Głód w latach 1946–1947 i Wołyń W czwartą sobotę listopada Ukraina upamiętnia ofiary Wielkiego Głodu. Było ich trzy, ale Wołyń dotknął dopiero ostatni z nich, ten z lat 1946–1947. Natomiast moja rodzina doznała wszystkich trzech. W ciągu kilku lat po rewolucji październikowej rosyjscy bolszewicy siłą przejęli władzę na większości terytorium Ukrainy. Pochód Armii Czerwonej na zachód został zatrzymany wspólnym wysiłkiem wojsk odrodzonej Polski i Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej. Jednak marzenia Ukraińców o własnej państwowości się nie ziściły. W wyniku negocjacji między Rosją sowiecką a Polską 18 marca 1921 r. podpisano traktat pokojowy w Rydze. Ziemie, na których mieszkali Ukraińcy, rozdzieliła wówczas granica biegnąca wzdłuż rzeki Zbrucz. Wszyscy, którzy mieszkali na zachód od niej, stali się obywatelami II Rzeczypospolitej, na wschodzie – obywatelami Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Mimo że Ukraińcy w ZSRR nominalnie posiadali własne państwo, rzeczywistość była inna. Pierwszy głód na ziemiach ukraińskich sowieci zorganizowali w latach 1921–1923. W wyniku dotkliwej suszy i powojennych zniszczeń miliony mieszkańców ZSRR, w tym wschodniej i południowej Ukrainy, zostały niemal bez żywności. Aby ratować sytuację w Rosji, władze rozpoczęły tzw. prodrazwiorstkę, która w istocie była zalegalizowanym rabunkiem, podczas którego uzbrojeni żołnierze Armii Czerwonej zabierali bezbronnym wieśniakom zboże i w ogóle wszystko, co jadalne. Według historyków w wyniku tego głodu zginęło do 1,5 mln mieszkańców Ukraińskiej SRR. Dokładnych liczb nigdy nie uda się ustalić, gdyż władze sowieckie przez cały czas swego istnienia milczały o samym fakcie głodu i niszczyły wszelkie dowody ich winy. Niestety, bardzo niewiele mówi się o tym zorganizowanym masowym morderstwie nawet w niepodległej Ukrainie. Bardziej znany jest sztuczny Wielki Głód z lat 1932–1933, w którym według różnych szacunków zginęło od 2,6 do 10,5 mln Ukraińców i przedstawicieli innych narodowości zamieszkujących Ukrainę. Analiza danych statystycznych z tamtych lat nie budzi wątpliwości, że sowieci celowo użyli głodu jako narzędzia eksterminacji mieszkańców Ukrainy. W czasie, gdy miliony ludzi umierały w agonii, władze zabroniły im opuszczania dotkniętych głodem terenów, wysyłając jednocześnie na eksport tysiące pudów zboża, które mogły uratować życie obywatelom ich kraju. Tereny zwolnione od Ukraińców sowieci zasiedlili Rosjanami. Wydaje się, że porównując mapy przedstawiające regiony dotknięte Wielkim Głodem oraz mapy ze statystykami prorosyjskich nastrojów mieszkańców Ukrainy, widać wyraźną korelację między nimi. W świecie zachodnim jako pierwszy o Wielkim Głodzie opowiedział walijski dziennikarz Gareth Jones, ale mu nie uwierzono. Dlaczego? Ze względu na skuteczną sowiecką propagandę oraz przekupność polityków i dziennikarzy, a także dlatego, że zdrowy rozsądek nie chciał wierzyć w tak okropne, nieludzkie okrucieństwo. Wielki Głód był oczywiście przemilczany w czasach sowieckich, ale nawet w niepodległej Ukrainie temat ten przez długi czas był przedmiotem sporów między różnymi partiami politycznymi. Ustawę «O Wielkim Głodzie 1932–1933 w Ukrainie», która określa go jako ludobójstwo, Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła dopiero w 2006 r. Obecnie prawie czterdzieści państw uznało Wielki Głód za akt ludobójstwa. W wielkim uproszczeniu możemy powiedzieć, że Wołyń nie został dotknięty tymi dwoma głodami, gdyż większość jego terytorium przed wybuchem II wojny światowej w 1939 r. należała do Polski. Natomiast po przyjściu «drugich sowietów» ludność Wołynia miała okazję na własnej skórze doświadczyć uroków socjalistycznego raju. Mówiąc jednak o głodzie z lat 1946–1947, należy zdawać sobie sprawę z jego specyfiki na Wołyniu. Ogólnie rzecz biorąc, głód objął wówczas prawie całą Ukrainę. Powodem były zniszczenia gospodarki na skutek wojny, brak rąk do pracy oraz największa od 50 lat susza. Ale po raz kolejny decydującym czynnikiem w masowym mordzie była polityka władz. Jeśli głód w latach 1921–1923 służył zwalczaniu oporu narodowego, głód z lat 1932–1933 miał na celu ujarzmienie chłopstwa w kołchozach, to główną przyczyną sztucznego głodu na Ukrainie w latach 1946–1947 wydają się być cele zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Gospodarcze – bo Ukraina była bazą żywnościową dla kilku regionów Rosji, które były dla władz «bardziej wartościowe», więc nie przejmowały się śmiercią Ukraińców. Polityczne – gdyż ZSRR dopiero budował swój pozytywny wizerunek za granicą, głównie w państwach, które na mocy Konferencji Jałtańskiej trafiły do orbity jego wpływów. Aby kupić lojalność krajów obozu socjalistycznego, Kreml nie zważał na śmierci wśród ludności ukraińskiej. Na przykład w latach 1946–1947 socjalistyczna Czechosłowacja otrzymała około 600 tys. ton zboża, PRL – 900 tys. ton. Jednocześnie, według niepełnych danych, na Ukrainie z głodu zmarło około 1 mln osób. Wołyń w kontekście głodu w latach 1946–1947 można uznać za region najmniej dotknięty przez klęskę. Jednym z powodów było to, że ziemia wołyńska ze swoimi jeziorami, rzekami i bagnami nie odczuwała braku wody i zebrano tu całkiem dobre plony. Drugim powodem jest to, że nowym władzom nie udało się jeszcze stworzyć sieci kołchozów, a właśnie kołchozy były narzędziem wydzierania zboża i żywności. Natomiast im dalej na wschód, tym bardziej szalał prawdziwy głód. Ludzie ratując życie zjadali trawę, liście drzew, zwierzęta i gryzonie, które udało im się upolować, a nawet padlinę. Ponownie doszło do przypadków kanibalizmu. Dlatego Ukraińcy z głodnych regionów wschodnich, południowych i centralnych próbowali przedostać się na zachód Ukrainy, aby zdobyć choć trochę żywności dla swoich rodzin. Przeważnie wieźli na wymianę jakieś lepsze ubrania – kożuchy, chusty, koszule, czasem też korale. Ale po ponad ćwierć wieku panowania reżimu komunistycznego ludzie nie mieli dużo takich rzeczy. Dlatego wynajmowali się do pracy w zamian za żywność lub nawet po prostu żebrali. Dotarcie na zachód kraju nie było łatwe, gdyż na dworcach specjalnie dyżurowały oddziały milicji. Moja żona i ja pochodzimy z obwodu winnickiego, więc nasi przodkowie przeżyli wszystkie trzy klęski głodu. W mojej rodzinie o głodzie z lat 20. XX w. mówiono niewiele – to były lata niedostatku, ale udało im się przetrwać, jak rozumiem, dzięki pieniądzom i rzeczom zgromadzonym jeszcze przed rewolucją. W czasie Wielkiego Głodu 1932–1933 rodziny moich dwóch pradziadków, dzięki ukrytemu wcześniej zbożu, nie tylko przeżyły same, ale także uratowały każda po sierocie. Kilka lat później obaj pradziadkowie, Józef i Marian, zostali rozstrzelani podczas Operacji Polskiej. Bardzo dobrze pamiętam to miejsce w ogrodzie mojej babci, gdzie Mikołaj Pytelko, ojciec chrzestny mojego młodszego brata, pokazał mi, sześcioletniemu chłopcu, miejsce, gdzie zmarł z głodu jego brat. Dzieciaki wiosną 1933 r. znalazły ptasie gniazdo z niedawno wyklutymi pisklętami, po czym silniejszy, starszy brat uciekł i sam je zjadł. Surowe. Jego ciało odnaleziono wieczorem. Z całej rodziny ocalał tylko Mikołaj. Wspomnienia o głodzie z lat 1946–1947 zachowały się w rodzinie mojej żony Walentyny. Jej pradziadkowie Serhij i Tetiana Koropowie mieszkali we wsi Hybałówka niedaleko miasta Szarogród w obwodzie winnickim. Rok 1946 przeżyli dzięki krowom. Były już stare, więc w czasie okupacji rumuńskiej nie zostały skonfiskowane, a przed «wyzwolicielami», którzy zabierali ludziom dosłownie wszystko, pradziadek ukrył je w pobliskim lesie. I tam też ukrył swoją żonę na czas, gdy przechodziła Armia Czerwona, bowiem sowieckich żołnierzy wyprzedzała pogłoska, że bez żadnych skrupułów gwałcą kobiety i dziewczęta (ponieważ były zdrajczyniami, żyły pod okupacją!) Starsi wspominali, że rumuńscy żołnierze byli «biedni, wręcz cherlawi» i mogli ukraść np. kurczaka z kurnika, lecz takiej samowoli, jak ze strony «swoich», czyli od Armii Czerwonej, ludność cywilna nie doznawała. Prababcia żony, Tetiana, która zmarła już po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości, w 1994 r., aż do swojej śmierci nie nazywała władz radzieckich innym słowem niż pogardliwym «sowiety». Rodzina pracowała w kołchozie, prawie nic za to nie otrzymując, a krowa dawała kilka litrów mleka, którym można było doprawić skromny posiłek – dzięki temu przeżyły, ale były to czasy bardzo głodne. Syn Serhija i Tetiany, Arsentij, urodzony w 1925 r., z nieznanych mi powodów nie został zmobilizowany do armii sowieckiej. Podczas głodu w latach 1946–1947 kilkakrotnie wybierał się do Zachodniej Ukrainy po żywność. Nie wiadomo dokładnie, czy bywał na Wołyniu. Jak wspominał, on i towarzyszący mu tacy sami biedacy chodzili po wsiach po kilka osób, bo zdarzały się przypadki, że to, co przynieśli na wymianę, osłabionym ludziom zabierano i wypędzano ich z niczym. Najczęściej Ukraińcy z zachodnich obwodów współczuli rodakom, dzielili się tym, co mieli, nie wymagając pieniędzy, ale bywało też inaczej. Podróżowali na gapę, w pociągach towarowych, na dachach wagonów, bo biletów nie można było kupić. W tamtych czasach pociągi nie były tak szybkie jak obecnie i zwalniały na zakrętach. Na jednym z takich zakrętów Arsentija z workiem wymienionego zboża ściągnięto za pomocą haka z dachu wagonu. Opamiętał się w szpitalu – bez zboża i bez obu nóg. Do rodzinnej wsi wrócił jako kaleka. Był pracowity, a że po wojnie pozostało niewielu mężczyzn, wkrótce się ożenił. Z żoną Antoniną miał dwójkę dzieci, chodził na protezach, w domu hodował bydło, pracował w ogrodzie. Dzięki przyjacielowi z dzieciństwa wyrobił dokumenty, że został ranny na froncie. Szczepił też drzewa, hodował pszczoły, a jego żona, która pracowała w kołchozie, sprzedawała owoce i miód na miejskim bazarze – z tego się utrzymywali. Arsentij zmarł w 1984 r. Jeszcze gorsza sytuacja była we wschodnich regionach, gdzie jest więcej stepów i mniej wody. Czasami ludzie podejmowali desperackie kroki, aby ocalić swoich bliskich. Ta historia, opublikowana przez wołyńską dziennikarkę Natalię Malimon w gazecie «Dzień», wydarzyła się we wsi Smolawa niedaleko Horochowa. W 1946 r. kobieta z małą córeczką poprosiła wdowę Jewdokię Olijnyk, aby zaopiekowała się dzieckiem, podczas gdy ona pójdzie zbierać kłosy pozostałe na polu. Mówiła, że nazywa się Hanka i pochodzi z obwodu sumskiego. Zebrała więc kłosy, spędziła u Jewdokii noc. Następnego dnia ponownie poprosiła o zaopiekowanie się dzieckiem, ale już nie wróciła po nie. Wdowa, choć ledwo mogła wyżywić trójkę własnych dzieci, pozostawiła dziewczynkę. Matka rodzona wróciła dwa lata później. Upadła na kolana, prosiła o wyrozumiałość, bo w obwodzie sumskim zostawiła jeszcze dwójkę dzieci. A mała Kasia od dawna nazywa matką Jewdokię, płakała: «Mamusiu, nie oddawaj mnie!» Biedna matka musiała jeszcze przez tydzień mieszkać u Olijnyków w Smolawie, aby dziecko się do niej przyzwyczaiło. Właśnie głód przypędził na Wołyń Hryhorija Hurtowyja (1924–2012), pochodzącego ze wsi Kornijówka na Zaporożu. Przeżył Wielki Głód 1932–1933, w którym zginęła jedna trzecia wsi, potem brał udział w II wojnie światowej, spędził trzy lata w niemieckim obozie koncentracyjnym. Po powrocie do rodzinnych stron musiał ponownie je opuścić w 1947 r., uciekając przed kolejnym głodem. Osiadł w Torczynie na Wołyniu, pracując jako nauczyciel i pisząc artykuły do miejscowej gazety rejonowej. W 1957 r. Hryhorij Hurtowyj założył pierwsze na Wołyniu społeczne muzeum historyczno-krajoznawcze, którym kierował aż do śmierci. Historia była jego pasją. Napisał kilka książek i kilkadziesiąt artykułów poświęconych przeszłości Wołynia, był laureatem kilku nagród obwodowych i ogólnoukraińskich, a w 2009 r. został uznany za «Człowieka Roku na Wołyniu». Już w czasach sowieckich Hryhorij Hurtowyj zaczął gromadzić wspomnienia Ukraińców, którzy przeżyli głody urządzone przez reżim sowiecki. Dokumentował nie tylko świadectwa tych, którzy przetrwali, ale także tych, którzy pomagali. W 2008 r. nakładem wydawnictwa «Nadstyria» ukazała się jego książka «Golgota głodu», w której wraz ze swoimi wspomnieniami opublikował część zebranych materiałów. Rozumiał, że trzeba ocalić od zapomnienia przynajmniej te ziarna prawdy o historii, które zachowały się w ludzkiej pamięci. «Ilu osobom ze wschodu Wołyń udzielił wówczas tymczasowego schronienia? Ile nakarmił i ogrzał? Ilu osobom sprzedano część zboża, ziemniaków? Takich statystyk nie ma. […] Próbowaliśmy policzyć, ilu głodujących ze wschodu udało się uratować na Wołyniu. Na Wołyniu istniało wówczas ponad 3 tysiące osad. W ciągu półtora roku Torczyn odwiedziło ponad tysiąc głodujących. We wsiach Zaborol, Bujanie, Horodynie, Białystok, Wojutyn, Sadów – po 200–300, a nawet więcej. Skromne obliczenia mówią, że w latach 1946–1947 ludność Wołynia, nasze miasta i wsie uratowały ponad milion głodujących ludzi ze Wschodu. Jest to wspaniały przejaw chrześcijańskiego miłosierdzia, życzliwości, współczucia i zrozumienia dla sytuacji ich braci i sióstr ze wschodniej Ukrainy. Takie czyny wielkiego obywatelskiego, chrześcijańskiego wyczynu Wołynian zasługują na pamięć» – napisał w 1996 r. Hryhorij Hurtowyj. Pomnik chrześcijańskiego miłosierdzia Wołynian, o którym marzył Hurtowyj, został otwarty już po jego śmierci. Poświęcenie pomnika odbyło się na dziedzińcu łuckiej cerkwi Podwyższenia Krzyża Świętego 26 listopada 2016 r., w Dzień Pamięci Ofiar Wielkiego Głodu. Na pomniku, obok postaci dzieci z bochenkiem chleba i anioła, wyryto słowa z Ewangelii według Świętego Mateusza «Błogosławieni miłosierni» (Mt 5, 7). Obok znajduje się kamień z napisem: «Chrześcijańskiemu miłosierdziu mieszkańców Wołynia, wszystkim mieszkańcom Zachodniej Ukrainy, którzy w trudnych latach 1946–1947 bezinteresownie ratowali głodujących ze wschodu, południa, centrum Ukrainy i sąsiednich regionów Rosji. Zachodnia Ukraina wtedy wspomogła miliony cierpiących. Pomysłodawcą tego pomnika jest Hryhorij Hurtowyj, urodzony w obwodzie zaporoskim, który w tym czasie znalazł schronienie na Wołyniu i go rozsławił. Jest to symbol wdzięczności ocalonych wobec swoich wybawicieli». Pod tym pomnikiem co roku w czwartą sobotę listopada upamiętniani są wszyscy Ukraińcy zmarli z głodu. Tekst i zdjęcie: Anatol Olich Na zdjęciu: Pomnik w Łucku, wzniesiony z inicjatywy Hryhorija Hurtowyja.