Letnia Szkoła Języka Polskiego: moje wrażenia Nie tak dawno miałam okazję uczestniczyć w IV Letniej Szkole Języka Polskiego w Zamłyniu. Polskiego uczę się bardzo krótko, więc udział w Szkole stał się szansą zdobycia szerszej wiedzy. Droga od mojego domu do Zamłynia jest stosunkowo daleka, więc martwiłam się tym troszkę, tym bardziej, że nigdy jeszcze nie odjeżdżałam tak daleko od domu. Oczywiście, obawiałam się: «Czy wszystko pójdzie dobrze? Czy przyjmą mnie do wspólnoty?». Okazało się, że było to zupełnie niepotrzebne. Już w autobusie zaczęliśmy się wzajemnie poznawać. Zamłynie to mała malownicza wieś w rejonie lubomelskim, położona nad rzeką Neretwą, w pobliżu Polski. Tutaj powitali nas mile nauczyciele i ksiądz Jan. W pierwszym dniu szkoły poznaliśmy nauczycieli i uczniów, a także odbyliśmy wycieczkę po okolicy, gdzie mieliśmy spędzić najbliższe dziesięć dni. Już w następnym dniu zaczęliśmy się uczyć języka polskiego. Zajęcia były nie tylko pouczające, lecz też bardzo ciekawe. Każdy nasz dzień był rozplanowany co do minuty: gimnastyka, poranna modlitwa, lekcje polskiego, zajęcia artystyczne, zabawy, śpiewy… Podczas zajęć artystycznych zapoznałam się z wieloma rodzajami twórczości. Te dziesięć dni spędziłam z utalentowanymi i przyjaznymi ludźmi, którzy stali się dla mnie prawdziwą rodziną. Nauczyciele chętnie tłumaczyli nam to, czego nie rozumieliśmy, cieszyli się z naszych sukcesów i wspierali, gdy coś się nie udawało. Wychowawcy zostali naszymi starszymi przyjaciółmi. Były tam dzieci w różnym wieku, ale potrafiliśmy znaleźć wspólne zainteresowania i dzieliliśmy się doświadczeniami. Każdy dzień przynosił nowe wrażenia i odkrycia. Jeździliśmy konno, graliśmy na bębnach, malowaliśmy pejzaże z natury, śpiewaliśmy polskie piosenki, uczestniczyliśmy w różnych zabawach. Na zakończenie naszego pobytu w Zamłyniu odbył się koncert, na którym wszyscy śpiewali, tańczyli i recytowali wiersze. Wręczono nam również dyplomy o ukończeniu Letniej Szkoły Języka Polskiego. Następnego dnia wyruszyliśmy do Polski. Bardzo długo czekałam na to wydarzenie. Po raz pierwszy w życiu przekroczyłam granicę. Wyruszyliśmy do Lublina. To jest niezwykle piękne miasto, warte podziwu. Kiedy dotarliśmy do miejsca przeznaczenia, natychmiast ustąpiły zmęczenie i senność. Chcieliśmy dokonywać nowych odkryć. Z zachwytem słuchaliśmy opowieści przewodnika, chociaż trudno było zapamiętać wszystko na raz. Największą uwagę przywiązuje się do starej części Lublina. Ulice są ciche, każdy budynek jest niepowtarzalny. W drodze do Zamku Lubelskiego podziwialiśmy nowe krajobrazy, a z wieży zamkowej oglądaliśmy panoramę miasta. Od tego widoku zapierało nam dech w piersiach. Malutkimi, jak na dłoni, wydawały się domy, kościoły, drzewa. Odwiedziliśmy również Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne, gdzie różne kraje reprezentowały swoją kulturę poprzez tańce i pieśni. W pierwszej części imprezy, która odbywała się w dzień, brzmiały piosenki. Później nasza grupa wróciła do miejsca odpoczynku. Po kolacji i odpoczynku zostaliśmy zaproszeni do obejrzenia tańców Festiwalu. Staliśmy w pobliżu sceny, gdzie na żywo brzmiała muzyka. Zapadał zmrok. Miasto nabywało nowych kształtów. Lublin nocą zachwycał uderzającym pięknem. Następnego dnia wyruszyliśmy do Nałęczowa i Kazimierza. Najpierw zwiedziliśmy Nałęczów. To miasto może być odkryciem dla artysty. Piękna przyroda i krajobrazy oszałamiają. To raj dla inspiracji. Po drodze do Kazimierza, mieliśmy uroczy widok na Wisłę. Woda sięgała aż po horyzont. Kazimierz okazał się nie mniej piękny, niż Nałęczów. Stare domy i zamki przenoszą cię do innego wymiaru, wąskie uliczki urzekają pięknem. Wstąpiliśmy na kilka minut do kościoła, gdzie po raz pierwszy usłyszałam, jak brzmią organy. Czas spędzony w miasteczku minął nam bardzo szybko. Chciałabym wspomnieć o gościnności i życzliwości Polaków. Ludzie tam są szczerzy i otwarci. Gdy ktoś się dowiadywał, że jesteśmy Ukraińcami, to przede wszystkim życzył nam pokoju. Nasza grupa też na różny sposób okazywała przynależność do Ukrainy: chodziliśmy w haftowanych koszulach i z symboliką narodową. Niestety, trzeba było wracać już do domu. To lato pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Odkryłam dla siebie Polskę i jej kulturę. Maria Masiuk fot. http://zamlynya.com.ua