Listy z obozu: Wieści ze Zborowa Ostatnią wiadomość od bliskich Edward Baranowski otrzymał w sierpniu 1940 r. W lutym 1941 r. przeniesiono go z placówki obozowej w Tuligłowach do Zborowa. Michał Rycaj kontynuuje opowieść o pradziadku, jeńcu Budowy nr 1 NKWD (początek w nr 7 z 11.04.2019 oraz nr 8 z 25.04.2019). Z korespondencji Edwarda Baranowskiego wiemy, iż jego rodzina, zarówno bliższa, jak i dalsza, regularnie starała się wysyłać mu listy. Mimo to, podobnie jak wielu innych jeńców, przestał otrzymywać wieści spoza obozu. Jednak w następnych miesiącach Gertruda Baranowska wraz z ojcem regularnie pisywali do plutonowego, co potwierdza zachowana korespondencja z okresu od października 1940 r. do stycznia 1941. Listy te nie dotarły jednak do Edwarda Baranowskiego, lecz zwrócone zostały przez pocztę niemiecką nadawcom. Możliwe, że część listów zatrzymana została przez enkawudzistów kierujących obozem, co było wśród nich częstą praktyką. We wspomnianych listach Wiktor Koźlik potwierdzał obawy swego zięcia co do nieszczęść, które dotknęły jego rodzinę. Dwaj jego siostrzeńcy, Tadeusz i Stanisław Dembińscy, zostali aresztowani i osadzeni przez władze niemieckie w KL Auschwitz. Józef Koźlik, szwagier plutonowego, przebywający wówczas na Ukrainie, aresztowany został przez NKWD, a jego losu nie dało się ustalić. Władze niemieckie aresztowały również innych członków rodziny Edwarda Baranowskiego, lecz zostali oni wkrótce wypuszczeni na wolność. W ostatnim zachowanym liście, z 10 stycznia 1941 r., Wiktor Koźlik pisał, iż Stanisław Dembiński zmarł w obozie, w którym nadal pozostawał Tadeusz. Rodzinę plutonowego odwiedził podówczas inny więzień łagpunktu w Hoszczy, Karl Kostka, Niemiec zwolniony z obozu. Opowiedział bliskim Edwarda Baranowskiego o życiu w niewoli. W styczniu 1941 r. Edward Baranowski wysłał kolejną wiadomość do rodziny (w cytatach autor zachował pisownię oryginalną – red.): «W tym roku piszę do Was pierwszy list, a w grudniu pisałem 2 razy, tylko czy otrzymujecie moje listy? Moja Kochana Trudziu od sierpnia nie mam ani od Ciebie, ani od nikogo z rodziny żadnej wiadomości, więc po otrzymaniu tej kartki odpisz mi zaraz. (…) A teraz donoszę Ci, że ja Bogu dzięki jestem zdrów i czuję się dobrze. Od miesiąca do pracy nie chodzę, więc odpoczywam, tylko nudzi mi się bardzo. Choć mieszkamy po betlejemsku w stumetrowej stajence, jednak mamy względnie ciepło, bo palimy w żeleźniokach. Zima u nas dosyć trzyma, bywają porządne zawieruchy i mrozy dochodzą do 30 stopni. Jak na obecne czasy na życie nie mogę narzekać, chleba mi wystarcza, przy czym mam tu jednego kolegę po fachu, pochodzącego z tego terenu, który od rodziny otrzymuje często paczki, z których ja dużo korzystam. W ogóle z jedzenia i gazet jesteśmy zadowoleni (…)». 15 stycznia 1941 r., Tuligłowy. «Paczkę od Ciebie nadaną przypuszczalnie w listopadzie otrzymałem dnia 18.1. r. b. Piszę datę nadania przypuszczalną gdyż nie doręczono mi przekazu nadawczego, więc nie znam daty nadania. Ponieważ nie otrzymałem żadnego listu, więc wymieniam co się w tej paczce znajdowało: a to, 5 torebek cukierków, 2 torebki ciastek luźnych, 4 paczki pierników, 1 torebka tytoniu, a w niej 3 paczki bibułki. Za tą paczkę dziękuję Wam najserdeczniej, no na pewno mój Rysiu podzielił się z tatusiem słodyczami, które miałby na choinkę. Moja Kochana Trudziu nie masz pojęcia jaką radość sprawiła mi ta paczka zwłaszcza teraz gdy zupełnie listy nie dochodzą. Wszyscy mi tu zazdroszczą, że otrzymałem od Ciebie już 3 paczki, a drudzy nic (…)». 19 stycznia 1941 r., Tuligłowy. «Z nowego miejsca piszę do Ciebie Trudziu po raz drugi, więc gdyby nie doszła pierwsza pocztówka, powtarzam, że przeniesiony zostałem z dniem 13.II. r. b. do innego obozu przy mieście Zborów o 35 km. od Tarnopola, a 85 km. za Lwowem. Do tego obozu przeniesieni zostali również dawni koledzy z Hoszczy, a między nimi i Gontarz Kazimierz – zięć p. Groborz ze Zgorzelca, którą znasz. Jest tu nas strażników razem 11, więc jak możemy tak się ratujemy i pocieszamy. Na razie w nowym obozie do pracy nie chodzę, ale jak śnieg zginie, to na pewno wszystkich wygonią, ale jak będzie cieplej – będzie już łatwiej. Praca jest taka sama jak w poprzednich miejscach. (…) Już w tym obozie była komisja lekarska, która na moją przepuklinę zakwalifikowała mnie do normalnej pracy, przy czym kazano mi kupić za własne pieniądze pas przepuklinowy, mający kosztować 8 rubli, gdyż faktycznie moja przepuklina jest całkiem mała (do 5 centymetrów długości w prawej pachwinie). Ma się rozumieć, coś robić muszę, lecz będę się wystrzegał cięższej roboty, zwłaszcza dźwigania. Jak kiedy szczęśliwie wrócę do domu poddam się wówczas operacji, która jest całkiem lekka i znowuż będę zdrów jak przedtem. Najważniejsze, żeby szczęśliwie doczekać do tego końca, którego dzisiaj jeszcze przewidzieć nie można. Żeby jeszcze tu listy dochodziły i od czasu do czasu mieć wiadomość jak Wy tam żyjecie, czy zdrowi jesteście i t.d., tymczasem już 7-my miesiąc nie otrzymałem ani słowa od nikogo z rodziny i to właśnie jest dla nas najgorsze. Ja od siebie staram się wszelkimi sposobami, aby moje listy dochodziły i piszę do Ciebie moja Trudziu przynajmniej 2 razy w miesiącu, ale czy moje listy dochodzą? Odpisz mi na następujący adres: Wojew. Tarnopolskie, m. Zborów, Obóz jeńców wojennych Edward Baranowski., natomiast gdybyś wysłała paczkę, to adresuj tak: Zachodnia Ukraina, Lwów, skrzynka pocztowa #231, grupa 5. Zapomniałem Ci napisać przedtem, że jeszcze przed moim wyjazdem z Hoszczy przybyła tam w charakterze siostry miłosierdzia Cześka Rychter, dawna kucharka Józefa, ta z Mikołowa wdowa, co chodziła w żałobie (…). Po jej przybyciu ja za 3 dni odjechałem. Wyobraźcie sobie, jak mi teraz koledzy opowiadają, zrobiła się z niej prawdziwa motyka, dużo złego kolegom wyrządziła, bo kilku wpakowała do więzienia. (…) Nie macie pojęcia jak tęsknię za Wami, już minęło półtora roku jak Was ostatni raz widziałem, a za ile czasu znowuż Was zobaczę? Czy Rysio nie zapomniał jeszcze o mnie?, bo ja stale tylko o Was myślę. Moja Kochana Trudziu w tym miesiącu przypadają Twoje imieniny, więc choć w tym liście zasyłam Ci moje najserdeczniejsze życzenia. (…) Na zakończenie tego listu zasyłam wszystkim serdeczne pozdrowienia a Ciebie z Rysiem moi najdrożsi całuję i ściskam po niezliczone razy. Bądźcie zdrowi Kochający i stęskniony za Wami Edek». 8 marca 1941 r., Zborów. (Dokończenie w kolejnym numerze MW). Michał RYCAJ Na zdjęciu: Pocztówka wysłana przez Edwarda Baranowskiego do rodziny. 15 stycznia 1941 r., Tuligłowy.