Agnieszka Nowińska: „Urodziłam się z miłością do Wschodu” „Żeby chciało się chcieć” - to powiedzenie stało się hasłem przewodnim szkolenia dla redaktorów portali internetowych mediów polskich na Wschodzie. Jego druga część odbyła się w Warszawie w styczniu b.r. (pierwsza – w grudniu, patrz MW nr 23/15 grudnia 2011). Szkolenie dla redaktorów mediów polonijnych prowadziła dziennikarka i jednocześnie trener dziennikarstwa Agnieszka Nowińska. Jako główny trener uczestniczyła w projektach medialnych m.in. na Ukrainie, w Mołdawii, w Azji Centralnej i na Kaukazie. Dziś Agnieszka Nowińska odpowiada na kilka pytań „Monitora Wołyńskiego”. – Dlaczego Wschód jest Pani wyborem? – Ja chyba się urodziłam z miłością do Wschodu. Myślę, że generalnie w Polakach jest coś takiego, że Wschód (i to nie tylko te tereny, które kiedyś należały do Polski, ale i dalej) zawsze był nam bliski. Przede wszystkim mentalnie. Zawsze marzyłam, żeby pojechać na Ukrainę, chociaż moja rodzina nigdy nie była z Ukrainą związana. I kiedy pojechałam, totalnie się w tym kraju zakochałam. – Od czego się zaczęła Pani współpraca ze Wschodem? – Pierwszy raz wyjechałam na Ukrainę w 2002 roku. Przez kilka lat pracowałam z gazetami regionalnymi i lokalnymi na Ukrainie. Zjechałam wówczas niemalże cały kraj. Później zaczęłam współpracę z Gruzją, Mołdawią, Kirgistanem i Tadżykistanem. Pasjonuje mnie lokalność. Bez względu na to, czy dotyczy społeczeństwa w Polsce, Azji czy na Ukrainie. – Jest Pani naszym animatorem, potrafi Pani z nami się dzielić wiedzą, której nam brakuje. Jak Pani uważa, czy wchłaniamy tę wiedzę? – To, na ile udaje się wam przełożyć doświadczenie moje i moich kolegów na swoje potrzeby, to się okaże za czas jakiś. Bo to nie jest tak, że ja mam jakąś wiedzę, którą wam staram się przekazać. Ja i moi koledzy mamy pewne doświadczenia i wy macie pewne doświadczenia. Jesteśmy tutaj po to, żeby wspólnie tymi doświadczeniami się podzielić. Np. staram się od was czerpać wasz zapał. Niestety, zdarza mi się popadać w mojej pracy redakcyjnej w rutynę. A jak spotkam się z redaktorem naczelnym „Monitora Wołyńskiego”, który kilka razy powtórzy o tym, jak ważna jest ta misyjność, to tak jakby ktoś wylał mi wiadro zimnej wody na głowę. Nie da się po prostu rano wstać, pojechać do redakcji, napisać trzy teksty i zamknąć biuro. Tu potrzeba czegoś więcej. Zwłaszcza w mediach lokalnych. – Non stop używamy pojęcia „misyjność”. Czy Pani uważa, że misją mediów polonijnych jest m.in. wychowanie społeczeństwa obywatelskiego? – Wydawca gazety, w której pracuję, ma takie powiedzenie, które ja po prostu uwielbiam: „Gazeta, a przede wszystkim gazeta niszowa, lokalna, jest jak kawałek infrastruktury lokalnej”. Jest niezbędna tak samo, jak niezbędny jest wodociąg, rura kanalizacyjna. Bez mediów nie da się zbudować społeczeństwa obywatelskiego. - Motto, którym ja tutaj się „zaszczepiłem” i teraz cały czas powtarzam sobie, brzmi fantastyczne: żeby chciało się chcieć. – To jest fantastyczne, że wam cały czas chce się chcieć. Na swojej drodze redakcyjnej, dziennikarskiej napotykacie mnóstwo problemów – od problemów finansowych po jakość druku. Mimo wszystko wam się chce chcieć. Pozazdrościć… Rozmawiał Walenty Wakoluk