Vytautas Žalys Inny Jurgis Baltrušaitis ABSTRAKT. Artykuł analizuje działalność dyplomatyczną Jurgisa Baltrušaitisa, długoletniego przedstawiciela Litwy w Rosji Sowieckiej, a od lata 1922 r. nadzwyczajnego posła i ministra pełnomocnego w Związku Radzieckim, oraz omawia jej rezultaty. Uwagę skoncentrowano na kilku problematycznych kwestiach: zbadano środowisko, w którym kształtowały się poglądy J. Baltrušaitisa, mogące później wpłynąć na jego działalność dyplomatyczną; opierając się na dokumentach archiwalnych, tj. raportach politycznych J. Baltrušaitisa i jego korespondencji dyplomatycznej, przedstawiono jego kontrowersyjne stanowisko wobec ZSRR; omówiono napięte relacje J. Baltrušaitisa z władzami Litwy, przeanalizowano przyczyny stale powstających konfliktów oraz metody i algorytmy komunikacji J. Baltrušaitisa z kierownictwem Ministerstwa Spraw Zagranicznych; oceniono wyniki „misji geopolitycznej”, którą J. Baltrušaitis sam sobie przypisał. SŁOWA KLUCZOWE: Jurgis Baltrušaitis, Republika Litewska, poselstwo litewskie w Moskwie, bolszewizm, Związek Radziecki, Polska, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Republiki Litewskiej. Wprowadzenie Imieniem Jurgisa Baltrušaitisa na Litwie nazwano ulice, szkoły, ustanowiono i przyznaje się nagrody, pisze monografie, artykuły, organizuje wystawy i konferencje, tworzy filmy dokumentalne. Sejm Litewski ogłosił rok 2023 Rokiem Poety Jurgisa Baltrušaitisa, a pod koniec kwietnia wydano kolejny znaczek pocztowy oraz kopertę pierwszego dnia obiegu, poświęcone 150. rocznicy urodzin J. Baltrušaitisa, z tej okazji zorganizowano wiele wydarzeń. Tak wyjątkowe zainteresowanie ze strony władz, społeczeństwa, środowiska akademickiego i kulturalnego oraz mediów spotyka rzadko który twórca litewski, a tym bardziej dyplomata. Tradycja uwielbienia J. Baltrušaitisa, zrodzona w sowieckiej Litwie i kontynuowana na Litwie po 11 marca, ugruntowała się w naszym życiu publicznym. Tradycję tę odzwierciedla również tytuł artykułu historyka dr. Česlovasa Laurinavičiusa: „Jurgis Baltrušaitis – dyplomata nadziei” [fn: Tytuł artykułu Č. Laurinavičiusa zaskakująco nie odpowiada jego treści. Tytuł artykułu przetłumaczonego na język rosyjski kończy się znakiem zapytania, którego nie ma w wersji litewskiej. Zob.: Č. Laurinavičius, Jurgis Baltrušaitis – vilties diplomatas, Jurgis Baltrušaitis: poetas, vertėjas, diplomatas, red. D. Mitaitė, Wilno, 1999, s. 139–146.]. Ale czy dyplomata J. Baltrušaitis naprawdę zasłużył na to, by być bohaterem Niepodległej Litwy? [fn: Autor dziękuje kierownik Działu Rozpowszechniania Dokumentów Litewskiego Centralnego Archiwum Państwowego (dalej – LCVA), Džiugincie Kasiulaitienė, za pomoc w poszukiwaniu dokumentów archiwalnych. Serdeczne podziękowania również kolegom, którzy poparli powstanie tego tekstu i pomogli autorowi krytycznymi uwagami oraz merytorycznymi poradami.] Kontrowersje wyboru przestrzeni kulturowej i kariery dyplomatycznej Jak twierdzi prof. Bronius Vaškelis, w życiu J. Baltrušaitisa było wiele różnych sprzeczności, ale najwięcej z nich wynikało z jego stosunków z Litwą [fn: B. Vaškelis, Jurgio Baltrušaičio kolizijos kelyje į lietuvių literatūrą, Žvilgsnis iš atokiau, t. I, sud. D. Kuizinienė, Wilno, 2004, s. 13.]. Mieszkając w Moskwie, miesiące, a czasem lata spędzał w europejskich kurortach i miastach, przejeżdżał przez Litwę, ale nie do Litwy. Adomas Jakštas w 1923 r. pisał o sytuacji J. Baltrušaitisa i podobnych losach emigrantów kulturowych: Co mogła im dać biedna, przez wszystkich opuszczona ojczyzna?! Nic. Kto mógł w niej zrozumieć ich wysokie marzenia?! Nikt. No cóż, zwrócili się gdzie indziej, innym bogom postanowili służyć <…>. Wyrzekłszy się Litwy, [Baltrušaitis] nawet nie wspomina jej w swoich wierszach. Nie pokochał nawet Rosji, która go przyjęła <…>. Jego jedyna ojczyzna – to kosmopolitycznie parnasistowska kraina marzeń ze swoim „kryształowym zamkiem” i innym podobnym pięknem… Jak nazwą Baltrušaitisa w przyszłości Litwini, nie podejmujemy się zgadywać. Mogę tylko śmiało prorokować, że on, jako inteligent, ani trochę nie pokochawszy swego kraju i nie służąc mu, nie znajdzie miłości na Litwie [fn: Tamże, s. 15–16.]. Niektóre spostrzeżenia A. Jakštasa potwierdził, a nawet uzupełnił sam J. Baltrušaitis, pisząc o swoich przeżyciach w latach I wojny światowej. W jego listach do rosyjskiego symbolisty Wiaczesława Iwanowa pojawia się wiele obaw i rozważań na temat rosyjskich klęsk, wiary w zwycięstwo Rosji. J. Baltrušaitis jest wstrząśnięty utratą Warszawy i innych miejscowości Imperium Rosyjskiego! W tym samym czasie Niemcy zajmowali jedno po drugim litewskie miasta, ale w listach J. Baltrušaitisa nie ma o tym najmniejszej wzmianki. Jak zauważa B. Vaškelis, „wydaje się, że spojrzenie Baltrušaitisa obejmuje całą Europę, zatrzymując się na wyraźniejszych punktach mapy. Ojczyzna – Litwa w wydarzeniach rozstrzygających o losach imperiów była tylko małym, niewartym uwagi skrawkiem!” [fn: Tamże, s. 16.] A. Jakštas mylił się w innym: miłości i szacunku dla J. Baltrušaitisa na Litwie nie brakuje! W kontekście skomplikowanych relacji J. Baltrušaitisa z Litwą aktualnie brzmi spostrzeżenie Nikolajusa Kotreliovasa, jednego z najwybitniejszych filologów, specjalistów od literatury rosyjskiego „srebrnego wieku”: Jurgis Baltrušaitis „bez wątpienia, człowiek kultury imperialnej. Długo nie był człowiekiem kultury narodowej. To nie denacjonalizacja, lecz wybór kulturowy, jak np. [Adama] Mickiewicza. To wybór wielkiej kultury, jako większej przestrzeni” [fn: Pastaruosius šimtą metų niekas apie Jurgį Baltrušaitį rimtai nekalbėjo. Pokalbis su Nikolajumi Kotreliovu ir Jevgenijumi Cymbalu, kalbėjosi M. Čepaitytė, Literatūra ir menas, 2016, nr 29–30.]. Pod wpływem „większej przestrzeni kulturowej” J. Baltrušaitis spędził większość swojego życia. Dobrowolna emigracja do rosyjskiej przestrzeni kulturowej w żaden sposób nie umniejsza jego zasług jako twórcy, ale nieuchronnie nasuwa się pytanie, czy w dobie przełomu XIX i XX w. całkowicie zrozumiały wyjazd zdolnego młodzieńca z Litwy (gdzie wtedy jeszcze obowiązywał zakaz druku) do Moskwy, nieporównywalnie aktywniejszej i bogatszej przestrzeni kulturowej, mógł później wpłynąć również na pracę J. Baltrušaitisa jako dyplomaty? Innymi słowy, czy utożsamianie się z kulturą rosyjską i rusofilskie nastroje mogły wpłynąć na poglądy i działalność J. Baltrušaitisa jako przedstawiciela Litwy w Rosji Sowieckiej, a później – nadzwyczajnego posła i ministra pełnomocnego w Związku Sowieckim? Bolszewizm, Rosja bolszewicka, „nowa naród rosyjski” w raportach przedstawiciela Litwy w Rosji Radzieckiej Jurgisa Baltrušaitisa (1921–1922) Na Litwie Baltrušaitisa jedni bardzo ganili, inni bardzo chwalili… (Petras Klimas [fn: P. Klimas, Lietuvos diplomatinėje tarnyboje, Wilno, 1991, s. 32.]) Baltrušaitis nie był ani apologetą ustroju sowieckiego, ani wrogo nastawionym do ludzi niezależnych władz litewskich, jak to próbowali udowadniać Sowieci. (Bronius Vaškelis [fn: List B. Vaškelisa z 23.02.1973 do dr. A. Gerutisa (archiwum autora).]) Nigdy nie miałem wątpliwości co do przywiązania B. do Litwy i narodu litewskiego <…>. Ale w nowych czasach (w okresie międzywojennym) z litewskim społeczeństwem już się nie zgadzał. (Albertas Gerutis [fn: List A. Gerutisa z 08.03.1973 do B. Vaškelisa (archiwum autora).]) Którą Rosję znał Jurgis Baltrušaitis? Częściowo zgadzając się z twierdzeniami prof. B. Vaškelisa i dr. A. Gerutisa, proponowalibyśmy przeanalizować raporty wysyłane do Ministerstwa Spraw Zagranicznych (dalej – MSZ) w pierwszych latach kariery dyplomatycznej J. Baltrušaitisa, pozwalające lepiej poznać tę złożoną i kontrowersyjną osobę. Przede wszystkim należałoby przypomnieć okoliczności, w których poeta J. Baltrušaitis został przedstawicielem Litwy w Rosji bolszewickiej. Na to odpowiedzialne stanowisko J. Baltrušaitisa rekomendowali dwaj wpływowi przyjaciele – Tomas Naruševičius-Norus (dalej – Naruševičius) i Petras Klimas, którzy latem 1920 r. przybyli do Moskwy, aby negocjować podpisanie traktatu pokojowego. Dlaczego wybrano właśnie J. Baltrušaitisa? Spośród wszystkich motywów, którymi się kierowali, najważniejsze były dwa: znajomość Rosji i szerokie kontakty oraz znajomości w Moskwie. Nie wszyscy w Kownie popierali tę kandydaturę, nie wszystkich przekonały motywy wskazane przez T. Naruševičiusa i P. Klimasa. Podstawy do wątpliwości istniały. J. Baltrušaitis faktycznie dobrze znał Rosjan i Rosję, ale którą Rosję? Na pewno nie bolszewicką. Dobrze rozumiał Rosję imperialną, zwłaszcza jej życie kulturalne stolicy. O procesach politycznych w Rosji przedrewolucyjnej, ówczesnej polityce zagranicznej, ogólnie o sytuacji międzynarodowej mógł mieć tylko najbardziej ogólne informacje. Polityka symbolistę poetę J. Baltrušaitisa w tym czasie raczej nie interesowała. Po wybuchu I wojny światowej, a zwłaszcza po przewrocie bolszewickim, wszyscy mimowolnie musieli zainteresować się polityką, ponieważ lekceważenie nowych realiów mogło mieć poważne konsekwencje nawet dla poetów. Mimo wszystko, co mógł wiedzieć przewodniczący Moskiewskiej Organizacji Pisarzy J. Baltrušaitis o Rosji bolszewickiej latem 1920 r., kiedy T. Naruševičius i P. Klimas rozmawiali z nim w hotelu Knâžij Dvor (Княжий Двор) o wstąpieniu do litewskiej służby dyplomatycznej? Prawdopodobnie niewiele. W pierwszych latach po przewrocie chaos bolszewickiej Rosji był prawdopodobnie niezrozumiały nie tylko dla J. Baltrušaitisa, ale i dla nielicznych dyplomatów państw obcych, którzy wówczas pracowali w Moskwie. Ekspertów od Rosji bolszewickiej w tym czasie nawet nie mogło być, ponieważ sam model państwa bolszewickiego jeszcze się nie ustabilizował, prawdę mówiąc, istniało nawet kilka takich modeli (Włodzimierza Lenina, Lwa Trockiego, Nikołaja Bucharina i in.). W którą stronę podąży bolszewizm w Rosji, zależało od wielu okoliczności, w tym od wyniku wewnętrznych walk w partii bolszewickiej. Oczywiście, J. Baltrušaitis miał szerokie kontakty w Moskwie, choć bardzo specyficznego rodzaju. Poeta nie stał się gwiazdą moskiewskiego życia kulturalnego, ale w kręgach stołecznej inteligencji i bohemy był postacią znaną. Wśród jego przyjaciół byli wybitni pisarze, poeci, dramaturdzy i tak dalej. Po objęciu stanowiska przedstawiciela Litwy nie miał jeszcze znajomości wśród bolszewickich elit ani w Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych (Hародный комиссариат по иностранным делам) (dalej – NKID), ani w tym czasie nie mógł ich mieć. Kontakty w tych kręgach J. Baltrušaitis nawiąże znacznie później. Na początku kariery dyplomatycznej wciąż obracał się w moskiewskiej bohemie, której przedstawiciele, co zrozumiałe, żywo dyskutowali o losach Rosji i swoich własnych. Czytając raporty J. Baltrušaitisa z lat 1920–1922 wysyłane do Kowna, trudno pozbyć się wrażenia, że to właśnie w rosyjskich kręgach bohemy czerpał on wiedzę o życiu nowej Rosji, bolszewizmie i polityce bolszewików. Różnorodność opinii na te tematy w najbliższym otoczeniu J. Baltrušaitisa odzwierciedla się również w jego raportach politycznych – cechują je jaskrawe barwy, emocje, śmiałe, ale nie zawsze realistyczne prognozy, mnóstwo sprzeczności, proroctw, a także, oczywiście, nieprecyzyjne informacje. O energetyce „nowego narodu rosyjskiego” O nowych tendencjach bolszewizmu przedstawiciel Litwy w Moskwie pisał następująco [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 28.11.1921 do ministra J. Purickisa, LCVA, f. 383, op. 7, b. 108, s. 28–28v.]: W teorii komunizmu, w ideologii rad – zaczyna się kształtować nowy duch, nowe hasła, niezwykłe tendencje komunizmu. A ich nazwa to energetyka [podkreślenie J. Baltrušaitisa – V. Ž.]. Bolszewicy zaczynają uważać, że bogactwem człowieka nie są wytworzone przez niego przedmioty, lecz suma zorganizowanych sił roboczych (w sensie fizyki), inteligentnie zorganizowana energia narodu. Ta nowa tendencja kucharzy rad niesie ze sobą wyzwolenie energii osobistej, wolność inicjatywy itd. To jest fundamentalna zmiana w taktyce politycznej bolszewików. Gdy J. Baltrušaitis pisał o energetyce mas bolszewickich, wyzwalającej i „energię osobistą”, rzekomo sprzyjającej wolności inicjatywy, w Rosji jeszcze nie zakończył się czerwony terror. Okoliczność ta nie przeszkodziła mu w dalszym rozwijaniu koncepcji „energii nowego narodu”. Rozważania te nie są do końca typowe dla dyplomaty, którego kraj zaledwie dwa lata wcześniej ledwie zdołał obronić się przed „inteligentnie zorganizowanym” przypływem bolszewickiej energii. Chyba że terror w tej koncepcji jest rozumiany jako integralna część tej „energetyki”. J. Baltrušaitis nie krył, że wierzy w sukces bolszewików. Twierdził, że Francuzi bardzo się mylą, sądząc, że Rosji potrzeba 30–50 lat na odrodzenie. „To olbrzymi błąd. Rosja odrodzi się w ciągu 2–3 lat” – kreślił jasne perspektywy głodującej, pogrążonej w chaosie Rosji bolszewickiej przedstawiciel Litwy i kontynuował: Nie raz już raportowałem Ministerstwu, że naród rosyjski ze wszystkich swoich cierpień, z komunistycznej krwawej łaźni podnosi się, jeśli jeszcze nie podniósł, jako całkowicie nowy, niepodobny do starego, naród. Jego aktywna energia jest znacznie większa niż znana ludzkości. Nowy naród rosyjski musi tylko pozbyć się głodu i epidemii, a cuda pracy, energii będą niesłychanie owocne. Potwierdzi to każdy, kto przyjrzy się obecnemu potowi Rosji [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 18.04.1922 do ministra spraw zagranicznych Vladasa Jurgutisa, tamże, b. 300, s. 95.]. Ile warte są takie proroctwa? Rosję czekał nie rozkwit, lecz masowa kolektywizacja i industrializacja, kosztująca naród rosyjski miliony istnień. Terror, łagry, głód, a później powszechna niedola – taka była przyszłość Rosji, którą miał okazję obserwować również sam J. Baltrušaitis. Jednak realia bolszewizmu nie przeszkodziły mu w zachęcaniu Litwy, która zdecydowanie kroczyła drogą postępu, by nie spuszczała wzroku z Rosji – Związku Sowieckiego, obmywanej falami energii. W innym raporcie J. Baltrušaitis pisał o odbywającym się w Rosji za sprawą Lenina „przywracaniu swobód”. Rozumie się, że swobody przyznane przez bolszewików znacznie przewyższały dawne… Rzekomo dzięki Leninowi „kraj, jeszcze niedawno podobny do umarłego”, odrodził się. Poseł litewski dostrzegał „niemal osiągnięte” pojednanie ze wszystkimi wewnętrznymi wrogami i skuteczną walkę z bandytyzmem, który rzekomo sam z siebie zniknął, i nieustannie zachwycał się zmianami w Rosji bolszewickiej: Można znaleźć mnóstwo innych podobnych zmian. Dlatego mam podstawy, aby mówić o narodzie rosyjskim jako o jednostce politycznej i społecznej <…>. Powtarzam – rodzi się, a może już narodził się nowy naród rosyjski, tzn. nowa siła międzynarodowa, nowy żywioł o światowym znaczeniu. I z nim należy się bardzo poważnie liczyć. Według niego o powadze zmian dokonywanych przez bolszewików świadczyło również ograniczenie „kompetencji” Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej (Всероссийская чрезвычайная комиссия; dalej – WCzK) [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 29.12.1921 do wiceministra Petrasa Klimasa, tamże, s. 13–13v.]. Dążąc do wzmocnienia oddziaływania swoich raportów, J. Baltrušaitis stale wspomina o znaczących i pozytywnych zmianach w Armii Czerwonej, jej „wystarczającym” zaopatrzeniu, przywróceniu dyscypliny wojskowej: Armia Rosyjska jest siłą, z którą należy się liczyć. Ten fakt pozwala rosyjskim władzom wysoko podnosić swój głos na arenie międzynarodowej i ostrzegać wszystkich obecnych i przyszłych wrogów <…>. Z niedoli, popiołów i krwi Rosji zaczął się podnosić <…> całkowicie nowy naród, który nie dla chwały komunizmu, lecz dla swego życia mocno trzyma w rękach swój los. Motyw bolszewickiej „siły” i „nowego narodu” często powtarza się w raportach posła, który nie kryje zdziwienia „nieodpowiedzialnym” podejściem niektórych wysokich rangą polityków litewskich do Rosji [fn: Tamże, s. 15–15v.]. Czytając raporty J. Baltrušaitisa z Moskwy, zadziwia optymistyczna ocena perspektyw bolszewizmu. Odnosi się wrażenie, że próbowano pisać alternatywną historię bolszewizmu, dążąc do przewyższenia samego Johna Reeda [fn: J. Reed, Ten days that shook the World, 1919. Autor – amerykański dziennikarz, socjalista; wstęp do wydania książki z 1922 r. w USA napisał Włodzimierz Lenin.]. Nieco później w raportach J. Baltrušaitisa pojawiają się nowe odcienie, coraz częściej słychać nuty krytyki, a nawet strachu. W tajnym liście z 3 marca 1922 r. do ministra spraw zagranicznych Vladasa Jurgutisa pisał: wkrótce „doczekamy się nowego potopu krwi <…>. Cały organizm radziecki (i partii komunistycznej) zadrżał, a jego zdrowie – jest wątpliwe. Można spodziewać się wszelkich skoków i niespodzianek, różnych nieoczekiwanych wydarzeń i wybuchów, choć na sytuację międzynarodową, na los sowietów na razie nie powinny one wpływać. Naszkicowawszy ponurą perspektywę, poseł natychmiast próbował uspokoić kierownictwo MSZ, prosząc o „nieśpieszenie się na razie z wnioskami” [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 03.03.1922 do ministra spraw zagranicznych V. Jurgutisa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 300, s. 137–137v.]. Zwrotów myśli w tekstach J. Baltrušaitisa jest mnóstwo. Porównawszy komunizm do kocura mruczącego z wciągniętymi pazurami, dochodzi do wniosku, że ten kocur nie będzie już miał możliwości ani czasu, by kiedykolwiek drapać, ponieważ „los komunizmu to konsekwentny, demokratyczny radykalizm” [fn: Tamże, s. 117.]. Wniosek J. Baltrušaitisa, delikatnie mówiąc, wydaje się nieco bezpodstawny. Podsumowując wczesne raporty J. Baltrušaitisa, należy stwierdzić, że jawna, trudno ukrywana fascynacja energią Rosji bolszewickiej (perspektywami „nowego narodu rosyjskiego”, coraz silniejszym głosem Sowietów na arenie międzynarodowej, którego wszystkie kraje są zmuszone słuchać) miesza się z obawą przed czerwonym terrorem. Propozycje przedstawiciela Litwy w Moskwie dla MSZ dotyczące stosunków z Rosją sowiecką są bardzo jednostronne, całkowicie ignorują szerszy kontekst międzynarodowy. Surowo antypolska linia charakterystyczna dla J. Baltrušaitisa mogłaby być jeszcze zrozumiała, ale tego nie można powiedzieć o jego negatywnym nastawieniu do państw ententy. Niektóre propozycje J. Baltrušaitisa torowały Litwie drogę do międzynarodowej izolacji. Ponadto trudno wytłumaczyć całkowite ignorowanie niebezpieczeństwa, jakie dla niepodległości Litwy stwarzała Rosja bolszewicka. Nic dziwnego, że zaledwie kilka miesięcy po mianowaniu J. Baltrušaitisa w Moskwie, w tymczasowej stolicy zaczęto myśleć o jego zastąpieniu. Zatem, nie sprzeciwiając się opinii prof. B. Vaškelisa, że J. Baltrušaitis nie był wrogo nastawiony do idei Niepodległej Litwy, jednocześnie podkreślimy – wiara poety w rzekomo przeznaczoną mu misję geopolityczną zmniejszała jego odporność na sowieckie wpływy, a charakterystyczna dla niego rusofilia rodziła niebezpieczne iluzje polityczne. Z tych powodów na początku kariery dyplomatycznej J. Baltrušaitis powinien być zaliczany nie do ekspertów od Rosji, lecz do kategorii „pożytecznych idiotów” [fn: „Pożyteczny idiota” – osoba publiczna, która jest wykorzystywana do celów propagandowych, nie zdając sobie z tego sprawy. Autorstwo pojęcia przypisywane jest W. Leninowi, który wraz z Józefem Stalinem tak nazywał zachodnioeuropejskich intelektualistów, zachwycających się Rosją sowiecką. Np. Bernard Shaw, po przybyciu do ZSRR, uwierzył w wyższość polityki tego kraju, a po powrocie do Wielkiej Brytanii chwalił państwo stalinowskie, w którym w tym czasie setki tysięcy ludzi było prześladowanych i skazywanych na śmierć.]. „Misja Baltrušaitisa”: Litwa między Polską, ententą a Rosją bolszewicką J. Baltrušaitis uważał Polskę za największe zagrożenie dla Litwy. Po zajęciu Wilna było to dominujące nastawienie litewskiej elity politycznej wobec Polski. Niemniej, antypolska postawa J. Baltrušaitisa nie zawsze pokrywała się z litewskim mainstreamem. Jako przeciwwagę dla polskiego zagrożenia widział jedynie Rosję, nawet bolszewicką, marzącą o światowej rewolucji. Przekonany o nieuchronności nowej wojny polsko-bolszewickiej, przewidując zwycięstwo Armii Czerwonej w tej wojnie, J. Baltrušaitis święcie wierzył, że bolszewicy, pokonując Polskę, zwrócą Litwie Wilno i inne terytoria zajęte przez Polaków na wschodzie, zapewniając jednocześnie ciągłość litewskiej tradycji państwowej. Na czym opierało się to przekonanie? Odpowiedź na to pytanie pozostaje do końca niejasna, przynajmniej w raportach J. Baltrušaitisa do Kowna nie ma żadnych poważnych argumentów potwierdzających tę wizję. Argumenty dla przedstawiciela Litwy w Moskwie zastąpiła wiara, jakoby taki rozwój wydarzeń był nieunikniony. Antypolskie i prosowieckie, prorosyjskie poglądy J. Baltrušaitisa stopniowo przekształciły się w pewną, przypisaną sobie misję geopolityczną – wykorzystanie w jak największym stopniu wsparcia Rosji bolszewickiej dla Litwy przeciwko Polsce. Misję tę realizował przez całą swoją długoletnią karierę dyplomatyczną, a jej wyniki omówimy na końcu niniejszego tekstu. Na razie przyjrzyjmy się tej misji w kontekście realnej polityki, tj. trójkąta Litwa-Polska-Rosja bolszewicka na początku lat dwudziestych XX w. Po rozpoczęciu negocjacji w sprawie projektów Hymansa [fn: Projekty Hymansa – dwie propozycje rozwiązania sporów litewsko-polskich poprzez utworzenie federacji dwóch państw, przedstawione w 1921 r. przez belgijskiego ministra spraw zagranicznych Paula Hymansa.], J. Baltrušaitis przekazał Kownu kategoryczne zalecenie Moskwy – w żadnym wypadku ich nie akceptować! Jeśli Polska zaatakowałaby Litwę, zapewniał poseł litewski, Rosja podjęłaby „najsurowsze środki” w celu pomocy Litwie. Kiedy Kowno poprosiło o sprecyzowanie, o jakie środki chodzi, J. Baltrušaitis musiał wyjaśnić: „Władze sowieckie dziś jeszcze nie mogą oświadczyć, że jeśli Polska zaatakuje Litwę, władze sowieckie natychmiast wypowiedzą wojnę Polakom, ale już dziś możemy mówić o wsparciu bronią, pieniędzmi” [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 27.11.1921 „ściśle tajne” do ministra spraw zagranicznych J. Purickisa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 108, s. 29–29v.]. Taka pomoc na pewno nie wystarczyłaby Litwie, by obronić się przed Polską. Z drugiej strony, bolszewicy sami nie mieli pieniędzy, a udzielenie pomocy zbrojnej państwu, z którym nie było wspólnej granicy, nie było najłatwiejszym zadaniem. Przedstawiciel Litwy musiał przyznać również inny nieprzyjemny, ale bardzo wymowny fakt – kiedy zaproponował pisemne potwierdzenie obietnic wobec Litwy, Sowieci nie zgodzili się na to [fn: Tamże.]. Po niepowodzeniu i lekcji dyplomacji, J. Baltrušaitis w dalszym ciągu pisał w raportach do Kowna o zbliżającym się ataku Polski, nie stroniąc od dramatycznych oświadczeń: nie można się nie zgodzić <…>, Rosja jest siłą, okrutną siłą <…>. Polskę zaatakuje w sposób barbarzyński, nieludzkimi metodami <…>. Litwę, tak czy inaczej, wiążącą się z Polakami, choćby przymusowo, Rosjanie będą uważać za lewe skrzydło Polaków i zaatakują z wymienionym okrucieństwem. Nasza Ojczyzna i tak zostanie zdeptana, zniszczona, spalona, zginie. Rosjanie poważnie chcą nam pomóc w nieszczęściu, ponieważ im przyjemniej jest atakować izolowaną Polskę [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 27.11.1921 do MSZ „Ściśle konspiracyjnie. Tylko dla Pana” (adresat nieokreślony), tamże, f. 383, ap. 7, b. 108, s. 31.]. Czy Armia Czerwona, zdeptawszy Polskę, nie zwróci się przeciwko Litwie? Czy nie spróbuje powtórzyć scenariusza z 1919 r., tym razem licząc na inny, zwycięski finał? Poseł litewski w Moskwie nawet nie rozważał takiej możliwości. Dlaczego? Ponieważ żył w świecie iluzji, a ponadto taki rozwój wydarzeń nie pokrywał się z misją, którą sam sobie wyznaczył. Historyk Č. Laurinavičius pisze: [Miano nadzieję], że Rosja prędzej czy później pomoże uniezależnić się od wpływów Polski, pomoże odzyskać historyczną stolicę Wilno i kontynuować tradycję historycznej państwowości, nie obciążonej szkodliwym wpływem polonizacji <…>. Oczywiście, wierzono nie w bolszewików czy jakąkolwiek inną władzę Rosji, ale w samą Rosję, jej swoistą obiektywną misję, która prędzej czy później miała się ujawnić [fn: Č. Laurinavičius, dz. cyt., s. 142.]. Kogo konkretnie dotyczą te słowa, kto mógł mieć takie nadzieje? Artykuł jest poświęcony J. Baltrušaitisowi, więc najprawdopodobniej autor ma na myśli właśnie jego. Próbując wyjaśnić możliwy tok myślenia J. Baltrušaitisa, Č. Laurinavičius, niestety, tylko jeszcze bardziej komplikuje sytuację. Zastanawiające są rozważania o jakiejś mistycznej Rosji (nie bolszewickiej czy jakiejś innej), o jej „swoistej obiektywnej misji”, która prędzej czy później miała się ujawnić. Misja Rosji wobec sąsiednich narodów i państw w procesie historii jest dobrze znana, nie było w niej miejsca na sentymenty. A zatem J. Baltrušaitis całkowicie ignorował zagrożenie bolszewickiej Rosji dla niepodległości Litwy! Niewiarygodne, przecież dopiero co zakończyła się wojna z Armią Czerwoną, która wtargnęła na terytorium Litwy. Bolszewickie dążenia do sowietyzacji Litwy nie zostały jeszcze zapomniane. Bardzo niebezpieczne konsekwencje mogły mieć również ciągłe propozycje J. Baltrušaitisa do Kowna, aby nie ufać państwom ententy i nie szukać tam wsparcia. „Dla ententy Litwa to tylko korek, żeby tymczasowo zatkać dziurę. Ona i nas potraktuje jak korek. A Rosja się zmienia <…>, wkrótce odzyska swój stary głos <…>. Jeśli tego nie weźmiemy pod uwagę, zostaniemy zdeptani” – ostrzegał przedstawiciel w Moskwie, prosząc Boga o udzielenie ministrowi spraw zagranicznych Litwy mądrości [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 31.10.1921 do ministra spraw zagranicznych J. Purickisa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 108, s. 35–35v.]. Rekomendacje J. Baltrušaitisa zostały napisane zaledwie pół roku po podpisaniu traktatu pokojowego między sowiecką Rosją a Polską w Rydze [fn: Ryski traktat pokojowy między Polską a Rosją Radziecką (18.03.1921): w trzecim artykule tego traktatu ustalono, że „kwestie granic polsko-litewskich będą rozstrzygane przez same państwa będące w konflikcie”. Takie sformułowanie w Kownie uznano za sprzeczne z zobowiązaniami sowieckiej Rosji wynikającymi z traktatu pokojowego z Litwą z 12.07.1920. Po traktacie ryskim zaufanie do Moskwy na Litwie znacznie osłabło, ale J. Baltrušaitis zignorował również tę okoliczność.]. Litwa, która właśnie stała się członkiem Ligi Narodów, w tym czasie z niecierpliwością czekała na uznanie de jure przez wielkie mocarstwa, od ich woli w 1921 r. zależało rozwiązanie problemu Wilna, państwa ententy miały zadecydować o losach Kraju Kłajpedzkiego. W takich okolicznościach angażowanie się w intrygi przeciwko zwycięzcom I wojny światowej, państwom ententy, było nierozsądne, w przypadku Litwy nawet niebezpieczne. Mimo wszystko właśnie takie propozycje stale napływały z litewskiego przedstawicielstwa w Moskwie. Nic dziwnego, że stanowisko i propozycje przedstawiciela Litwy w Moskwie nie zawsze spotykały się w Kownie z aprobatą, czasem były bardzo krytykowane, przede wszystkim ze względu na stosunek do czynnika Rosji Radzieckiej w polityce międzynarodowej i rzekomego stałego jej wsparcia dla Litwy. J. Baltrušaitis miał nawet tendencję do oskarżania władz litewskich, rzekomo tylko z powodu ich „niepewnej i niejasnej taktyki” wobec ZSRR (rozumianej jako odmowa spełnienia wszystkich życzeń i pragnień Moskwy) ta ostatnia nie mogła pomóc w stawianiu oporu przeciwko Polsce i aliantom. Wydaje się, że takie zarzuty posła przelały czarę goryczy dyrektora Departamentu Politycznego MSZ, Broniusa K. Balutisa [fn: Wydaje się, że w tym czasie B. K. Balutis łączył stanowiska dyrektora Departamentu Politycznego MSZ z obowiązkami dyrektora Departamentu Zachodniego MSZ – zob. URM žinynas, Kowno, 1939, s. 432.]. Jego zdaniem, „w najważniejszej dla Litwy chwili” Moskwa wcale nie pomogła Litwie, a nawet bardzo jej zaszkodziła! To właśnie Sowietów B. K. Balutis obwiniał za niekorzystne dla Litwy rozstrzygnięcie aliantów w sprawie granicy z Polską. B. K. Balutis w liście do posła litewskiego w Moskwie pisał: Ostatnia nota rosyjska, zarzucająca aliantom brak dobrej woli, była jedynie „wielkim wystrzałem z wielkich ust.” Po przeczytaniu tej rosyjskiej noty alianci odpowiednio zareagowali – następnego dnia po jej otrzymaniu alianci podjęli decyzję w sprawie granicy litewsko-polskiej. Ten, kto mógł spodziewać się wsparcia od Rosji w kwestii granicy polsko-litewskiej, musiał być boleśnie rozczarowany, zwłaszcza że Rosjanie przez cały czas podżegali do twardej taktyki. Nie ma wątpliwości, że sympatie do Rosjan na Litwie znacznie po tym ostygły [fn: Raport B. K. Balučisa z 24.03.1923, nr 96, ściśle poufne, do J. Baltrušaitisa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 374, s. 296.]. Poważnej krytyce poddana została również inna, stale powtarzana mantra J. Baltrušaitisa – jakoby wkrótce jeźdźcy niezwyciężonej Armii Czerwonej wkroczą do Polski! B. K. Balutis pisał: „Mamy tutaj silne przekonanie, że to nie Rosja będzie miała inicjatywę nowej wojny – i nie dlatego, że może by tego nie chciała, ale dlatego, że nie może”. Rzekomo wszystkie nieustannie wymieniane w raportach J. Baltrušaitisa sowieckie przygotowania wojskowe (wzmacnianie jednostek wojskowych, gromadzenie strategicznych rezerw itp.) są na Litwie postrzegane jako środki obronne, jako odpowiedź na znaczące francuskie wsparcie militarne dla Polski. „Tak jak w Europie Zachodniej, tak i u nas, panuje silne przekonanie, że Rosja jako czynnik sił ofensywnych w chwili obecnej i w najbliższej przyszłości jest niegroźna i nie trzeba się z nią poważnie liczyć” – podsumował B. K. Balutis, nie zapominając zachęcić J. Baltrušaitisa, by nie ufał również sowieckiemu stanowisku w sprawie Kłajpedy [fn: Tamże, s. 296–297.]. Koniec listu brzmi jak ostrzeżenie dla posła: zignorowanie tych spostrzeżeń grozi „utworzeniem sobie całkowicie iluzorycznych nadziei i postawieniem na złego konia”. B. K. Balutis nie omieszkał opatrzyć tego ostrzeżenia małą lekcją podstaw geopolityki i dyplomacji: „Musimy utrzymywać najlepsze, a nawet serdeczne stosunki z Rosją i Niemcami po decyzji aliantów w sprawie granic <…>. Na razie nie mamy innego wyjścia”, jednak – kontynuował – Litwa nie musi „wpadać w panikę i bez namysłu rzucać się w ich [tj. Sowietów i Niemców, – aut.] ramiona”. Myśląc o dalszej przyszłości, ostrzegł dyrektor polityczny MSZ, „taki skok w ich ramiona mógłby być równie zgubny dla Litwy, jak i surowa izolacja od nich”. Gdyby Litwa nie miała innego wyjścia, jak tylko rzucić się w ich objęcia, byłoby to bardzo złe z punktu widzenia taktyki – „gdyby oni to na pewno wiedzieli – cena dla nas byłaby inna” [fn: Tamże, s. 297.]. J. Baltrušaitis tych lekcji nie odrobił. Nie chciał czy nie mógł? „Głupota czy zdrada”? W długiej karierze dyplomatycznej J. Baltrušaitisa nie brakowało skandali. Problemy zazwyczaj nie wynikały z nieprzychylnego nastawienia do niego w Kownie (które z pewnością istniało), lecz z oczywistych, banalnych przyczyn, jak np. niezgodne z MSZ działania przedstawiciela, przekraczanie „czerwonych linii” obowiązujących dyplomatę i inne podobne działania, których MSZ nie mogło tolerować. Niektóre skandale związane z J. Baltrušaitisem odbiły się echem daleko poza granicami Litwy. Tak stało się np. 13 lipca 1922 r., kiedy to, wręczając listy uwierzytelniające przewodniczącemu Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego (WCIK) Michaiłowi Kalininowi [fn: Telegram J. Baltrušaitisa z 13.07.1922 do ministra spraw zagranicznych V. Jurgutisa, tamże, f. 383, ap. 7, b. 301, s. 196.], J. Baltrušaitis wygłosił przemówienie, które następnego dnia zostało streszczone przez sowiecki organ prasowy Известия, a później trafiło do gazet wielu krajów. Tego dnia w Moskwie J. Baltrušaitis wygłosił taką mowę: Litwa nie przestaje walczyć o swoją niepodległość. Los tej walki w znacznym stopniu zależy od tego, jak mocno sowieccy Rosjanie trzymają młot w swoich rękach. Władze litewskie zawsze były lojalne i w przyszłości będą takie wobec Rosji, ponieważ wymaga tego interes samej Litwy. Litwa miała kilku przyjaciół. Teraz, poza Rosją, prawie ich nie ma. Pozostawiona sama w swojej walce o niepodległość, Litwa widzi w Rosji państwo przyjazne. Litwa musi wierzyć w sowiecki młot [fn: Tamże, f. 923, ap. 1, b. 241, s. 196.]. W odpowiedzi na poetycko pochlebne przemówienie posła litewskiego M. Kalinin jedynie powściągliwie stwierdził, że „Rosja Radziecka jest jedynym państwem, które całkowicie neutralnie [podkreślenie – V. Ž.] odnosi się do litewskich interesów narodowych” [fn: Либавское русское слово, 19.07.1922.]. Takie przemówienie J. Baltrušaitisa, wygłoszone z tak podniosłej okazji, można było zrozumieć jako deklarację polityczną, która, oczywiście, musiała być uzgodniona z władzami litewskimi. Ta okoliczność jeszcze bardziej wzmocniła znaczenie słów J. Baltrušaitisa, który właśnie otrzymał rangę nadzwyczajnego posła i ministra pełnomocnego. Otwarcie prosowieckie przemówienie posła litewskiego było szeroko komentowane na Litwie i poza jej granicami. Duże niezadowolenie wzbudziło w sąsiedniej Łotwie. Oficjalny dziennik tego kraju, „Latvijas Vestnesis”, w artykule pod wymownym tytułem „Jedyny przyjaciel Litwy” stwierdził: przemówienie J. Baltrušaitisa potwierdza, że Litwa faktycznie będzie orientować się na Rosję Radziecką. Prawda, nie odrzucono innej możliwości, rzekomo J. Baltrušaitis, jako powszechnie znany poeta i „znawca duchowych napojów, w poetyckiej ekstazie duchowej nieco przesadził…” [fn: Vienintelis Lietuvos draugas, Latvijas Vestnesis, 21.07.1922.] Inne łotewskie dzienniki nie były tak wyrozumiałe. „Litwa poważnie gra na korzyść bolszewików. Nie chcąc być między bolszewickim młotem a ententą, Litwa wybrała cudowne wyjście, przyłączając się do sowieckiego młota, który na wszelkie sposoby całuje. Dowodem na to jest przemówienie Baltrušaitisa” – oburzała się gazeta wydawana w Rydze po rosyjsku [fn: Литва и болшевики, Рижский Курьер, 18.07.1922.]. Rosyjska gazeta z Lipawy zamieściła artykuł „Do wiadomości Baltrušaitisa”, opowiadający o codzienności państwa, na które poseł litewski proponował się orientować („W Rosji się nie żyje, tam się umiera. Rosji już nie ma… Ideał pozostałych przy życiu ogranicza się do chęci przeżycia i nie wpadnięcia w ręce Czeki…”) [fn: Либавское русское слово, 19.07.1922.]. Wystąpienie posła spotkało się z oburzeniem również na Litwie. Najgłośniej zabrzmiał głos pierwszego premiera Litwy, ministra spraw zagranicznych, prof. Augustinasa Voldemarasa. W gazecie Partii Postępu Narodowego ukazał się artykuł pod bezlitosnym tytułem „Głupota czy zdrada?”: Zatem to nie poeta Baltrušaitis, ale rząd Litwy oświadczył nie bolszewikowi Kalininowi, ale głowie Rosji Sowieckiej, że jedynym przyjacielem Litwy jest Rosja Sowiecka, i że z upadkiem bolszewików upadnie również Litwa [fn: Tėvynės balsas, 27.07.1922, s. 1.]. Ponieważ w pierwszych dniach po przemówieniu J. Baltrušaitisa ELTA, MSZ i Sejm milczeli, profesor nie szczędził ostrych słów posłowi w Moskwie i wyciągnął wniosek, że ta umowa o milczeniu zostanie zrozumiana za granicą jako kolejne potwierdzenie bliskości naszych władz z bolszewikami <…>. Gdyby Polacy przekupili Baltrušaitisa, to niczym nie mógłby im się lepiej przysłużyć, niż tą swoją niefortunną mową. W niej znajdą usprawiedliwienie dla okupacji Wilna <…>, rzekomo nie mogą ufać Litwinom, którzy potajemnie porozumieli się z bolszewikami. Pozycja J. Baltrušaitisa jeszcze bardziej się pogorszyła, gdy kilku członków Sejmu Ustawodawczego złożyło interpelację do ministra spraw zagranicznych V. Jurgutisa, żądając wyjaśnień od MSZ i odwołania posła z Moskwy [fn: Zapytanie członków Sejmu Ustawodawczego J. Valickisa, A. Šilgalisa, K. Vaitiekūnasa, J. Marčiulionisa z 27.07.1922 do ministra spraw zagranicznych V. Jurgutisa, LCVA, f. 923, ap. 1, b. 241, s. 196–197.]. Laimonas Tapinas, autor monografii poświęconej J. Baltrušaitisowi, twierdzi, że jest niemal pewien, iż J. Baltrušaitis, „jako doświadczony dyplomata”, nie mógł wygłosić takiego przemówienia, że poseł litewski najprawdopodobniej mówił bardziej ogólnikowo [fn: L. Tapinas, Imk, klajokli, žibintą vilties: Poeto ir diplomato Jurgio Baltrušaičio gyvenimo kronika, Wilno, 2000, s. 325.]. Sam J. Baltrušaitis zresztą nigdy publicznie nie zaprzeczył wersji przemówienia przedstawionej przez „Известия”. Z drugiej strony, J. Baltrušaitis, dopiero co rozpoczynający karierę dyplomatyczną, nie był „doświadczonym dyplomatą”. Latem 1922 r. nie uważano go za takiego ani w Kownie, ani w Moskwie. W tym czasie więcej czasu spędzał nie z urzędnikami NKID czy dyplomatami zagranicznymi, lecz z moskiewską bohemą, której szeregi, co prawda, znacznie się przerzedziły. „Niepotrzebnie Voldemaras oskarża p. Baltrušaitisa za rozmowę z Kalininem. Baltrušaitis natychmiast stwierdził zniekształcenie jego słów i myśli w doniesieniu prasowym, ale przecież protestować już nie można” [fn: Raport doradcy poselstwa w Moskwie a. i. L. Bagdonasa z 10.08.1922 do ministra spraw zagranicznych, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 301, s. 121.] – próbował bronić swojego szefa doradca poselstwa w Moskwie Leopoldas Bagdonas. Gdzie i komu J. Baltrušaitis stwierdził zniekształcenie swoich myśli i słów, nie jest jasne. Być może poseł, przeczytawszy „Известия” i zrozumiawszy, że publikacja sowieckiego organu prasowego nie pozostanie niezauważona, tłumaczył się kolegom z poselstwa? W raporcie L. Bagdonasa ważny jest inny moment. Potwierdza on, że ani słownie, ani pisemnie nie protestowano, „Известия” również nie poproszono o „naprawienie błędu”. Dlaczego? Wystąpienie J. Baltrušaitisa odbiło się echem również w kręgach dyplomatycznych. Litewski poseł w Wielkiej Brytanii T. Naruševičius ostrzegł kierownictwo MSZ o wzmożonych po przemówieniu J. Baltrušaitisa podejrzeniach w Foreign Office dotyczących proniemieckiej i probolszewickiej pozycji Litwy. Jego zdaniem, przemówienie to mogło również wpłynąć na bardzo niekorzystną dla Litwy decyzję Konferencji Ambasadorów w sprawie internacjonalizacji Niemna. „Przemówienie Baltrušaitisa wiele Wam zepsuło…” – przyznał również wysoki urzędnik Foreign Office, John D. Gregory. Litewski poseł próbował się tłumaczyć, że J. Baltrušaitis nie uzgadniał swojego przemówienia z MSZ, „jest poetą i zapewne wygłosił swoje przemówienie jako poeta, pod wpływem chwilowego natchnienia…” [fn: Uzupełnienie Raportu Politycznego nadzwyczajnego posła i ministra pełnomocnego Litwy w Wielkiej Brytanii Tomasa Naruševičiusa, 02.08.1922, tamże, b. 261, s. 3–4.] W raporcie do MSZ T. Naruševičius ostrzegł: „Na przemówienie Baltrušaitisa alianci zwrócili uwagę, należy zawczasu podjąć środki w celu naprawienia błędu. Czy nie lepiej byłoby, aby Baltrušaitis całkowicie wycofał się z tego miejsca?” [fn: Tamże.] Kiedy wzburzone emocje zaczęły opadać, w połowie sierpnia w Moskwie postanowiono je ożywić. „Известия” uznały za stosowne przypomnieć, że w przemówieniu wygłoszonym z okazji wręczenia listów uwierzytelniających poseł litewski „dokładnie opisał zaistniałą sytuację”. Rząd sowiecki, w przeciwieństwie do niektórych innych państw, rzekomo nigdy nie naruszał integralności terytorialnej i niepodległości Litwy (?!). Dalej jeszcze ładniej – sowiecki organ prasowy zaczął bronić J. Baltrušaitisa, a nawet ministra spraw zagranicznych V. Jurgutisa przed litewskimi „reakcjonistami”, których „patriotyzm nie mógł pokonać nienawiści do bolszewizmu, do Rosji Radzieckiej”. Rzekomo unikanie przez litewską prasę wzmianki o przemówieniu posła w Moskwie „potwierdza słowa Baltrušaitisa”, a litewski poseł nie zaprzeczył tekstowi przemówienia opublikowanemu w moskiewskich gazetach! [fn: Известия, 16.08.1922, nr 183.] Interwencja sowieckiego organu prasowego jeszcze bardziej podkopała autorytet J. Baltrušaitisa, zwiększając liczbę jego wrogów w tymczasowej stolicy. To doprawdy rzadka sytuacja – obce państwo, które skłóciło posła z reprezentowanym przez niego krajem, później jeszcze podejmuje się bronić zarówno jego, jak i nawet ministra spraw zagranicznych tego państwa przed wewnętrznymi „reakcjonistami”! Jesienią 1922 r. MSZ ponownie rozważało kwestię odwołania J. Baltrušaitisa z Moskwy. Wkrótce zrezygnowano z tego pomysłu, uznając, że odwołanie posła mogłoby zaszkodzić stosunkom z Moskwą, a po kapitulacji Ligi Narodów w sprawie Wilna lepiej tego uniknąć. Decyzję o odłożeniu odwołania posła z Moskwy można by zrozumieć, gdyby J. Baltrušaitis wyciągnął wnioski ze swojego błędu. Jak pokażą późniejsze wydarzenia, te oczekiwania się nie spełniły. Jak zachował się poseł, gdy wybuchł skandal? Chcąc uniknąć wyjaśnień, wziął urlop i wyjechał do Londynu. Gdy emocje nieco opadły, a on sam uniknął odwołania, pod koniec roku J. Baltrušaitis pisał do MSZ: Wydarzenia w Kownie, artykuły, interpelacje i przemówienia (które również są zgłaszane władzom rosyjskim) wpłynęły na moją pracę polityczną i na ogólną naszą sytuację polityczną gorzej, niż możecie sobie Państwo wyobrazić. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie można to naprawić. Wszystko, co było zbierane po kawałkach, małymi łyżkami, zniknęło od tego jednego ciosu. Moja pozycja tutaj i tak była pozycją skazanego na ciężkie roboty. A teraz – już nie wiem, jak ją nazwać. I to wydarzyło się w momencie, kiedy polityka Rosji (a wraz z nią i los Litwy?) zaczęła stawać się nowym czynnikiem polityki europejskiej [fn: List J. Baltrušaitisa z 21.12.1921 (adresat nieokreślony, najprawdopodobniej do wiceministra P. Klimasa lub ministra J. Purickisa), LCVA, f. 383, ap. 7, b. 108, s. 18.]. A zatem J. Baltrušaitis nie tłumaczy się, nie czuje, że popełnił błąd, lecz oskarża innych! Okazuje się, że to nie on, nie jego przemówienie, lecz osoby, które ośmieliły się go skrytykować, wyrządziły szkodę Litwie! Poseł skarży się na duże obciążenie pracą i swoją trudną sytuację, nie zapominając zauważyć, że tylko dzięki jego wysiłkom Litwa „zaczęła stawać się nowym czynnikiem polityki europejskiej”. Co poseł miał na myśli, tak wyolbrzymiając swoją rolę, trudno powiedzieć. Być może to, że tego samego 13 lipca, kiedy wręczał listy uwierzytelniające przewodniczącemu WCIK M. Kalininowi, do Kowna dotarła nota Konferencji Ambasadorów, w której przedstawiono warunki uznania Litwy de jure. Było to niezwykle ważne wydarzenie na drodze Litwy do pełnego międzynarodowego uznania, nieporównywalnie ważniejsze niż wszystkie obietnice bolszewików. Rozumie się, że poseł litewski w Moskwie w żaden sposób nie był związany z tym osiągnięciem. Jednym z najważniejszych wymogów przedstawionych w nocie wobec Litwy było przestrzeganie traktatu wersalskiego. Rosja Radziecka, jak wiadomo, tego traktatu nie uznała. Jurgis Baltrušaitis przeciwko Ministerstwu Spraw Zagranicznych Starając się uzasadnić strategiczną linię J. Baltrušaitisa dotyczącą jak najściślejszych stosunków Litwy z Rosją Radziecką (Związkiem Radzieckim), od czasu do czasu twierdzi się, że takie stanowisko posła w Moskwie w pełni odpowiadało ówczesnemu antypolskiemu kursowi litewskiej polityki zagranicznej, dla którego po zajęciu Wilna i jednej trzeciej etnicznych terytoriów Litwy Wschodniej nie było alternatywy. Czy poseł rzeczywiście tylko wykonywał instrukcje z Kowna? Przyjrzyjmy się kilku sytuacjom, które pozwolą lepiej zrozumieć niuanse stanowiska J. Baltrušaitisa w sprawie stosunków ze Związkiem Radzieckim, metody i algorytmy jego komunikacji z kierownictwem MSZ. Przed podjęciem decyzji w kwestii polityki zagranicznej o szczególnym znaczeniu dla państwa, w służbie dyplomatycznej odbywa się aktywna wymiana opinii, sprawa jest rozpatrywana przez departamenty MSZ, wysłuchuje się propozycji kierownika przedstawicielstwa w danym państwie, w ten czy inny sposób związanych z rozpatrywaną kwestią itp. Decyzja podjęta przez centrum staje się wiążąca również dla przedstawicielstwa. J. Baltrušaitis nie zawsze przestrzegał tej zasady, nierzadko próbował kwestionować już podjętą decyzję. Swoje niezgodności z tą czy inną decyzją kierownictwa MSZ J. Baltrušaitis motywował dość oryginalnymi, można by rzec, dziwnymi jak na dyplomatę argumentami, np. obowiązkiem obywatelskim, odmiennym niż władz litewskich rozumieniem interesów kraju itp. Takie jego zachowanie często powodowało większe lub mniejsze napięcia, rozpoczynały się emocjonalne wyjaśnienia stosunków. Jeden z takich sporów powstał z powodu odmiennych opinii MSZ i posła w Moskwie na temat konfliktu fińsko-radzieckiego we Wschodniej Karelii. Nie zagłębiając się w istotę tego konfliktu, ograniczymy się do uwagi, że J. Baltrušaitis kategorycznie opowiadał się za wsparciem pozycji radzieckiej; w Kownie, choć z pewnymi wahaniami, skłaniano się do wspierania Finlandii. Na początku 1922 r., gdy Armia Czerwona rozpoczęła szeroko zakrojoną ofensywę we Wschodniej Karelii, miejscami nawet wkraczając na terytorium Finlandii, konflikt radziecko-fiński był rozpatrywany w Radzie Ligi Narodów, a działania Moskwy oceniono jako sprzeczne z traktatem pokojowym między Finlandią a Rosją Radziecką podpisanym w Tartu 14 października 1920 r. W raportach do Kowna J. Baltrušaitis usilnie namawiał kierownictwo MSZ do nieuczestniczenia w skoordynowanej akcji dyplomatycznej skierowanej przeciwko Sowietom. Jego zdaniem czas na to jest bardzo niekorzystny, można spodziewać się również „odpowiedzi Rosjan” [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 16.01.1922 do dyrektora Departamentu Wschodniego MSZ Audriusa Lisauskasa, tamże, b. 300, s. 150–150v.]. J. Baltrušaitis nie ograniczył się do porad. Dowiedziawszy się o wręczeniu w Moskwie fińskich i polskich not protestacyjnych oraz o zamiarze Łotwy pójścia w ich ślady, próbował odwieść również przedstawiciela Łotwy od tego zamiaru, zachęcał go do odpowiedniego wpłynięcia na swoje kierownictwo w Rydze. Nic nie osiągnąwszy, w raporcie do MSZ J. Baltrušaitis nie ukrywał rozczarowania, rzekomo przedstawicielstwo Łotwy i przedstawiciel „zadziwiająco nie rozumieją” rosyjskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej, wyrażając nadzieję, że „zimna polityczna mądrość” władz litewskich „doradzi nieprzedstawianie noty”. „Rosjanie uważają tę sprawę za swoją wewnętrzną sprawę” – ostrzegał. Dla większego efektu J. Baltrušaitis poinformował o wzroście nieprzychylnych Litwie nastrojów w Kolegium NKID – tam dziwiono się poważnym zmianom w polityce Litwy (wcześniej stale szukającej wsparcia Rosji Radzieckiej przeciwko Polsce, teraz Litwa „układa się z Polakami”!). „Osobiście, bez cienia subiektywizmu, jestem pewien, że protest w tej chwili byłby nie tylko całkowicie bezcelową pracą (protestować, że chory jest chory), ale i boleśnie szkodliwą dla bliższej i dalszej przyszłości Litwy” – pisał J. Baltrušaitis, wciąż nie tracąc nadziei, że jego rekomendacje zostaną uwzględnione. Raport kończy się znaczącym dopiskiem: „Tym oświadczeniem mój obowiązek przedstawiciela i obywatela zostanie spełniony.” [fn: Tamże.] Dowiedziawszy się o zgodzie przewodniczącego delegacji litewskiej w Genewie T. Naruševičiusa na wręczenie noty protestacyjnej Rosji Radzieckiej, J. Baltrušaitis był bardzo rozczarowany, a nawet oburzony. Przypomniał o swoich wysiłkach i wezwaniach do zrezygnowania z tego zamierzenia, nazwał siebie „człowiekiem dyscypliny”, ostrzegł ministra spraw zagranicznych V. Jurgutisa, że sumienie tym razem może mu nie pozwolić na wykonanie otrzymanego rozkazu, J. Baltrušaitis prosił o odwołanie go z Moskwy i ukaranie za nieposłuszeństwo [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 23.01.1922 do V. Jurgutisa, tamże, b. 300, s. 143–143v.]. Po kilku dniach, nie doczekawszy się odpowiedniej reakcji i nieco uspokoiwszy się, J. Baltrušaitis wysyła do MSZ kolejny list: Rozkaz ostatecznego wręczenia noty uderzył mnie jak sztylet w serce <…>. Praca i odpowiedzialność należą do Was. Wiele razy czułem, a tym razem najjaśniej doświadczyłem, że władze litewskie inaczej niż ja rozumieją dobro Ojczyzny i jej los. Z tego wynikła inna interpretacja momentu, sprawy i istoty, inna polityka, inna taktyka, a zwłaszcza [inne] metody. Wykonać rozkaz w ramach dyscypliny służbowej wbrew mojemu sumieniu obywatelskiemu, wbrew mojej miłości do Ojczyzny, mogę tylko raz. Tym razem. Stwierdziwszy różnice zdań między nim a „władzami litewskimi” w kwestiach polityki, taktyki i metod, poseł zgodził się jednak wręczyć notę, dając do zrozumienia, że innym razem nie będzie w stanie postąpić tak samo. Po powrocie do Kowna J. Baltrušaitis ponownie obiecywał „stanowczo” podnieść kwestię rezygnacji. „W tej pracy pękło mi serce, spaliły się moje nerwy, moja jeszcze młoda głowa zaczęła siwieć” – pisał na końcu raportu, jakby próbując się usprawiedliwić, jakby prosząc o współczucie [fn: Tamże, s. 142.]. W Kownie tym razem nie uwzględniono argumentów i uczuć posła w Moskwie, wysłano mu jasną i surową instrukcję wręczenia noty protestacyjnej. Otrzymawszy to polecenie, J. Baltrušaitis poczuł się jeszcze bardziej obrażony („A jednak nakazaliście wręczyć notę, nie zważając na moje pisma, szereg telegramów…”) i nie zamierzał łatwo ustąpić, obiecując pilnym telegramem zwrócić się bezpośrednio do ministra, wzywając do rezygnacji z tego zamiaru. Powtórzywszy wielokrotnie wcześniej wyrażone argumenty o konsekwencjach „nierozsądnej i nieodpowiedzialnej” polityki dla Litwy, zauważył: „z Rosjanami politykować inaczej, niż ja to robiłem, jest pracą bezowocną, a nawet bardzo niebezpieczną”. Wyraziwszy ubolewanie, że na Litwie nikt nie chce zrozumieć Rosji, „jej istoty i działania”, poseł nie unikał również otwartego szantażu: Jeśli nie zmienicie swojego rozkazu, wręczę notę. Ale jednocześnie muszę oświadczyć, że moja taktyka – jedyna według mojego rozumu – i moje rozumienie interesów mojego kraju tak głęboko różnią się od taktyki władz, politycznego nastawienia i całej opinii na temat obecnej Rosji, że w Moskwie musi nas reprezentować zupełnie inny delegat. Nie możecie ode mnie wymagać, abym ślepo nie widział niebezpieczeństwa i szkody dla przyszłości kraju tam, gdzie wyraźnie je widzę [fn: Tamże.]. W innym przypadku można by posła pochwalić za wyrażanie opinii, konsekwentne i pryncypialne jej bronienie, można by też zrozumieć odmienne nastawienie J. Baltrušaitisa co do polityki zagranicznej Litwy, jej metod czy taktyki, ale trzeba też wziąć pod uwagę wspomniany już szerszy kontekst sporu, który powstał między nim a MSZ. Z jednej strony, w tym czasie Litwa czekała na uznanie de jure przez wielkie mocarstwa, na nowe rozwiązania kwestii Wilna, czyli usunięcie tej kwestii z kompetencji Ligi Narodów (osiągnięcie tego celu bez zgody państw ententy było niemożliwe), a także na korzystne rozstrzygnięcie przyszłości Kraju Kłajpedzkiego; z drugiej strony – toksyczna dla cywilizowanego świata Rosja bolszewicka, pogrążona w falach chaosu, wojny domowej i terroru, oraz jej sojusznicy Niemcy, upokorzeni traktatem wersalskim. Którą z tych stron Litwa powinna była wybrać? Zdaniem litewskiego posła w Moskwie, drugą. Inaczej mówiąc, proponował on przeciwstawienie Litwy nie tylko Finlandii, Łotwie, Estonii, ale także Lidze Narodów. Z jakiego powodu? Czy taki krok pomógłby w walce o Wilno? Przybliżyłby uznanie de jure czy wzmocnił pozycję Litwy w kwestii Kłajpedy? Oczywiście, nie. Przeciwnie – zaszkodziłby litewskim interesom w trzech wymienionych żywotnie ważnych kwestiach. Podsumowując ten epizod, można stwierdzić, że w „sprawie karelskiej”, podobnie jak w innych podobnych przypadkach, J. Baltrušaitis w komunikacji z kierownictwem MSZ stosował swój zwyczajowy algorytm: opowiadając się za rozwiązaniem korzystnym dla Sowietów, energicznie przekonuje do jego przyjęcia (metoda nacisku jest prosta, ale skuteczna: po pierwsze, straszy się sowiecką odpowiedzią; po drugie, manipuluje się „polską kartą”); gdy jego opinia nie jest uwzględniana, ostrzega MSZ, że nie jest w stanie wykonać otrzymanego polecenia, tłumacząc taką nietypową dla dyplomaty decyzję odmiennym rozumieniem obowiązku obywatelskiego; następnie zazwyczaj skarży się na ciężką pracę, pogorszenie zdrowia, grozi rezygnacją lub prosi o odwołanie z Moskwy. Kierownictwo MSZ nie ulegało szantażowi, a J. Baltrušaitis ponownie narzekał na ciężkie warunki pracy i życia w Moskwie, przypominał swoje zasługi dla ojczyzny, ale Moskwy nie opuszczał. Spór o Wschodnią Karelię nie był jedynym takim przypadkiem. Litewski poseł w Moskwie skłaniał się do uwzględniania sowieckiej opinii, nawet gdy ta wyraźnie sprzeciwiała się interesom Litwy. Np. na początku stycznia 1922 r. minister V. Jurgutis publicznie obiecał dołożyć wszelkich starań, aby jak najszybciej zostały spełnione warunki traktatu pokojowego z Rosją Radziecką [fn: Artimiausios perspektyvos mūsų užsienių politikos (pasikalbėjimas su užsienio reikalų ministru), Laisvė, 14.01.1922, s. 3.]. Przedstawicielstwo w Moskwie wkrótce otrzymało polecenie od MSZ zebrania materiałów niezbędnych do przygotowania noty protestacyjnej do Sowietów w sprawie niewykonywania traktatu pokojowego. J. Baltrušaitis nie poparł tego zamiaru i oświadczył, że „nie będzie w stanie dostarczyć poważnych materiałów”. Swoje stanowisko ponownie uzasadnił niechęcią do psucia stosunków z Rosją Radziecką [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 09.01.1922 do wiceministra P. Klimasa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 300, s. 164–164v.]. Jemu zresztą bardzo nie podobały się wysiłki trzech państw bałtyckich, aby koordynować swoje działania i zmusić Rosję do wywiązania się ze zobowiązań podjętych w traktatach pokojowych. J. Baltrušaitis nie tylko nie popierał tej inicjatywy, ale w ogóle nie był zwolennikiem ściślejszej współpracy z północnymi sąsiadami, a nawet przewidywał dla Litwy zupełnie inną perspektywę niż łotewską i estońską. Mylił się. Niechęć J. Baltrušaitisa do psucia stosunków z Rosjanami przybierała czasem wręcz makabryczny odcień. 2 stycznia 1922 r. w Moskwie zamordowano kapitana Konstantina Avižienisa, pomocnika attache wojskowego Litwy w Rosji Radzieckiej. Został zamordowany nie w jakiejś ciemnej moskiewskiej uliczce, lecz w przedstawicielstwie Litwy, a zabójcą nie był uliczny bandyta, lecz żołnierz Armii Czerwonej. Kiedy wiadomość o tej zbrodni dotarła na Litwę, wybuchła powszechna fala oburzenia. Minister spraw zagranicznych V. Jurgutis wysłał do Sowietów notę i zażądał wyjaśnienia okoliczności zbrodni oraz surowego ukarania winnych. Oburzenie wzrosło jeszcze bardziej, gdy okazało się, że specjalny wagon z doczesnymi szczątkami kapitana K. Avižienisa został zatrzymany na stacji granicznej, przeszukany przez radzieckich celników i funkcjonariuszy wydziału specjalnego, trumna umieszczona w specjalnej skrzyni została otwarta, a ciało K. Avižienisa wyrzucono na zewnątrz, na śnieg. Przeszukano nawet ubranie zmarłego. Za tak barbarzyńskie zachowanie NKID później przepraszało, działania radzieckich funkcjonariuszy na stacji granicznej zostały ocenione jako świętokradztwo [fn: Nota NKID Związku Radzieckiego z 22.02.1922 do przedstawiciela Litwy w Moskwie, tamże, f. 384, ap. 2, b. 335, s. 2–2v.]. Jak na ten wandalizm zareagował litewski przedstawiciel w Moskwie? Poinformował Kowno, że Rosjanie są niezadowoleni z publikacji w litewskiej prasie na temat zabójstwa kapitana K. Avižienisa, podkreślił wyjątkowo nieprzychylne nastawienie Moskwy do artykułu „Rosja i Litwa” w chrześcijańsko-demokratycznym dzienniku „Laisvė”. Ten artykuł, bardzo krytyczny wobec Rosji Radzieckiej, wywołał niezadowolenie nie tylko Sowietów, ale i samego J. Baltrušaitisa. W raporcie do MSZ zażądał „cofnięcia” artykułu [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 12.01.1922 do A. Lisauskasa, tamże, f. 383, ap. 7, b. 300, s. 151–151v.]! Inaczej mówiąc, zażądał przeprosin od dziennika. Na jakiej podstawie? Tylko dlatego, że artykuł nie podobał się Sowietom. Kto, kogo i za co miał przepraszać? Wydaje się, że taka myśl nie przyszła wtedy do głowy litewskiemu przedstawicielowi. Jak by na to nie patrzeć, „taki Baltrušaitis” w ogóle nie pasuje do wizerunku miłującego wolność, wyznającego wartości ludzkie patrioty, nakreślonego w monografii L. Tapinasa. Ta trudna do pojęcia, tragiczna historia nie zakończyła się na wspomnianym akcie posła. W raporcie do MSZ J. Baltrušaitis oskarżał nie bolszewickich barbarzyńców, lecz… litewskiego attaché wojskowego w Moskwie kapitana Kazysa Svilasa, który, według jego wiedzy, namówił pielęgniarkę towarzyszącą zwłokom K. Avižienisa do tymczasowej stolicy, świadka wandalizmu na granicy, do „podniesienia wrzawy” w Kownie [fn: Tamże.]. Rzekomo takie wydarzenia miały miejsce również w innych przedstawicielstwach (Łotwy, Estonii i Polski), ale nikt nie podnosił wrzawy. Wrzawy nie podnosił również J. Baltrušaitis, choć nie doczekał się przeprosin od Moskwy. Sowieci ubolewali, ale nie przepraszali. Wymowny był również wyrok dla zabójcy – 2 (!) lata prac przymusowych [fn: Tamże, f. 384, ap. 2, b. 335, s. 22.]. We wszystkich trzech wcześniej opisanych przypadkach – konfliktu we Wschodniej Karelii, noty protestacyjnej do Sowietów w sprawie niewykonywania zobowiązań traktatu pokojowego i zabójstwa kapitana K. Avižienisa – formuła postępowania J. Baltrušaitisa była taka sama: unikać konfliktu z Sowietami, jak najbardziej respektować interesy Moskwy, a jeśli MSZ sprzeciwia się stanowisku posła, rozpoczynać emocjonalną korespondencję, usilnie podkreślając znajomość subtelności polityki radzieckiej, wyjątkowe zasługi dla ojczyzny itp. J. Baltrušaitis miał oryginalny argument na usprawiedliwienie polityki ustępstw: „Z naszej strony, cokolwiek zrobimy, nie będzie to ustępstwo, ale samo zwycięstwo <…>. Najbliższa przyszłość pokaże, co jest dla nas naprawdę ważne.” [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 12.01.1922 do A. Lisauskasa, tamże, f. 383, ap. 7, b. 300, s. 151–151v.] Wyprzedzając wydarzenia, potwierdzimy – przyszłość pokazała. Tylko wątpliwe, czy J. Baltrušaitis, obserwując wydarzenia na Litwie z dalekiego Paryża jesienią 1939 i latem 1940 roku, wciąż był przekonany, że w Moskwie rzeczywiście wypełniał misję zgodną z interesami swojej „małej” ojczyzny… Szczególne stanowisko litewskiego posła w Związku Radzieckim nie mogło umknąć uwadze MSZ. B. K. Balutis w tajnym liście do J. Baltrušaitisa z 26 kwietnia 1923 r. pisał: Tutaj zaczynamy uważać, że Wasza mądra taktyka „nie drażnić Rosjan” musi mieć granice i odnosimy wrażenie, że Rosjanie być może rozszyfrowali tę naszą taktykę i, wykorzystując ją, rozpoczynają swoją taktykę zgodnie z przysłowiem „na pochylone drzewo wszystkie kozy wchodzą”. Nie musimy drażnić Rosjan – to prawda i Pan ma wielkie zasługi w mądrym prowadzeniu tej taktyki, jednak ona, moim zdaniem, może być owocna <…> tylko do czasu, dopóki my sami będziemy się szanować. Nie sądzę, aby nas szanowano bardziej, jeśli będziemy rezygnować z naszych jasnych, niezaprzeczalnych praw i nie będziemy umieć, nie będziemy w stanie ich godnie bronić. Jaką reputację wówczas zyskamy? Kończąc, jak sam to określił, „ten nieprzyjemny liścik” [fn: To tylko jeden z „nieprzyjemnych listów” B. K. Balutisa do J. Baltrušaitisa, w którym praca przedstawicielstwa w Moskwie oceniana jest bardzo krytycznie. Łącznie były trzy.], B. K. Balutis prywatnie ostrzegł J. Baltrušaitisa o kształtującym się wobec niego nieprzychylnym „nastroju” MSZ i wezwał go do podjęcia działań w celu zmiany sytuacji [fn: Tamże, f. 383, ap. 7, b. 374, s. 188.]. Zatem, poglądy J. Baltrušaitisa i Rządu Litewskiego na temat stosunków z Moskwą nie we wszystkich przypadkach się pokrywały. Czasami wręcz radykalnie się różniły. Z powodu tych różnic w 1922 r. w pozycji Litwy w stosunkach z Sowietami powstała nienormalna sytuacja: działania J. Baltrušaitisa w Moskwie często kolidowały z wytycznymi MSZ. Kontury sprzeczności nakreślił sam J. Baltrušaitis, przedstawiając zarzuty komisarza spraw zagranicznych ZSRR Gieorgija Cziczerina, a także własne zarzuty wobec Litwy: niezadowolenie z podpisu Dovasa Zauniusa „pod protestem po upadku Gruzji” [fn: Chodzi o okupację Demokratycznej Republiki Gruzji 16.02.1921 i jej włączenie do Rosji Radzieckiej.]; krytyczny stosunek do stanowiska przewodniczącego delegacji litewskiej w Lidze Narodów T. Naruševičiusa w „kwestii karelskiej”; niezadowolenie z zamiaru Litwy, wraz z łotewskimi i estońskimi „równoległymi notami”, domagania się od Moskwy wykonania traktatów pokojowych; rozczarowanie brakiem udziału Litwy w zorganizowanym przez Sowietów spotkaniu w Rydze w przededniu Konferencji w Genui [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 13.04.1922 do ministra spraw zagranicznych V. Jurgutisa, tamże, f. 383, ap. 7, b. 300, s. 104.]. Bolszewicki pucz w Tallinie (1 grudnia 1924 r.) nie zmienił poglądów J. Baltrušaitisa. W raportach do Kowna nadal pisał o pokojowych dążeniach Związku Radzieckiego w polityce zagranicznej [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 24.05.1925 do ministra spraw zagranicznych Leonasa Bistrasa, tamże, b. 560, s. 28.], o „najszerszej wolności ekonomicznej” udzielonej przez bolszewików rolnikom [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 16.05.1925 do L. Bistrasa, tamże, s. 38.]. Podejrzliwie oceniając proces konsolidacji państw bałtyckich, który rozpoczął się po puczu w Tallinie, J. Baltrušaitis nadal wzywał MSZ do nieprowokowania Sowietów, do nieufania Zachodowi [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 04.04.1925 do ministra spraw zagranicznych Voldemarasa Vytautasa Čarneckisa, tamże, s. 45.]. Kiedy Правда opublikowała pełen kłamstw artykuł o „białym terrorze” w państwach bałtyckich, a także o masowych przeszukaniach i aresztowaniach na Litwie, zaproponował nie reagowanie na oszczerczą propagandę sowiecką, a nawet zarzucał litewskiej prasie „tendencyjne”, nieprzychylne Sowietom artykuły! [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 01.03.1925 do V. V. Čarneckisa, tamże, s. 64.] Zatem twierdzenie, jakoby J. Baltrušaitis jedynie wykonywał polecenia rządu litewskiego, nie odpowiada rzeczywistości. Z powodu ignorowania interesów państwa litewskiego, działań niezgodnych z Kownem, z powodu ciągłego ustępowania Sowietom J. Baltrušaitis spotkał się z niemałą krytyką kierownictwa MSZ. Był jedynym posłem w litewskiej służbie dyplomatycznej, którego odwołanie z placówki zamierzały bez wyjątku wszystkie rządy Litwy międzywojennej, niezależnie od przynależności partyjnej ich członków. Niestety, nie udało im się tego dokonać. Manewry J. Baltrušaitisa w negocjacjach w sprawie podpisania litewsko-radzieckiego paktu o nieagresji (1926) Dyplomacja, jak wiadomo, jest sztuką możliwości. W negocjacjach z ideologicznie agresywnym państwem, dysponującym znacznie większym potencjałem militarnym i ekonomicznym, dla słabszej strony obrona swoich interesów lub osiągnięcie pożądanych rezultatów jest bardzo trudne, niemal niemożliwie. Często trzeba zadowolić się mniejszym złem lub zapłacić wysoką cenę za ten czy inny „prezent”. Z tych powodów, analizując proces negocjacji w sprawie podpisania traktatu o nieagresji między Litwą a Związkiem Radzieckim w 1926 r., tym razem nie będziemy próbować wyjaśniać, czy wynik negocjacji mógł być dla nas korzystniejszy, nie będziemy rozważać, czy litewska dyplomacja wygrała, czy przegrała, podpisując ten traktat. Spróbujemy ocenić jedynie działania J. Baltrušaitisa w procesie negocjacji i jego konkretny wkład. Pod koniec 1925 r., wraz z rozpoczęciem kontaktów litewsko-sowieckich w sprawie podpisania traktatu o nieagresji, J. Baltrušaitis już od pięciu lat reprezentował Litwę w Związku Radzieckim. To wystarczająco długi okres, aby nawiązać korzystne dla swojego kraju kontakty, zdobyć umiejętności dyplomatyczne i doświadczenie polityczne. Opanowanie nowych umiejętności odzwierciedla się również w ówczesnych raportach politycznych J. Baltrušaitisa: mniej opowiadania plotek, więcej konkretów, bardziej profesjonalna analiza wydarzeń międzynarodowych i otoczenia. Prawda, pod innymi względami nic się nie zmieniło – w krytycznej lub trudniejszej sytuacji emocje w raportach posła nadal wylewały się na zewnątrz; jak wcześniej, informacje otrzymywane od Sowietów oceniał bezkrytycznie, nierzadko wprowadzając w błąd władze litewskie; co najważniejsze, J. Baltrušaitis pozostał konsekwentnym apologetą orientacji na Związek Radziecki. Rola posłów w negocjacjach jest niezwykle ważna. Dobrze znając kraj rezydencji, posiadając przydatne kontakty, posłowie często stają się, a przynajmniej mogą stać się gwarantami sukcesu negocjacji. Broniąc interesów swojego kraju, pełnią również rolę pośredników, co ułatwia znalezienie kompromisu satysfakcjonującego obie strony. Sytuacja, w której poseł w negocjacjach, choćby niepublicznie, zacząłby reprezentować interesy drugiej strony, jest trudna do wyobrażenia. Przynajmniej nam takie precedensy nie są znane. Z wyjątkiem jednego – unikalnego przypadku J. Baltrušaitisa. W programie negocjacji litewsko-sowieckich w sprawie podpisania traktatu o nieagresji było kilka kwestii uznanych za priorytetowe: Wilno i stosunki z Polską (w tym ewentualne wsparcie ZSRR dla Litwy w przypadku agresji polskiej); uznanie granic państwa litewskiego z Krajem Kłajpedzkim; podpisanie dwustronnej konwencji wojskowej; wykonanie zobowiązań podjętych przez Sowietów w traktacie pokojowym z 1920 r.; rozwój stosunków gospodarczych i handlowych. W procesie negocjacji litewskiemu posłowi w Moskwie bardzo jasno i wielokrotnie mówiono, że nie będzie żadnych gwarancji terytorialnych, żadnych obietnic, a tym bardziej zobowiązań, zwłaszcza w kwestiach Wilna czy stosunków z Polską; w kwestii Wilna Sowieci nie zgadzali się gwarantować nawet wsparcia dyplomatycznego, w ogóle nie chcieli słyszeć o tajnych załącznikach do traktatu, które mogłyby utrudnić ich negocjacje z Polską. Nie chcąc psuć stosunków z Berlinem, odmówili rozważania kwestii uznania włączenia Kraju Kłajpedzkiego do Litwy; nie zgodzili się również rozważać żadnych, w jakiejkolwiek formie, zobowiązań dotyczących sowieckiej pomocy wojskowej dla Litwy; nie zgodzili się podjąć żadnych konkretnych zobowiązań dotyczących niewykonanych artykułów traktatu pokojowego z 1920 r.; odmówili rozważania udzielenia Litwie rekompensat ekonomicznych. W Kownie, oczywiście, nie spodziewano się zgody Moskwy na wszystkie swoje życzenia, ale tak kategoryczna niechęć do choćby częściowego uwzględnienia litewskich interesów zaskoczyła i rozczarowała. „Moskwa tylko wymaga, nic za to nie dając” – mówił z trybuny sejmu premier Leonas Bistras [fn: V. Žalys, Lietuvos diplomatijos istorija, t. I, Wilno, 2007, s. 102.]. Wiosną 1926 r. jego następcą na stanowisku premiera został Mykolas Sleževičius, który nieco skorygował pozycję negocjacyjną, niemniej jednak Moskwa odrzuciła również propozycje nowego rządu litewskiego. Jak w takich okolicznościach zachował się litewski poseł w Związku Radzieckim? Gdy negocjacje utknęły w martwym punkcie, wezwał Kowno do „jak najszybszego podpisania traktatu takiego, jaki proponowali Sowieci”, przepowiadając Litwie wielkie korzyści ekonomiczne [fn: List J. Baltrušaitisa z 31.07.1926 do M. Sleževičiusa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 677, s. 60.]. Mało tego, analogiczną propozycję przedstawił również liderom partii, które wygrały wybory do III Sejmu – prosił o przyspieszenie nowego premiera w sprawie podpisania traktatu, rzekomo po przewrocie w Polsce dalsze zwlekanie jest niemożliwe. Innymi słowy, wobec odmowy Sowietów względem uwzględnienia litewskich postulatów politycznych, poseł radził ograniczyć się do kalkulacji ekonomicznych! Zaskakuje nietypowa dla dyplomaty interwencja w wewnętrzną politykę kraju, byle tylko przyspieszyć podpisanie traktatu ze Związkiem Radzieckim na warunkach Moskwy! Nie osiągnąwszy wspomnianego celu, J. Baltrušaitis ponownie zaczął straszyć Kowno zagrożeniem ze strony Polski. W przeddzień wizyty M. Sleževičiusa w Związku Radzieckim, w raporcie do premiera, poseł zapewniał, że Moskwa posiada „pewne informacje” o przygotowywanej przez Polskę agresji przeciwko Litwie. Podkreślając, że otrzymał te informacje „z poważnych źródeł”, J. Baltrušaitis poinformował również o innej sensacyjnej wiadomości – w Związku Radzieckim przygotowywano się do pilnej mobilizacji [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 08.09.1926, nr 17 (ściśle tajne) do M. Sleževičiusa, tamże, b. 679, s. 33.]. Informacje tego typu każde państwo traktuje bardzo poważnie. Są one dokładnie sprawdzane, a po potwierdzeniu faktów podejmowane są pilne działania w celu odparcia zagrożenia. Nie ulega wątpliwości, że litewski wywiad i służby dyplomatyczne otrzymały polecenie ustalenia wiarygodności informacji otrzymanych z Moskwy. Tym razem wiadomości przekazanych przez J. Baltrušaitisa nie potwierdzili ani dyplomaci, ani funkcjonariusze wywiadu. Nie mogli potwierdzić, ponieważ Polska w tym czasie nie przygotowywała się do agresji przeciwko Litwie, a na granicy polsko-radzieckiej nie było żadnych oznak przygotowań Sowietów do mobilizacji. Wkrótce okazało się, z jakich „poważnych” źródeł J. Baltrušaitis otrzymał informacje. Okazało się, że o przygotowywanej agresji na Litwę litewski poseł usłyszał w NKID, a o przygotowaniach Sowietów do mobilizacji pisała polska prasa. Innymi słowy, pospieszając z podpisaniem traktatu z ZSRS, J. Baltrušaitis dezinformował rząd litewski! Sprawa nie zakończyła się na przekazywaniu niezweryfikowanych informacji. 17 września 1926 r. litewscy posłowie w państwach zagranicznych rozpowszechnili aide-mémoire, do którego przez niedopatrzenie MSZ dostały się „dowody” otrzymane od J. Baltrušaitisa na temat agresywnych zamiarów Polski wobec Litwy. Celem aide-mémoire było usprawiedliwienie podpisania traktatu o nieagresji ze Związkiem Radzieckim i potępienie agresywnych zamiarów Polski, ale te wysiłki zakończyły się skompromitowaniem litewskiej służby dyplomatycznej. Niezadowolenie z rozpowszechniania wymysłów wyrażali nawet niektórzy litewscy posłowie. Działania J. Baltrušaitisa w tym konkretnym przypadku zmuszają do poważnej refleksji. Jedno z dwóch: albo litewski poseł jest naiwnym, nieodpowiedzialnym łatwowiernym człowiekiem, bezkrytycznie przyjmującym i przekazującym Kownu świadomie rozpowszechnianą przez Sowietów dezinformację, albo takie jego działania były podyktowane przez wrogie siły. Zaskakujące są również inne oświadczenia i działania J. Baltrušaitisa w procesie negocjacji traktatu o nieagresji z ZSRR. Na przykład w kwietniu 1926 r., przekazując NKID propozycje rządu litewskiego dotyczące podpisania traktatu o nieagresji, J. Baltrušaitis uznał za stosowne zauważyć, że są to „maksymalne wymagania”, a proponowana przez Kowno idea tajnego protokołu i jego treść to tylko stanowisko chrześcijańskich demokratów, inne partie sejmowe nie stawiają tak kategorycznych wymagań! [fn: A. Kasparavičius, Didysis X Lietuvos užsienio politikoje: 1926 m. Lietuvos ir Sovietų Sąjungos nepuolimo sutarties sudarymo analizė, Wilno, 1996, s. 99.] Mówiąc w ten sposób, J. Baltrušaitis ujawnił taktykę, której Litwini zamierzali się trzymać podczas negocjacji, i postąpił nielojalnie wobec rządu litewskiego, jakby sugerując Sowietom – nie spieszcie się, poczekajcie na zbliżające się wybory, dogadamy się na korzystniejszych dla was warunkach. Nieco później, w lipcu 1926 r., gdy negocjacje utknęły w martwym punkcie, sowiecki poseł w Kownie przekazał zdumiewającą informację – J. Baltrušaitis w Moskwie „ustąpił” i zgodził się na propozycje ZSRR! J. Baltrušaitis nie miał takich uprawnień, więc do poselstwa natychmiast wysłano dwie depesze i zażądano, aby poseł ściśle przestrzegał instrukcji centrum, nie robił żadnych ustępstw, nawet jeśli negocjacje miałyby zostać tymczasowo przerwane. W jednej z depesz zdanie nakazujące nie czynić żadnych ustępstw Sowietom bez zgody MSZ powtórzono dwukrotnie [fn: Telegram J. Purickisa z 02.08.1926 do J. Baltrušaitisa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 677, s. 49.]. Mało prawdopodobne jest, aby litewski poseł, nie mając odpowiednich uprawnień rządu, mógł „ustąpić” i zgodzić się na propozycje ZSRR. Należy przypuszczać, że w tym przypadku, podobnie jak w innych podobnych, niedźwiedzią przysługę J. Baltrušaitisowi wyświadczyła jego stała chęć przypodobania się i wkupienia w łaski Sowietów, którzy w razie potrzeby mogli wykorzystać nieostrożne oświadczenia litewskiego posła do celów manipulacji. Wreszcie, we wrześniu 1926 r., tuż przed przybyciem M. Sleževičiusa do Moskwy, J. Baltrušaitis, odwiedzając NKID, oświadczył, że całkowicie popiera stanowisko Moskwy w negocjacjach z Litwą i krytykował swoich „biednych rodaków”, którzy nieustannie stawiają nowe żądania w negocjacjach [fn: A. Kasparavičius, Didysis X Lietuvos užsienio politikoje, s. 208–209.]. To oświadczenie posła nie wymaga komentarza. Wszystkie wcześniej wspomniane różne epizody łączy jeden „algorytm”: skandalicznie nielojalne stanowisko wobec interesów Litwy, lekceważące podejście do wykonywania instrukcji centrum, wyraźna chęć przypodobania się lub wkupienia w łaski kierownictwa NKID. Należy zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz – niezadowolenie samych Sowietów z pracy J. Baltrušaitisa. Jakie były przyczyny tego niezadowolenia? Niewystarczający wpływ J. Baltrušaitisa w Kownie na przeforsowanie decyzji potrzebnych Moskwie! „Z przyjemnością zrezygnowalibyśmy z tego płaczącego dyplomaty, który nikogo nie reprezentuje, nie ma kontaktów ze swoim rządem, nie cieszy się zaufaniem partii rządzącej, ale boimy się dostać kompletnego głupca” – pisał sowiecki poseł w tymczasowej stolicy S. Aleksandrowski [fn: Tamże, s. 207.]. Czasami niezadowolenie Sowietów przybierało bardzo konkretny wyraz. Np. w drugiej połowie sierpnia 1926 r., rozczarowane niezdolnością J. Baltrušaitisa do wpływania na swój rząd, kierownictwo NKID postanowiło kontynuować negocjacje za pośrednictwem swojego posła w Kownie S. Aleksandrowskiego! [fn: Tamże, s. 197.] To bolesny i upokarzający policzek kierownictwa NKID dla litewskiego posła! Niechętny stosunek Moskwy do J. Baltrušaitisa uzupełnia opinia członka Kolegium NKID, jednego z najbardziej wpływowych radzieckich dyplomatów, Borisa Stomoniakowa: Baltrušaitis, jako poseł, miał pozytywne cechy – nigdy nie starał się zaostrzać żadnych kwestii, a próbował je łagodzić. Z drugiej strony, bardzo trudno się z nim pracuje, ponieważ nigdy nie wiesz, co naprawdę myśli. Baltrušaitis ma zwyczaj zgadzać się na wszystko, co mu się powie, a poza tym ma bardzo mały wpływ na Litwie [fn: Tajny list B. Stomoniakowa z 02.10.1930 do posła ZSRR na Litwie A. Pietrowskiego, Архив Внешней политики СССР, ф. 0151, оп. 19, д. 2, s. 38, l. 122.]. Zatem, publicznie obsypując litewskiego posła pochwałami, za plecami Sowieci być może go nie lekceważyli, ale też nie okazywali mu wielkiego szacunku [fn: Największym gestem uhonorowania J. Baltrušaitisa w Moskwie była jesień 1930 r., kiedy to z okazji 10-lecia jego pracy w ZSRR NKID zorganizowało na jego cześć uroczystą kolację, w której uczestniczyła elita dyplomacji radzieckiej i przedstawiciele korpusu dyplomatycznego; zob. V. Žalys, dz. cyt., s. 526–528.]. „Nie mogę pozbyć się myśli, że wina leży nie tylko w taktyce radzieckiej, ale że <…> Jurgis Baltrušaitis ponownie błędnie poinformował rząd” Litewscy politycy i dyplomaci mieli wiele okazji, by przekonać się, że słowami i deklaracjami wspierając aspiracje narodu litewskiego do odzyskania historycznej stolicy Wilna, Sowieci rozgrywali partię szachów, w której Litwie przypadła rola „przechodzącego piona”. Wielkich iluzji w Kownie nie żywiono, rozumiejąc, że w pewnej fazie partii ten pion zostanie poświęcony lub wymieniony na inną figurę. Mimo wszystko ten „pion” nie zamierzał łatwo godzić się ze swoim losem, próbując rozgrywać swoją partię nie zawsze według reguł dyktowanych przez Sowietów. Zresztą iluzji nie mieli również Sowieci. „Konflikt wileński mimowolnie zmusza Litwę do ciągłego trzymania wyciągniętej ku nam przyjaźnie ręki, a po zniknięciu konfliktu i ręka by opadła” – pisał wiosną 1928 r. w raporcie do Moskwy sowiecki poseł w tymczasowej stolicy A. J. Arosjew [fn: Z. Butkus, SSRS intrigos Baltijos šalyse (1920–1940), Darbai ir Dienos, 1998, 7 (16), s. 147.]. Od pierwszych lat niepodległości w litewskiej polityce wobec ZSRR ukształtował się zasada „racjonalnego kalkulowania”: gdy było to korzystne, Kowno nie unikało demonstrowania „szczególnych” stosunków z Moskwą, a nie spodziewając się wsparcia lub nie widząc realnych korzyści, stosunki dwustronne natychmiast ulegały ochłodzeniu. Ta zasada obowiązywała przez cały okres pierwszej republiki, choć dla Moskwy, co zrozumiałe, była nie do przyjęcia. Z tego powodu w stosunkach litewsko-sowieckich często dochodziło do „kryzysów zaufania”, którym towarzyszyły okresy ochłodzenia. Latem 1929 r., po kolejnym ochłodzeniu, Kowno i Moskwa podjęły wysiłki na rzecz ożywienia stosunków. Litewski poseł w Moskwie otrzymał odpowiednie instrukcje. J. Baltrušaitis, posiadający dobre kontakty w NKID, rozwinął energiczną działalność i, sądząc z jego raportów do MSZ, otrzymał pewne prowizoryczne obietnice, przede wszystkim dotyczące ewentualnego przyjazdu Maksima Litwinowa do Kowna [fn: V. Žalys, dz. cyt., s. 401.]. Wkrótce jednak Sowieci zmienili zdanie, decydując się odłożyć wizytę. Jak sam zastępca komisarza spraw zagranicznych ZSRR przyznał J. Baltrušaitisowi, podróż do Kowna prosto z Genewy, gdzie zamierzał przekonywać cały świat o pokojowości polityki radzieckiej, nie była najlepszym pomysłem [fn: List J. Baltrušaitisa z 14.05.1929 do A. Voldemarasa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 874, s. 174.]. Innymi słowy, M. Litwinow przyznał, że jego przyjazd do tymczasowej stolicy mógłby zostać oceniony jako sprzeczny z interesami pokoju międzynarodowego! J. Baltrušaitis, który jeszcze niedawno energicznie dążył do wizyty, jakby przeczuwając nadchodzące trzęsienie ziemi, zaczął skarżyć się w raportach do Kowna, że dobrze się stało, iż wizyta jest odłożona [fn: List J. Baltrušaitisa z 11.05.1929 do A. Voldemarasa, tamże.]. Przeczucie go nie myliło. Kiedy M. Litwinow zaproponował Litwinom, aby sami znaleźli poważny pretekst do jego wizyty (np. podpisanie jakiejś umowy [fn: List J. Baltrušaitisa z 14.05.1929 do A. Voldemarasa, tamże.]), A. Voldemaras natychmiast wykorzystał ten pomysł. Wkrótce J. Baltrušaitis otrzymał instrukcję, aby zaproponować Sowietom podpisanie konwencji wojskowej podczas wizyty M. Litwinowa (lub G. Cziczerina) w Kownie (!). W ten sposób A. Voldemaras liczył na rewanż za kilka bolesnych niepowodzeń, których doświadczył w negocjacjach z Sowietami w pierwszej połowie 1929 roku. Rewanż nie nastąpił. Na początku czerwca, po powrocie do Kowna, J. Baltrušaitis poinformował władze litewskie, że propozycja konwencji wojskowej jest dla Moskwy nie do przyjęcia. Zamiast tego Sowieci zaproponowali przedłużenie traktatu o nieagresji z 1926 roku i podpisanie traktatu arbitrażowego. A. Voldemaras, zapoznawszy się z propozycjami Moskwy, nie ukrywał rozczarowania (Sowieci „proponują nic, a nawet mniej niż nic” [fn: Notatka Sekretarza Generalnego MSZ Dovasa Zauniusa z 07.06.1929, tamże, b. 1029, s. 38–39.]), nie widząc potrzeby nawet rozpoczęcia negocjacji. Takie stanowisko przedstawił sowieckiemu posłowi w Kownie Władimirowi Antonowowi-Owsejence. Ten, nawiasem mówiąc, próbował wszystko odwrócić do góry nogami, oświadczając, że ZSRR zgadza się rozważyć propozycję Kowna… dotyczącą przedłużenia traktatu o nieagresji i podpisania traktatu arbitrażowego podczas wizyty M. Litwinowa w Kownie. A. Voldemaras nie ukrywał oburzenia – takich propozycji rząd litewski nie przedstawiał, proponował podpisanie konwencji wojskowej! „Cała reszta – to propozycje ZSRS!” – twardo odpowiedział premier. Nie spodziewając się takiego obrotu sprawy, sowiecki poseł zdołał tylko wybełkotać, że doszło do nieporozumienia [fn: V. Žalys, dz. cyt., s. 403.]. „Nieporozumienie” A. Voldemaras polecił wyjaśnić J. Baltrušaitisowi. Wkrótce do Kowna dotarł jego telegram: Po powrocie zastałem Litwinowa, który zdecydował się zajechać do Kowna, ale po uwadze szefa [Voldemarasa – aut.], która okropnie [Litwinowa – aut.] wzburzyła, wczoraj wyruszył inną drogą. Perspektywy Wschodu upadły <…>. Z prywatnej rozmowy z Litwinowem czuję, że gdybyśmy sami ponownie podnieśli ten sam schemat, sprawa mogłaby być jeszcze naprawiona [fn: Tamże.]. Innymi słowy, stwierdzając upadek „perspektyw polityki wschodniej”, litewski poseł zalecił nie rozpoczynać dyskusji z Moskwą o tym, „kto, komu i co proponował”, a po prostu przyjąć sowiecką propozycję [fn: Tamże, s. 404.]. Propozycje J. Baltrušaitisa nie zostały uwzględnione. 14 czerwca dotarł do niego telegram A. Voldemarasa, informujący o jego decyzji unikania kontaktów z V. Antonowem-Owsejenką, utrzymywania stosunków z Sowietami wyłącznie za pośrednictwem litewskiego poselstwa w Moskwie, z poleceniem dla J. Baltrušaitisa, aby „zachowywał się bardzo pasywnie” [fn: Telegram A. Voldemarasa z 14.06.1929 do J. Baltrušaitisa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 1029, s. 34.]. Zamiast oczekiwanego ocieplenia, w stosunkach litewsko-sowieckich zawiało arktycznym chłodem. Pozycja posła V. Antonowa-Owsejenki w tymczasowej stolicy na pewien czas stała się nie do pozazdroszczenia. Czy jednak znalazł się w takiej sytuacji tylko z powodu swojego niefortunnego i niewybaczalnego dla posła błędu? Czy tylko sowiecki poseł w Kownie ponosi odpowiedzialność za kolejne ochłodzenie stosunków? Wątpliwe. W oczy rzuca się dziwaczne zachowanie J. Baltrušaitisa w tym epizodzie – nawet nie próbował wyjaśniać przyczyn konfuzji, która powstała w Kownie, a po prostu radził przyjąć zaproponowaną przez Sowietów bazę normalizacji stosunków. Mamy podstawy sądzić, że do tego „nieporozumienia” mógł przyczynić się sam J. Baltrušaitis, wprowadzając w błąd kierownictwo NKID co do warunków, po których przyjęciu A. Voldemaras zgodziłby się na likwidację „kryzysu zaufania”. Tak czy inaczej, również w tym przypadku widzimy ten sam algorytm J. Baltrušaitisa: w rozwiązywaniu spornych kwestii najlepszym wyjściem jest przyjęcie propozycji Moskwy; winę za niepowodzenia, w tym przypadku za nieudaną wizytę M. Litwinowa, przerzucić na stronę litewską, tym razem na jej premiera. Odmowa gry według reguł dyktowanych przez Sowietów jest oceniana jako największy błąd, nieuchronnie prowadzący do porażki. „Często wydawało się, że Jurgis Baltrušaitis starał się być lepszy dla Moskwy niż dla nas” – zauważa w swoich wspomnieniach P. Klimas, który dobrze znał litewskiego posła w Moskwie [fn: P. Klimas, Lietuvos diplomatinėje tarnyboje, Wilno, 1991, s. 32.]. Obraz byłby niekompletny, gdybyśmy nie wspomnieli o jeszcze jednej składowej algorytmu – 13 czerwca, w momencie szczytowego napięcia w stosunkach litewsko-sowieckich, J. Baltrušaitis pytał sekretarza generalnego MSZ D. Zauniusa, „czy nie lepiej, żebym natychmiast zrezygnował ze służby” [fn: Telegram J. Baltrušaitisa z 13.06.1929 do D. Zauniusa, LCVA, f. 383, ap. 7, b. 1029, s. 33.]. „Nie widzę żadnego powodu, by rezygnować, musisz pozostać” – brzmiała chłodna odpowiedź z Kowna [fn: Telegram D. Zauniusa z 14.06.1929 do J. Baltrušaitisa, tamże, s. 32.]. J. Baltrušaitis nie spodziewał się innej odpowiedzi. Podsumowując doświadczenia 1929 roku, minister D. Zaunius napisał w liście do Vaclovasa Sidzikauskasa: Nie mogę pozbyć się myśli, że wina leży nie tylko w taktyce radzieckiej, ale że i bardzo drogi Panu Baltrušaitis ponownie błędnie poinformował rząd. Zawsze była różnica między słowami Antonowa-Owsejenki a telegramami Baltrušaitisa. On sam, widząc gest Litwinowa, nie wiedział, co powiedzieć i starał się zwodzić. Oczywiście, nie miałoby sensu wyciągać jakichkolwiek wniosków z powodu stosunkowo drobnej rzeczy, ale mimo wszystko kamień do kamienia po pewnym czasie może stworzyć pewną wagę [fn: List D. Zauniusa z 10.12.1929 do posła w Niemczech V. Sidzikauskasa, tamże, s. 9.]. Na początku 1930 roku, czyli zaledwie kilka miesięcy po objęciu przez D. Zauniusa kierownictwa MSZ, zaczął on zastanawiać się, jak bez większych strat dla państwa odwołać J. Baltrušaitisa z Moskwy. W 1931 roku ten zamiar nabrał już wyraźnych kształtów – J. Baltrušaitis miał zostać przeniesiony do Paryża, P. Klimas – z Paryża do Berlina, V. Sidzikauskas – z Berlina do Londynu, Kazys Bizauskas – z Londynu do Moskwy. J. Baltrušaitis sam nie sprzeciwiał się zmianie otoczenia. Pomimo dobrych kontaktów w najwyższych kręgach NKID, nie satysfakcjonowała go nędzna jakość życia w Moskwie, którą J. Baltrušaitis porównywał do życia w więzieniu. Nie chciał wracać do tymczasowej stolicy, aby pracować w MSZ, prosił o przeniesienie do Paryża [fn: V. Žalys, Lietuvos diplomatijos istorija, t. II, cz. I, Wilno, 2012, s. 38.]. Wkrótce wymyślona przez D. Zauniusa „wymiana posłów” runęła jak domek z kart. P. Klimas kategorycznie odmówił wyjazdu z Paryża, a poza tym Niemcy również nie życzyli sobie, aby został mianowany litewskim posłem w Berlinie. Po pewnym czasie zastanawiania się, jak postąpić, Sowieci ostatecznie nie zgodzili się na zmianę J. Baltrušaitisa na chadeka K. Bizauskasa. „Rewolucja” D. Zauniusa nie powiodła się, a niezastąpiony J. Baltrušaitis nadal był litewskim posłem w Moskwie. Ostatni etap „misji” J. Baltrušaitisa 17 marca 1938 r. o godzinie 22:00, za pośrednictwem poselstwa w Tallinie, Litwa otrzymała ultimatum polskie, w którym żądano w ciągu 48 godzin nawiązania stosunków dyplomatycznych między dwoma państwami i wznowienia komunikacji lądowej, rzecznej, powietrznej, pocztowej, telegraficznej i telefonicznej. W przypadku braku odpowiedzi w terminie, otrzymania odpowiedzi z zastrzeżeniami lub odrzucenia ultimatum przez drugą stronę, Rząd Polski oświadczył, że „zagwarantuje własnymi środkami rzeczywisty interes swojego państwa” [fn: Lietuvos ir Lenkijos santykiai, 1917–1994: dokumentų rinkinys, Wilno, 1998, s. 102.]. Poproszony przez estońskie MSZ o wyjaśnienie ostatniego zdania noty, polski poseł Wacław Paprzyca-Przesmycki nie ukrywał, że odmowa spełnienia przedstawionych żądań oznaczałaby wojnę [fn: P. Łossowski, Polskie ultimatum do Litwy w marcu 1938 r. widziane z placówki RP w Tallinnie, Studia z dziejów ZSRR i Europy Środkowej, t. XI, 1975, s. 233.]. Odpowiadając na analogiczne pytanie litewskiego posła w Estonii Broniusa Dailidė polski poseł powiedział tylko, że tekst noty jest bardzo jasny i, biorąc pod uwagę powagę incydentu, konsekwencje mogą być bardzo poważne [fn: Tamże, s. 234.]. Nie omawiając przyczyn polskiego ultimatum i działań rządu litewskiego po jego wręczeniu, ograniczymy się do krótkiej analizy pozycji ZSRR (na którego pomoc w krytycznej godzinie tak wiele nadziei pokładał litewski poseł w Moskwie) i działalności samego J. Baltrušaitisa. W przededniu wręczenia ultimatum, 16 marca, litewski poseł zwrócił się do M. Litwinowa z prośbą o pomoc dyplomatyczną dla Litwy. Według historyka Algimantasa Kasparavičiusa, J. Baltrušaitis prosił o pomoc dyplomatyczną nie wykonując instrukcji otrzymanych z Kowna, lecz z własnej inicjatywy [fn: A. Kasparavičius, Dėl Lenkijos ultimatumo, jo priėmimo ir tolesnės „normalizacijos“, Lietuvos istorija. Nepriklausomybė (1918–1940 m.), t. X, cz. II, Wilno, s. 456.]. Jakby w odpowiedzi na taką „dyplomatyczną improwizację” M. Litwinow zaproponował rządowi litewskiemu pilne zwrócenie się do… Waszyngtonu, rzekomo apelując do amerykańskiej opinii publicznej można by próbować uniknąć wręczenia ultimatum [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 12.05.1938 do MSZ, nr 15, LCVA, f. 923, ap. 1, b. 1032, s. 307.]. Biorąc pod uwagę politykę izolacjonizmu USA i demonstracyjne odcinanie się od konfliktów w Europie, propozycja była więcej niż dziwna. Nieco później M. Litwinow poinformował J. Baltrušaitisa telefonicznie o rozmowie z ambasadorem Polski w Związku Radzieckim, podczas której poważnie ostrzegł Wacława Grzybowskiego, że polska akcja przeciwko Litwie „wywoła poważne komplikacje na Wschodzie Europy” [fn: Tamże.]. 17 marca, tuż po południu (tj. jeszcze przed wręczeniem ultimatum), M. Litwinow przedstawił zagranicznym dziennikarzom w Moskwie deklarację rządu ZSRR, w której proponowano rozważenie konfliktu polsko-litewskiego na konferencji międzynarodowej [fn: Tamże.]. Spośród trzech inicjatyw radzieckich na uwagę zasługuje tylko jedna, tj. ostrzeżenie ambasadora Polski o konsekwencjach, jakie spowodowałaby akcja przeciwko Litwie. Niemniej jednak rozmowa M. Litwinowa z W. Grzybowskim przebiegała w nieco innym duchu, niż to zostało przekazane J. Baltrušaitisowi. Radziecki szef dyplomacji jedynie „przyjacielsko” wyraził nadzieję, że konflikt zostanie zażegnany pokojowo, zaznaczając, że „nie chce ingerować ani w wcześniejsze, ani w obecne spory Polski z Litwą”. Oświadczenie M. Litwinowa ambasador W. Grzybowski skłonny był oceniać jedynie jako „lekkie demarche” [fn: A. Kasparavičius, Dėl Lenkijos ultimatumo…, s. 453.]. A minister spraw zagranicznych Polski Józef Beck w „przyjazności” M. Litwinowa dostrzegł całkowitą bezsilność Związku Radzieckiego, co tylko wzmocniło jego przekonanie, że Sowieci, widząc twardą determinację Polski do użycia siły w razie potrzeby, nawet z przyczyn prestiżowych nie odważą się wspierać Litwy, bojąc się pokazać światu swoją słabość [fn: Tamże.]. Słabość Moskwy widzieli nie tylko Polacy. Francuscy dyplomaci dziwili się, dlaczego w kontekście polskiego ultimatum i całego konfliktu litewsko-polskiego Kreml nagle zapomniał o wcześniejszych sympatiach politycznych do Litwy, a jego pozycja stała się tak niemrawa. „Czyżby Sowieci naprawdę przestają interesować się losem Litwy, jak to było dawniej, czy też Rosja stała się po prostu bezsilna w polityce europejskiej?” – zastanawiał się francuski minister spraw zagranicznych Joseph Paul-Boncour [fn: Tamże, s. 454; 25.03.1938 poufny raport P. Klimasa do S. Lozoraitisa, LCVA, f. 659, ap. 1, b. 129, s. 91.]. Sowiecka bezsilność objawiła się w dwuznaczności ich stanowiska, co nie uszło uwadze. W moskiewskim korpusie dyplomatycznym zaczęto mówić, że Sowieci popierają, a przynajmniej nie sprzeciwiają się polskiej akcji. Według J. Baltrušaitisa, takie plotki rozpowszechniali sami Polacy, z pomocą Niemców i Japończyków. M. Litwinow był nawet zmuszony tłumaczyć się J. Baltrušaitisowi, że ambasadorowi Polski powiedział jedynie, iż Sowieci „raczej nie mogą potępiać chęci Polaków do posiadania normalnych stosunków ze wszystkimi sąsiadami”, ale nigdy nawet nie wspomniał, że popiera metody Polski stosowane do nawiązywania stosunków z Litwą [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 12.05.1938 do MSZ, nr 15, tamże, f. 923, ap. 1, b. 1032, s. 311.]. W nocy 17 marca, zaraz po wręczeniu polskiego ultimatum w Tallinie, minister spraw zagranicznych Stasys Lozoraitis wysłał do poselstwa w Moskwie zaszyfrowany telegram, w którym wymienił żądania Polski i prosił J. Baltrušaitisa o uzyskanie „porady” od rządu ZSRR [fn: Zaszyfrowany telegram ministra spraw zagranicznych S. Lozoraitisa z 17.03.1938, nr 182 do J. Baltrušaitisa (archiwum autora).]. Po wielu latach S. Lozoraitis pisał: Oczywiście, prosiliśmy Moskwę o pomoc dyplomatyczną, a nie wojskową, ponieważ, między innymi, oczekiwanie takiej interwencji ze strony Sowietów byłoby czystą iluzją. A taki nasz – bezowocny – krok tylko zachęciłby agresję Polski, jednocześnie osłabiając naszą pozycję w Paryżu i Londynie i wpychając nas w orbitę radziecką [fn: List szefa litewskiej dyplomacji Stasysa Lozoraitisa do prof. Br. Vaškelisa, 30.01.1973 (archiwum autora).]. S. Lozoraitis podkreślił również inny ważny niuans. W czasie polskiego ultimatum rząd radziecki nie oświadczył Litwie ani nie dał do zrozumienia, że jego armia interweniuje, jeśli Polska zaatakuje Litwę. S. Lozoraitis wspominał: Słowne interwencje rządu radzieckiego były tylko demonstracjami, które nie niosły ze sobą dla Moskwy najmniejszego ryzyka i którymi dążyła ona do stworzenia wrażenia, że jest obrońcą i protektorem Litwy <…>. W końcu Litwinow zakończył wszystkie rozmowy, stanowczo i dosadnie oświadczając Baltrušaitisowi: „Ničego ne podelaješ, prichoditsa sdavatsa!” [fn: Tamże.] Ten epizod w raporcie do Kowna opisał również J. Baltrušaitis. 18 marca M. Litwinow powiedział mu: „ponieważ Polacy są zdeterminowani, aby uzyskać pełną satysfakcję, to wkroczą na Litwę, a Litwini nie będą w stanie ich odeprzeć. Polaków można by powstrzymać tylko wypowiadając im wojnę”. Po dłuższej pauzie M. Litwinow wypalił: „Wychodzi na to, że trzeba ustąpić sile” [fn: Raport J. Baltrušaitisa z 12.05.1938 do MSZ, nr 15, LCVA, f. 923, ap. 1, b. 1032, s. 309–310.]. 19 marca w południe w polskim poselstwie w Tallinie litewski poseł w Estonii B. Dailidė i polski poseł W. Paprzyca-Przesmycki wymienili się przygotowanymi wcześniej w Warszawie notami o identycznej treści, dotyczącymi nawiązania stosunków dyplomatycznych. Tego samego dnia o godzinie 13:30 przyjęcie ultimatum i nawiązanie stosunków dyplomatycznych potwierdził litewski sejm. Stwierdzamy fakt, że po otrzymaniu polskiego ultimatum Litwa nie otrzymała żadnego realnego wsparcia ze strony Moskwy. Tutaj można by postawić kropkę, gdyby J. Baltrušaitis nie wysłał do Kowna raportu, którego nie możemy pozostawić bez komentarza. Ten imponujący objętością – 18 stron maszynopisu (!) – raport J. Baltrušaitis wysłał do Kowna 12 maja 1938 r., czyli prawie 2 miesiące po wręczeniu polskiego ultimatum. W raporcie litewski poseł pisał nie tylko o swojej działalności w Moskwie podczas polskiego ultimatum, ale także przedstawił przegląd stanowiska Polski, Niemiec, a najdokładniej – Związku Radzieckiego, Wielkiej Brytanii i Francji w tych niezwykle ważnych dla Litwy dniach. Podsumowując ten przegląd, J. Baltrušaitis stwierdził: Francuzom i Anglikom zależało „tylko na ugaszeniu gorączki konfliktu, aby nie przekształciła się w iskrę większego pożaru”. Nieprzychylne stanowisko Brytyjczyków i Francuzów w kwestiach Wilna i Kłajpedy również go nie dziwiło, ponieważ „Francuzom ani zwłaszcza Anglikom nie jest konieczne <…>, aby Litwa żyła wolna i niezależna”. W pewien sposób podsumowując 18 lat pracy dyplomatycznej w Moskwie, J. Baltrušaitis pisał: Inaczej zachowywali się Sowieci; i to nie tylko dlatego, że ich podstawowa doktryna naprawdę wyznaje niezaprzeczalne prawo wszystkich narodów, zwłaszcza małych narodów, do niezależnego życia, ale – co być może jeszcze ważniejsze – także dlatego, że niepodległość Litwy głęboko odpowiada ich własnym praktycznym interesom politycznym <…>. I dziś Moskwa przy każdej okazji nie przestaje pracować na rzecz utrzymania powszechnego pokoju i realizacji zbiorowego bezpieczeństwa <…>. Tak czy inaczej, oceniając reakcję świata na nasze trudne, nieoczekiwane godziny, mimo wszystko w dniach polskiego ultimatum okazało się, że nie żyjemy w samotności… [fn: Tamże, s. 312–313.] Najdziwniejsze w tym raporcie są pretensje litewskiego posła wobec Wielkiej Brytanii i Francji. W kwestii Wilna, w sporze z Polską – te państwa nigdy Litwie niczego nie obiecały! Biorąc pod uwagę obojętne i bezsilne stanowisko M. Litwinowa i ZSRR wobec Litwy w dniach ultimatum, jeszcze dziwniej wyglądają dytyramby J. Baltrušaitisa pod adresem Moskwy, wręcz oda o trosce Sowietów o zachowanie niepodległości małych państw… Po lekcjach wyniesionych z marca 1938 r., J. Baltrušaitis wciąż powtarzał, że w razie komplikacji w Europie, Polska może „nagle i ostatecznie zagrozić naszej niepodległości środkami przemocy”, a Litwa w takim wypadku będzie potrzebować pomocy „przyjaciół”, czyli Związku Radzieckiego. Nic się nie zmieniło – J. Baltrušaitis nadal priorytetowo traktował retransmisję różnorodnych trosk Moskwy, a nie obronę interesów Litwy. Kiedy Litwa nawiązała stosunki dyplomatyczne z Polską, spieszył z informacją do Kowna o niepokoju w Moskwie w związku z „obecną linią polityczną” Litwy, czyli o niezadowoleniu Sowietów z normalizacji stosunków Litwy z Polską [fn: Tamże, s. 314–315.], zapominając o wcześniejszych oświadczeniach M. Litwinowa. Pisał o długiej rozmowie z M. Litwinowem, który „przyjaznym tonem, ale z wielkim zaniepokojeniem, natychmiast oświadczył mi, że my [Litwa] już schodzimy, jeśli jeszcze nie zeszliśmy, w dolinę agresorów i imperialistów”. Poproszony o wyjaśnienie tej myśli, M. Litwinow wyjaśnił swoje niezadowolenie tym, że informacja otrzymana od S. Lozoraitisa za pośrednictwem radzieckiego posła w Kownie Pawła Krapiwincewa o wynikach wizyty łotewskiego ministra spraw zagranicznych Vilhelmsa Muntersa na Litwie była niewystarczająca. „To jest brak tradycyjnej, przyjaznej otwartości” – zarzucał szef radzieckiej dyplomacji. Wymóg szczegółowego sprawozdania z rozmów S. Lozoraitisa i V. Muntersa w Kownie wydawał się litewskiemu posłowi w Związku Radzieckim zupełnie normalny. Dążąc do większego wpływu, nieustannie podkreślał życzliwość M. Litwinowa wobec niepodległej Litwy („Samodzielnie regulujcie nowe i stare stosunki z sąsiadami, ale strzeżcie swojej samodzielności. My od Litwy nic więcej, absolutnie nič -nic nie chcemy i nie żądamy.” [fn: Tamże.]) Nieprawdopodobne, że J. Baltrušaitis, nawet po polskim ultimatum, szczerze wierzył w takie oświadczenia. Wierzył niemal we wszystko, co mówili mu M. Litwinow i inni wysocy urzędnicy NKID. Przykładowo, nawet nie zastanawiając się, przekazał do Kowna aluzję zastępcy komisarza spraw zagranicznych ZSRR Władimira Potiomkina, z której litewski poseł rzekomo zrozumiał, że Moskwa „poparłaby silniejsze zbliżenie państw bałtyckich do struktury wzajemnej pomocy, w oddzielnej, ale koniecznie otwartej formie, aby i inne państwa mogły się przyłączyć”. Innymi słowy, J. Baltrušaitis informuje tymczasową stolicę, że w pewnych okolicznościach Związek Radziecki rozważyłby możliwość przystąpienia do Ententy Bałtyckiej [fn: Tamże.]. Trudno uwierzyć, że nie zastanawiał się nad konsekwencjami takiego przystąpienia. Przez 18 lat służby dyplomatycznej miał wystarczająco dużo czasu, aby zrozumieć subtelności stosunków międzynarodowych i dostrzec ukrytą intrygę. A jeśli J. Baltrušaitis jednak widział intrygę? Dlaczego nie ostrzegł? Albo nadal wyobrażał sobie, że wykonuje powierzoną mu z góry misję geopolityczną, albo był całkowitym konformistą. A może oba te warianty są prawdziwe. Czy możliwy był również trzeci wariant, tj. czy J. Baltrušaitis pracował przeciwko swojej ojczyźnie, zmuszony przez NKWD? Wydaje nam się wątpliwe, aby radziecka Czeka czy NKWD dążyły do zwerbowania litewskiego posła. „Pożytecznych idiotów” nie trzeba werbować, oni i bez tego robią to, czego się od nich oczekuje. Rosita Garškaitė również twierdzi, że NKWD już na początku lat trzydziestych zrezygnowała z werbowania J. Baltrušaitisa [fn: R. Garškaitė, Diplomatai-pranašai. Baltrušaitis ir Milašius, https://www.bernardinai.lt/2015-05-22-diplomatai-pranasai-baltrusaitis-ir-milasius/ [oglądano 20.11.2023].]. „Reinkarnacja”: Pożegnalna mowa J. Baltrušaitisa w Moskwie Enough is enough – najprawdopodobniej tak wiosną 1938 roku myślano w kierownictwie MSZ o dalszej pracy J. Baltrušaitisa w Związku Radzieckim. Trzymanie w Moskwie posła otwarcie sprzyjającego Sowietom było zbyt nieodpowiedzialne. Wydaje się, że sam J. Baltrušaitis podjął już decyzję o opuszczeniu Moskwy, choć pragnął przenieść się do innej europejskiej stolicy, nawet na niższe stanowisko dyplomatyczne. Aby uniknąć wrażenia demarche politycznego, minister S. Lozoraitis nie spieszył się z odwołaniem. Formalnym pretekstem do odwołania J. Baltrušaitisa z Moskwy stała się ustawa wydana na Litwie, zgodnie z którą posłowie po ukończeniu 65 roku życia musieli przechodzić na emeryturę. Ustawa ta w społeczeństwie zyskała nazwę Lex Baltrušaitiensis, rozumianą jako przyjęta przede wszystkim z myślą o J. Baltrušaitisie. Odwołanie J. Baltrušaitisa przedłużało się z dwóch powodów: poszukiwania kandydata, który miał go zastąpić, trwały długo, a poza tym MSZ chciało wziąć pod uwagę życzenia J. Baltrušaitisa. Po znalezieniu rozwiązania obu problemów, 7 marca 1939 r. prezydent A. Smetona podpisał akt odwołania J. Baltrušaitisa ze Związku Radzieckiego. 1 kwietnia miał wyjechać z Moskwy, a od tego samego dnia został mianowany honorowym doradcą litewskiego poselstwa w Paryżu [fn: LCVA, f. 383, ap. 7, b. 2147, s. 483; ap. 2, b. 596, s. 30.]. J. Baltrušaitisowi zezwolono pozostać w służbie MSZ do 1 kwietnia 1940 r., nadając mu rangę ministra pełnomocnego [fn: List ministra spraw zagranicznych Juozasa Urbšysa z 10.02.1939 do prezydenta Antanasa Smetony, tamże, f. 383, f. 7, b. 2147, s. 597.]. Kiedy J. Baltrušaitis przygotowywał się do opuszczenia Moskwy, Litwa przeżywała kolejną tragedię – ultimatum Niemiec i oderwanie Kraju Kłajpedzkiego. W marcu 1939 r. litewski poseł po raz kolejny miał okazję przekonać się, ile warta była jego długo pielęgnowana nadzieja, a nawet wiara, że w godzinie zagrożenia Litwa otrzyma wsparcie Związku Radzieckiego. Tym razem również go nie otrzymała. Na prośbę J. Baltrušaitisa jego wyjazd z Moskwy został opóźniony o kilka dni. Uroczystości pożegnalne z litewskim posłem odbyły się na początku kwietnia 1939 roku, a wzięło w nich udział kierownictwo NKID i przedstawiciele korpusu dyplomatycznego. Radziecki komisarz spraw zagranicznych M. Litwinow wygłosił mowę pożegnalną, nie szczędząc pochwał osobie J. Baltrušaitisa. Odpowiednia mowa litewskiego posła była bardzo emocjonalna, on sam nazywał ją wyznaniem. J. Baltrušaitis mówił o mu „drogiej radzieckiej Moskwie”, dziękował M. Litwinowowi za ocenę jego wieloletniej pracy, za okazane zaufanie, wspominał swoją „niezmordowaną troskę o siłę i stałość stosunków radziecko-litewskich, o ich nieprzerwane pogłębianie i poprawę”. W mowie pożegnalnej litewski poseł znalazł okazję, by podkreślić, że rozwój stosunków dwustronnych interesował go nie tylko jako obowiązek służbowy, rzekomo jego wysiłki wynikały z głębokiego wewnętrznego przekonania, mocnej wiary w doktrynę polityki zagranicznej Związku Radzieckiego. Dziękując M. Litwinowowi za poparcie „zbawiennej” zasady bezpieczeństwa zbiorowego, J. Baltrušaitis wyraził przekonanie, że bezpieczeństwo zbiorowe pomoże narodom osiągnąć „trwały pokój, wielką zgodę i braterstwo ludzi”, wyraził nadzieję, że „ludzkość jest bliska tej błogosławionej godziny, kiedy narody, zapominając o waśniach, połączą się w jedną rodzinę”. I znów cieszył się, że „doktryna polityki zagranicznej ZSRR troszczy się o losy małych narodów”. „Małe narody nierzadko stają się tylko tanią drobną monetą, którą wielkie państwa spłacają wzajemne długi” – mówił litewski poseł, dając do zrozumienia, że te słowa nie odnoszą się do Związku Radzieckiego, który, według M. Litwinowa, „nie handluje narodami”. Nie zapomniał podziękować Sowietom również za ich postawę podczas polskiego ultimatum… Mowa osiągnęła punkt kulminacyjny, gdy J. Baltrušaitis zacytował słowa M. Litwinowa, rzekomo ten, gdy litewski poseł wchodził do jego gabinetu, czuł „człowieka bliskiego, niemal rodaka”. „Tu macie państwo całkowitą rację. I ja mogę tylko dodać, że w spotkaniach z wami i we mnie pojawiało się uczucie reinkarnacji <…>. Dziś przed wami stoi człowiek dwóch ojczyzn” – niespodziewanie oświadczył poseł. Zaskakuje i coś innego – pomimo obojętnej postawy ZSRR wobec Litwy podczas ultimatum polskiego i niemieckiego, J. Baltrušaitis nadal wyrażał silne przekonanie, że w trudnej godzinie ZSRR zawsze przyjdzie z pomocą „mojej innej małej ojczyźnie”, dlatego nie bał się o jej dalszy los (sic!). „Odchodzę, bynajmniej nie odchodząc” – poetycko zakończył mowę litewski poseł [fn: Zob. B. Vaškelis, Žvilgsnis iš atokiau, s. 122–125.]. Po zakończeniu pracy w kraju rezydencji, przed wyjazdem, poseł zazwyczaj dziękuje państwu, w którym mieszkał, i ludziom, z którymi pracował, podczas uroczystego pożegnania. Innymi słowy, żadnej polityki, przede wszystkim uprzejmość! To jest zrozumiałe i niekwestionowalne. Niemniej jednak mowa J. Baltrušaitisa, biorąc pod uwagę kontekst międzynarodowy, polskie ultimatum i utratę Kraju Kłajpedzkiego, była zbyt pochlebna, a nawet surrealistyczna. Trudno zrozumieć również fragmenty jego mowy – nie wiadomo na czym opartą wiarę, że doktryna polityki zagranicznej ZSRR dążyła do zapewnienia bezpieczeństwa zbiorowego, troszczyła się o „losy małych narodów”. Czy coś mogło być dalsze od prawdy?! A jak ocenić wypowiedź posła o „długotrwałym pokoju, wielkiej zgodzie i braterstwie ludzi”, czy zbliżaniu się ludzkości do „tej błogosławionej godziny, kiedy narody, zapominając o waśniach, połączą się w jedną rodzinę”? W czasie, gdy J. Baltrušaitis wygłaszał emocjonalną mowę pożegnalną, ludzkość zbliżała się nie do błogosławionego „połączenia w jedną rodzinę”, lecz do spisku Niemiec i ZSRR, który doprowadził do II wojny światowej. Można próbować usprawiedliwiać J. Baltrušaitisa, że tę mowę wygłosił nie dyplomata, lecz poeta. Ale przecież i poeta nie może być całkowicie ślepy. Do wkroczenia oddziałów Armii Czerwonej na terytorium Litwy pozostało mniej niż pięć miesięcy, a do przymusowego włączenia Litwy do „większej rodziny” (ZSRR) – rok i dwa miesiące. Rozumie się, że J. Baltrušaitis nie mógł tego wiedzieć. Mimo to nie usprawiedliwia to jego politycznej naiwności, ślepej wiary w Sowietów, jedynie podkreśla brak rozeznania politycznego i oczywisty syndrom dwóch ojczyzn. Co prawda, J. Baltrušaitis zakończył swoją mowę bardzo dwuznacznym czterowierszem [fn: Tamże.]. Ale czy to coś zmienia? Wnioski Długoletnia, konsekwentnie pielęgnowana i propagowana przez J. Baltrušaitisa polityka orientacji na Rosję Radziecką i ZSRR zakończyła się dla państwa litewskiego całkowitą katastrofą – okupacją i aneksją, którą były litewski poseł w Moskwie mógł bezpiecznie obserwować z Francji. J. Baltrušaitis święcie wierzył w swoją geopolityczną misję obrony Litwy przed Polską z pomocą Rosji, ale ta misja zakończyła się tak, jak musiała się zakończyć – całkowitym fiaskiem. Z najprostszego powodu: po prostu nie odpowiadała realiom geopolitycznym. I wilk, i niedźwiedź jednakowo oceniają swoją ofiarę. Co J. Baltrušaitis myślał o swoim wkładzie w tragedię, która dotknęła naród litewski, jak oceniał swoje nieustanne wezwania do Litwy, aby niezachwianie trzymała się kursu radzieckiej polityki zagranicznej? Na te pytania dziś trudno, a może i niemożliwie jest odpowiedzieć, dopóki nie znajdziemy odpowiedzi na najważniejsze pytanie – jakie przyczyny legły u podstaw tak trudnej do zrozumienia jego pozycji wobec Związku Radzieckiego? Mieszkając w Rosji długie lata, na własne oczy widząc cały horror reżimu radzieckiego, J. Baltrušaitis powinien był ekstrapolować radzieckie realia również na obszar polityki zagranicznej i stosunków międzynarodowych. Ale nie był w stanie tego zrobić. Jak wynika z cytowanych dokumentów i jego mowy pożegnalnej, aż do wyjazdu z Moskwy pozostał ofiarą radzieckich manipulacji. Być może nieprzypadkowo wysoki urzędnik NKID, mówiąc o J. Baltrušaitisie, wyznał: „Przecież on jest i nasz” [fn: Z mowy Konstantina Umanskiego, „szefa” prasy Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych ZSRR, wygłoszonej z okazji przyjęcia w litewskim poselstwie w Moskwie w 1934 roku. List dra A. Geručisa z 08.03.1973 do prof. Broniusa Vaškelisa (archiwum autora).]. Nie, nie w tym sensie, że J. Baltrušaitis sprzedał się Sowietom. On po prostu był i pozostał „pożytecznym idiotą”. Niestety. Oprócz politycznej ślepoty J. Baltrušaitisa, istnieje jeszcze jedna przyczyna, która każe wątpić, czy warto pielęgnować jego pamięć jako dyplomaty zasłużonego dla Litwy. Nazwisko J. Baltrušaitisa w okresie międzywojennym pojawia się w kilku sprawach związanych z korupcją. Były litewski minister obrony narodowej, naczelny dowódca armii, członek Sejmu Ustawodawczego (1920–1921) gen. por. Konstantinas Žukas w swoich wspomnieniach, powołując się na zeznania „prawnika N.”, który w 1921 r. pracował jako juryskonsult w litewskim przedstawicielstwie w Moskwie, twierdzi, że nie tylko J. Baltrušaitis „dobrze” wiedział o schemacie spekulacji w „sprawie sacharyny”. Wiedziały o niej również władze bolszewickie. Nie tylko wiedziały, ale i korzystały z tego schematu, transportując komunistyczną literaturę na Litwę jako rekompensatę [fn: K. Žukas, Žvilgsnis į praeitį. Žmogaus ir kario atsiminimai. Medžiaga istorikams, Chicago, 1959, s. 373–374.]. Nic dziwnego, że jego działalnością niejednokrotnie interesował się litewski departament bezpieczeństwa. W archiwach litewskich (i nie tylko) zachowały się dokumenty, które tylko wzmacniają podejrzenia wobec J. Baltrušaitisa. Bernardas Gailius nie wyklucza możliwości, że NKWD, która kontrolowała schemat spekulacji, mogła wykorzystać go do werbowania litewskich urzędników, w tym dyplomatów pracujących w Moskwie [fn: Zob. B. Gailius, Sacharino byla, Naujasis Židinys-Aidai, 2003/7–8, s. 397–405.]. „Sprawa sacharyny”, niestety, nie jest jedynym przypadkiem. Mahiras Gamzajevas, pełnomocnik Republiki Azerbejdżanu na Litwie (1992–1995), opublikował artykuł, który każe wątpić w nieskazitelną reputację J. Baltrušaitisa [fn: M. Gamzajevas, Tamsioji diplomatijos pusė, Lietuvos žinios, 2011 12 08.]. Aspekt korupcji nie został szerzej omówiony w artykule z dwóch powodów: J. Baltrušaitis nie został skazany przez litewski sąd za korupcję; ta drażliwa kwestia nie jest przedmiotem naszego badania. Niewątpliwie, kwestie korupcji w międzywojennej Litwie w przyszłości jeszcze doczekają się uwagi badaczy. Opublikowane źródła i literatura Laisvė, 1922 01 14 Latvijas Vestnesis, 1922 07 21 Lietuvos ir Lenkijos santykiai, 1917–1994: dokumentų rinkinys. Sud. V. P. Plečkaitis, J. Widackis. Vilnius: Valstybės žinios, 1998 Tėvynės balsas, 1922 07 27 URM Žinynas, Kaunas, 1939 Известия, 1922 08 16 Либавское русское слово, 1922 07 19 Рижский Курьер, 1922 07 18 BUTKUS, Zenonas. SSRS intrigos Baltijos šalyse (1920–1940). Darbai ir Dienos, 7 (16), 1998, p. 141–160. GAILIUS, Bernardas. Sacharino byla. Naujasis Židinys-Aidai, 2003/7–8, p. 397–405. GAMZAJEVAS, Mahiras. Tamsioji diplomatijos pusė. Lietuvos žinios, 2011 12 08. GARŠKAITĖ, Rosita. Diplomatai-pranašai. Baltrušaitis ir Milašius. Bernardinai, 2015 05 22 KASPARAVIČIUS, Algimantas. Didysis X Lietuvos užsienio politikoje: 1926 m. Lietuvos ir Sovietų Sąjungos nepuolimo sutarties sudarymo analizė. Vilnius: Lietuvos istorijos institutas, 1996. KASPARAVIČIUS, Algimantas. Dėl Lenkijos ultimatumo, jo priėmimo ir tolesnės „normalizacijos“. In: Lietuvos istorija, t. X, d. II: Nepriklausomybė (1918–1940 m.). Vilnius: Lietuvos istorijos instituto leidykla, 2015. KLIMAS, Petras. Lietuvos diplomatinėje tarnyboje. Vilnius: Mintis, 1991. LAURINAVIČIUS, Česlovas. Jurgis Baltrušaitis – vilties diplomatas. In: Jurgis Baltrušaitis: poetas, vertėjas, diplomatas. Red. D. Mitaitė. Vilnius: Lietuvių literatūros ir tautosakos institutas, 1999, p. 139–146. LOSSOWSKI, Piotr. Polskie ultimatum do Litwy w marcu 1938 r. widziane z placówki RP w Tallinnie. In: Studia z dziejów ZSRR i Europy Środkowej. T. XI. 1975, s. 231–237. Pastaruosius šimtą metų niekas apie Jurgį Baltrušaitį rimtai nekalbėjo. Pokalbis su Nikolajumi Kotreliovu ir Jevgenijumi Cymbalu. Kalbėjosi M. Čepaitytė. Literatūra ir menas, 2016, Nr. 29–30. REED, John. Ten days that Shook the World. New York: Boni & Liveright, 1919. TAPINAS, Laimonas. „Imk, klajokli, žibintą vilties“. Poeto ir diplomato Jurgio Baltrušaičio gyvenimo kronika. Vilnius: Alma littera, 2000. VAŠKELIS, Bronius. Žvilgsnis iš atokiau. T. I. Sud. D. Kuizinienė. Vilnius: Versus aureus, 2004. ŽALYS, Vytautas. Lietuvos diplomatijos istorija (1925–1940). T. I. Vilnius: Versus aureus, 2007. ŽALYS, Vytautas. Lietuvos diplomatijos istorija 1925–1940 metais. T. II, d. I. Vilnius: Edukologija, 2012. ŽUKAS, Konstantinas. Žvilgsnis į praeitį: žmogaus ir kario atsiminimai. Medžiaga istorikams. Chicago: Terra, 1959.