Miejsce kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Hucie Stepańskiej Ten fotoreportaż poświęcam pamięci Michała Sawickiego, wielkiego dobroczyńcy parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Hucie Stepańskiej. Przez wieki wiara katolicka była ostoją polskości, pozwalała przetrwać czas zaborów, chroniła język, kulturę i tożsamość narodową. W 1922 r. wydzielono parafię Huta Stepańska z parafii Stepańskiej. Przybyły do Huty ks. proboszcz Wacław Nejmak rozpoczął budowę kościoła. Wspierała go ofiarnie ludność. W następnych latach kontynuował ją ks. Teodor Czaban. Kiedy jednak całą swoją uwagę skierował na budowę uzdrowiska «Słone Błoto», zaniedbując kościół, powołano na proboszcza ks. Piotra Andrykę. Czaban nie podporządkował się biskupowi, pozostał w uzdrowisku, gdzie msze święte odprawiał w prywatnej kaplicy pw. Świętej Teresy (patronka Wołynia). Nastały ciężkie czasy dla wiernych. Skłóceni księża przenieśli swoje spory na parafian, rozbijając jedność wsi. Wojna stłumiła konflikt, a przybyły z Łucka ks. dr Bronisław Drzepecki uzdrowił sytuację. Z nastaniem banderowskich czasów kościół był najważniejszym miejscem dla ludzi szukających nadziei na przetrwanie, wszystkie wydarzenia toczyły się wokół niego. Na kilka dni przed atakiem banderowców na Hutę podjęto decyzję o ukryciu naczyń liturgicznych, wotów i wszelkiego wartościowego wyposażenia. Zakładano, że wieś może zostać zniszczona i trzeba będzie ją odbudować. W blaszane kanki po mleku schowano wszystko, co można było tam zmieścić i zakopano głęboko koło Sawickiego, starannie maskując ślady. Kiedy zapadła decyzja o opuszczeniu Huty Stepańskiej 18 lipca 1943 r., przed kościołem stało kilkaset furmanek wypełnionych ludźmi i dobytkiem, formowano kolumnę do wymarszu. Ks. Drzepecki pobłogosławił wiernych, udzielił im absolucji i wyruszyli w nieznane, na zawsze opuszczając wieś. Kościół został podpalony 19 lipca 1943 r. o świcie. Ludzie ukrywający się pod Wyrką widzieli, jak płonie ich świątynia. Z przekazów ustnych wynika, że w kościele pozostała grupa ciężko rannych i starców, którzy odmówili opuszczenia Huty. Jednym z pozostałych był dziadek Jan Krawczyński. Kiedy w sierpniu do wsi przyszła z partyzantami jego wnuczka Wanda Roman, znalazła koło spalonego kościoła głowę dziadka, z charakterystyczną brodą, ciała nie było. 1. Kościół w Hucie Stepańskiej. 2. Jan Krawczyński z wnukami: Wandą, Czesławem i Ireną. Siedzą przed sklepem dziadka. Czesław i Irena jeszcze żyją. 3. Montaż obelisku na miejscu kościoła. 4. Ks. bp Marcjan Trofimiak na miejscu kościoła w 2011 r. Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ