. Podobnie jak w opowieściach Homera, okazały się odważniejsze od mężczyzn, którzy uciekli, gdy tylko dopadły ich niemieckie działa. Po zgromadzeniu rubli na kopaniu okopów dla Rosjan, teraz radośnie liczyły na wieczne zbawienie. Mając Niemców po stronie, teraz kopały ziemniaki w obozach dla uchodźców. W tej kobiecej republice landrat [gubernator okręgu] odniósł większy sukces niż gdzie indziej, ponieważ sam starał się milej przypodobać. Po prostu rozdawał amazonkom sól, cukier i mąkę z wojskowego magazynu”. Według większości historyków ruchliwy front wojenny wyrządza wiele szkód i różnych strat całemu krajowi, ale nie tak wiele, jak przedłużająca się wojna pozycyjna. To właśnie widzimy na Sudowszczyźnie w 1915 r., gdzie linia frontu przebiegała na linii Suwałki-Kalwaria-Ludwinów-Mariampol i utrzymywała się przez pół roku lub nieco dłużej. Bądźmy jednak konsekwentni i wróćmy do krótkiego przeglądu strat spowodowanych wyniszczającą wojną 1914 roku. Jeśli chodzi zarówno o jednostki naturalne, jak i pieniężne, mamy do czynienia z różnymi wariantami w raportach różnych komisji i innych źródłach. W dniu 11.11.1914 r. w Mariampolu powołano komisję do ustalenia strat spowodowanych w okręgach mariampolskim i władysławowskim, która działała do 03.03.1915 r. Andrius Bulota, deputowany do Drugiej i Trzeciej Dumy Rosji od września do listopada 1914 r. objechał całą gubernię od Augusotwa, przez Suwałki, Kalwarię, Ludwinów, Mariampol, Wyłkowyszki, Kibarty, Wierzbołów, Władysławów i stwierdził, że najbardziej ucierpiała granica litewska o szerokości 8 km, ponieważ pola zostały rozkopane przez okopy, plony zniszczone, a chaty w wielu miejscach pozostały bez dachów i drzwi. Pas graniczny o szerokości 24 km ucierpiał mniej. Władysławów i Kibarty należały do miast, które ucierpiały najbardziej. We Władysławowie spłonęło 58 domów, a z pozostałych nie było żadnego, który nie zostałby nawet lekko uszkodzony. W korespondencji na temat zniszczeń wojennych w okolicy Olwity w powiecie wyłkowyskim, opublikowanej 13 listopada 1914 r. (31 października w starym stylu) w numerze 173. „Lietuvos žinios” czytamy: „We wsi Čyžkai doszczętnie spalono 15 mieszkańców, w Vaičlaukis doszczętnie spalono 2 mieszkańców, w Kiršai doszczętnie spalono 5 mieszkańców, w Boblaukis doszczętnie spalono 8 mieszkańców, a w Misvečiai doszczętnie spalono 3 mieszkańców. Spalono również następujące posiadłości: Kaukakalnis, Penkiniai, Valerijanavas, Versnupiai, Rutkiškiai i Unija. Spalono również kościół i plebanię. Ludzie zginęli w wyniku upadku kościoła i od strzałów z broni palnej. Na dziedzińcu zginęło 7 osób, a 5 zostało rannych…”. Jesienią 1914 r., gdy działania wojenne wielokrotnie przetaczały się przez ziemie Sudowii, najbardziej ucierpieli przygraniczni mieszkańcy guberni suwalskiej. Aby im pomóc, z polecenia gubernatora powołano komitet obywatelski guberni suwalskiej. Podobne komitety powstały w okręgach, złożone z przedstawicieli rządu i społeczeństwa. Od października 1914 r. komitetowi przewodniczył Andrius Bulota. W miarę przesuwania się linii frontu na wschód liczba uchodźców dotkniętych wojną stale rosła, a gubernialny komitet obywatelski nadal rozwijał swoją działalność w Wilnie i jego okolicach. Schronienie i opiekę znalazło tam ok. 5,2 tys. osób. Po przeniesieniu gimnazjum żeńskiego „Žiburys” z Mariampola do Trok i seminarium nauczycielskiego z Wejwer do Wilna komitet utrzymywał internaty dla uczniów. Miał również kadrę oddziałów ratunkowych, które udzielały pierwszej pomocy nowo przybyłym ofiarom. Wojska rosyjskie w Sudowii oparły się niemieckiej ofensywie rozpoczętej 7 lutego 1915 r. z dużo większą wytrwałością niż jesienią 1914 r. Dopiero we wrześniu Niemcom udało się ostatecznie zająć całe terytorium guberni suwalskiej. Walki w 1915 r. spowodowały szczególnie duże straty w regionie. Petras Klimas, wybitny sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy, polityk i dyplomata, urodzony we wsi Kuszliszki niedaleko Kalwarii, w swoich wspomnieniach dość barwnie i szczegółowo opisał dewastację południowej części regionu. Jako członek Komitetu Wykonawczego Litewskiego Towarzystwa Pomocy Ofiarom Wojny (Komitet Wykonawczy był w rzeczywistości tajnym Litewskim Komitetem Dyskusji Kwestii Politycznych, w skrócie Komitetem Politycznym, który został założony w Wilnie 23 września 1915 r.), został upoważniony do przeprowadzenia inspekcji zniszczonej wojną południowej części Sudowii w dniach 15-31 października 1915 r. Pranas Dovydaitis udał się do północnej części regionu, a Peliksas Bugailiškis do Żmudzi. Takie badania, jak nazwał je sam P. Klimas - „tajny rekonesans” - przeprowadzono w celu zebrania większej ilości informacji o rzeczywistej sytuacji gospodarczej, społecznej i kulturalnej na Litwie, nawiązania bezpośrednich kontaktów z przedstawicielami miejscowości po przełamaniu frontu i rozpoczęciu rządów niemieckiego okupacyjnego rządu wojskowego. Jednocześnie celem było wyjaśnienie nastrojów politycznych w regionie i potencjalnych sił intelektualnych tych miejsc dla rozwoju ruchu odrodzenia państwa. Podczas wizyt w oddziałach towarzystwa konsultowano się z nimi w sprawie zakładania nowych szkół, opieki nad ofiarami wojny itp. Klimas nazwał swoją podróż do Sudowii „tajnym rekonesansem”, nie ze względu na metaforę, ale by oddać realia tamtych czasów. 18 września 1915 r., po zajęciu Wilna, a wkrótce całego terytorium Litwy, Niemcy wprowadziły reżim okupacyjny, zawiesiły wszystkie litewskie gazety i całą litewską pracę społeczną i kulturalną. Bez zgody władz niemieckich nie można było swobodnie podróżować. Dlatego Komitet uciekł się do podstępu, prosząc o pozwolenie na zorganizowanie dostaw żywności do Wilna z prowincji i pod tym pretekstem uzyskał pozwolenie na podróż - „rekonesans”. Sama podróż, choć dopuszczona przez władze okupacyjne, była wówczas męcząca i trudna. W kraju nie istniała żadna struktura transportu pasażerskiego i trzeba było polegać na własnych umiejętnościach znalezienia chłopskiej furmanki, za pieniądze lub w inny sposób, albo podróżować pieszo. Petrowi Klimasowi było trochę łatwiej. Miał upoważnienie Komitetu Politycznego i pozwolenie władz okupacyjnych na podróż, co w pewnym stopniu pomogło, ale nie zawsze, przy proszeniu o powozy konne z plebanii, więc większość drogi przeszedł pieszo. Petras Klimas miał wtedy zaledwie 24 lata, był zaledwie rok po ukończeniu Uniwersytetu Moskiewskiego, pełen młodzieńczej energii i patriotycznego entuzjazmu. Swoją podróż z Wilna do miasta Landwarów rozpoczął pieszo. Następnie udał się do Trok, Wysokiego Dworu, Stokliszek, Jezna, Nemaniūnai. Z tego ostatniego przekroczył Niemen. Wtedy, jak sam powiedział, znalazł się „w mojej rodzinnej Sudowii, co więcej, w stolicy słowików”. Zanim jednak zacznę streszczać skutki wojny, które widział podczas swojej podróży, muszę powrócić do obrazu skutków wojny w Trokach i okolicy, które żywo opisuje Klimas. Podobny, a nawet bardziej przerażający obraz znajdzie on wkrótce w swojej ojczyźnie. Jednocześnie znajdzie tu nie tylko rozdarty wojną krajobraz, ale także ponurą, przerażającą atmosferę duchową, zasianą przez widmo wojny. Petras Klimas opowiada („Iš mano atsiminimų”, s. 56–57) „Chaty były puste, zniszczone, widziałem tylko kilka kobiet kopiących ziemniaki i parę krów ledwo stojących. Nie znalazłem żadnych niemieckich „spichlerzy” [zakrytych niemieckich ciężarówek do transportu zarekwirowanego zboża], bo najwyraźniej nie było z czego czerpać. Wzdłuż drogi nadal były szybko kopane okopy i nawet nie ostrzelane. Pasmo ognia przechodziło przez Troki. Tu okopy były wykopane, oczyszczone, zalane krwią… Trójwieczne mury bernardynów, które miały stać się innego rodzaju schronieniem dla pokutników, teraz, z ich kruszącymi się i zwęglonymi ścianami, nie nadawały się do schronienia nawet uschniętego stworzenia. Cudowna Dziewica uchroniła kościół Vytautasa przed tym samym losem, ale i on stracił swój chwalebny fronton. Złamany, bez wieży, nie poddał się strzałom obu napastników. Szczyt cerkwi również został zmiażdżony. Biedny, bardzo biedny, opłakiwał uroczy zamek, w którym tyle szlachetnych czynów dokonano w pokoju i tyle złości doznano w latach walki! Nie spotkałem tu nawet ludzi, ani surowych wielbicieli Biblii, wrogów faryzeuszy i nie mniej sławnych hodowców ogórków - Karaitów (których nazywają Karaimami), ani potomków dawnych Kipczaków i Tatarów krymskich… Nie było ani gospody, ani sklepu… W szczytowym momencie działań wojennych ludzie uciekli z parafii i do dziś niewielu wróciło… Nie pozostała ani jedna grupa inteligencji: ani lekarza, ani przedsiębiorcy, ani organisty, ani zakrystiana. Gmina nie ma administracji, nie ma sądu… Susza tamtego lata oznaczała, że zbiory były bardzo słabe, a wojsko wciąż było na polach, karmili konie i kładli je… Groźba głodu była tym większa, że tej jesieni mało kto prowadził siew. Tylko ci, którzy mieli zapasy ziemniaków, zdecydowali się „rozrzucić” swoje nasiona na niepewną przyszłość… Do diety bezsolnej dołączyła czerwonka i zaczęto mówić o cholerze. Ludzie nie widzieli mięsa nawet w dni świąteczne: zwierzęta były zjadane przez wojsko. Niewielu ludzi miało szczęście ukryć krowę… Mijając spokojne jezioro Galwe, natychmiast wjechałem w kretowisko. Sama droga była podziurawiona nabojami jak trądem. Ściany, deski i drzwi chat zostały przeniesione do głębokich tu okopów. Przykryte, przypominające pokoje. Fragmenty granatów w tych katakumbach nowego wieku, blaszane puszki, słoma niespokojnego łóżka, spryskana krwią, dostarczyły bogatego materiału do refleksji. Oto kilka zaginionych listów z Niemiec, pisanych do żyjącego lub zmarłego męża, ojca, brata. Są takie bezbarwne, lakoniczne, nieszczęśliwe. Ale jaki dumny ton w wycinkach z gazet”. Myśl wyrażona w ostatnim zdaniu fragmentu wspomnień P. Klimasa odzwierciedla w sposób bardzo skoncentrowany i chłonny polityczną propagandę wojenną prowadzoną w ówczesnej prasie niemieckiej i nie tylko niemieckiej, gloryfikującą zwycięstwa armii niemieckiej, wychwalającą wielkość samego narodu niemieckiego i przewagi narodu niemieckiego w stosunku do innych. Jak pokazała historia, taka polityka ostatecznie doprowadziła Niemcy do haniebnej klęski. Wejdźmy głębiej w Sudowię śladami Petrasa Klimasa. W miasteczku Metele około 30 rodzin zostało bez dachu nad głową, gdy przełamał się front, wieś kościelna Lejpuny była prawie zniszczona, a około 90 chat, w tym plebania, zostało spalonych. Rezydencja deputowanego IV Dumy guberni suwalskiej, księdza Juozasa Laukaitisa, w Lejpunach, również przeżyła niemal biblijne historie, a na tym odcinku miał miejsce słynny „exodus bydła”. Kiedy Rosjanie zaczęli wycofywać się z Prus Wschodnich na początku wojny, aby nie pozostawić Niemcom żywności, wszystkie zwierzęta gospodarskie, które znajdowały się na granicy, zostały szybko przepędzone przez Niemen. Jeden z takich traktów z odcinka Kalwaria-Puńsk w kierunku Niemna przebiegał wzdłuż drogi i obwodnic przez Lejpuny. Ogromne stada bydła pędzono wzdłuż drogi, siejąc spustoszenie. Część pędzonych zwierząt padła z gorąca, pragnienia i wyczerpania przed dotarciem do Niemna. Inna część została zastrzelona przez rosyjskich żołnierzy zza Niemna, gdy Niemcy zbliżali się do Niemna, zanim mogły przekroczyć go w Liszkowie. Podobne działania podjęto w innych częściach Poniemunia. Bronius Kašelionis („Dainava: Seinų kraštas (Istorija, kultūra, žmonės)”, s. 180) również świadczy o straszliwym zamieszaniu w tym regionie: „…Kiedy rozpoczął się niemiecki atak na Litwę, rosyjskie dowództwo wojskowe zażądało, aby ludność przygraniczna opuściła swoje domy i wycofała się na wschód wraz z żywym inwentarzem. Szosa Sejny-Lejpuny-Merecz została zablokowana przez ruch pieszych i pojazdów uciekinierów i ich towarzyszy. 13 września całe piekło rozpętało się w mieście Druskienniki, gdzie płonęło około 50 domów”. Kopciowo spalili sami Kozacy, wykonując rozkazy dowódców wojskowych. W czasie, gdy toczyły się walki na odcinku Kalwarii, Łoździeje stały się na typowym miastem przyfrontowym. Napływali tu uchodźcy wojenni, wspierani przez różne komitety, a próżniacy i włóczędzy mieszali się z nieszczęśnikami przy charytatywnym stole. Najbardziej hojny był Polski Komitet Pomocy, który co miesiąc rozdawał około 9 000 rubli. Na odcinku Krasnej znaleziono około stu pogorzelców pośród zanieczyszczonych przydroży i wydeptanych pól zboża. Tutejsze komitety rozdawały rodzinom przyfrontowym po dwa ruble miesięcznie, a intendenci nie skąpili żołnierskiego chleba każdemu, kto o niego poprosił. Mówi się, że Puńsk został uratowany przed ogniem wojny przez góry lub przez głębokie rosyjskie okopy i silne rosyjskie pozycje w nich. W rzeczywistości jednak Puńsk znajdował się nieco z boku szpicy niemieckiej ofensywy w kierunku Suwałk oraz Augustowa i to go uratowało. Ale Becejły i parafia, które stały na tej drodze, zostały bezlitośnie zdewastowane przez ogień wojny. Gdy zbliżali się w stronę Kalwarii, Skersabaliai, Raudeniškiai i cała droga obok jeziora Orija, była zaśmiecona okopami i pełna dołów wykopanych przez eksplodujące pociski. Bliżej Kalwarii wiele okolicznych wiosek zostało zniszczonych: Santaka, Smalininkai, Naujienėlė, Brazavas, Brukai, Kreivoji, Molinė, Dambauka, Trivaravas i inne. Przed Wielką Wojną Kalwaria była jednym z największych i najbardziej ruchliwych miast w regionie, słynącym z więzienia i szpitala psychiatrycznego, targowisk (jarmarków), dworu Kalwaria z dużą gorzelnią i młynem wodnym. Kalwaria była dwukrotnie okupowana podczas wojny. Niemcy, którzy zajęli miasto 10 września 1914 r., utrzymali je tylko przez ponad dwa tygodnie, ale udało im się splądrować miasto nawet w tym czasie, formalizując grabież kontrybucją (10 000 rubli). Przy okazji można tu wspomnieć, że podczas pierwszej niemieckiej inwazji na Sudowię Niemcy zastosowali tę formę rabunku: na Pilwiszki - 5 000 rubli, a na Bartninki - 1 000 rubli. Odebrali kontrybucję nałożoną na miasto Mariampol, okradając towarzystwo „Žagrė” i inne sklepy, a także zabrali wszystkie pieniądze z kasy towarzystwa. Miasto Suwałki otrzymało rozkaz dostarczania śniadań i obiadów dla maszerujących wojsk niemieckich („Lietuvos žinios”, 1914, nr 163 i 164). Za drugim razem, 13 lutego 1915 r., Niemcy zajęli Kalwarię, nałożyli kontrybucję w wysokości 50 000 marek i wzięli księdza Krakaitisa i aptekarza Norkasa jako zakładników, aby zapewnić jej spłatę. Ale to nie ta ostatnia kontrybucja położyła kres miastu, ani wojska rosyjskie, które osiedliły się około kilometra na wschód od miasta i broniły swojej pozycji przez prawie pół roku, ale celowe spalenie całej wschodniej części miasta, nakazane przez niemieckich dowódców wojskowych, którzy obawiając się możliwego ataku wojsk rosyjskich i chcąc pokazać brutalność wojsk rosyjskich, dokonali tego. Kazimieras Jokantas, który w latach 1908-1918 był lekarzem św. Jurgisa w Kalwarii, pozostawił swoje wspomnienia o spaleniu miasta 04.04.1915. Był uczestnikiem Konferencji Wileńskiej w 1917 r. i członkiem komitetu organizacyjnego, a w latach 1920-1927 posłem na Sejm. Pisał: „Groźba komendanta dotycząca spalenia miasta została spełniona… Przed Wielkanocą (Wielkanoc 1915 r. przypadała 4 kwietnia) podpalono oba koszary - po południowej i północnej stronie miasta. Jednocześnie spalono potężne mury więzienne, zbudowane przez Niemców na początku XIX wieku… Kiedy wschodnia część miasta została doszczętnie spalona aż do szosy… Ja też stałem się niespokojny i bałem się spać, mimo że mieszkałem w murowanym domu, tuż przy szpitalu… Widok płonącego miasta był naprawdę straszny. Sam fakt, że miasto było celowo podpalane, i to kilka razy, robił straszne wrażenie… To ironia pocztówek rozprowadzanych w Kalwarii i innych miejscach ze zdjęciami ruin Kalwarii i napisem… że Rosjanie spalili miasto, kiedy je opuszczali…”. Na południe od Kalwarii całe tereny przy Szeszupie zostały zdewastowane i pozostało niewiele wiosek, w których pozostały więcej niż 2-3 chaty. Ci, którzy przeżyli, osiedlili się w piwnicach lub w pospiesznie zbudowanych chatach. W Lubowie spłonął kościół i plebania. Miasto Wiżajny, położone nad jeziorem, zostało spalone podczas pierwszej niemieckiej inwazji. Spalono również Wisztyniec i całą granicę Wisztyniec-Wierzbołów. Z 37 rolników w Kaupiškiai tylko 5 zostało nietkniętych, podczas gdy wsie Galkiemis, Dobiliniai i część wsi Szaki zostały spalone. W Pojewoniu ludność również ucierpiała, a podczas pierwszej inwazji niemieckiej kościół, który stał na wzgórzu w pobliżu historycznego zamku Kunigiškių, został zniszczony, a jego nazwa była związana z księciem, który był władcą tych ziem. Fakty historyczne są zbyt liczne, by potwierdzić taką wizję. Archeolodzy znaleźli dużą osadę zamkową o powierzchni 10-12 hektarów, z licznymi znaleziskami z wysoko cywilizowanej kultury, w pobliżu 1,5-hektarowego kopca Kunigiškių-Pojewoń. Nazwa wsi kościelnej Pojewoń Pajevonys → Pa+jevon+ys jest nazwą złożoną pochodzącą od nazwy pobliskiej rzeki Jevonis o długości 16,7 km. Jest to stary hydronim sięgający mitologicznych czasów Sudowii. W tamtych wiekach Sudowowie mieli swoją własną boginię zbóż, Javinė, i organizowali piękne festiwale dożynkowe, święto zbiorów, wyplatanie wieńców Ievaras i tak dalej. Najwyraźniej w czasach starożytnych imię to mogło mieć pierwotną płeć Javinė, ale na przestrzeni wieków pierwotny dźwięk a zmienił się na dzisiejsze e i obecnie mamy imię Jevonis. Według etymologów litewskie słowo javas nie występuje w innych językach indoeuropejskich. Jego odpowiedniki można znaleźć w narodowych językach z Biliskiego Wschodu. Geografia gniazda indoeuropejskiego słowa javas sugeruje tylko jeden wniosek: ziarniste nasiona rośliny o tej nazwie zostały przywiezione na wybrzeża Bałtyku przez kupców bursztynu z Bliskiego Wschodu (A. Seibutis, 2009, s. 38). Na podstawie znalezisk archeologicznych w kurońskiej Neryndze Pranas Kulikauskas twierdzi, że znaleziona tam ceramika ze zbożowym oznaczeniem odnosi się do ziaren pszenicy, a odłamki pochodzą z neolitu, datowane na od IV do II tysiąclecia p.n.e. Jest to najstarszy ślad pszenicy znaleziony na Litwie, nad morzem. Stąd pszenica rozprzestrzeniła się poprzez powiązania handlowe do Sudowii i dalej. Mamy wiedzę historyczną, że nasi przodkowie handlowali z Imperium Rzymskim. Najwyraźniej Rzym, milionowe miasto, potrzebował nie tylko bursztynu, ale także zboża i mięsa. Właśnie dlatego Klaudiusz Ptolemeusz odnotował w II wieku sudowską faktorię na prawym brzegu Dunaju (mniej więcej na obszarze dzisiejszego Wiednia). Wyjątkowe jest to, że na całym terytorium Litwy są tylko dwie nazwy rzek Jevonis, Jevonė, obie w Sudowii. Można przypuszczać, że w dawnych czasach grody Szak i Pajevonis-Kunigiškių uprawiały zboża w dolinie Jevonis. Drugie, mniejsze pole również znajduje się w dolinie strumienia Jevonis i leży po obu stronach strumienia, około 1,5 km od wsi Budwiecie. W 1994 r. Międzynarodowa Unia Astronomiczna nazwała jeden z górskich pierścieni planety Wenus imieniem litewskiej bogini płodności Javinė. Podsumowując, możemy powiedzieć, że Jevonis jest reliktowym hydronimem na Litwie, skarbem starożytnego języka zachodniobałtyckiego, naszym duchowym dziedzictwem. Po tej małej wycieczce do skarbnicy kultury etnicznej Sudowii, powróćmy do przeglądu ran zadanych tej ziemi podczas wojny. Oczywiście nie możemy nie wspomnieć o Bartnikach, które kwitły przed wojną i które zostały żywo, a jednocześnie smutno opisane przez Petrasa Klimasa, który odwiedził te tereny pod koniec października 1915 roku. Z jego wspomnień: „Zaszedłem do Bartininkai [Bartnik - K. S.]. Para głuchych i ślepych ciągnęła [chodzi o parę koni, które wiozły P. Klimasa - K.S.] dość żwawo w kierunku ośpiewanych gór ožkabališkiai i pagórki, na których orzechy zbierał Basanavičius. Pośrodku wzgórza, niegdyś być może w jeziorze, ukazał się teraz niezbyt biały pałac litewskiego finansisty, słynnego Tisenhauza, otoczony drzewami i oblany łzami poddanych. Potem były dwie białe wieże, których dzwony nie wołały o modlitwę, ale o jęki umierających: kościół został przekształcony w kwarantannę tyfusu. Tak wiele okiennic było zamkniętych, że cała ziemia wydawała się być nękana zarazą. Proboszcz również się poświęcił. Ponieważ młody ks. Radžiūnas uciekł, nie miałem gdzie się schronić w miejscu narodzin starych pszczelarzy i wielkiego „aušrininkasa” Basanavičiusa…” („Iš mano atsiminimų”, str. 80). Gdy czwarta machina piekielna wojny przetaczała się przez ziemie Sudowii, zacięte i szczególnie brutalne walki, które rozpoczęły się w okolicach Stołupian i Pilkalnis na Litwie Mniejszej, trwały aż do okolic Kowna i podejść do twierdzy kowieńskiej. Począwszy od Pilwiszek, pasmo spalonych dworów i wsi dotarło do miejscowości Skrawdzie, Wejwery, Maurucie, Pojeziory, Sapieżyszki, Godlewo, Poniemuń. Jednak najbardziej zniszczony był lewy brzeg Niemna i wszystkie budynki na nim - domy, budynki gospodarcze, instalacje kolejowe, mosty, linie telegraficzne i same drogi w promieniu 20 km od Aleksoty. Na tych terenach znajdował się głęboko wysunięty odcinek zewnętrznych fortyfikacji lewej obrony okolicy Poniemuń, twierdzy kowieńskiej. Przed latem 1915 r. był to gęsto zaludniony obszar. Wokół rozciągały się żyzne pola przeplatane pięknymi lasami, posiadłościami i przedsiębiorstwami leśnymi. W różnych okresach między 1900 a 1914 rokiem, według etnograficznych wykazów miejscowości, było: gmina Aleksota - 20 dworów-folwarków, 6 gospodarstw i 30 wsi, 2 wsie kościelne; gmina Freda - 17 dworów-folwarków i 30 wsi; Poniemuń - 14 dworów-folwarków, 33 wsie i 1 wieś kościelna; Wejwery - 4 dworów-folwarków, 28 wsi. Tak więc z 55 dworów i 121 wiosek, które tu stały, większość została fizycznie zniszczona, podczas gdy inne zostały spustoszone przez ogień wojny i grabieżczych zdobywców, nie pozostawiając prawie żadnej populacji. Pola uprawne stały się bezużyteczne z powodu eksplodujących pocisków i bomb moździerzowych, a przywrócenie ich do pierwotnego stanu wymagało wiele wysiłku. Okoliczne lasy i zadrzewienia bardzo ucierpiały. Niektóre z nich zostały celowo wycięte, aby zniszczyć naturalną osłonę dla wrogich wojsk i poszerzyć pole bezpośredniego ostrzału artylerii, podczas gdy inne zostały zdewastowane przez pociski artyleryjskie podczas ostrzału. Szacuje się, że podczas szturmu na twierdzę cała niemiecka artyleria zużyła 853 000 pocisków, nie wspominając o pociskach artylerii rosyjskiej… Niemieckie moździerze 420 mm Gruba Berta zainstalowane w Pożerach, wystrzeliwujące pociski o wadze 800 kg, były szczególnie niszczycielskie. Istnieje wiele dowodów na ich niszczycielską moc w niszczeniu fortów zbudowanych w Aleksocie, ale nie wszystkie pociski Berty były przeznaczone do fortów. Kilka wleciało na kowieńską starówkę, a jeden trafił w dziedziniec kościoła św. Jurgisa i seminarium księży, gdzie wówczas znajdował się tymczasowy 6. szpital wojskowy. Zewnętrzna ściana szpitala została zniszczona przez falę uderzeniową, przykrywając rannych żołnierzy i personel leżący w gruzach. Ci, którzy widzieli tę scenę, wspominają: „Widok był straszny. Niektóre ciała były rozrzucone daleko. Jedno martwe ciało leżało u stóp posągu św. Juliusza, pozostałe dwa na żywopłocie. Cały dziedziniec był pokryty czerwonym pyłem (…)” (Arvydas Pociūnas „Ad boini u Kovenskoi kreposti. 1915 god”, s. 130). Straszliwy, ogłuszający huk eksplozji wstrząsnął murami kościoła i wybuchła wielka panika wśród modlących się tam ludzi, personelu szpitala i rannych, która ogarnęła całe Stare Miasto. Ocaleni z ewakuacji uciekali jak okiem sięgnąć. Wojna spowodowała przymusową ewakuację lub ucieczkę około 700 000 osób, spadek liczby urodzeń o około 102 000, pobór 64 628 mężczyzn do armii rosyjskiej, z których 17,3% zginęło, 29% zostało rannych, a 3 871 zostało inwalidami (patrz tabela 2). Łączne straty ludności Litwy w wyniku wojny i jej następstw wyniosły około miliona osób (S. Vaitekūnas „Lietuvos gyventojai per du tūkstantmečius”, Wilno, 2006, s. 120–124). Trudno byłoby teraz autentycznie odtworzyć obrazy masowych przymusowych przesiedleń ludzi z ich miejsc zamieszkania w tamtym czasie, ale można sobie wyobrazić ogólną sytuację z perspektywy czasu. Wystarczy mieć na uwadze ogólny poziom rozwoju kraju w tamtym momencie. Litwa z pewnością nie była w stanie poradzić sobie z nagłym napływem uchodźców w żaden normalny sposób. W końcu głównym środkiem transportu w tamtym czasie były wolno poruszające się wozy konne, sieć kolejowa była uboga, a sam tabor kolejowy był rzadki, a po drodze nie było, albo prawie nie było publicznych sklepów, sieci żywieniowych i noclegów. W tych okolicznościach działalność różnych stowarzyszeń pomocy uchodźcom i ofiarom wojny była na wagę złota. Istnieje wiele dokumentów na temat znaczenia tworzonych przez nie punktów żywieniowych. Aby to zilustrować, przedstawię korespondencję gazety „Lietuvos balsas” z 14 września 1915 r. (w nowym stylu natychmiast wprowadzonym przez Niemców), która donosiła o zgromadzeniu litewskich uchodźców wojennych w stacji żywienia Alunta. Do 23 sierpnia 1915 r. wydano tam bony (talony) żywnościowe 7 327 osobom z różnych części Litwy. Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że nie udało mi się znaleźć żadnych danych dotyczących strat w ludności podczas Wielkiej Wojny w rejonie Sudowii. Można to częściowo wytłumaczyć znacznymi zmianami terytorialnymi związanymi z ustanowieniem granic państwa Republiki Litewskiej w ramach odrodzenia, wdrożeniem reformy terytorialno-administracyjnej, częściową utratą archiwów statystycznych itp. Dlatego spróbujmy wyjaśnić przynajmniej część strat poniesionych przez ludność naszego kraju podczas wojny w tych okręgach kraju, w których nastąpiła niewielka lub żadna zmiana wielkości terytorium, na podstawie danych z pierwszego spisu ludności Republiki Litewskiej („Lietuvos gyventojai. 1923 m. rugsėjo 17 d. surašymo duomenys”, Kowno, 1926) oraz danych rosyjskiego spisu powszechnego z 1897 r. i zbioru „Statistinės žinios apie Lietuvą ligi karui 1914 m.” (Prekybos ir pramonės ministerijos bendras statistikos departamento leidinys, Kowno, 1919). Z danych przedstawionych w tabeli wynika, że w okręgach mariampolskim, szakowskim/władysławowskim i wyłkowyskim, według danych z 17.09.1923 r., w ciągu prawie 10 lat liczba ludności zmniejszyła się o 78,4 tys. mieszkańców w porównaniu z liczbą ludności z 1.01.1914 r., a po skorygowaniu o wzrost powierzchni terytorium - 158 km2 - liczba ludności zmniejszyła się o 87,64 tys. mieszkańców, tj. zmniejszyła się liczba ludności jednego okręgu średniej wielkości. Jeżeli uwzględnimy ubytek ludności w tych okręgach, biorąc pod uwagę przyrost naturalny i mechaniczny ludności, który w latach 1904-1914 wynosił około 30 tys. mieszkańców, to łączny ubytek ludności w tych okręgach w latach 1914-1923 mógł wynosić około 127 tys. osób. Nowo przywrócone Niepodległe Państwo Litewskie miało bardzo trudne zadanie - określić terytorium swojego państwa i jego granice, uzyskać ich międzynarodowe uznanie. Jak wiemy, odbywało się to w niezwykle trudnych okolicznościach historycznych, co wymagało walki i poświęceń, długich i wytrwałych umiejętności dyplomatycznych i politycznych wybitnych mężów naszego Państwa oraz wielkiej patriotycznej i ofiarnej pracy dla przyszłości Ojczyzny. To bardzo ważna część historii naszego Państwa, naszego Narodu, ale ta praca ma swoje punkty widzenia i ogranicza szerszą wycieczkę w historię. Dlatego zadowolimy się stwierdzeniem, że region utracił około 4 600 km2, czyli prawie 32% całego terytorium przedwojennych guberni. Ustawa o granicach i centrach okręgów została przyjęta już 1 lipca 1919 roku. 14 sierpnia 1920 r. rząd litewski zrewidował listę okręgów (z 30 pozostało 20) i określił granice gmin. W rezultacie zmienił się również podział administracyjno-terytorialny naszego kraju. W celu lepszej oceny strat ludności w wyniku wojny i jej przyczyn w „litewskich okręgach” Sudowii, w byłej guberni suwalskiej, tj. okręgach mariampolskim, szakowskim/władysławowskim, wyłkowyskim, kalwaryjskim, sejneńskim i suwalskim, musimy wziąć obszar tych powiatów w 1914 roku i użyć obszaru z 1923 roku jako podstawy. Średnia gęstość zaludnienia (liczba mieszkańców na kilometr kwadratowy terytorium) w okręgach mariampolskim, szakowskim, wyłkowyskim, która została określona w czasie spisu ludności, wynosiła 42,22 mieszkańców na kilometr kwadratowy, zakładamy, że taka średnia gęstość zaludnienia mogła występować we wszystkich „litewskich okręgach” w 1923 roku. Szacowany ubytek ludności w tych okręgach w wyniku wojny i jej następstw wyniósł więc około 182,33 tys. osób. Dodatkowo, w wyniku zagarnięcia przez Polskę etnicznie litewskich ziem Sudowii, Litwa utraciła większość ludności powiatu sejneńskiego i cały powiat suwalski, tj. 176,7 tys. osób, a biorąc pod uwagę potencjalny 10-letni przyrost naturalny i mechaniczny, ubytek ten mógł wynieść ok. 207,6 tys. osób. Tak więc w wyniku wojny i jej następstw Litwa straciła na etnicznych ziemiach Sudowii około 390 tys. mieszkańców. Tutaj, na pradawnej ziemi sudowskiej, otworzyło się prawdziwe, straszne piekło wojny, stworzone przez geniusz człowieka i piekielną maszynę artylerii, którą rozpętał. Wyli z niego nie tylko żołnierze i ukrywający się ludzie, ale także nasi przodkowie, pochowani na cmentarzach w Marvelė, Pakalniškiai i innych miejscach pochówku, starożytni Sudowowie osady Jiesia, którzy pozostawili nam odbicie swoich duchów w pięknych dolinach archaicznej nazwy szybkiej, energicznej, życiodajnej i odświeżającej duszę rzeki Eisija-Eisia-Jiesia, drżeli w ziemi i w swoich grobach. A gdzie jeszcze nazwy Szeszupa, Aista, Anča, Kirsna, Szyrwinta i innych rzek naszego regionu, z najgłębszymi warstwami dziedzictwa duchowego, które zostały uczczone przez Maironisa i innych poetów? Pokłady duchowego dziedzictwa były, są i będą źródłem siły narodu, która zjednoczyła ludzi w celu wzmocnienia litewskiej tożsamości, przezwyciężenia niemieckiej okupacji i zapewnienia siły do odbudowy państwa narodowego. Post scriptum Położenie geograficzne naszego regionu Sudowii i ówczesne okoliczności historyczne sprawiły, że gdy stała się ona terytorium guberni suwalskiej Imperium Rosyjskiego, położonej na granicy rodzącego się potężnego Cesarstwa Niemieckiego Prus, była pierwszą z etnicznych ziem Litwy, która musiała doświadczyć straszliwej utraty ludzi, zniszczenia miast, wsi i majątków, a także ogromnych przeżyć duchowych, strat moralnych i cierpień Wielkiej Wojny. Sto lat dzieli nas od piekła wyniszczającej wojny, która szalała na naszych ziemiach w latach 1914-1915, a czas coraz bardziej oddala od nas bolesne straty tamtego wieku. Być może straty tamtych czasów można by pozostawić w zapomnieniu. Ale jak wtedy spojrzymy na naszą teraźniejszość, a tym bardziej na naszą przyszłość, zapominając o naszej przeszłości? Z tych właśnie pobudek i niejako w odpowiedzi samemu sobie, przedkładam czytelnikowi ten niewielki artykuł poświęcony stratom i cierpieniom, jakich doznali nasi rodacy w wyniku wojny sprzed stu lat. Jednocześnie należy zauważyć, że z tego, co zdążyłem się zorientować, historycy niewiele i tylko fragmentarycznie piszą o walkach, które spustoszyły naszą ziemię, oraz o ogromnych stratach duchowych i materialnych, które z tego wynikły, tak jakby Sudowia nie była najstarszą częścią litewskiej kultury etnicznej. Taka opinia osłabia naszą duchową i patriotyczną świadomość oraz utrudnia głębsze i bardziej znaczące zrozumienie wspaniałości odbudowy niepodległego państwa litewskiego i jego znaczenia dla przyszłości narodu. Literatura Bulota A. Rusijos dūmos atstovas, Lietuvos mokslų akademijos biblioteka. Čepėnas, P. Naujųjų laikų Lietuvos istorija, I, II t. 1986, fotogr. leidimas 1992. Eidintas, A. 1990. Antanas Smetona, Vilnius. Generolo J. Žemaičio karo akademija. Karo archyvas, t. XXV, Vilnius, 2010. Gimžauskas, E. 2003. Baltarusijos veiksnys formuojantis Lietuvos valstybei 1915–1923 m. Gimžauskas, E. (sudarytojas). 2004. Lietuva vokiečių okupacijoje Pirmojo pasaulinio karo metais, 1915–1918. Lietuvos nepriklausomos valstybės genezė. Gimžauskas, E. Vokiečių demokratijos šauklys M. Erzbergeris Vasario 16-osios kontekste. Ginteris, A. 1970. Lietuva caro ir kaizerio naguose, Čikaga. Gliožaitis, A. 2013. Mažosios Lietuvos žemė XVIII –XX a. dokumentuose ir žemėlapiuose. Gairės. Gliožaitis, A. 2008. Lietuvos administracinis suskirstymas žemėlapiuose. Nuo seniausių laikų iki XXI a. pradžios. Grinius, K. 2005. Atsiminimai ir mintys, Marijampolė. Horch, M. 2012. Mažosios Europos tautos, Vilnius. Istorija pervoi mirovoi voiny 1914–1918, 2 t., Moskva, 1975. Jokantas, K. Suvalkų Kalvarijoje vokiečių okupacijos metu (1914–1918). Karo archyvas, t. VIII, Kaunas, 1937. Jučas, M. 2000. Lietuvos ir Lenkijos unija. Kaštelionis, B. 2002. Dainava. Seinų kraštas, Vilnius. Klimas, P. 1979. Iš mano atsiminimų, Lietuvos enciklopedijos leidykla. Klimas, P. Lietuva, jos gyventojai ir sienos (1917 m.). Liekis, A. 2011. Juodieji Lietuvos istorijos puslapiai, t. 1. Liekis, A. 2007. Lietuvių tautos prisikėlimas. Lietuvos gyventojai. 1923 m. rugsėjo 17 d. surašymo duomenys. Lietuvos Respublika. Finansų ministerija, Centrinis statistikos biuras, Kaunas, 1926. Lietuvos istorija, t. 5, 2013. Lietuvos istorijos šaltiniai, t. 1, 2, 3, Vilnius, 1955–1958. Lietuvos Valstybės Tarybos protokolai 1917–1918. Sudarė A. Eidintas, R. Lopata. Lietuvos istorijos institutas, Vilnius: Mokslas, 1991. Marcinkevičius, J. 1990. Kudirkos Naumiestis ir jo apylinkės Pirmojo pasaulinio karo metais, Mintis. Meždunarodnaja konferencija. Predposilki Pervoi mirovoi voiny. Sbornik dokladov 9-11 ijulia 2013 g., Vilnius. Miškinis, A. 1998. Kudirkos Naumiestis, Vilnius. Neznamov, A. 1922. Strategičeski očerk voiny 1914-1918. Period s 12(25) nojabria 1914 po 15(28) marta 1915 g., d. 3, Moskva. Pamiatnaja knižka Suvalskoi guberniji. 1913 god. Pasaulio istorijos atlasas, t. 2. Pociūnas, A. 2013. Ad boini u Kovenskoi kreposti. 1915 god. Smetona, A. 1990. Rinktiniai raštai, Kaunas. Statistinės žinios apie Lietuvą ligi karui 1914 m. Prekybos ir pramonės ministerijos Bendros statistikos departamento leidinys, Kaunas, 1919. Subačius, K. 2009. Marijampolės miestas, Marijampolė. Subačius, K. 2006. Sūduvos kraštas nuo priešistorinių laikų iki XX a. III dešimtmečio, Marijampolė. Vaitekūnas, S. 2011. Justinas Staugaitis, Vilnius. Vaitekūnas, S. 2006. Lietuvos gyventojai: Per du tūkstantmečius, Vilnius: Mokslo ir enciklopedijų leidybos institutas. Visuotinė lietuvių enciklopedija.