Iwan Łuczuk: «Dobrej literatury mamy dość dużo» «Monitor Wołyński» gości niepowtarzalnego lwowskiego poetę, tłumacza, kompilatora licznych antologii, krytyka literackiego - Iwana Łuczuka. Miłość do słowa Iwan Łuczuk pielęgnuje od najmłodszych lat, a obecnie przekazuje ją sześciorgu dzieciom i fanom literatury pięknej na Ukrainie i daleko poza jej granicami. Autor książek «Polindromony», «Sto jedno coś», «Trochę białego świata», «Rytm biegunów» czy «Nowe i stare», dzieli się swoimi rozważaniami o zawodzie pisarza i nie tylko… - Panie Iwanie, czy to właśnie rodzice – literaci, przyczynili się do tego, że stał się Pan pisarzem? Kiedy zauważył Pan, że bez pisania nie potrafi żyć? - Chyba tak. Wyrosłem w literackiej, poetyckiej atmosferze. Moi rodzice, pisarze Wołodymyr Łuczuk i Oksana Senatowycz, z pewnością wpłynęli na to, że nie potrafię żyć bez pisania. Pierwszy wierszyk ułożyłem jeszcze w wieku pięciu lat, a w wieku młodzieńczym już czułem się pisarzem. I tak to właśnie wszystko się potoczyło. - Był Pan jednym z inicjatorów powstania organizacji literackich «Łuhosad», «Heraklit». Proszę opowiedzieć o tym czasie. Czy wtedy, założenie organizacji literackich pomagało w pracy pisarskiej? - «Łuhosad» założyliśmy wspólnie z Nazarem Gonczarem i Romanem Sadłowskim w 1984 roku, a «Heraklit» - wraz z Mykołą Miroszniczenką w 1991 roku. Niestety, po odejściu Nazara Honczara i Mykoły Miroszniczenki, te organizacje literackie odeszły do historii literatury, zwłaszcza «Łuhosad». Bo «Heraklit» jeszcze ma perspektywy rozwoju, ze względu na stosunkowo dużą liczbę uczestników, chociaż bez kluczowej postaci Miroszniczenki «Heraklit» już nie jest ten sam. Tworzenie spółek literackich było częścią mojego życia. O tych czasach można opowiadać dużo. Dla mnie to była młodość. - Czy łatwo jest łączyć krytykę literacką z oryginalną literaturą piękną? - Literaturoznawstwo i krytyka literacka organicznie współistnieją z oryginalną twórczością artystyczną, a dla mnie, są to po prostu, różne aspekty działalności literackiej. Uzupełniają ją jeszcze prace kompilatorska i redaktorska. - Jest Pan członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Ukrainistów i Białorusistów oraz wielu innych zrzeszeń, spółek i stowarzyszeń. Czy w naszych czasach, nie istnieje zbyt dużo tych form organizacyjnych? Przecież współczesne władze ukraińskie nie liczą się z nimi. - Takich organizacji nie może być zbyt dużo. W końcu wiele z nich istnieje jakby wirtualnie. To, że w ten lub inny sposób przyczyniłem się do ich zaistnienia, widocznie było zdarzeniem losu. A o władzach mówić nie chcę. - W czasach radzieckich literatura była pod czujnym okiem cenzury. Teraz cenzura jako taka na Ukrainie prawie nie istnieje, ale próbują ją stosować wobec mediów, w tym też elektronicznych… - Oczywiście, cenzura radziecka była powszechna, wtedy wybrałem marginalność i tak to pozostało, jako przyzwyczajenie, w późniejszych czasach. Dlatego nigdy nie czułem na sobie presji cenzury, tylko słabe powiewy. Zawsze pisałem i piszę tylko to, co chcę. - Czy słaba popularność ukraińskiej literatury jest skutkiem niedostatecznej jej jakości czy raczej niedołężnej polityki wszystkich, których zadaniem jest obrona interesów ukraińskiej książki? - Popularność literatury, słaba czy mocna, mnie nie obchodzi. Dobrej literatury mamy dość dużo. Nietrudno ją odróżnić od niejakościowej, chociaż w niektórych gatunkach literackich granice są bardzo niewyraźne. A walczyć o interesy tej lub innej dziedziny ma ten, kto jest tym zainteresowany. - Niewątpliwą Pana zasługą jest wydanie kilku ważnych antologii, które Pan skompilował. Przygotowując te prace, kierował się Pan własnym upodobaniem czy gustami czytelników? - Skompilowałem cały szereg wydań, zwłaszcza serię antologii poetyckich «Dywoowyd». W kompilowaniu tej lub innej antologii, przede wszystkim, uwzględniam swoje gusty – artystyczne i krytyczne. Dołączam też obowiązkowo czynniki obiektywne, osobliwości okresów historycznych, procesu literackiego, znaczenie osobowości, poziom dzieł itp. - Wiem, że jedną z Pana pasji jest również praca tłumacza. W większości jest to przekład z języków europejskich. Proszę ocenić stan literatury ukraińskiej w porównaniu z wiodącymi zachodnimi. - Przekładami zajmuję się od czasu do czasu, układam też przeróbki, wersje, odmiany. Zgromadziłem już tego dużo – większość materiałów została wydana. Niewdzięczną sprawą jest porównywanie czegoś (nawet swego ojczystego) z wiodącym zachodnim, bo dlatego ono i nazywa się wiodącym, że powołane jest, aby prowadzić naprzód. Mogę powiedzieć, że nasza literatura zajmuje przyzwoity poziom i jest wartościowa. Każda krajowa literatura ma swoją specyfikę, ale obecnie chyba żadna z nich nie może ominąć procesów globalizacyjnych. Dlatego literatury wiodące mają dużo wspólnych cech z literaturami «niewiodącymi». - Czy pisze Pan dla dzieci? Gdy Pan pisze utwory dla dzieci, to przede wszystkim poświęca je swoim córkom i synom? - Mało piszę dla dzieci, co jest może i dziwne, bo mam sześcioro dzieci (od dwóch do trzynastu lat). A być może, nic w tym dziwnego, bo tę energię, którą miałbym tracić na «dziecięce» pisanie, oddaję ich wychowaniu. Wiktor Jaruczyk, zdjęcie Jewhena Kozaka