Rozmowa z innym 4–6 października w Łucku pisarze z Ukrainy, Białorusi i Polski czytali, dyskutowali i prezentowali swoje książki. Prozaicy, poeci i krytycy literaccy przybyli do Łucka na II Międzynarodowy Festiwal Literacki «Frontera». Tematem tegorocznej imprezy stała się «Rozmowa z innym». Przedstawiamy naszym Czytelnikom niektóre rozmowy, poświęcone przede wszystkim granicom w różnych znaczeniach tego słowa oraz pograniczu, nie tylko polsko-ukraińskiemu. Porozmawiajmy o twórczości Andrij Bondar jest znany jako poeta, publicysta i tłumacz. Jego dorobek liczy około 20 przetłumaczonych książek. Ostatnio pojawiły się tomiki jego małej prozy «I tym, szczo w hrobach» oraz «Cerebro». Książka «Cerebro» w ubiegłym roku została mianowana «Książką roku BBC» w kategorii «Eseje». «Porozmawiajmy o twórczości – rozpoczęła spotkanie poetka Kateryna Ruban, zwracając się do Andrija Bondara. – Jak udaje ci się zachować granicę, łącząc interpretację innych tekstów i własny styl pisania?» «Nie udaje mi się jej zachować» – przyznał Andrij Bondar. Zauważył, że 90% czasu spędza na tłumaczeniach, a jedynie 10% pozostaje mu na własną twórczość: «Tłumaczenia pochłaniają prawie cały czas oraz dużo sił i energii». Pisarz powiedział także, że autorzy, których tłumaczył, pozostawiają ślad w jego własnej twórczości: «Zaobserwowałem to wyraźnie na przykładzie książki «Cerebro», ponieważ kiedy ją pisałem, tłumaczyłem równolegle prozę i eseje Sławomira Mrożka. Kiedy zakończyłem swoją książkę, zdałem sobie sprawę, jak bardzo moje teksty współbrzmiały z tymi, które przekładałem. Tłumaczenie nie mija bez śladu. To wszystko przepływa przeze mnie». Andrij Bondar powiedział, że obecnie pracuje nad dużym projektem, którego ambitnym celem jest przedstawienie ukraińskiemu czytelnikowi całego Josepha Conrada: «Nieczęsto ukazują się ukraińskie tłumaczenia pełnego zbioru twórczości jakiegoś autora. Conrad się ukaże. To wielki prozaik, ważny dla całej literatury anglojęzycznej XX wieku». Przemyt – esencja Europy Środkowej Krytyk i prozaik Konrad Janczura (wywiad z nim oraz z Maciejem Robertem zamieścimy w kolejnym numerze MW) przedstawił w Łucku swoją debiutancką powieść «Przemytnicy» (2017), której tłumaczenie na ukraiński ukazało się we wrześniu b.r. «Dwóch chłopaków z małej wsi koło Lubaczowa stawia pierwsze kroki w zawodzie przemytnika. W bagażniku granatowego passata wożą przez ukraińską granicę papierosy Prima, wódkę Chlibnyj Dar, cukierki, chałwę i ketchup. (…) «Przemytnicy» to nie tylko thriller o prowincjonalnej mafii, ale i obraz podkarpackiej prowincji – anarchicznej i niechętnej obcym» – czytamy w adnotacji do utworu. Konrad Janczura napisał tę powieść w oparciu o własne doświadczenia: «Historia powstania książki jest dosyć zawiła, tak jak moje młodzieńcze życie. Za młodu, kiedy mieszkałem w Lubaczowie na Podkarpaciu, tuż przy granicy polsko-ukraińskiej, pracowałem dla gościa nazywanego Sensej, którego osobiście nigdy nie poznałem. Robota polegała na tym, żeby wystać kilka godzin w kolejce na granicy w Korczowej, pojechać do pierwszego lepszego sklepu za granicą, wziąć papierosy, wódkę i ketchup, wrócić i rozwozić to biednym staruszkom, które handlowały towarem dzień i noc». Następnie były studia polonistyczne w Krakowie i po jakimś czasie powrót na Podkarpacie. «Tam zaczęły mnie gnębić duchy przeszłości i musiałem napisać książkę» – powiedział autor. Dodał, że zawsze chciał stworzyć powieść jednocześnie słowiańską, romantyczną i beatnicką: «Jeśli chodzi o bohaterów, specjalnie użyłem takiej konstrukcji, takich dwóch postaci, w których wyraża się moja osobowość, a właściwie jej sprzeczności». Poruszono też temat przyszłości kontrabandy. «Myślę, że przemyt zawsze będzie, tylko towar ulegnie zmianom» – podzielił się zdaniem Konrad Janczura. Dodał, że kontrabanda funkcjonuje nie tylko na polsko-ukraińskiej granicy: «Jest też na rumuńsko-mołdawskiej, serbsko-rumuńskiej, bułgarsko-węgierskiej itd. To jest esencja Europy Środkowej». «Frontera» w Łucku: Rozmowa o Bałkanach Podczas prezentacji nowej książki Andrija Lubki «W poszukiwaniu barbarzyńców» toczyła się rozmowa o Bałkanach, granicach i stereotypach. «Barbarzyńca to jeden ze stereotypów odzwierciedlających sposób, w jaki patrzymy na kogoś innego» – wyjaśnił pisarz. Książka opowiada o podróży do krajów bałkańskich, która trwała siedem lat. «Mówię w niej o sprawach codziennych: jak wsiadam do samochodu, jadę przez te wszystkie kraje, spotykam ludzi, opisuję swoje spotkania i rozmowy z nimi. Wszystkie te mity, stereotypy i żarty pojawiają się jako ich historie» – podkreślił Andrij Lubka. Zastanawiając się nad stereotypami, autor stwierdził, że za pomocą książki chce je przezwyciężyć: «Sposób, w jaki postrzegamy Bałkany, jest w dużej mierze związany z tym, jak wyobrażamy sobie Wschód». «Ta książka jest przede wszystkim o tym, jak kłamie nam nasza głowa, gdy mówimy o pewnych narodach, kulturach, krajach, a nasza mentalna mapa, którą mamy w głowie, nie pokrywa się z mapą geograficzną. Jeśli ktoś zapyta, która stolica jest bardziej wysunięta na zachód, Praga lub Wiedeń, większość nie zastanawiając się odpowie, że Wiedeń, ponieważ Austria jest bogatym zachodnim krajem. W rzeczywistości to Praga jest bardziej zachodnia, ale ponieważ jest słowiańskim krajem byłego bloku komunistycznego, ma wizerunek takiej wschodniej stolicy» – wyjaśnił Andrij Lubka. To samo dotyczy Bałkanów: mimo że w naszym wyobrażeniu mają posmak orientalny, są położone na południowy zachód od nas. «Tak więc współrzędne północ-południe-wschód-zachód są dla tej książki niezwykle ważne. Od nich zaczynam rozmowę o tym, kim są barbarzyńcy» – zauważył pisarz. Podczas spotkania Andrij Lubka przypomniał publiczności, że każdy naród ma własne stereotypy na temat sąsiadów, których przeważnie uważa za gorszych od siebie. «Wydaje mi się, że to barbarzyństwo jest podstawową potrzebą, jednym z archetypów społeczeństwa» – powiedział Lubka, wyjaśniając, że narody potrzebują barbarzyńców, kogoś, kto w ich wyobraźni będzie bardziej prymitywny od nich samych, aby na ich tle wyglądać na lepszych, bardziej kulturalnych i rozwiniętych. O mniejszościach narodowych od Donbasu po Bukowinę, Besarabię i Zakarpacie «Ormianie, Niemcy, Turcy meschetyńscy, Żydzi, Rumuni, Szwedzi – Ukraina jest domem dla wielu narodów i wszyscy dodają jej koloru i pełni» – pisze Ołesia Jaremczuk w swojej książce «Nasi Inni». Zbiór reportaży «Nasi inni. Historie ukraińskiej różnorodności» został opublikowany w 2018 r. w lwowskim wydawnictwie «Czowen» przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kulturalnej. Książka zawiera 14 historii. Aby opisać życie mniejszości narodowych na Ukrainie Ołesia Jaremczuk w ciągu trzech lat pokonała 11 tys. km – od Donbasu po Bukowinę, Besarabię i Zakarpacie. Przedstawiciele innych narodowości pojawiali się na ziemiach ukraińskich w różnych czasach, jednak liczne perturbacje w dziejach doprowadziły do ich prawie całkowitego zniknięcia. Najbardziej przerażające według autorki były wydarzenia II wojny światowej i polityka Stalina, w wyniku których radykalnie zmieniła się struktura narodowo-etniczna ludności Ukrainy. Poeta, tłumacz i krytyk literacki Ostap Sływynski, autor wstępu do «Naszych innych» i moderator spotkania, zauważył, że przed przeczytaniem książki myślał, że historia Ormian w Kutach na Huculszczyźnie już dawno się skończyła. Jednak Ołesia Jaremczuk znalazła ostatnią Ormiankę w tej miejscowości, 87-letnią Antoninę Jegoszynę z rodziny Torosewyczów. Była to jedyna szansa na rozmowę z nią: sześć miesięcy po ich spotkaniu pani Antonina zmarła. Podczas spotkania przypomniano także niesamowitą historię Szwedów, którzy przeprowadzili się na współczesne tereny obwodu chersońskiego jeszcze w 1782 r. Musieli przeżyć powrót do ojczyzny, później ponowne przeniesienie na Ukrainę, represje sowieckie, Wielki Głód, wywiezienie do Niemiec i powrót na Ukrainę. 10 lat temu w obwodzie chersońskim było około 100 Szwedów, teraz pozostało tylko 13 osób. Rozmawiają w języku staroszwedzkim, który od dawna już nie jest używany w Szwecji. Ołesia Jaremczuk podzieliła się także przemyśleniami na temat szczerości swoich rozmówców, o tym, dlaczego niektórzy z nich bali się rozmawiać o wydarzeniach II wojny światowej, a także o dzisiejszej polityce państwa wobec mniejszości narodowych na Ukrainie. «Bo moje wiersze są prozą» Maciej Robert – poeta, krytyk literacki i filmowy, redaktor, wydał siedem tomików poezji. Jego wiersze zostały przetłumaczone na wiele języków. Na Ukrainie nie ukazał się jeszcze osobny tomik wierszy poety, ale już sześć lat temu niektóre jego poezje zostały przetłumaczone na język ukraiński przez Andrija Lubkę, który, żeby szerzej zapoznać miłośników poezji z jego twórczością, przełożył także kilka utworów specjalnie na Festiwal. Podczas spotkania obydwaj poeci na przemian czytali po polsku i ukraińsku wiersze Macieja Roberta z różnych okresów twórczości. «Twoje wiersze robią się coraz krótsze i coraz bardziej pesymistyczne – zauważył Andrij Lubka. «Jak życie» – odpowiedział Maciej Robert. «Dlaczego nie piszesz prozy?» – kontynuował dialog Andrij Lubka. «Bo moje wiersze są prozą – mówił Maciej Robert. – Są to wiersze narracyjne, posiadające jakąś historię». Przez kilka lat Maciej Robert prowadził blog krytycznoliteracki o literaturze Europy Środkowej «Czytam centralnie». «Ta moja centralna Europa kończy się bardzo daleko – za Uralem. Patrząc z tej perspektywy Ukraina jest krajem zachodnim. Dużo mnie łączy z tym, co się dzieje na Wschodzie – na Ukrainie, Litwie, w Rosji» – powiedział poeta. Andrij Lubka podczas spotkania zaznaczył, że wiersze Macieja Roberta coraz bardziej zakorzeniają się w Łodzi. Zapytany, dlaczego nie opuścił Łodzi, poeta odpowiedział: «Wydaje mi się, że w ten sposób zdradziłbym sam siebie. To jest miasto, które mnie ukształtowało, wychowało, zrobiło ze mnie poetę». Podkreślić należy, że mimo iż na Ukrainie nie wydawano książek Macieja Roberta na spotkanie z nim przyszło około setki osób. Sam poeta w trakcie Festiwalu niejednokrotnie zaznaczał, że jest wzruszony tym, jak wielu ludzi przychodzi w Łucku na spotkania z literatami. Tworzymy własną historię 4900 odwiedzających, 64 wydarzenia, 61 gości, 65 wolontariuszy oraz 9 członków komitetu organizacyjnego – tak wygląda Festiwal w liczbach. Wśród organizatorów: Zjednoczenie Artystyczne «Stendal», Urząd Miasta Łucka i działacz społeczny Roman Bondaruk. I, jak co roku, wsparcie Konsulatu Generalnego RP w Łucku. «Tegoroczna «Frontera» udała się» – mówi dyrektorka Festiwalu Ełła Jacuta. – «Pełne sale, setki pozytywnych opinii i tysiące dobrych słów zdziwiły cały nasz zespół». Głównym tematem tegorocznego Festiwalu była «Rozmowa z innym». «Wszystkie nasze festiwale, spotkania i prezentacje – to uparta próba powiedzenia rzeczy dla nas ważnych i oczywistych, czyli próba wyartykułowania wszystkiego, co pragniemy powiedzieć. Chcemy, żeby nasz głos usłyszano» – podkreślił podczas inauguracji Festiwalu Serhij Żadan. «Mnie się wydaje, że nam udało się przekazać to, co najważniejsze» – dodaje dyrektor Festiwalu Ełła Jacuta. W pierwszych dniach października językiem literatury w Łucku mówiły setki ludzi. Wśród nich wybitni autorzy z Ukrainy, Polski i Białorusi: Jurij Izdryk, Kateryna Kałytko, Taras Prochaśko, Iwan Małkowicz, Maciej Robert, Andrej Chadanowicz i inni. «Jak wam to wszystko się udało?» – zapytaliśmy Ełłę Jacutę. «Przede wszystkim ważny jest zespół. A w nim dziewczyny i chłopaki z Łucka, Kijowa, Nowowołyńska, Zdołbunowa. Każdy z nich realizował swoje marzenia. Ktoś marzył, żeby poznać Tarasa Prochaśkę, komuś nie udawało się zaprosić do swojego miasta Andrija Lubki, więc stał się organizatorem Festiwalu, «na który Lubka jednak przyjedzie», ktoś dawno chciał powiedzieć, że spotkanie z Małkowiczem zadecydowało o wyborze własnej drogi życiowej. Połączyli chyba to pragnienie rozmowy i znalezienia odpowiedzi na swoje pytania». Na dodatek – ciekawe doświadczenie «Frontery». Jak powiedziała Ełła Jacuta, na czas Festiwalu wszyscy członkowie komitetu organizacyjnego zamieszkali pod jednym dachem – przenieśli się do wynajętego budynku, żeby mieć możliwość natychmiastowej wymiany zdań i planowania kolejnego dnia Festiwalu: «Czasem mieliśmy poczucie, że codzienne życie toczy się tam, za burtą, a my tu i teraz tworzymy własną małą historię. Póki w jednym pokoju trwały nocne rozmowy o teraźniejszości i przyszłości, w drugim – zastanawiano się, jak jutro wykonać kolejne zadania». Festiwal zakończył się, ale «Frontera» z nami się nie żegna. Kolejny Festiwal odbędzie się 2–4 października 2020 r. Jego organizatorzy już prowadzą negocjacje z autorami z Łotwy, Litwy i Polski. Natalia DENYSIUK Fot. Maks TARKIWSKYJ, Jurij JEWTUSZKO, Pawło BEREZIUK