Jarosław Poliszczuk: „Kształtuje się korpus dobrowolnych ambasadorów Ukrainy w Polsce” Znany ukraiński literaturoznawca, kulturolog, pisarz, prof. dr hab. Jarosław Poliszczuk urodził się we wsi Samostriły w obwodzie rówieńskim. Obecnie pracuje w Katedrze Ukrainistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Profesor Jarosław Poliszczuk jest autorem ponad 400 naukowych i naukowo-popularnych artykułów, jest znany fachowcom z Polski, Czech, Bułgarii, Białorusi i Rosji. Dzisiaj jest gościem „Monitora Wołyńskiego”. „Młode „umysły” coraz częściej wyjeżdżają z Ukrainy” - Panie Jarosławie, przez długi czas pracował Pan na Rówieńskim Państwowym Uniwersytecie Humanistycznym, prowadził Pan wykłady na Akademii Ostrogskiej, obecnie pracuje Pan na jednej z najlepszych uczelni w Polsce – na Uniwersytecie Jagiellońskim. Czym się różnią studenci polscy od studentów ukraińskich? - Odmienności spowodowane są tym, że w zupełnie inny sposób działają systemy edukacyjne w Polsce i w Ukrainie. Więc tego, co jest priorytetem dla polskich intelektualistów, póki co niestety nie potrzebuje ukraińskie społeczeństwo. Mam na uwadze system wartości, który wyznacza poziom edukacji i wykształcenia w społeczeństwie. Polski student idzie na studia nie po to, żeby dostać dyplom, a po to, żeby zdobyć wiedzę i zostać fachowcem w pewnej branży. Więc interesują go nie tylko skutki, ale też proces. W dodatku uniwersytet nie gwarantuje mu pomocy w zatrudnieniu. Istnieje wolny rynek pracy. Inaczej jest na Ukrainie, gdzie, jak wiadomo, wolny rynek dopiero się kształtuje, natomiast znaczący wpływ – i na studia, i na poszukiwanie pracy – ma korupcja. Dlatego nasi studenci mają niską motywację zdobywania wiedzy. Przecież oni codziennie przekonują się, że poziom wiedzy i profesjonalnych umiejętności nie są głównymi kryteriami dla awansu w karierze, natomiast są nimi odpowiedni znajomi rodziców lub łapówka – rzeczy całkiem konkretne, które mogą pomóc wystartować pomyślnej karierze. Jeszcze jeden ukraiński problem – przestarzałe programy nauczania, zatwierdzane zazwyczaj przez naszych profesorów przy władzy, którzy są wychowani w okresie sowieckim… to są korzenie, przez pryzmat których proponowałbym oceniać odmienności pomiędzy polskim a ukraińskim studentem. Na ogół studenci to specyficzna formacja, dlatego w ich środowisku wiele wspólnego mają ze sobą i Polacy i Ukraińcy. Świeży zapał, romantyka, naiwne pragnienie ogarnięcia wszystkiego i od razu, zawzięty wysiłek zwiększenia 24-godzinnej doby, aby mieć wystarczająco czasu i na naukę i na odpoczynek… Za to lubię studentów. I muszę przyznać, że moja praca mnie uskrzydla. Pracując z młodymi, sam odczuwam młodzieńczy entuzjazm. Ucząc innych nieustannie uczę się sam. Jest to „eliksir młodości” – przyjemny bonus w zawodzie wykładowcy. - Wiele ukraińskich absolwentów szkół średnich chce wstąpić na polskie uczelnie. Pana zdaniem, ich decyzja jest słuszna? Na jakie czynniki warto zwrócić uwagę, wybierając uczelnię? - Tak, proces ten, jak widzę, ma postęp w ciągu ostatnich lat. O czym on świadczy? Z jednej strony o pomyślności reform w polskim systemie edukacji, od przedsiębiorczości polskich uczelni. Dla Ukrainy odwrotnie – żółta kartka, bo świadczy o nieefektywności naszego systemu edukacyjnego, o nieatrakcyjności i braku perspektyw dla utalentowanej młodzieży. Gdyby w Ministerstwie Edukacji siedzieli prawdziwi patrioci, musieliby bić w dzwony z tego powodu, że młode „umysły” coraz częściej wyjeżdżają z Ukrainy. Dla Ukrainy masowy wyjazd młodzieży na studia to strategiczny minus. Tragedii jednak w tym nie ma. Dobrze, że jest możliwość wyboru. Mam nadzieję, że część młodzieży wróci. Choć nie jest to pewne, zwłaszcza przy obecnej polityce, gdy zagraniczne dyplomy nie są uznawane na Ukrainie, a Ministerstwo na wszelkie sposoby przeszkadza tym, którzy zdobyli wykształcenie za granicą, nawet na najbardziej prestiżowych uniwersytetach. Teraz wracam do drugiej części pytania. Czy warto studiować w Polsce? Tak, warto, zwłaszcza jeżeli pragną Państwo otwartej perspektywy, szerszego światopoglądu i integracji z europejską wspólnotą intelektualną. Trudniej z wyborem, bo trzeba wziąć pod uwagę wszystkie możliwe czynniki. Pamiętajcie, że informacja na oficjalnych stronach to w jakiejś mierze reklama, dlatego trzeba rzetelnie sprawdzić jej wiarygodność. Ukraińcom, którzy zamierzają studiować w Polsce, poradziłbym zastanowić się także nad warunkami studiów. Oficjalnie są one płatne dla obcokrajowców, a przeciętny Ukrainiec tak łatwo nie może pozwolić sobie na ich opłacenie, jak Francuz czy Amerykanin. Istnieje jednak możliwość zwolnienia z opłaty. Żeby rozwiązać ten problem, warto mieć Kartę Polaka lub wygrać konkurs na stypendium rządu. Na prywatnych uczelniach ten problem można rozwiązać dużo prościej. Na przykład w Koszalinie najlepsi studenci są zwalniani z opłat, a nawet dostają stypendium, które ma zachęcić ich do nauki. „Edukacja musi być ważnym instrumentem państwowej polityki, a nie prawie legalnym biznesem” – Proszę ocenić stan szkolnictwa wyższego i edukacji na Ukrainie i w Polsce. – Trudno się z tym pogodzić, ale w latach 2000. na Ukrainie nie odbyła się reforma szkolnictwa wyższego. Ostatnio coraz wyraźniej odczuwalna jest potrzeba reformy. Ma to być reforma systemowa: 1) sieciowa, żeby likwidować uczelnie, nie mające możliwości do rozwoju, które tylko profanują wyższe wykształcenie w kraju; 2) strukturalna, żeby radykalnie zmienić programy nauczania; 3) kadrowa, żeby wreszcie podać do dymisji starą komunistyczną nomenklaturę, która do tej pory kształtuje politykę w większości uniwersytetów. Czyli roboty tu dużo. Mimo to organy władzy w zakresie edukacji bawią się przeważnie w jakieś rzeczy formalne imitując w taki sposób reformy: albo wprowadzą 100-punktowy system oceny zamiast 5-punktowej, albo nazywają instytuty i akademie uniwersytetami, państwowe – narodowymi… Natomiast polski system edukacji przeżywa okres reform. Nie powiem, że wszystko udaje się z powodzeniem, są też komplikacje. Ale są też pozytywne doświadczenia, które bardzo przydałyby się Ukrainie (Polacy są gotowi podzielić się nim, ale brak zainteresowania z naszej strony!). Na przykład wprowadzono dwustopniowy system kształcenia, co miało dobry wpływ na część młodzieży. Mniej zamożni studenci mają możliwość ukończenia trzyletnich studiów I stopnia tam, gdzie mieszkają, w odpowiednich Państwowych Wyższych Szkołach Zawodowych (została stworzona sieć takich szkół i pomyślnie działa w prowincjonalnych miasteczkach), a na studia magisterskie pojechać do większego miasta. Zmiany zauważalne są także na uniwersytetach, które postawiły na szeroką integrację z europejskim i światowym systemem edukacji i już widoczne są tego skutki. Nie trzeba mówić o tym, że ten sukces był możliwy także dzięki ogólnej polityce Unii Europejskiej, która wprowadza zasady integracji, współpracy i wolnej konkurencji w edukacji, a wiele projektów jest finansowanych w ramach różnych grantów. Na Ukrainie na razie taki proces jest hamowany przez różne siły. Co najciekawsze, hamują go ci politycy przy władzy, których dzieci studiują w Cambridge i w Londynie. Czy Pan rozumie paradoksalność sytuacji? Edukacja musi być ważnym instrumentem państwowej polityki, a nie prawie legalnym biznesem, jak to jest na Ukrainie. Wtedy będą przesłanki dla przeprowadzenia systemowych reform. - Na Uniwersytecie Jagiellońskim jest Pan profesorem Katedry Ukrainistyki. Czy Polacy chętnie studiują filologię ukraińską? Czy ostatnio w Krakowie można zauważyć ożywienie w poznawaniu wszystkiego co ukraińskie? - Wyraźnych zmian w tym zakresie nie zauważam. Ukrainistyka to stosunkowo młoda dziedzina w Polsce, która reprezentowana jest przez kilka (generalnie młodych) katedr w największych uniwersytetach tego kraju. Większe ożywienie odbyło się w 2005 roku na fali pomarańczowego sukcesu Ukrainy. Cieszy to, że ukraińska mniejszość narodowa staje się bardziej zauważalna i wpływowa w Polsce. Polakom podobają się koncerty i festiwale Ukraińców. Jednak zaznaczę, że jest to przeważnie inicjatywa polskich władz lokalnych, natomiast ukraińskie państwo nawet jeżeli wspiera, to tylko pozornie. Gdyby ukraińsko-polskie stosunki rozwijały się konsekwentnie (obecnie powiedziałbym są one okazjonalne i zazwyczaj rytualne, bo ograniczane są do pokazowych wizyt i uścisków dłoni liderów), sukces ukrainistyki w Polsce byłby znacznie większy. Natomiast obecnie są pojedyncze młode osoby, które zachwycają się naszym krajem, językiem, kulturą, i to mnie bardzo cieszy, bo to w oparciu o nich kształtuje się korpus dobrowolnych ambasadorów Ukrainy w Polsce. Jednak na poziomie systemowym taka działalność nie jest prowadzona, zwłaszcza przez stronę ukraińską. „Współczesna ukraińska literatura przyczyniła się do ożywienia polsko-ukraińskich kontaktów o wiele więcej, niż cały korpus dyplomatyczny w okresie niezależności” - Chciałbym usłyszeć Pańską profesjonalną porównawczą ocenę twórczości współczesnych polskich i ukraińskich literatów. - Po pierwsze obydwie literatury w tej chwili przeżywają okres aktywnej „zmiany etapów”, zmiany pokoleń i systemu wartości. Odbywa się pewna wewnętrzna „fermentacja”, która bez wątpienia je zbliża. Po drugie cieszę się, że na tym polu nasze dobrosąsiedzkie kontakty aktywnie się rozwijają. Proszę porównać na przykład jak odbierają na Ukrainie tłumaczenia utworów średniego i młodszego pokolenia Polaków – Andrzeja Stasiuka, Olgi Tokarczuk, Marka Krajewskiego, Daniela Odii itd. Czytelnik identyfikuje ich jak „swoich”, przecież ze względu na problematykę i otwartą pozycję autorską takie utwory są bliskie odbieraniu świata przez młodych ludzi, którzy coraz wyraźniej i pewniej pokonują językowo-kulturowe bariery współczesnego świata. Ponadto odważę się powiedzieć, że współczesna ukraińska literatura, mimo że tłumaczeń jej jest niewiele, przyczyniła się do ożywienia polsko-ukraińskich kontaktów o wiele więcej, niż cały korpus dyplomatyczny w okresie niezależności. I to w sytuacji, kiedy tłumaczenia dokonywane i finansowane są przez stronę polską (w odróżnieniu od polskiej książki na Ukrainie, która finansowana jest przez specjalne instytuty!). Natomiast na utrzymanie dyplomatów Ukraina wydaje poważne środki. Jest to obraźliwe, ponieważ to nasze podatki, które są wykorzystywane bardzo nieefektywnie… Żeby nie kończyć na tym smutnym momencie, wrócę do oceny współczesnej literatury. Moim zdaniem polska literatura ma wielu utalentowanych ludzi, i co najważniejsze – ma bardzo dobrą klasyczną szkołę XX wieku (szczególnie poezji), która tworzy wysoki poziom języka i stylu i zmusza do utrzymywania tego poziomu. Współczesnej literaturze ukraińskiej trudniej wychodzić z ruin soc- i nacrealizmu, dochodzić do siebie po rozerwaniu pokoleń i utracie moralnych autorytetów (tym bardziej w warunkach otwartej kulturowej inwazji północnego sąsiada), a mimo to, nie wycofuje się z powodu trudności. Młode ukraińskie słowo jest obecnie bardzo potrzebne społeczeństwu. Jednak nawet przy najbardziej pesymistycznych prognozach, literatura nie straci swojej wagi. Stała się ona wysoką wartością kulturową, której tak po prostu nie da się skreślić z pamięci społeczeństwa czy wyrzucić na śmietnik. Z innej strony, proces wzajemnego zbliżania się współczesnej literatury ukraińskiej z innymi literaturami narodowymi, zwłaszcza w regionie Środkowo-Wschodniej Europy jest wieloznaczny. Świadczy on o ogromnych możliwościach naszego słowa, które zostaną zrealizowane w najlepszych czasach. A my z Panem w takie czasy podobno wierzymy? Rozmawiał Wiktor JARUCZYK