Kto stanie w obronie ukraińskiego? Jestem Ukraińcem. Mój język ojczysty to język ukraiński. Mieszkam na Ukrainie. Oczywiście, mam się czuć komfortowo w swoim kraju. Jednak ostatnio, szczególnie za rządów Azarowa, coraz częściej większość świadomych Ukraińców, do których siebie zaliczam, zauważa niwelowanie naszych odwiecznych wartości – kultury, Kościoła, historii, języka… Dlaczego my, Ukraińcy, mając na zapleczu 20 lat własnej, oficjalnie uznanej w świecie państwowości, dotychczas borykamy się z elementarnymi problemami, które już dawno zostały uwzględnione przez naszą Konstytucję? Okazuje się, że jest ona daleka od doskonałości i należy ją zmieniać prawie corocznie. Teraz można się odwoływać do kompilacji praw ustalonych za różnych rządów w celu przedłużenia kadencji gwaranta i większości sił rządzących. Czy nie wywołuje powszechnego zdziwienia to państwo, w którym prawo się zmienia w zależności od wizji każdego nowego prezydenta i jego zwolenników oraz patronów? Nie jestem solidarny z wyborem większości Ukrainy. Społeczeństwo demokratyczne musi uwzględniać polityczną wolę swojej ludności. Jednak nigdy nie zgodzę się na otwarte i bluźniercze wyniszczenie moralnych, kulturowych, narodowych tradycji mojego narodu. Dzisiaj mamy mnóstwo problemów, które są niwelowane, pozbawione wagi aktualności wśród większości Ukraińców z powodu problemów finansowych i zawirowań gospodarczych. W związku z podwyższeniem cen na produkty żywnościowe i usługi bytowe, inflacją, reformami podatkowymi i emerytalnymi, prawie z załamaniem odbieramy kolejne wiadomości o innych reformach – o charakterze antyukraińskim. Okazuje się, że sztucznie wywołany głód nie był wymierzony i obliczony na likwidację mojego narodu i tej kwestii nie wolno poruszać nawet na zajęciach z literatury ukraińskiej, o czym świadczy wyeliminowanie ze szkolnego kursu nauczania utworu Wasyla Barki „Żółty książę”, wprowadzenie natomiast dzieł w języku rosyjskim (!), które powstały na Ukrainie. Teraz dzieci powinny zgłębiać wiersze Nikołaja Uszakowa, Leonida Wyszesławskiego, Borysa Czyczybanina i Leonida Kisielowa, pisane w języku internacjonalnym. Obchodząc rocznice wyzwolenia ukraińskich miast od nazistów, mamy oddawać hołd wyłącznie żołnierzom Armii Czerwonej. Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego, Ukraiński Kościół Grekokatolicki od niedawna stały się dla pewnej kategorii rządzących prawie że sektami. Dostojnicy przynależący do Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego przedwcześnie zaczęli świętować swoje absolutne zwycięstwo w zawodach o posiadanie grzesznych dusz Ukraińców. Szczególne zaniepokojenie budzi ten fakt, że nasze ukraińskie ministerstwo oświaty i nauki, młodzieży i sportu zamiast zadbać o obronę języka ojczystego (na razie jedynego w naszym kraju posiadającego status państwowy) na początku bieżącego roku zaczęło realizować projekt koncepcji edukacji językowej na Ukrainie, który przewiduje poszerzenie sfery używania języka rosyjskiego. Odtąd każdy będzie swobodnie wybierać, w którym języku ma uczyć się, co oznacza, że mieszkańcy Ukrainy - jej obywatele - absolutnie nie są zobowiązani do nauczenia się języka własnego kraju. Ten krok jest jednym z wielu, które prowadzą naszą edukację do rusyfikacji. Co ciekawe, propozycje o zmianie projektu edukacji językowej zostały wniesione w czasie obchodów Bożego Narodzenia i Nowego Roku, kiedy większość Ukraińców zajmowała się obowiązkami rodzinnymi. Chyba nie przypadkowo wybrano właśnie ten czas, więc rusyfikowanie oficjalnie zostało założone wcześniej i z powodzeniem i w sposób zaplanowany jest urzeczywistniane przez ukraińskie (!) wadze. Jeden z moich znajomych, ukraiński filolog, ostatnio z gorzką ironią wspomniał, że zajrzawszy do jednej z niedawno wydanych encyklopedii przeczytał ciekawe określenia niektórych pojęć, na przykład definiujące język ukraiński jako jeden z wielu języków europejskich, którym posługuje się określona kategoria ludności, a język rosyjski jako język nauki i techniki, język o wysokiej kulturze. Czy to nie jest poniżeniem mojego języka urzędowego? I czy należy bronić języka naszego wschodniego sąsiada składając w ofierze nasz język własny? Zawsze budzi we mnie zdziwienie ten fakt, że na Ukrainie są ludzie, którzy spędzili tu całe swoje życie i nie czują potrzeby zapoznania się z językiem tego kraju, przynajmniej w sferze bytowej. Ukraińskojęzyczna ludność środkowej, południowej i wschodniej Ukrainy czuje się poniżona, jej interesy są ignorowane, szkoły ukraińskojęzyczne są zamykane, a urzędnicy - słudzy narodu - dumnie twierdzą w języku ni to ukraińskim, ni to rosyjskim, że nie mają żadnego zamiaru „posługiwać się tym cielęcym językiem”. Jednocześnie nigdy nie słyszałem, aby w naszym kraju ktoś obraził godność i honor człowieka, który posługuje się na Ukrainie językiem rosyjskim. Stąd powstaje zwykłe i uargumentowane pytanie: „Czy nie nadszedł czas najwyższy dla obrony narodowej kultury, historii i języka przez tych ludzi, którzy otrzymują za to niezwykle wysokie przywileje?” Przecież to stanowi priorytet ich działania według postanowień konstytucyjnych. Wiktor JARUCZYK