Zawsze pamiętał ten tragiczny wrzesień Każdego roku 1 września obchodzimy smutną rocznicę - wybuch II wojny światowej. Faszyści w zmowie ze Stalinem zaatakowali Polskę, do składu której wchodziły też ziemie zachodnioukraińskie. Wielu naszych rodaków wzięło udział w walce z nazistowską inwazją. Dlatego też Polski Rząd odznacza ich zasługi w obronie swojego kraju, przyznaje medale pamiątkowe, wypłaca im emerytury. Dzisiaj opowiemy o jednym z uczestników tej wojny, który mieszkał wówczas w Lubieszowie. Petro Kołb odbywał służbę w wojsku będąc już dojrzałym młodzieńcem, został wtedy rekrutowany do wojska ze wsi Czapcze (gmina Wola Kuchocka, obecnie Rówieńszczyzna). Dlaczego piszę «wtedy»? Ponieważ po pożodze wojennej, po walce z «nieobiecującymi» wsiami i koloniami, taka wieś na mapie rejonu Lubieszów już nie istnieje. Służbę wojskową Petro Kołb pełnił w 66. Pułku im. Józefa Piłsudskiego, w czasie, kiedy lider Polski już nie żył. W butonierkach noszono czarne i czerwone kolory żałoby. Żołnierz z Polesia służył najpierw w Grudzionce pod dowództwem porucznika Fligiera, a później w Chełmnie na Pomorzu. Zdobył wtedy zawód instruktora medycznego. Tak się złożyło, że starszy brat Petra Kołba, Zachariusz, bronił Polski w 8. pułku kawaleryjskim. Dostał się do niewoli, z której uciekł. Drugi brat, Aleksander, brał udział w wojnie jako inżynier kolejowy w Jabłonnym. Obaj bracia zginęli walcząc z faszystami na ziemi łotewskiej. Petra Kołba wojskowe chorągwie wezwały już w pierwszych dniach po ataku niemieckich nazistów na Polskę. Przebył drogę Kamień Koszyrski – Brześć – Sielce, gdzie po raz pierwszy trafił pod powietrzne bomby wroga. Dalej były Puławy, Twierdza Iwangorodzka. Po błogosławieństwie kapelana 22. Pułk zaczął pierwsze walki obronne, z którymi cofał się przed w pełni uzbrojoną maszyną faszystowską do Chełma, stąd – do Zamościa. W tym miejscu odbyła się najcięższa bitwa, która trwała dobę, podczas której Niemców wyrzucono ze wsi Gwozdowo. Zatrzymali się pod Jarosławcem. Co ciekawe, te wsie i rzeka Boszeniec były znane panu Petrowi jeszcze z czasów I wojny światowej, kiedy przez dwa i pół roku ich rodzina była na uchodźstwie – Niemcy wywieźli wieśniaków dalej od frontu, który przez długi czas znajdował się nad rzeką Stochód. Siły były nierówne, Polska jako państwo znowu traciła niepodległość. Rozumieli to oficerzy, którzy pozwolili wrócić do rodzinnych domów tym, którzy nie zamierzali iść z nimi do Rumunii przez Jarosław. Wrócił na Wołyń i Petro Kołb. Walerian TYNCZUK