Ukrainę i Polskę znowu połączył jazz W tym roku zima na Ukrainie i w Polsce zaczęła się od jazzu. Od 1 do 11 grudnia w dziesięciu miastach obu państw trwał ХІ Międzynarodowy Festiwal «Jazz Bez – 2011». Tradycyjnie w Łucku «Jazz Bez» odbył się w Teatrze Lalek. Zdaniem organizatorów, w tym teatrze jest przyjemna atmosfera muzyczna, dobra akustyka i piękny hol, gdzie można w czasie przerwy wypić kawę i porozmawiać. Jeszcze jedną tradycją festiwalu jest wsparcie Konsulatu Generalnego RP. – Dzięki Konsulatowi Łuck ma dwa dni świąt. Jest to nie tylko zwykły patronat, lecz przede wszystkim wsparcie finansowe, tysiące euro wpłacane ludziom przybywającym do nas z innych krajów – zauważył na konferencji prasowej Oleg Bakowski, prezes Łuckiego Klubu Jazzowego i współorganizator łuckiej części «Jazz Bez». Jaki jest kosztorys festiwalu organizatorzy nie podali, jednak pan Bakowski zauważył, że «to nie jest jeden tysiąc czy dwa, lecz o wiele więcej». – Kiedyś zadzwonił do mnie Krzysztof Sawicki i zaproponował, żebyśmy zorganizowali bezpłatny wstęp na festiwal. Ale według mnie, należałoby pobierać chociaż minimalną opłatę za wejście. Uważam, że bilety w cenie 15 i 40 hrywien na taką imprezę, gdzie występuje John Beasley – to jest za darmo. Jak powiedział współorganizator łuckiej części «Jazz Bez», prezes organizacji pozarządowej «Jednannia» Wiktor Grysiuk, środków od sprzedanych biletów wystarczy zaledwie na wyżywienie muzyków. – Unikalność festiwalu polega na tym, że muzycy nie są pracownikami przybywającymi tutaj z powodu pieniędzy, lecz mają na celu dostarczenie ludziom sztuki. Nasze wynagrodzenia są też o wiele mniejsze, niż te, które zwykle otrzymują muzycy – dodaje pan Grysiuk. Konsulat Generalny RP w Łucku bierze udział nie tylko w dofinansowaniu festiwalu «Jazz Bez», ale też w jego części kreatywnej. Wśród głównych organizatorów festiwalu jest konsul Krzysztof Sawicki. – Festiwal «Jazz Bez» wymyśliliśmy wspólnie z kolegami, gdy jeszcze pracowałem we Lwowie – opowiada Krzysztof Sawicki. – Szczerze mówiąc, to ja wymyśliłem nazwę. Pamiętam, potrzebowaliśmy dla festiwalu bardzo dużo pieniędzy i tutaj wszystkim powiedziałem: «Mam!». Pytają: «Pieniądze?» Mówię: «Nie, nazwę festiwalu» – żartuje pan konsul. – Dzięki Bogu, w tym roku mamy już 11. festiwal. – Osobliwością festiwalu jest wspólnota muzyków połączonych w jednym projekcie – opowiada Oleg Bakowski. – Dużo ludzi uważa, że jazz jest trudny do odczytania. To jest prawda. Ale musimy zmieniać mentalność Ukraińców. Dla przykładu, Polska jest krajem jazzowym, gdzie istnieje poważna szkoła, potencjał nauczycieli. U nas jest wszystko względne i to jest nieszczęście dla Ukrainy. Jazzu nie trzeba lubić, trzeba go rozumieć. Jeśli ktoś rozumie jazz, proszę mi wierzyć, to są absolutnie inni ludzie. «Jazz Bez» łączy również różne style jazzowe: swing, fusion, bebop, jazz rock, funk, cool, free jazz. Wiktor Grysiuk «Jednannia», uważa, że podobne festiwale jazzowe powinny być organizowane w Łucku częściej i w ten sposób mogłyby poprawiać wizerunek naszego miasta. – Łuck często kojarzy się z Zamkiem Lubarta. Ale jeden zamek to za mało. Powinniśmy pokazywać, że mamy nie tylko ściany i mury. W tych ścianach jeszcze coś się dzieje – dodał pan Wiktor. – Festiwal «Jazz Bez – 2011» to wydarzenie na skalę międzynarodową. Zaproszeni na festiwal goście podkreślają jego wysoki poziom – dodaje Anatolij Parchomiuk, deputowany Łuckiej Rady Miejskiej, wiceprezydent Łuckiego Klubu Jazzowego. – Jako deputowany będę dbał o to, żeby był on wspierany przez władze, w tym też w zakresie finansowym, bo na samym entuzjazmie daleko nie zajedziesz. A na dłuższą metę ten festiwal zostanie włączony do programu rozwoju kultury miasta. Jazzowe koncerty w Łucku w ramach festiwalu „Jazz Bez” odbywały się 2 i 3 grudnia. Pierwszego dnia festiwalu wystąpili Łucczanie z „Luchesk Band”, wspólny ukraińsko-amerykańsko-kanadyjski zespół „Michael Balog Sextet”. Najbardziej oczekiwanym gościem pierwszego dnia festiwalu był John Beasley, który wystąpił wspólnie z Polakami, Łukaszem Mokowskim i Tomkiem Torresem i ukraińskim gitarzystą Eugeniuszem Pugaczowym. Ukraiński zespół „Słomiany dzwonek”, rosyjski „Fusion Point” i polski „Levity” wystąpili w drugim dniu koncertowym. Wykwintne, energiczne, emocjonalne… Brakuje słów, żeby opisać wszystkie uczucia, które wywoływały kompozycje jazzowe. W pierwszy wieczór zadziwił kontrabasista Łukasz Mokowski, który swoim mistrzostwem i talentem zmusił widzów do uważnego śledzenia każdego ruchu jego rąk. Zachwyt wzbudzała także zaproszona na scenę dla jem session pianistka Natalia Lebiediewa, która była obecna na koncercie jako widz. Drugi dzień usatysfakcjonował wszystkie estetyczne zapotrzebowania łuckiego słuchacza. Brak pustych miejsc w sali teatru świadczył o tym, że festiwal „Jazz Bez” ma w Łucku swojego wiernego słuchacza. Ania TET