Polowanie na aborygenów albo Jak długo Ukraińcy będą niszczeni przez "ważniaków"? Co wieczór dowiadujemy się o tym, co dzieje się w kraju. I codziennie Ukrainą wstrząsają kolejne szokujące wiadomości o przestępstwach polegających na znęcaniu, zabijaniu, katowaniu… Największy strach wywołują te informacje, gdzie "ważniaki", przedstawiciele władz, "grube ryby" urządzają otwarte polowanie na zwykłych Ukraińców. Tylko w kryminalnym państwie, w którym działają zasady podobne do tych – z lasu, a nie społeczeństwa, możliwe są takie przypadki. Zwykli ludzie nie czują się bezpiecznie. Można ich bezkarnie rozstrzeliwać, gwałcić, wyrzucać na śmietniki, palić jeszcze żywych. Czy przypadkiem takie antyludzkie zabawy nie przypominają zabaw feudałów-kolonizatorów, którzy dla rozrywki znęcali się nad aborygenami? Skojarzenia są aż nazbyt realistyczne. Coraz częściej na Ukrainie bezczelni i rozwydrzeni przestępcy pozostają bezkarni. Tylko jawna przemoc na wielką skalę, o której udaje się otwarcie powiedzieć dziennikarzom, może być doprowadzona do prawomocnego wyroku. Poseł Łozyński, któremu zachciało się "safari", rozstrzelał na myśliwskich terenach mężczyznę z pobliskiej wsi i to w asyście miejscowych przedstawicieli organów wewnętrznych. Syn posła na Radę Najwyższą – Landik, omal nie zabił dziewczyny w restauracji. Miejscowe "grube ryby" jeżdżą swoimi dżipami i korzystają z prokuratorskich czy innych glejtów, przy okazji bezwzględnie traktując wszystkich, kto jest w pobliżu. Obecnie mamy kolejne wyzwanie dla Ukraińców: w Mikołajowie miejscowi "ważniacy" dokonali barbarzyńskiego czynu – zgwałcili i żywcem podpalili 18-letnią dziewczynę, mieszkankę miasta. Ten okrutny czyn i możliwość uniknięcia przez nich kary, wywołał społeczne oburzenie. Czy ludziom, żeby wymusić wykonanie przez przedstawicieli organów wewnętrznych swoich bezpośrednich obowiązków, trzeba organizować masowe demonstracje, protesty, akcje?! Tylko po ogólnoukraińskim nagłośnieniu tego bestialskiego czynu, prawdopodobnym wydaje się to, że przestępcy nie unikną kary. A ile jest takich spraw, o których nikt nie wie? Co można powiedzieć o dziesiątkach, a nawet setkach innych nieludzkich działań pod patronatem władz? Władze igrają z ogniem. Ludzie mają dosyć cierpienia, lekceważenia, znęcania się nad nimi i brutalnego traktowania. Winą za rozpowszechnienie wszechobecnego "ważniactwa" i chamstwa na poziome państwa, My Społeczeństwo, obarczamy wszystkie trzy rodzaje władzy. Od najwyższej (prezydent, premier, Rada Najwyższa, Gabinet Ministrów Ukrainy, Prokuratura Generalna, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych), do najniższej (sędziowie, miejscowi deputowani, przewodniczący administracji, dzielnicowi milicjanci). Kończy się cierpliwość Ukraińców. W całym kraju – od Wschodu do Zachodu – ludzie wychodzą na demonstracje. W poniedziałek 19 marca w Łucku pod obwodową prokuraturą zebrali się Wołynianie, aby powiedzieć stanowcze – Nie! Ludzie nie zgadzają się z masową pogardą dla przeciętnych Ukraińców i rozpowszechnianiu "ważniactwa" oraz bezczynności władz centralnych i miejscowych. Zwróciliśmy się do uczestników akcji z pytaniami: „Dlaczego ukraińska milicja nie pełni swojego bezpośredniego obowiązku, czyli ochrony ludzi? Jak ma postępować obywatel Ukrainy, aby czuł się bezpieczny? Co ma czynić, aby przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się "ważniaków" – osób, które w naszym państwie funkcjonują ponad prawem?”. MW