Pod gwiazdą wigilijną... Kolejkę wesołych i głośnych zimowych świąt rozpoczyna katolicka Wigilia, którą zwykle obchodzona jest w rodzinnym gronie. Kościelne święto narodzenia Jezusa Chrystusa złączyło się z prachrześcijańskim świętem słonecznego bożyszcza Kołędy, które symbolizowało odrodzenie siły światła po najkrótszym dniu w roku. Oto co o godach opowiedzieli mi ludzie, pochodząсе z różnych miejscowości: Dańko Helena, c. Antona, 1925 r.n., wyznania greko-katolickiego, urodziła się w Polsce, w Jarosławiu: „Żyliśmy w niewielkim miasteczku Jarosław, zamieszkałym przeważnie przez Polaków i Ukraińców, stosunki między którymi były bardzo przyjazne. Dopiero podczas wojny Polacy z Ukraińcami zaczęli się kłócić, walczyć i palić jeden drugiemu chaty. Ale i Ukraińcy i Polacy byli różni. Mnie uratował polski sąsiad, chłopczyk, który późnym wieczorem przyleciał, gdym już spała, i zaczął mnie budzić: „Helko (po polsku Ołena to Helena), wstawaj, jedzie banda z lasu mordować Ukraińców”. Nim zdążyliśmy schować się w ogrodzie, jak już przyjechali, lecz nikogo nie odnaleźli. To zabrali tylko pokarm i odzież, a tak zabiliby. O, wtedy bardzośmy się przyjaźnili. (…) Polacy obchodzą Boże Narodzennie 25 grudnia, Ukraińcy – 7 stycznia. Otóż Ukraińcy witali Polaków ze świętem i w tym dniu nie prali, nie rąbali drzewo na opał, nie pukali, nie huczali, а Polacy czynili tak samo na święto ukraińskie. Wszędzie w miasteczku panował pokój, spokój i świąteczny nastrój. O, Boże Narodzenie! To dla nas, dzieci, było najweselsze, najbardziej radosne święto. Tata wnosił i ścielił na podłogę dużo żytniej słomy, a myśmy lubili biegać i tarzać się w niej. W chacie stawiliśmy choinkę, choć kosztowała ona drogo. Ubieraliśmy ją. Wycinaliśmy z papieru aniołków, różne girlandy, wieszaliśmy jabłuszka, orzeszki, kupione zabawki. Mama przygotowywała 12 postnych dań, wśród których koniecznie znajdowała się kutia, uzwar [kompot z suszonych owoców – red.] i placki drożdżowe. Pod obrus świąteczny na stole dawaliśmy siano. Przed wigilijną wieczerzą, która odbywała się późnym wieczorem, gdy na niebie pojawi się gwiazda (bo wcześniej nikt nie jadał), tata brał opłatek, który przedtem przynosił z kościoła, wedle wieku przynosił każdemu z członków rodziny, a ten kawałeczek od niego odłamywał i zjadał. A potem zaczynaliśmy jeść, najpierw kutię, a już po niej należało skusztować wszystkie dania. Posiliwszy się kolędowaliśmy, siedząc przy stole. A do krewnych i znajomych chodziliśmy kolędować następnego dnia. O tym wspaniałym święcie są moje najlepsze wspomnienia». Grycajenko Zofia (1926 r.u.), wyznania katolickiego, urodziła się we wsi Łazarówka Korostyszewskiego r-nu Żуtomierskiego оbw.: «…(W) 1947 р. otrzymałam skierowanie do pracy na wieś, w Gorodyni, rożyszczeńskiego rejonu na Wołyniu. Tutaj po raz pierwszy zobaczyłam, jak pięknie potrafią Ukraińcy obchodzić Boże Narodzenie. W komnacie, w kąciku, pod obrazami stawiano snop pszenicy lub żyta, który z wielką pobożnością ścinano i związywano w żniwa. Nazywał się ten snop „dziaduch”. Obok niego na sianie robili symboliczny żłobek dla noworodka Jezusa Chrystusa, ozdabiali go kwiatuszkami, wstążkami czy innymi dekoracjami. Stawiali urobione z różnych materiałów owce, woły, pasterki. A nad tym wszystkim – duża, rozpromieniona jaskrawym światłem gwiazda, która wskazywała ludziom na miejsce urodzenia Jezusa Chrystusa. Ładnie mijały te gody w rodzinach, gdzie panowały miłość i wzajemny szacunek. Główna rola należała do rodziców, zwłaszcza do ojca, który błogosławił całą rodzinę na obchodzenie tych pięknych bożych świąt. Mama przygotowywała 12 postnych dań, a późno wieczorem była wieczerza. Kolędowaliśmy na Boże Narodzenie po obiedzie, po powrocie z cerkwi. Przygotowywaliśmy specjalne ubrania i narzędzie: gwiazdę, która obracała się na patyku w czasie ruchu. Każdy zespół kolędników starał się, żeby jego gwiazda była najpiękniejszą. Lecz po zorganizowaniu kołchozów i na zachodzie Ukrainy powoli zaprzestali tak pięknie, jak przedtem obchodzić Boże Narodzenie, bo nowa władza nie pozwalała na to. (...) Jestem Polką, katoliczką. Dlatego dziś się bardzo cieszę, że w kościele świętych Piotra i Pawła już nie ma magazynu czy muzeum ateistycznego, a znów odbywają się nabożeństwa. W ogóle na Ukrainie w ciągu ostatnich lat zbudowano tysiące nowych świątyń, ludzie swobodnie mogą brać śluby kościelne, chrzcić dzieci, i za to ich nie wypędzają z pracy. Nawet wyobrazić nie mogłam, że co rok przed Bożym Narodzeniem do kościoła będą przywozić Ogień Betelejemski i wszyscy chętni będą mogli zanieść go do domów. Znów ożyła wiara w sercach ludzi. I tak ma być, bo jak mówi ludowe porzekadło: Bez Boga ani do proga. Zapis studentki T. Sawarynej z zebrań Katedry Filologii Polskiej WNU Łesi Ukrainki w Łucku