Z powrotem do „gwiaździstej” przyszłości czy do przodu do „świetlanej” przeszłości? Z niepokojem postrzegamy dziś na nowo traktowane stare i bolesne problemy naszych narodów – polskiego i ukraińskiego. Przyglądamy się kampaniom informacyjnym, zarządzanym z perspektywy korytarzy biurokratycznych i jesteśmy zdumieni, w jakim stopniu można zmieniać świadomość publiczną, zakłócać ją i nią manipulować. Po raz kolejny podejmuje się kwestię, jak nazwać wojnę z lat 1939-1945. Historycy prorosyjscy i niektórzy krajowi urzędnicy mówią, że to była nie druga wojna światowa, nie ogólna tragedia dla całego globu ziemskiego, a przede wszystkim ojczysta – «nasza», to znaczy Wielka. Chyba dla tych ludzi nie jest argumentem to, że wojna wywołana w celu podziału Europy według paktu Ribbentrop - Mołotow, a przed tym dokładnie zaplanowana przez Hitlera i Stalina, miała charakter międzynarodowy. Wypuszczone z klatki zło rozprzestrzeniło się nie tylko po naszym kontynencie, lecz po całym świecie. Spadkobiercy nazistowskiej i komunistycznej ideologii, które są niemal identyczne w swoim okrucieństwie nadal marzą o urzeczywistnieniu swoich nieludzkich zamiarów, aby zaspokoić duże ambicje geopolityczne. Ukraina, która od ponad dwóch dekad prowadzi swoją niezależną chronologię, nie może odnaleźć własnego punktu oparcia. Dlaczego dzieje się tak, że zła i nienawiści, nie nazywa się po imieniu? Dlaczego ciągle jeszcze jest tak wielu ludzi, którym zależy na tym, żeby zaprzeczać prawdzie historycznej, mylić ją i komplikować? Znamiennym przykładem takiej postawy, może być napis na pomniku w sąsiedztwie z prawosławnym krzyżem, umocowanym na skrzyżowaniu dróg Równe – Dubno – Łuck przez przedstawicieli organizacji kombatanckich SBU i MSW. Treść tablicy, już ponad rok, nie tylko obraża, lecz też gardzi pamięcią o zamordowanych cywilach i poniża ich. Napis brzmi: «Na tym miejscu 26 czerwca 1941 roku wstąpili w swoją ostatnią walkę z niemieckimi okupantami faszystowskimi żołnierze Armii Czerwonej, współpracownicy Dubeńskiego Działu Rejonowego Komisariatu Ludowego Służby Bezpieczeństwa i Rejonowego Działu Milicji». Obecnie już wiemy o tym, że pracownicy ówczesnych NKWD i NKDB zastrzelili bezbronnych więźniów dubieńskiego więzienia i tak się «zapamiętali w pracy», że potem wpadli w zasadzkę. Zginęli ponosząc sprawiedliwą ziemską karę, za wymordowanie kilku setek ludzi «bez wyroków i śledztwa». Do podobnych rozstrzelań doszło też w innych więzieniach, w tym w Łucku i Lwowie, gdy radzieckie siły bezpieczeństwa uciekając przed nazistami, niszczyły papierowe dokumenty i dokumenty żywe – ludzi, którzy mogliby opowiedzieć prawdę o reżimie komunistycznym. Upamiętnianie zwykłych morderców jest cynizmem. Czy jest dopuszczalne, aby w wolnym, demokratycznym kraju, który pragnie dołączyć do rodziny europejskiej, działy się takie rzeczy? To jest tak samo, gdyby postawiono pomnik specjalnym siłom SS w Niemczech. Trudno sobie wyobrazić, do jakiego skandalu doszłoby wtedy w Europie. Dlaczego więc podobne rzeczy spokojnie obserwujemy w naszym państwie? Pomniki i tablice ku czci katów narodów można byłoby nazwać zwykłą prowokacją w celu odwrócenia uwagi opinii publicznej od dzisiejszych problemów, gdyby nie fakt, iż spadkobiercy tradycji NKWD piastują nadal stanowiska kierownicze. Czy nie jest to pielęgnowanie i podsycanie konfliktu? Ludzie ci, z nostalgią wspominają czasy „żelaznej kurtyny”. Czy mają nadzieję na powrót ciemnej przeszłości? Jednak ludzie, którzy zaczerpnęli przynajmniej łyk „świeżego” powietrza, już nigdy o tym nie zapomną i nie pozwolą na zakneblowanie sobie ust. Anatole France napisał kiedyś, że uczciwość jest integralną częścią wolności podobnie jak korupcja – despotyzmu. Wierzymy, że skorumpowani i despotyczni spadkobiercy ideologii komunistycznych, przegrają bitwę przeciw prawdzie i demokracji. MW