Czy Szewczenko nadal pozostaje dla Ukraińców wielkim? Każdego roku początek marca chyba dla każdego Ukraińca jest związany z rozpoczęciem wiosny, świętem 8 Marca i Dniami Szewczenkowskimi. Jednak masowa Szewczenkiada w ostatnich latach staje się poniekąd absurdalną. Dla większości naszych rodaków geniusz wielkiego Kobziarza polega na rutynowej recytacji niektórych jego wierszy, wywieszaniu portretu z wąsatym dziadkiem na ścianach gabinetów i sal szkolnych oraz corocznym składaniem wiązanek kwiatów pod pomnikami Poety. Czy naprawdę w taki sposób musimy odbierać naszego wielkiego pisarza i bohatera narodowego? Badaniom sylwetki Tarasa Szewczenki jest wydzielonych wiele godzin w szkolnym programie nauczania, jednak nie każdy nauczyciel potrafi przekazać swoim uczniom prawdziwego talentu pisarza, artysty i niestrudzonego patrioty… Z tego powodu obraz Kobziarza w umysłach ludzi dorosłych nie zawsze jest utożsamiany z wielkością. Nic więc dziwnego, że w kulturze ukraińskiej pojawiają się takie postacie jak Ołeś Buzyna, a proces „buzynowski” wciąż postępuje w przygotowanych na to sercach Ukraińców. Obecnie istnieje ogrom prac o Tarasie Szewczence, nakręcono sporo filmów, namalowano setki obrazów. Jego imieniem nazwano wiele instytucji, uczelni, stowarzyszeń, organizacji. Na terenie Ukrainy trudno jest znaleźć takie miasto, gdzie nie byłoby ulicy czy bulwaru Szewczenki. Popiersie Tarasa Szewczenki jest na podwórku większości szkół. Jednak ten szewczenkowski ruch oświeceniowy często przypomina piękne opakowanie wewnętrznego ubóstwa większości z nas. Bardzo ciekawie byłoby zobaczyć naszego geniusza narodowego w dzisiejszej Ukrainie. Mało prawdopodobne jest to, że pochwaliłby istniejące bałwochwalstwo, ponieważ w bujnych, wspaniałych formach zachowania pamięci o Poecie są ukryte poniżenie i lęk. Niezwykle bogate w talenty proste ukraińskie dziecko z ubogiej niewolniczej rodziny, które przyszło na świat prawie 200 lat temu, bez wątpienia, odmieniło świat. Tacy ludzie są dani przez Wszechmogącego jako krajowy prototyp Zbawiciela dla każdego wielkiego państwa, któremu brakuje odwagi, aby podnieść się z kolan. I dlatego, żeby poprowadzić za sobą miliony, nie potrzebują ani broni, ani wojska. Moc słowa, zdolność odnalezienia drogi do ludzkiego serca, są o wiele ważniejsze dla naszego świata. Kiedy zastanawiam się nad geniuszem Tarasa, zawsze staje mi w pamięci postać mego dziadka i innych starszych ludzi, którzy, mając za sobą skąpe kilka klas szkoły polskiej, recytowali całego „Kobziarza” z pamięci. Nie na pokaz, w swoich małych wiejskich mieszkaniach wystawiali tę książkę na półkę obok Pisma Świętego. Ich zranione dusze leczyło nie tylko Słowo Boże, lecz także Słowo Szewczenki. Podobnie jak Biblia nauczała ich miłować ludzi, tak też „Kobziarz” uczył miłować Ukrainę. Patriotyzm oparty na miłości czyni człowieka nieprzeciętnym, duchowo bogatym i niepokonanym w codziennych troskach i najazdach. Wielcy ludzie staną się naprawdę wielkimi dopiero wtedy, gdy ich słowo pozostanie ważnym dla społeczeństwa. Słowo Szewczenki dla Ukraińców, podobnie jak słowo Mickiewicza dla Polaków, Kupały dla Białorusinów, Puszkina dla Rosjan, dotychczas żyje i nie traci swej ważności, jak dziesiątki i setki lat przed tym. „Kobziarz” Szewczenki już 170 lat z rzędu żyje wśród ludności, nie tylko ukraińskiej, ponieważ został przetłumaczony na dziesiątki języków świata. Bez względu na tak dużą liczbę lat, księga ta dzisiaj jest łatwa w czytaniu, zawarte w niej apele są nadal popularne, a problemy – nie rozwiązane. W 19-tym roku niepodległości naszego państwa dalej czujemy się podległymi, a niektórzy z nas zachowują się wręcz jak niewolnicy. Ekonomiczne, polityczne, ideologiczne, kulturowe katastrofy rozdzierają nasz kraj na kawałki, a wyraz Szewczenki „między Moskwą a Warszawą” nadal pozostaje naszym zewnętrznym ukierunkowaniem. W Dni Szewczenkowskie chcę zachęcić wszystkich Ukraińców żeby nie bić się w piersi na placach, gdzie postawiono pomniki Kobziarza, ale zabrać się do ponownej lektury wielkich dzieł geniusza, który uwolnił przez swój talent nie tylko siebie samego. Przeczytane wersety nie dotrą do wnętrza tylko psychicznie poszkodowanego. Wiktor Jaruczyk