Marcin Kojder: „Ukraińców i Polaków łączy wiele i coraz więcej” W dni przedświąteczne w Łucku przebywał adiunkt Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie Marcin Kojder. Dziennikarz MW spotkał się z doktorem filologii, żeby porozmawiać o nauce, o Polsce i o Ukrainie. - Panie Doktorze, proszę wyjawić cel swojego pobytu w Łucku. O ile mi wiadomo, często przyjeżdża Pan na Ukrainę. - Jestem w Łucku na stażu naukowym w Uniwersytecie Wschodnioeuropejskim, z którym od wielu lat mamy podpisaną umowę o współpracy naukowej. Ta współpraca jest wielopłaszczyznowa i bardzo owocna. Na Ukrainę przyjeżdżam często, biorę udział w projektach pozarządowych jako organizator, a także jako tłumacz. Poza tym z rodziną chętnie spędzamy wolny czas na Ukrainie, od Wołynia i Galicji, po Krym – Ukraina to nasz ulubiony cel wyjazdów turystycznych. Na Ukrainie mam wielu serdecznych przyjaciół, z którymi utrzymuję stały kontakt. - Jest Pan przedstawicielem jednej z największych polskich uczelni – Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Czy dużo Ukraińców studiuje teraz w Lublinie? - Tak, jestem pracownikiem Instytutu Filologii Słowiańskiej UMCS. W naszym Uniwersytecie zwiększa się liczba studentów zza wschodniej granicy. W dobie kryzysu demograficznego jest to kierunek, z którym łączymy nadzieje na nowych studentów. Władze UMCS przykładają dużą wagę do ułatwienia podjęcia nauki kandydatom ze wschodu. W jednostce zajmującej się rekrutacją jest osoba zajmująca się obsługą kandydatów z Ukrainy, Białorusi i Rosji, system punktacji został przystosowany do systemu ocen maturalnych naszych sąsiadów tak, aby na równych warunkach mogli konkurować z kandydatami polskimi. W szczególnym położeniu są posiadacze Karty Polaka, dla których nauka jest bezpłatna. Inni kandydaci ze wschodu są traktowani na równi z kandydatami z innych państw. - Wiem, że ponad 10 lat był Pan opiekunem Koła Naukowego Studentów Filologii Ukraińskiej UMCS. Czym interesuje się polska młodzież? - Koło Naukowe Studentów Filologii Ukraińskiej UMCS powstało w 1993 roku. Od początku w kręgu zainteresowań członków Koła znalazła się problematyka obszarów zróżnicowanych etnicznie. Już kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Lublina zaczynają się tereny od wieków zamieszkałe przez Polaków i Ukraińców. Właśnie język, kultura duchowa i materialna pogranicza polsko-wschodniosłowiańskiego od początku była obiektem zainteresowania Koła. - Na UMCS nadal popularna jest ukrainistyka. Jak długo już istnieje i gdzie znajdują pracę absolwenci ukrainistyki? - Filologia ukraińska w UMCS powstała w 1992 roku, a więc obchodziliśmy w zeszłym roku jubileusz 20-lecia. W ostatnich latach, w odpowiedzi na wymagania rynku pracy w Polsce i Europie, zmieniliśmy profil kształcenia studentów z nauczycielskiego na translatorski. Studenci podczas nauki na studiach dwustopniowych posiadają gruntowne wykształcenie filologiczne, a więc bardzo dobrą znajomość języka ukraińskiego, kultury i literatury ukraińskiej. Drugim blokiem przedmiotów są przedmioty ściśle związane z przygotowaniem do pracy tłumacza. Szczególną uwagę przykładamy do umiejętność praktycznych, takich jak praktyczne tłumaczenie tekstów z różnych dziedzin, umiejętność reakcji w konkretnych sytuacjach komunikacyjnych wynikających ze specyfiki zawodu tłumacza. Studenci odbywają praktyki zawodowe, w czasie których wykorzystują nabytą wiedzę i umiejętności oraz nabierają doświadczenia praktycznego. Realizujemy również studia podyplomowe przygotowujące do egzaminu dla tłumaczy przysięgłych. - W latach 90. miała swój początek inicjatywa restaurowania zapomnianych cmentarzy ukraińskich w Polsce i polskich na Ukrainie. Wiem, że Pan również brał udział w tych ważnych projektach. Czy dzisiaj młodzież jest również zainteresowana kultywowaniem naszej pamięci? Ostatnio jakby mniej takich idei. - To prawda, nasze narody zostały doświadczone przez niełatwą historię. Rachunek krzywd jest duży i to po obu stronach. Nie chcę w tej chwili zagłębiać się w nie, ale jednego jestem pewien – nie wolno nam o nich zapomnieć. Nie wolno oddzielić grubą kreską tych tragedii, nawet w imię przyszłej współpracy. Myślę, że problem polega na zrozumieniu winy, i to często własnej winy i wzięcia za nią odpowiedzialności, historycznej. Dotyczy to obydwu stron, chociaż nie są one symetryczne. Pozostałością po tej historii są opuszczone cmentarze po obu stronach granicy. Wiele zrobiono dla renowacji tych cmentarzy przez różne organizacje społeczne i nie chodzi tylko o sprzątanie czy wycinanie krzaków, ale o renowacje nagrobków zgodnie ze sztuką konserwatorską. Równolegle z ochroną kultury materialnej, prowadzone są badania poświęcone kulturze duchowej nekropolii na pograniczu. Wspomnę choćby o projekcje „Nekropolie jako znak kultury pogranicza polsko-wschodniosłowiańskiego”, zrealizowanym w Zakładzie Filologii Ukraińskiej UMCS, w którym pograniczne cmentarze poddane zostały wieloaspektowej analizie: językowej, kulturowej, sakralnej oraz konserwatorskiej. Takie inicjatywy realizowane są nadal. A młodzież chętnie bierze udział w takich akcjach, które uważa za ważne. Musimy więc, jako nauczyciele, uzmysłowić młodzieży wagę takich znaków historii, jak cmentarze. - Ukraińców i Polaków łączy wiele spraw, jednak nadal pewne osoby i organizacje są przeciwne naszej współpracy. Jak, zdaniem Pana, można naszą współpracę uczynić bardziej owocną? - Ukraińców i Polaków łączy wiele i coraz więcej. W ostatnich latach widoczna jest zmiana stereotypu Ukraińca w Polsce. Coraz więcej Polaków traktuje Ukraińców na równi z innymi obcokrajowcami i nie ma nic przeciwko temu, żeby z Ukraińcami pracować, czy mieszkać po sąsiedzku. Spowodowane jest to faktem, że Polacy poznali Ukraińców jako ludzi uczciwych, przyjaznych, godnych zaufania i bardzo pracowitych. A to nie jest zasługa ani rządów, ani organizacji, ani turniejów piłkarskich, tylko zwykłych ludzi. Oczywiście zdarzają się nieodpowiedzialne komentarze czy incydenty, jak ordynarne i po prostu głupie żarty znanych dziennikarzy. Spotkało się to zresztą z ogólnym potępieniem i wywołało szeroki sprzeciw polskiej opinii publicznej. Myślę, że klucz do jeszcze ściślejszej współpracy leży w dalszym poznawaniu się na partnerskich zasadach. Oczywiście, kwestie historyczne, które są bardzo ważne, muszą zostać wyjaśnione w sposób uczciwy i z największym szacunkiem i mam ogromną nadzieję, że uda nam się to osiągnąć. Myślę jednak, że ten proces nie będzie łatwy. - Polska od dawna jest mediatorem pomiędzy Unią Europejska a Ukrainą, wiele zrobiono w celu integracji naszego państwa ze Wspólnotą. Rosja robi wszystko, żeby nie wypuścić Ukrainy z kręgu swoich wpływów, a wielu ukraińskich polityków są instrumentami takiej woli „starszego brata”. Czy nie ma Pan wrażenia, że obecne władze Ukrainy nie są zainteresowane zbliżeniem Ukrainy z Zachodem? - Od wstąpienia Polski do UE w 2004 roku z satysfakcją obserwowałem zaangażowanie polskich władz w dialog pomiędzy UE a Ukrainą. Co do samej Unii, to mam mieszane odczucia. Oczywiście, przynależność do Wspólnoty ma ogromne zalety, polegające przede wszystkim na swobodzie przepływu osób i kapitału w obrębie przestrzeni europejskiej, możliwość udziału w programach finansowanych przez UE, również dotyczących takich sfer jak kultura i nauka. Bardzo ważny jest program Erasmus, mający na celu finansowanie wyjazdów studentów na studia w innym kraju europejskim oraz wspieranie współpracy uczelni wyższych ze wszystkich krajów członkowskich UE. Niestety, obecność w strukturach wspólnotowych niesie ze sobą pewne negatywy. Myślę tu o wyższości prawa i procedur unijnych nad narodowymi i podporządkowaniu interesów państw interesowi Wspólnoty. Nie wdając się w szczegóły twierdzę, że nie wszystko, co dobre dla Unii Europejskiej jest z pożytkiem dla Polski. Jednym z takich problemów jest sprawa granicy polsko-ukraińskiej i ograniczeń w jej przekraczaniu dla Ukraińców. Nie dość, że jest ogromną przeszkodą w naszych kontaktach, to jeszcze powoduje sytuacje korupcjogenne. Jeśli chodzi o ukraińską scenę polityczną, to rozumiem ją coraz mniej. Mam wrażenie, że władze Ukrainy deklarując proeuropejski kierunek rozwoju państwa, nie robią nic w tym kierunku. Politycy preferują i realizują własne cele. Pytanie, kiedy politykom europejskim skończy się cierpliwość do tej gry, a zdaje się, że już się kończy. Z kolei Rosja nigdy nie ukrywała, że nie dopuści do integracji Ukrainy z UE i coraz bardziej uzależnia Ukrainę od siebie. Rządząca Partia Regionów od początku otwarcie mówiła o integracji z Rosją i, jak na razie, skutecznie to realizuje. Z ogromnym niepokojem przyjąłem ustawę o zasadach polityki językowej na Ukrainie. Na koniec dodam jednak, że wyniki ostatnich wyborów mogą dawać nadzieję choćby na spowolnienie tego kursu. Ale to pewnie będzie zależało od tego, czy partie opozycyjne znajdą wspólny język i płaszczyznę do porozumienia i współpracy. Rozmawiał Wiktor JARUCZYK