Łuck gości wystawę o Powstaniu Warszawskim 1 sierpnia w Łuckiej Galerii Sztuki została otwarta wystawa fotografii poświęcona 67 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Wystawa przygotowana została przez Instytut Pamięci Narodowej we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego. Ekspozycja odwołuje się do bohaterskiej walki powstańców i zbiorowego wysiłku mieszkańców stolicy. Fotografie mówią też o odsieczy oddziałów AK płynących z całego kraju, o nadziei pokładanej w pomocy aliantów zachodnich, która okazała się tak nikła, o zmarnowanym wysiłku żołnierzy armii Berlinga poległych na przyczółku czerniakowskim, o zdradzie Armii Czerwonej, czekającej na agonię miasta i jego obrońców. Na wystawie zademonstrowane zostały wielkoformatowe płótna, przy prezentacji których wykorzystano przestrzeń i światło, oraz panele fotograficzne przedstawiające tragedię żołnierzy Armii Krajowej i mieszkańców Warszawy. Oprócz tego na wystawie przedstawiono polskie i niemieckie dokumentalne materiały filmowe, a także część informacyjno-edukacyjną. Powstanie Warszawskie trwało od 1 sierpnia do 3 października 1944 roku. Jest to jedno z najbardziej tragicznych i heroicznych wydarzeń w historii Polski. „Powstanie Warszawskie stało się ofiarą gier wielkich ówczesnego świata i właściwie powstańcy, którzy w sposób heroiczny walczyli o wolność swojej Ojczyzny, z góry zostali skazani na zagładę. Przez cały okres powojennej historii ich heroizm i bohaterstwo zostały skazane na zapomnienie. Dzisiaj to powstanie, które nie ma precedensów w II wojnie światowej, jest przywracane pamięci Europy” - zaznaczył obecny na otwarciu wystawy Konsul Generalny RP w Łucku Tomasz Janik. Powstanie Warszawskie jest jednym z najważniejszych wydarzeń w najnowszych dziejach nie tylko Warszawy, ale i Polski. „Na Zachodzie Europy niestety bez przerwy bywa mylone z o rok wcześniejszym powstaniem w getcie warszawskim, – powiedział obecnym na sali polski historyk, przedstawiciel Instytutu Pamięci Narodowej, profesor Jerzy Eisler. – Natomiast to, czym było Powstanie Warszawskie, może najlepiej zobrazują dwa zdania. Po pierwsze poza Związkiem Radzieckim i Berlinem z kwietnia 1945 roku była to największa bitwa miejska w Europie. Tylko Berlin spośród europejskich stolic, może być porównywalny z Warszawą jeżeli chodzi o zniszczenia. I drugie zdanie – znanego brytyjskiego historyka, autora monografii o Powstaniu Warszawskim, profesora Normana Daviesa, który żeby zobrazować anglojęzycznym czytelnikom czym było Powstanie Warszawskie i jaka była skala ofiar, powiedział tak: „Wyobraźcie sobie World Trade Center przez 63 kolejne dni”. Profesor Jerzy Eisler zaznaczył także, że przez długi czas manipulowano informacjami na temat liczby ofiar powstania. Pod koniec II wojny światowej władza komunistyczna w Warszawie ogłosiła, że w powstaniu zginęło 700 tys. osób. Potem ta liczba była zmniejszana. Dziś najczęściej podaje się 200 tys. ofiar śmiertelnych, ale wedle współczesnych badań w Warszawie w ciągu 63 dni zginęło około 150 tys. osób. „Każdy człowiek sam w sobie jest największą wartością, jedno ludzkie życie jest bezcenne i jest to liczba tak czy inaczej przerażająca” - dodał profesor. Na Ukrainie w czasach Związku Radzieckiego, jeśli w ogóle o Powstaniu Warszawskim mówiono, to w sposób dość tendencyjny. Głoszono przede wszystkim, że Armia Czerwona nie przyszła powstańcom warszawskim z pomocą, ponieważ wydłużyły się w wyniku ofensywy linie zaopatrzenia wojsk radzieckich. Według tej wersji żołnierze radzieccy zużyli w ciągu miesiąca ogromne ilości amunicji, paliw, żywności itd. i po prostu nie byli w stanie pomóc powstańcom. „I to jest prawda, tylko że nie cała, – mówi profesor Eisler. – Dzisiaj wiemy, że 25 lipca 1944 roku na naradzie najwyższego dowództwa z udziałem Józefa Stalina podjęto decyzję o zdobyciu 8 sierpnia prawobrzeżnej części Warszawy. Następnie ofensywa radziecka miała kierować się 150 km na Zachód od Wisły. To znaczy 25 lipca szlaki komunikacyjne nie były wydłużone, nie brakowało paliwa i amunicji, skoro planowano natychmiast dalszą ofensywę”. Natarcie na zachód zatrzymano, chociaż nigdy nie udało się znaleźć odpowiedniego rozkazu Stalina. Niemcy mieli wówczas w Warszawie 22 samoloty bombowe. Gdyby sowieci chcieli zniszczyć faszystów w Warszawie, trwałoby to mniej niż jeden dzień. Tymczasem radzieckim pilotom wydano zakaz latania nad Warszawą i prowadzenia działań bojowych. Co więcej – Stalin nie zgodził się, żeby alianckie samoloty lecące z bazy we Włoszech, po dokonaniu zrzutów nad Warszawą mogły lądować na lotniskach za linią frontu – na Zachodniej Ukrainie i Zachodniej Białorusi. „W Polsce trwa od wojny, ale głośno, publicznie i otwarcie od momentu zmiany ustrojowej, wielka dyskusja na temat sensu powstania warszawskiego. Czy warto było się bić, stracić tyle ludzi i stolicę z kilkusetletnim dorobkiem historycznym? Ta dyskusja naprawdę będzie mogła być uczciwa i szczera dopiero wtedy, kiedy umrą ostatni żyjący bohaterowie z powstania 1944 roku. Ci ludzie zaryzykowali wszystko, dali Polsce wszystko, co mieli najlepsze i najcenniejsze, a po wojnie władza komunistyczna zamykała ich w więzieniach, wielu dowódców rozstrzelano, zadręczono w więzieniach aparatu bezpieczeństwa, wszystkich żołnierzy Armii Krajowej ochrzczono obrzydliwym wstrętnym określeniem – zaplute karły reakcji. Dopiero od 21-22 lat możemy dyskutować w miarę normalnie. Ta wystawa jest takim naszym małym hołdem dla polskich żołnierzy z sierpnia-września 1944 roku” - zaznaczył profesor Jerzy Eisler. Walenty WAKOLUK