2010: Rok, który zabierał i dawał… Z przybliżeniem Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku każdy robi jakieś podsumowanie. 365 dni to niemały odcinek czasu dla człowieka, miasta, kraju, a nawet świata, w ciągu którego odbywają się momenty szczęśliwe i tragiczne, wesołe i smutne, neutralne i fantastyczne. Zespół redakcyjny «Monitora Wołyńskiego» postanowił podkreślić kreską kolejny finisz. Żeby pójść dalej musimy zastanowić się nad tym, co się odbyło. Postanowiliśmy przypomnieć ze swoimi wiernymi czytelnikami najbardziej pamiętne momenty mijającego roku. W 2010 obchodziliśmy wiele jubileuszy. Mijający rok był Rokiem Chopina, cały świat obchodził 200-lecie urodzin polskiego geniusza. Talent kompozytora i muzyka inspirowały najmłodszych artystów do udziału w konkursie Chopinowskim. Utalentowany Niemiec Alfred Einstein powiedział kiedyś o wyjątkowym wpływie, który Chopin wywarł na świat: «Znajdował on naśladowców nie tylko w Warszawie, lecz od Północy do Południa, od Oslo do Palermo, od Wschodu do Zachodu, od Petersburga do Paryża. Podobnie jak żaden kompozytor muzyki symfonicznej XIX wieku nie mógł nie dostrzec Beethovena, tak żaden kompozytor muzyki fortepianowej po roku 1830 nie mógł pominąć Chopina». Wiosną po raz kolejny uczciliśmy jedną z najwybitniejszych poetek współczesnej Ukrainy, Linę Kostenko. W swoich utworach jest ona zawsze młoda i optymistyczna, mimo że obchodziła już 80. urodziny. 30 lat temu w Polsce powstał związek zawodowy «Solidarność», którego działalność doprowadziła Polskę do transformacji ustrojowej. W ramach obchodów tego wydarzenia chodziliśmy do Galerii Sztuki na otwarcie wystawy plakatów «Solidarności». W 2010 uczciliśmy pamięć wielkiego Giedroycia, który zmarł 10 lat temu. Był on «przekonany o wyjątkowym znaczeniu Ukrainy w Europie Wschodniej oraz doceniał polityczne znaczenie ukraińskiego ruchu niepodległościowego, przede wszystkim z nurtu petlurowskiego. Za jeden z głównych obowiązków polskiej emigracji uważał doprowadzenie do normalizacji stosunków polsko-ukraińskich oraz wspieranie niepodległościowych dążeń samych Ukraińców». W tym roku uczciliśmy też pamięć 22 tysięcy polskich oficerów – ofiar tragedii katyńskiej. Była to już 70-ta rocznica. Czarna strona Katynia W kwietniowe dni po Świętach Wielkanocnych miała miejsce jedna z największych tragedii, która dotknęła nie tylko Polaków, ale też ludzi na całym świecie. Tragiczne dla Polaków były te dni w 1940 roku, podobnie było w 2010. Ciężko uwierzyć w to, że dzisiejszy postęp technologiczny nie może uchronić nas wtedy, gdy najbardziej tego potrzebujemy. Konsul Generalny RP w Łucku Tomasz Janik zwrócił się do obecnych w Katedrze św. Piotra i Pawła, którzy przyszli uczcić pamięć ofiar tragedii słowami: «10 kwietnia 2010 r. w godzinach porannych przy podchodzeniu do lądowania prezydenckiego samolotu doszło do jednej z największych tragedii w historii Polski. W drodze na uroczystości 70 rocznicy Zbrodni Katyńskiej w wypadku lotniczym śmierć ponieśli Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Lech Kaczyński, jego żona Maria Kaczyńska, przedstawiciele najwyższych władz państwowych (posłowie, senatorowie, ministrowie, generałowie, dyrektorzy) elita polskiego państwa. Spośród nich chciałbym symbolicznie wymienić dwie osoby: ministra Andrzeja Przewoźnika, Sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, człowieka, dzięki któremu powstał właśnie Cmentarz w Katyniu. Minister Przewoźnik był również częstym gościem właśnie tutaj na Wołyniu. Człowiek ogromnej wiedzy i kultury, któremu Polska zawdzięcza zachowanie w zbiorowej pamięci miejsc będących kamieniami milowymi naszej historii. Drugą osobą, którą chciałbym wspomnieć jest wiceminister Spraw Zagranicznych Andrzej Kremer, jeden z filarów naszego ministerstwa, do którego kompetencji między innymi należało kreowanie polskiej polityki Wschodniej. Człowiek, który miał wiele sympatii dla Ukrainy, czego wyrazem jest chociażby fakt, że to właśnie z nim jakiś miesiąc temu otwieraliśmy w Winnicy kolejny polski Konsulat Generalny w Ukrainie». «Wybierz mnie, wybierz mnie!..» Nie w każdym roku mamy wybory, a w roku 2010 mieliśmy je dwa razy: prezydenckie na początku roku oraz lokalne na jesieni. Wyniki naszych skreśleń w kabinach do głosowania zdążyliśmy już «zweryfikować». Niestety musimy konstatować, że liczba zadowolonych w naszym kraju nie zwiększyła się. A cytat z publikacji w «Monitorze Wołyńskim» pozostaje aktualnym do tej pory: «Nasze ulice są posprzątane z plakatów agitacyjnych, a z bilbordów już nie «patrzą» na nas prawie szczerym spojrzeniem setki «biedaczków», którzy chcą jednego – oddanego głosu w okręgu wyborczym na ich skromną personę. Pocztowe skrzynki nie «pękają» od nadmiaru papierowej produkcji. Ostatnie wybory osobiście dla mnie były przerażające przez to, że tak łatwo zostały wyrzucone na wiatr ogromne koszty, które przed tym zmaterializowały się w absurdalną, a jednak wiele obiecującą produkcję – telewizyjną, radiową, gazetową i broszurową, która nikomu nie była potrzebna. Gdyby tysiące, miliony hrywien zostały wydane na budowę placów zabaw, to każdy blok miałby swoje huśtawki i piaskownice. Przynajmniej choć jakiś ślad zostawiliby po sobie zadurzeni od euforii zwycięstwa tysiące chętnych do znalezienia się chociażby w jakimkolwiek fotelu deputowanego». Przypominamy też inne wybory w tym roku, polskie. Nasz zachodni sąsiad też wybierał nowego prezydenta i nowe władze lokalne, ale nie nam oceniać ich rezultaty. Nasi bohaterowie W tym roku bohaterami publikacji «Monitora Wołyńskiego» byli ludzie, którzy zasługiwali na to, żeby o ich losie dowiedzieli się czytelnicy. Opowiadaliśmy na przykład o Adrianie Kowalczuku – człowieku niezwyczajnego losu, synu petlurowskiego kapitana, polskim harcerzu, żołnierzu radzieckim, członku rodziny, która została wywieziona na Syberię, Przewodniczącym Starszyzny Kozackiego Bractwa Strzeleckiego. W rozmowie z redaktorem naczelnym «MW» Adrian Kowalczuk przyznał: «Całe życie jest przy mnie ikonka, jaką przed pierwszym powołaniem do wojska moja ciocia wycięła z albumu dziadka – Madonna Sykstyńska Rafaela. Wierzę, że ciocia podarowała mi ją ze szczerego serca. Wiele się zdarzyło ale ikona strzegła mnie i jest ze mną do tej pory». Niestety były to jedne z ostatnich słów wypowiedzianych publicznie przez Adriana Kowalczuka. Zmarł na początku 2010 roku. Łucczanin Anatolij Sierkow, który przeszedł afgańskie ścieżki podczas okropnej wojny, opowiedział nam o trudnych latach, które przeżyło wiele ludzi. Ponad 20 lat temu wojska radzieckie zostały wyprowadzone z Afganistanu, ale te wydarzenia do tej pory wywołują dławiące wspomnienia: «Trafiliśmy tam wbrew własnej woli. To, że jestem wojskowym, nie oznacza, że jestem sadystą. Nasza obecność z bronią w ręku w obcym kraju, gdzie toczy się wojna – to jest wielki grzech, z powodu którego prosimy o przebaczenie». We wrześniu pisaliśmy o prezentacji książki «Polska i Ukraina w walce o niepodległość». Dzięki temu, że ukazało się wydanie tej książki w języku ukraińskim dowiedzieliśmy wiele nowego o wielkich liderach Piłsudskim i Petlurze. Wspólna historia mogła być sprzyjającą dla tworzenia ukraińskiego państwa już 90 lat temu. Jednak los zadecydował inaczej, trzeba było jeszcze długo na to czekać. Na łamach «Monitora Wołyńskiego» «przemawiali» do społeczeństwa dyplomaci i politycy, urzędnicy i pedagodzy, muzycy i pisarze, historycy i milicjanci, studenci i emeryci. Przeglądając gazety z 2010 roku, dziwimy się ile w małej dwutygodniowej gazecie można było pokazać losów, zdążyć napisać, objąć, przeanalizować. Śpiewaliśmy i cieszyliśmy się W ciągu 2010 roku obchodziliśmy różne święta. Ponieważ w redakcji pracują obok siebie katolicy i prawosławni, religijne święta można było pomnożyć prawie dwa razy. Problem ruchu ekumenicznego można rozwiązywać tylko na papierze, albo podczas konferencji wybitnych teologów. Natomiast my obchodziliśmy święta według dwóch kalendarzy. W «Monitorze» czytelnicy mogli śledzić wiele imprez, przeprowadzanych z okazji Bożego Narodzenia, Wielkanocy itd. Podczas bożonarodzeniowego koncertu «Hej Kolędo-Колядо» wspólnie kolędowali w Katedrze św. Piotra i Pawła Polacy i Ukraińcy, Czesi i Niemcy, Ormianie i Rosjanie. Oprócz tego, razem z czytelnikami imprezowaliśmy podczas przeprowadzenia spotkania przedstawicieli mniejszości narodowych w Łucku, cieszyliśmy się Dniem Kultury Ukraińskiej w Szczecinie, słuchaliśmy jazzu podczas festiwalu «Jazz Bez». Dla nas śpiewały polskie muzyczne rodziny na Ukrainie, a Ukraińcy nie raz jeździli do Polski. My, Polacy i Ukraińcy, chodziliśmy z wizytą do Czechów, Romów, Rosjan, Żydów, wspólnie uczciliśmy pamięć poległych pod Beresteczkiem Polaków i Ukraińców. Liczne imprezy kulturalne świadczą o tym, że jesteśmy jedną rodziną z europejskimi korzeniami. Nas więcej jednoczy, niż dzieli. Podróżowaliśmy po Ukrainie i Polsce Legendarne stają się rubryki gazety «Podróżując po Wołyniu», «Podróżując po Ukrainie», «Podróżując po Polsce». «Monitor Wołyński» pomógł w inny sposób zobaczyć Równe i Dubno, Radziwiłłów i Hoszczę, Zdołbunów i Beresteczko, Ołykę i Sarny, Szack i Kijów, Hrubieszów i Zamość, Wrocław i Warszawę, Toruń i Białystok. Te szkice to symbol nierozłącznej jedności Polski i Ukrainy. MW