Do roboty?! Wybory, ponowne wybory. Wybierz mnie! Wybór, wybrani. Wybieraj! Wybieraj, wybieraj… Pozostaje obrzydzenie od samego procesu i od statusu wyborcy. Szczególnie od powyborczej niemocy, od zrozumienia, że nic się nie zmienia. Degradacja świadomości i godności obywatelskiej, rezygnacja i apatia coraz bardziej pożerają społeczeństwo. Czy da się w tej ukraińskiej rzeczywistości dokonać «historycznego» i «decydującego» wyboru drogi rozwoju Ukrainy? Kto potrafi to uczynić – naród, politycy czy prezydent Ukrainy? Proponujemy Państwa uwadze rozmowę o tych «bolesnych» kwestiach z przewodniczącym zarządu organizacji pozarządowej «Stowarzyszenie Rozwoju Regionalnego», Piotrem Hocalukiem. – Panie Piotrze, chyba mamy pecha z «naszymi» prezydentami… – Już w ciągu 22 lat Ukraina stale robi wybór między Wschodem a Zachodem. Interesująca jest zmiana poglądów naszych prezydentów w kwestii kierunku rozwoju Ukrainy. Kuczma np. został wybrany jako przedstawiciel wschodu Ukrainy. Jednym z głównych haseł jego prezydentury było nadanie językowi rosyjskiemu statusu drugiego języka urzędowego. Już pod koniec swoich rządów Kuczma starał się maksymalnie integrować Ukrainę z Europą, uczestniczyć w szczytach NATO, na które niezbyt chętnie go zapraszano. Prezydent Juszczenko zaczynał swoją prezydenturę jako zdecydowany polityk zachodni. Pod koniec rządów jego europejski kierunek stał się jeszcze bardziej radykalny. Jednak jego rządy skończyły się spadkiem starań eurointegracyjnych i pogorszeniem stosunków z Rosją. Prezydent Janukowycz po podpisaniu umowy w Charkowie zadeklarował wschodni kierunek polityki ukraińskiej. A obecnie czyni «wszelkie wysiłki», aby jesienią br. w Wilnie podpisać umowę stowarzyszeniową z UE. Na przykładzie zmiany poglądów naszych prezydentów widzimy, że po ocenie sytuacji zaczynają oni zdawać sobie sprawę z tego, że kierunek zachodni jest optymalną i odpowiednią drogą do cywilizowanego rozwoju Ukrainy. – Ale sprawa stoi w tym samym miejscu. Być może społeczeństwo ukraińskie w niedostatecznym stopniu sygnalizuje o swoich potrzebach politycznych? – Rzeczywiście tak, więc uwzględniając tę sytuację Stowarzyszenie Rozwoju Regionalnego zaczęło zbierać podpisy na rzecz integracji europejskiej. Prawie w tym samym czasie podobną akcję na poziomie ogólnokrajowym zaczęła partia polityczna «Cała Ukraina». Obecnie połączyliśmy nasze wysiłki w obwodzie wołyńskim. Razem zbieramy podpisy, aby poinformować maksymalną liczbę obywateli Ukrainy, żeby mogli oni wykazać swoje aspiracje europejskie. Czynimy to dla tego, aby tych, którzy jeszcze nie są zwolennikami UE, poinformować i przekonać, że to jest prawidłowy kierunek. – Na Wołyniu dużo ludzi wspiera integrację europejską. Być może trzeba konsolidować swoje wysiłki z innymi siłami politycznymi i posuwać się dalej, na Wschód? – Dużo mieszkańców Wołynia pracuje za granicą, posiada biznes związany z Polską i innymi krajami UE. Przygraniczny Wołyń tradycyjnie ma dużo projektów transgranicznych w ramach współpracy Ukraina-Polska-Białoruś. Nie ma potrzeby, by przekonywać o tym mieszkańców Wołynia. Mamy na celu zebranie podpisów, poruszenie kwestii w społeczeństwie i zaangażowanie mediów do omówienia tematu integracji europejskiej. Pragniemy też zwrócić uwagę innych partii, które stoją osobno i uważają integrację europejską za coś drugorzędnego. Moim zdaniem, należy odroczyć walkę między partiami i uczynić wszystko, aby umowa w Wilnie została podpisana. W tym celu należy konsolidować ukraińskie społeczeństwo i partie polityczne. – Czy niezbyt późno zabraliśmy się do pracy? – Uważam, że nigdy nie jest za późno. Kwestia integracji europejskiej jest bardzo ważna dla Ukrainy. Po prostu robimy to, co do nas należy. Namioty, w których zbierano podpisy, funkcjonowały w Łucku od 6 do 20 sierpnia prawie codziennie. Planujemy ustawić je również w innych miastach obwodu wołyńskiego. Poinformujemy o tym mieszkańców tych miast. Jesteśmy eurooptymistami, wierzymy w swój naród, jego mądrość i siłę. Rozmawiał Walentyn Wakoluk