Wołyniowi’43 poświęcono okrągły stół 23 czerwca w Łucku odbył się okrągły stół pt. «„Wołyń’43 – wspólny ból” Ukraińsko-Polskiego Forum Naukowego „Wołyńska Platforma Dialogu”», poświęcony 80. rocznicy Rzezi Wołyńskiej. Odnośnie terminologii: prezentując wypowiedzi uczestników okrągłego stołu posługujemy się definicjami (konflikt, tragedia, konfrontacja, akcja), których używali prelegenci w swoich wystąpieniach. Wydarzenie zostało zorganizowane przez Wołyński Memoriał imienia Wasyla Stusa, Fundację Charytatywną «Dziedzictwo Przyszłości» oraz Wołyńskie Muzeum Krajoznawcze. Moderatorem był Oleksandr Żuk, prezes wołyńskiego oddziału Ogólnoukraińskiej Organizacji Praw Człowieka Memoriał imienia Wasyla Stusa. Organizatorzy spotkania postawili sobie za cel potępienie zbrodni z okresu II wojny światowej, wyrażenie współczucia ofiarom z obu stron, określenie stanowiska społeczeństwa wołyńskiego wobec Tragedii Wołyńskiej oraz znalezienie dróg do porozumienia i pojednania. Choć mimo deklarowanej nazwy (Ukraińsko-Polskie Forum Naukowe) na wydarzeniu nie pojawił się ani jeden przedstawiciel Polski, dyskusję można nazwać gorącą, ponieważ poglądy prelegentów na omawiane zagadnienia znacznie się między sobą różniły. Obrady okrągłego stołu otworzyła dr hab. prof. Ludmyła Strilczuk. Jednym z głównych obszarów jej zainteresowań naukowych są stosunki ukraińsko-polskie oraz problematyka pamięci historycznej. Ludmyła Strilczuk kieruje Katedrą Historii Powszechnej i Filozofii Wołyńskiego Uniwersytetu Narodowego imienia Łesi Ukrainki (WUN), a także przewodniczy wołyńskiej regionalnej organizacji Ogólnoukraińskiego Towarzystwa «Proswita» imienia Tarasa Szewczenki. «Konflikt ukraińsko-polski, który miał miejsce w czasie II wojny światowej na Wołyniu i w Galicji, jest tragedią dla obu narodów. A okrucieństwa popełnione przez wojska rosyjskie na terytorium obwodu kijowskiego w obecnej wojnie, m.in. w Buczy i Irpieniu, na wschodzie Ukrainy, aktualizują ją i przypominają o tych krwawych wydarzeniach, które miały miejsce na Wołyniu podczas II wojny światowej» – wskazała analogię uczona. Jak zauważyła, problem konfrontacji polsko-ukraińskiej stał się, zwłaszcza w ostatnich latach przed inwazją rosyjską, przedmiotem potężnych manipulacji strony trzeciej, czyli federacji rosyjskiej. Jako przykład podała zniszczenie przez wandali pomnika w Hucie Pieniackiej w obwodzie lwowskim 8 stycznia 2017 r. Zanim mieszkańcy wsi odkryli zniszczenia, film przedstawiający rozbite płyty już pojawił się na rosyjskich kanałach YouTube. Ważnym czynnikiem, który uniemożliwia ustalenie prawdy, zdaniem Ludmyły Strilczuk, jest manipulacja mająca na celu sztuczne zawyżenie liczby ofiar. Pani profesor podała następujące dane: w Ochnówce koło Włodzimierza postawiono krzyż pamięci 167 zamordowanym Polakom, podczas gdy we wsi mieszkały tylko trzy rodziny polskie. W Dominopolu na Wołyniu podobny krzyż postawiono 490 Polakom, chociaż dane polskich historyków Siemaszków mówią o mieszkających we wsi około 200 Polakach, badania Ukraińca Iwana Puszczuka mówią o 120 Polakach, a spis ludności przeprowadzony przez niemieckie władze okupacyjne za rok 1941 podaje, że ogólna liczba mieszkańców wsi wynosiła 180 osób. Anatolij Kurnosow z Centrum Studiów Politycznych «Doktryna» (Kijów) mówił o problemach współczesnych stosunków polsko-ukraińskich: «Nasze kraje w ciągu ostatniego półtora roku wojny pokonały szlak zbliżenia o wiele dłuższy niż w poprzednich trzydziestu latach i wypełniły nasze strategiczne partnerstwo rzeczywiście realnym znaczeniem». «Wydaje się, że w tym momencie nie powinno być już powodu, by wątpić w uczciwość naszych wzajemnych intencji. Jest między nami szczery dialog, być może nie zawsze nagłaśniany, żeby nasz północno-wschodni sąsiad tego nie wykorzystywał. Lecz jeśli my, Ukraińcy i Polacy, odczuwamy niechęć do prowadzenia tego dialogu lub nie ufamy naszemu partnerowi, sojusznikowi i przyjacielowi, to już to samo oznacza, że w wojnie kognitywnej, jaką Rosja prowadzi z Ukrainą i Polską, walce o naszą świadomość wróg już robi postępy. Wpływa to na myślenie, a co za tym idzie na zachowanie» – podkreślił ekspert. Jego zdaniem federacja rosyjska nadal uważa temat Wołynia za jedną z najważniejszych narracji, którą można wykorzystać przeciwko Ukrainie. Dlatego, choć trudno i boleśnie mówić o tragicznej przeszłości, nie można milczeć, bo ciszą posługuje się wróg. «On za nas wypełnia przestrzeń informacyjną, którą powinniśmy byli uformować sami. Dlatego po prostu jesteśmy zobowiązani o tym mówić» – wyraził swoją opinię prelegent. Anatolij Kurnosow uważa upamiętnianie ofiar i miejsc pamięci, a także towarzyszące im badania i dyskusje, bez względu na ich złożoność, za sposób dialogu o niezagojonych ranach Wołynia. Dyplomacja na poziomie organizacji publicznych, platform eksperckich i kontaktów osobistych jest niezwykle ważna. Jego zdaniem takie spotkania jak okrągły stół są potrzebne. Ekspert wezwał obie strony dialogu do zachowania rozsądku i dążenia do zrozumienia emocji drugiej strony. «Nie powinniśmy stawać się zakładnikami historii przeszłości, tworząc historię przyszłości. Uważam, że sam dialog historyków nie wystarczy, dialog powinien być wielowymiarowy» – podsumował. Dziennikarz i badacz polskiego dziedzictwa na Ukrainie Dmytro Antoniuk skupił się w swoim wystąpieniu na praktycznych propozycjach: «Jest już precedens, a mianowicie zezwolenie na ekshumację w Puźnikach na Tarnopolszczyźnie udzielone Fundacji Wolność i Demokracja. Ponieważ obecny okrągły stół odbywa się pod patronatem Wołyńskiej Obwodowej Administracji Wojskowej, apeluję do jej przedstawicieli o otwartość i o zezwolenie na przeprowadzenie ekshumacji na terenie obwodu wołyńskiego mimo wojny w Ukrainie i wszechobecnego zagrożenia. Takie ekshumacje można robić wspólnie, bo właśnie to może nas, Ukraińców i Polaków, zbliżyć. Pomoże to również zmniejszyć liczbę oskarżeń z obu stron, które padają i będą padać jeszcze częściej wraz ze zbliżaniem się tej smutnej rocznicy». Już samo deklarowanie chęci współpracy Ukraińców w kwestii ekshumacji może przynieść wiele korzyści obu narodom, przekonuje Dmytro Antoniuk. «Jako korespondent polskiego radia «Wnet» byłbym jednym z pierwszych, który nagłaśniałby to na żywo i wszędzie, gdzie to możliwe» – kontynuował. «Inicjatywy podejmowane na miejscu przez zwykłych Ukraińców, takie jak sprzątanie polskich cmentarzy i miejsc pamięci, są również niezwykle ważne i pożyteczne w naszej wspólnej polsko-ukraińskiej sprawie. Jest to niezwykle aktualne teraz, kiedy najpierw z powodu pandemii, a teraz z powodu wojny, Polacy nie są w stanie uporządkować tych nekropolii. Takich inicjatyw powinno być więcej, należy je wspierać, bo podobnych miejsc na Wołyniu jest bardzo, bardzo dużo» – podkreślił w swoim wystąpieniu Dmytro Antoniuk. Dr hab. prof. Oksana Kaliszczuk z WUN, autorka licznych publikacji na temat konfrontacji ukraińsko-polskiej w czasie II wojny światowej oraz polityki pamięci uważa, że zakrojona na szeroką skalę inwazja rosyjska dała pewną szansę na rozwiązanie historycznych sporów i wojen pamięci między Polską a Ukrainą, bo stworzyła zupełnie nową rzeczywistość: «Początkowo była nawet myśl, że ta wojna odsunie na bok temat konfrontacji w czasie II wojny światowej. Jest to jednak złudzenie i są ku temu powody. Przede wszystkim jest w Polsce część społeczeństwa – mała, ale bardzo głośna – która nigdy nie pozwoli, aby ten temat został rozwiązany. Po drugie, w 2016 r. [w Polsce] dzień 11 lipca stał się datą państwową. Dlatego w naszych poszukiwaniach sposobów dialogowania powinniśmy mieć świadomość, że ten temat w żadnym wypadku nie zniknie». Zdaniem uczonej temat ma co najmniej trzy wymiary – akademicki, polityczny i społeczny. I każdy z nich ma swoje problemy. W aspekcie naukowym, mimo wszystkich wspólnych wysiłków polsko-ukraińskich, wciąż istnieją pytania, na które nawet eksperci nie są w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Kolejna przeszkoda też jest dość oczywista, bo zawsze znajdą się siły polityczne, które będą próbowały wykorzystać ten temat w swoich interesach. Oksana Kaliszczuk utrzymuje, że dialog publiczny składa się z komponentu oficjalnego, czyli państwowego, i interpersonalnego. «Musimy zdać sobie sprawę, że na żadnym z tych poziomów nie osiągniemy zgody. Dlatego, moim zdaniem, konieczne jest pójście w następującym kierunku. Po pierwsze: omawiać i rozwijać w miarę możliwości te tematy, te aspekty, które nie powodują dyskusji. Na przykład tematyka ratowania Ukraińców przez Polaków i Polaków przez Ukraińców. Po drugie: jak główni gracze, czyli ZSRR i III Rzesza, wpływali na stosunki polsko-ukraińskie» – wyjaśniła swój punkt widzenia. Uważa też, że dialog jest możliwy tylko na zasadzie parytetu. Jej zdaniem w żadnym wypadku nie może być tak, że dla wsparcia w tej wojnie Ukraina szłaby na ustępstwa w kwestiach historycznych, powinna to być rozmowa równych sobie: «Musimy zgodzić się na prawo każdej ze stron do posiadania własnej wizji punktów spornych, a nie szukania punktów wspólnych, bo te poszukiwania dziś raczej nic nie dadzą. Ale poszukiwania muszą być wspólne: wspólne konferencje, wspólne ekshumacje». Oksana Kaliszczuk uważa również, że aby prowadzić równy dialog, Ukraina powinna przenieść problematykę Wołynia’43 z poziomu regionalnego na krajowy, a także szukać nowych sposobów prowadzenia dialogu. «Sformułowanie „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” nie sprawdziło się w naszym przypadku. Potrzebne jest nowe podejście. Musimy wychodzić z założenia, że na razie każdy naród ma prawo do własnej prawdy, do własnej wizji wydarzeń» – reasumowała swoje wystąpienie. Dr hab. prof. Mykoła Łytwyn z Lwowskiego Centrum Badań Stosunków Ukraińsko-Polskich Instytutu Ukrainistyki imienia Iwana Krypiakiewycza Narodowej Akademii Nauk Ukrainy tak opisał źródło konfliktu polsko-ukraińskiego: «Zgadzam się z tym, że przed II wojną światową nie było wyraźnej etniczno-społecznej ani międzynarodowej polsko-ukraińskiej konfrontacji. Tutejsi Polacy i Ukraińcy żyli w zgodzie. Stopień napięcia w stosunkach podnieśli koloniści-osadnicy, którzy otrzymali rozparcelowane duże działki ziemi, do których rościli sobie pretensje miejscowi zubożali chłopi. Kolejnym czynnikiem jest polityka pierwszych Sowietów, której towarzyszyły masowe histeryczne kampanie przeciwko Polakom. Przedstawiano ich wszelkimi dostępnymi metodami jako archetypowych wrogów Ukraińców». Jednocześnie, jak zauważył prelegent, represje skierowane były przeciwko obu narodom w mniej więcej równym stopniu. Jako przykład podał dane z badań Mykoły Kuczerepy, który przemawiał przy okrągłym stole nieco później. Według tych danych w latach 1939–1941 represjonowano ok. 21 tys. Polaków i ok. 20 tys. Ukraińców. Krwawe masowe zbrodnie stały się codziennością: wycofując się Sowieci rozstrzelali około 20 000 osób, a wkrótce Niemcy dokonali eksterminacji około 200 000 Żydów. «Oba reżimy, nazistowski i stalinowski, są odpowiedzialne za masowe mordy na początku II wojny światowej. Władzom nazistowskim nie udało się zapobiec i zneutralizować ukraińsko-polskiej konfrontacji zbrojnej. Według prawa międzynarodowego to one są odpowiedzialne za anarchię i brak kontroli na Chełmszczyźnie, Wołyniu i w Galicji» – uważa Mykoła Łytwyn. Według niego czynniki nazistowskie i sowieckie często stawały się katalizatorami konfrontacji ukraińsko-polskiej, a czynnik międzynarodowy był w niej minimalny. Wyróżnił także czynnik społeczny (walkę o ziemię, konfrontację z osadnikami) oraz polityczny (walkę obu partyzantek o odzyskanie niepodległości i włączenie ziem między Sanem, Bugiem i Zbruczem do własnego państwa). Naukowiec stwierdził: oba kierownictwa (ze strony polskiej – dowództwo Armii Krajowej i przedstawiciele rządu na uchodźstwie w Londynie, ze strony ukraińskiej – kierownictwo OUN i dowództwo UPA) nie były w stanie dojść do porozumienia, choć przez całą wojnę między dwoma partyzantkami toczył się dialog. Na ten temat zwrócił uwagę w swoich badaniach jego kolega Andrij Bolanowski. Profesor wskazał też na czynnik kryminalny, gdyż według niego w rabunkach, mordach i pogromach z obu stron zaangażowanych było wiele elementów przestępczych. «Nie sądzę, że każdy z nas teraz za każdym razem musi żałować za zbrodnie rzekomo popełnione przez Ukraińców i Ukrainę niebędące w tamtym czasie podmiotami, ale faktycznie występujące jako przedmioty tragedii. Odpowiedzialność prawną ponoszą przede wszystkim organizatorzy tej wojny. Jednocześnie aprobujemy wyrazy skruchy i publiczne przeprosiny» – mówił profesor. Na zakończenie swojego wystąpienia podziękował Polsce i Polakom za wszechstronną i nieocenioną pomoc, jaką Ukraina otrzymała w pierwszych dniach wojny i którą otrzymuje do dziś. «Zbrodnie wojenne nie mają usprawiedliwienia, niezależnie od tego, kto je popełnił. Ta logika powinna być obecna w naszych ocenach. Ale trzeba też zdać sobie sprawę, że rola pamięci historycznej w społeczeństwach naszego regionu bałtycko-czarnomorskiego jest inna. Mówienie o pamięci historycznej bez kształtowania własnych interesów narodowych to jest to samo, co noszenie w garściach wody z Dniepru czy Sanu do naszych ukraińskich oleszkowskich piasków» – powiedział Jewhen Magda, dyrektor Instytuty Polityki Światowej w Kijowie. «Pozwoliłbym sobie na przypuszczenie, że strony polskiej nie interesuje liczba ofiar. Wspólna tragedia konsoliduje naród. I my musimy mówić o weryfikacji liczb i ekshumacji jako geście dobrej woli, bo dopuszczenie polskiego IPN-u, organu państwowego pełniącego de facto funkcje organu wymiaru sprawiedliwości, na terytorium Ukrainy postawi oczywiste pytania o podmiotowość państwa ukraińskiego. A Kreml zareaguje na to bardzo szybko» – kontynuował analityk. «Nie możemy i nie będziemy sądzić zmarłych, musimy dać humanistyczną ocenę wydarzeń historycznych, które miały miejsce. Ale walka z ksenofobią i nienawiścią to dzisiaj nasza wspólna odpowiedzialność. Poprzednia wojna toczyła się o terytoria, a obecna – głównie o mózgi. Ukraina powinna wywołać zapotrzebowanie na współczesny prometeizm w Polsce i go podtrzymywać. Właśnie to może być celem naszego dialogu» – zakończył swoje przemówienie Jewhen Magda. Prof. Mykoła Kuczerepa, kierownik Centrum Studiów Ukraińsko-Polskich na WUN imienia Łesi Ukrainki, zwrócił uwagę, że mimo trwającego przez dziesięciolecia dialogu, nie widać w nim zauważalnych zmian: naukowcy z obu krajów osiągnęli wiele, ale nie doszli do porozumienia w sprawie przyczyn tragedii wołyńskiej. Jednocześnie, jak podkreślił prelegent, problem Wołynia wpisuje się w znacznie szerszy kontekst wszystkich terytoriów, na których razem mieszkali Ukraińcy i Polacy: Galicję Wschodnią, Chełmszczyznę, Podlasie, Nadsanie, Łemkowszczyznę. Zdaniem profesora korzenie konfliktu mają bardzo dawną historię, sięgającą XIV wieku. Innym jego źródłem mogą być doświadczenia przegranej przez Ukraińców wojny polsko-ukraińskiej 1918–1919, w wyniku której II Rzeczpospolita była w oczach Ukraińców jedną z głównych przeszkód w budowaniu własnego państwa narodowego. Kolejnym czynnikiem, według niego, były niestabilne okoliczności polityczne po I wojnie światowej, które pozbawiły Ukraińców własnej państwowości. Jeszcze jednym powodem była polityka narodowa międzywojennej Polski, kraju, który w drugiej połowie lat 30. stał się autorytarny. W tym kontekście historyk wspomniał o pacyfikacji i zniszczeniu cerkwi na Chełmszczyźnie. To jego zdaniem wzniecało ogień konfliktu polsko-ukraińskiego, który umiejętnie podsycały zarówno III Rzesza, jak i ZSRR. «Często pomijamy fakt, że zarówno Polacy, jak i Ukraińcy stali się narodami bezpaństwowymi podczas II wojny światowej. Dlatego formy i metody ruchu wyzwoleńczego były dyktowane przez silniejsze podmioty, przede wszystkim przez niemieckich najeźdźców i sowieckich partyzantów. Przez całą wojnę polscy przywódcy nie zrezygnowali z roszczeń do ukraińskich ziem etnicznych. Naszym zdaniem to właśnie postawa Polaków, a nie radykalny nacjonalizm OUN Bandery i kierowanej przez nią UPA, stała się głównym powodem działań zbrojnych przeciwko ludności polskiej w latach 1943–1944. Ważne było też demoralizujące oddziaływanie wojny, kiedy zapomniano o przykazaniu „nie zabijaj”» – mówił Mykoła Kuczerepa. Zauważył również: konflikt był obustronny, bo ginęli zarówno Ukraińcy, jak i Polacy, a obie strony zarówno się broniły, jak i atakowały. «Powinniśmy potępić konflikt międzyetniczny, który doprowadził do Tragedii Wołyńskiej i złożyć kondolencje rodzinom tych, którzy zginęli w czasie II wojny światowej. Zasada „Wybaczamy i prosimy o przebaczenie” zaproponowana przez papieża Jana Pawła II pozostaje aktualna, ale powinny to być przeprosiny z obu stron, bo obie strony zostały skrzywdzone» – zaapelował prelegent. Duże zainteresowanie uczestników stołu wzbudziło wystąpienie Jurija Kazmiruka, wykonawcy pomnika w Porycku (Pawłówce), który w 2003 r. był wiceprzewodniczącym Wołyńskiej Obwodowej Administracji Państwowej. Opowiedział o procesie budowy oraz podzielił się zachowanymi dokumentami z tego czasu (więcej na str. 10). Przypomnijmy, że pomnik pojednania polsko-ukraińskiego odsłonili w 2003 r., w 60. rocznicę Zbrodni Wołyńskiej, prezydenci Leonid Kuczma i Aleksander Kwaśniewski. «Wdrażałem w życie idee i propozycje, które głosicie wy, naukowcy i publicyści. To było bardzo, bardzo trudne: zmierzyłem się z prozaiczną rzeczywistością. Dosłownie każdy krok musiał być skoordynowany, ale współpraca była bardzo efektywna» – powiedział Jurij Kazmiruk. Zauważył, że porównując tamte czasy z teraźniejszością, wydaje mu się, że dynamika stosunków między Polakami a Ukraińcami w niektórych momentach stała się negatywna i że warto byłoby zachować przyjazne stosunki. «Wolałbym też, żeby na tym naszym spotkaniu byli obecni przedstawiciele władz» – podsumował. Ostatnim prelegentem był Jurij Kresak, prezes Fundacji Charytatywnej «Dziedzictwo Przyszłości», jeden z głównych organizatorów wydarzenia. Zaznaczył, że to nie historycy obu krajów, ale urzędnicy i biznesmeni będą mogli znacznie szybciej i sprawniej dojść do wspólnego stanowiska. Trzeba szukać praktycznych kroków, może nie globalnych, małych, ale skutecznych. «Proponuję, aby zaangażowali się profesjonaliści. Bardzo mi podoba się teza o zaangażowaniu zawodowych archeologów i kryminologów, bo jak tylko będzie pozwolenie na ekshumacje, to od razu strona trzecia będzie chciała z tego skorzystać. Natomiast udokumentowanie wyników wykopalisk uniemożliwi manipulację» – podkreślił prelegent. Jurij Kresak mówił także o dobrych praktykach, które już istnieją w różnych miejscowościach, kiedy polskie wspólnoty w Polsce opiekują się ukraińskimi cmentarzami, a ukraińskie na Ukrainie polskimi. «Takie inicjatywy należy wspierać i pielęgnować» – uważa. Sugestie Jurija Kresaka na temat dokumentowania pochówków przez specjalistów wywołały gorącą dyskusję na temat ustalenia liczby ofiar. Jedną z propozycji było całkowite zrezygnowanie z umieszczenia takich liczb na pomnikach. «Nie da się określić liczby ofiar na podstawie ekshumacji» – powiedziała Oksana Kaliszczuk, którą poparli inni historycy. Ponadto obecni zauważyli, że na Ukrainie nie ma niezbędnej liczby specjalistów, zwłaszcza kryminologów i antropologów. Następnie został omówiony problem upolitycznienia napisów na pomnikach. Uczestnicy dyskusji zwrócili uwagę na to, że stawianie pomników jest regulowane przez odpowiednie dokumenty prawne i że własne upodobania są tu nie na miejscu. Jewhen Magda zwrócił również uwagę na konkretne rozwiązania stosowane w krajach zachodnich i USA. List otwarty skierowany przez uczestników okrągłego stołu do społeczności można przeczytać na stronie internetowej «Monitora Wołyńskiego»: https://monitorwolynski.com/pl/news/ 5015-list-otwarty-woylyn-43. Tekst i zdjęcia: Anatol Olich