Tomasz Janik: «Chciałbym nadal być dobrym patronem dla Ukrainy na jej drodze zbliżenia z Unią Europejską» We wrześniu kończy swoją czteroletnią kadencję Konsul Generalny RP w Łucku Tomasz Janik. Pan Konsul Generalny jest dzisiaj gościem redakcji «Monitora Wołyńskiego». – Panie Konsulu, cztery lata minęły szybko… – Mówiąc szczerze, nawet nie zauważyłem, kiedy mi ten czas przeleciał na Ukrainie. Dokładnie pamiętam ten dzień 17 września 2007 roku, kiedy przyjechałem do pracy. Pomyślałem sobie wtedy: «Cztery lata to szmat czasu». A dzisiaj już mamy wrzesień 2011. Nie zauważyłem, kiedy to w ogóle minęło. – To znaczy, że się pracuje. – Tak, tu jest dużo pracy, dużo różnych obowiązków codziennych, które powodują, że właściwie są takie okresy, że wstaje się rano, idzie do pracy, wraca się, idzie się spać i na drugi dzień znów się wstaje itd. Weekendy często są zorganizowane, są wyjazdy na spotkania z organizacjami polskimi czy też na wydarzenia kulturalne. To wszystko powoduje, że czas bardzo szybko płynie. – Panie Konsulu, z zawodu jest Pan historykiem i wkroczył Pan na Wołyń – teren, który historycznie jest bardzo złożony. Bardzo dobrze radzi sobie Pan z tą przeszłością. – Z wykształcenia, z zawodu już nie, jestem bowiem historykiem niepraktykującym. Niemniej pobyt na Ukrainie miał dla mnie i ten dodatkowy walor – niezwykłej lekcji historii. Zauważyłem na przykład, że okres międzywojenny jest stosunkowo słabo rozpoznany tutaj na Wołyniu. Takie pierwsze wrażenie odniosłem przede wszystkim po wizycie w Wołyńskim Muzeum Krajoznawczym. Wiem, że jest sporo obaw w poruszaniu tego tematu, ale wydaje mi się, że nie można przemilczać przeszłości. Trzeba rozmawiać, trzeba poznawać również stanowisko swojego partnera w rozmowie, żeby lepiej nawzajem zrozumieć swoje racje i żeby z tej wspólnej lekcji historii wyciągać wnioski na przyszłość. Nie ma gorszej rzeczy niż fałszowanie historii i próba jednostronnego wyciągania jakichś wniosków, to nie zbuduje prawidłowych relacji między naszymi państwami. I z tego założenia wychodząc, podjąłem szereg takich inicjatyw, wydaje mi się, że trafnych, jak chociażby moja obecność na polu bitwy pod Beresteczkiem podczas oficjalnych uroczystości memorialnych. Okazało się, że byłem pierwszym oficjalnym urzędnikiem polskim na polu pod Beresteczkiem od czasów samej bitwy. W tym roku w rocznicę bitwy zorganizowaliśmy na Uniwersytecie Wołyńskim konferencję historyków polskich i ukraińskich, którzy poddali analizie nie tylko samą bitwę ale i jej następstwa dla dziejów Polski i Ukrainy. Drugą rzeczą była próba, też myślę, że udana, przybliżenia postaci Piłsudskiego i Petlury – dwóch zapomnianych, wybitnych postaci naszej historii. Wiemy dobrze, jak historiografia radziecka fałszowała przeszłość i odesłała w niebyt te dwie postacie historyczne, tak bardzo zasłużone dla bytu niepodległego Polski i Ukrainy. Zresztą był to chyba jedyny do tej pory wojskowy sojusz polsko-ukraiński o randze międzypaństwowej. Myślę więc, że były to godne przypomnienia fakty historyczne i w jakiś sposób udało się te postacie przywrócić, chociażby do obiegu naukowego na Ukrainie, ale również podjąć dyskusję na ten temat w Polsce. Profesjonaliści znajdują wspólny język mimo, że ich poglądy na te wydarzenia często się różnią. Myślę, że w ten sposób, czyli w oparciu o prawdziwe, rzetelne rozmowy możliwe jest zbudowanie bezpośrednich relacji polsko-ukraińskich. – Przykładem tego są Ostrówki… – Ostrówki też są bardzo ważnym elementem mojej pracy na Ukrainie, ale myślę, że są one również świadectwem pewnej dojrzałości w podchodzeniu do własnej historii. Oprócz Ostrówek byłem też świadkiem bardzo ciekawego wydarzenia – otwarcia muzeum Wiaczesława Łypyńskiego w Zaturcach. W wyremontowanym dworze szlacheckim, w krótkim czasie, powstało piękne muzeum poświęcone człowiekowi, o którym się mówi: «Z narodzenia – Polak, a z wyboru – Ukrainiec». Łypyński pozostawił po sobie dużą spuściznę jako teoretyk konserwatyzmu ukraińskiego. W czasie otwarcia tego muzeum przewodniczący Wołyńskiej Administracji Obwodowej Borys Klimczuk zacytował ważne słowa Łypińskiego: «Nie będziemy Ukraińcami dopóki sami tego nie będziemy chcieli» oraz te, w których Łypiński potępiał wszelki szowinizm w relacjach między narodami, zarówno szowinizm polski jak i ukraiński. – Wieczne wyzwanie dla Ukraińców – być Ukraińcami. – Tak, Ukraina ma swoje osiągnięcia w ciągu tych 20 lat, jest niepodległa, państwowość okrzepła. Jest ona ważnym graczem na mapie Europy i świata, i jest tego świadoma. Te wszystkie atuty przemawiają za tym, że Ukraina będzie tylko umacniać swój niepodległy byt w następnych latach. – Jak Pan ocenia polską społeczność Wołynia? – Bardzo dobrze się z wami czuję, kontaktujemy się w sposób swojski, niesztuczny. Mówimy w sposób bezpośredni. Polskość przeniesiona przez was, przez waszych rodziców jest ciągle żywa. Nie kreujemy tu nowych Polaków, tylko po prostu rozmawiamy z Polakami, którzy tutaj mieszkają od lat i z którymi się dobrze rozmawia. – Ważnym elementem polskości jest język polski. Dzięki Panu powstał szereg szkół sobotnio-niedzielnych. Mówię o Beresteczku, Horohowie, Kowlu, Łucku. – W najbliższym czasie będzie otwarta kolejna klasa w Zdołbunowie i w Równem. Stowarzyszenia polskie i szkoły polskie powinny być wizytówką Polski, ale również wizytówką Zjednoczonej Europy. Musimy pokazać, że myślimy o budowaniu pewnych wspólnych relacji, które w efekcie pozwolą nam odgrywać istotną rolę w świecie, a jednocześnie wpłynąć na poprawę życia w samym kraju. - Panie Konsulu, w zeszłym roku skończył Pan czterdziestkę, co w pewnym sensie jest bilansem życiowym i zawodowym. Coś zostało dokonane, a coś ważnego potrzebuje kontynuacji … – Gdybym tu został, to przede wszystkim chciałbym nadal być takim dobrym patronem dla Ukrainy na jej drodze zbliżenia z Unią Europejską, z jej wymiarem praktycznym. Polska swego czasu skorzystała z programów i funduszy europejskich, co pozwoliło nam podnieść poziom cywilizacyjnego rozwoju. W okresie sowieckim inwestowało się głównie w czołgi, a nie w infrastrukturę społeczną – dlatego różnica cywilizacyjna między krajami zachodnimi a Ukrainą jest tak duża. Nadal będę kibicował Ukrainie w jej korzystaniu z takich funduszy. – Teraz wkraczamy na teren prywatny. Los dyplomaty to również cykliczne przeprowadzki z jednej placówki na drugą. Jak na to reaguje rodzina? – To jest temat trudny. Najgorzej zmiany odczuwają dzieci. Starszy syn w tym roku poszedł pierwszy raz do szkoły w Polsce. A za chwilę już trzeba będzie szukać dla niego miejsca w nowej szkole, w nowym kraju. Dzieci bardzo odczuwają zmianę środowiska, i tak naprawdę to nigdzie nie są u siebie, nie są w stanie wytworzyć własnego środowiska, własnej grupy koleżeńskiej. Głównym ich podstawowym problemem jest poczucie tymczasowości. Ale dzięki temu są również bogatsze o wiedzę o świecie, o znajomość języków obcych. I to właśnie jest ta druga strona medalu, która może kiedyś zaowocuje czy zaprocentuje. – Można zapytać o nowe miejsce pełnienia obowiązków dyplomatycznych? – Dobrym obyczajem przed wyjazdem do nowego kraju jest nie informować publicznie, dopóki nie będzie uzyskana formalna zgoda. – Panie Konsulu, jakie wyzwania niesie ta nowa placówka? - Każdy nowy teren jest trudny. Ukraina też jawiła mi się jako trudna. Rozmawiał Walenty WAKOLUK