Elvyra Biliūtė-Aleknavičienė Kronika Kościoła Katolickiego na Litwie i jej pierwszy redaktor Słowa, litewskie Słowa, Znoszące głód i zimno, Zranione przez wieki akcentów I winne za to, że niewinne. J. Kantautas W 2019 r. mija 30 lat od kiedy zamilkła „Kronika KKL”, głosicielka litewskiego ruchu praw religijnych i obywatelskich. W 2018 r. minęła 80. rocznica urodzin arcybiskupa Sigitasa Tamkevičiusa, redaktora tej podziemnej publikacji. Te dwie rocznice wydają się zachęcać nas do ponownego spojrzenia na prasę podziemną i znaczącą drogę życiową arcybiskupa Sigitasa Tamkevičiusa, wybitnego syna Dzukii, który poświęcił się tej pracy. Litwa musiała przetrwać wiele trudnych lat zakazu prasowego. Niezapomniane są ślady nielegalnych kolporterów książek podczas carskiego ucisku (1864-1904). Geneza nielegalnych kolporterów odrodziła się po kilkudziesięciu latach, w okresie zbrojnego oporu (1944-1953). Ukazało się wówczas kilkadziesiąt gazet, produkowanych w ekstremalnych warunkach, głównie w bunkrach. Prasa ta miała też nieustraszonych kolporterów, z których wielu ucierpiało i trafiło do obozów. Za to wiersze pisane przez partyzantów rozchodziły się pocztą pantoflową, szybko dopasowywano do nich melodie. Śpiewano piosenki, których nie były w stanie uciszyć żadne groźby. W mrocznych latach sowieckiej okupacji odrodziła się podziemna prasa katolicka. Kronika Kościoła Katolickiego na Litwie (dalej „Kronika KKL”) nie powstała w próżni. Vidas Spengla zeznaje, że od 1966 r. przedstawiciele litewskich katolików zaczęli organizować tajne spotkania. Nieoficjalnym przywódcą tego zgromadzenia był wikary kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Simnie, ksiądz Sigitas Tamkevičius (obecnie arcybiskup kowieński), a najbardziej aktywnymi członkami byli Juozas Žemaitis MIC (obecnie Biskup Wyłkowyski), Alfonsas Svarinskas, Pranciškus Račiūnas, Albinas Deltuva, Konstantinas Ambrasas i inni. Na spotkaniach omawiano „Kronikę bieżących wydarzeń” wydawaną w Rosji od 1965 roku. „Memorandum litewskich katolików do Leonida Breżniewa, sekretarza Komitetu Centralnego KPZR, przygotowane w 1971 r., odbiło się szerokim echem. Protestowano przeciwko ograniczaniu praw wierzących, prześladowaniom, represjom i arbitralności ze strony władz oraz domagano się konstytucyjnie zagwarantowanych wolności sumienia, słowa i działania. Petycję podpisało ponad 17 000 litewskich wiernych (z wyłączeniem tych, którzy wpadli w ręce KGB).” (Obiekt „Intrigantas”// opracowany przez Spengla V. 2002, Wilno, s. 98). Wszystko to przygotowało grunt i po długich rozważaniach postanowiono wydać podziemną publikację odzwierciedlającą sytuację Kościoła na Litwie. Materiał został przygotowany na plebanii w Simnie i zapoznano z nim biskupa Vincentasa Sladkevičiusa. Był bardzo zadowolony z pięknej inicjatywy i zasugerował, aby nazwać ją „Kroniką”, tak jak publikacja w Rosji. 19 marca 1972 r., w dniu Świętego Józefa, ukazał się pierwszy numer „Kroniki KKL”. Redaktor publikacji, ojciec Sigitas Tamkevičius, celowo wybrał tę datę na cześć ojca Juozasa Zdebskisa, który został uwięziony w łagrze w Pravieniškės. W tym samym roku, w którym ukazała się „Kronika KKL”, Litwą wstrząsnęła ofiara Romasa Kalanty. W spokojne niedzielne popołudnie 14 maja w ogrodzie Teatru Muzycznego w Kownie podpalił się, jak powiedział, „za wolność Litwy”. Od 1972 r. rozpoczęło się przygotowanie księży w podziemnym seminarium. Poświęcenie Romasa Kalanty, pojawienie się podziemnej publikacji i założenie podziemnego seminarium zainspirowało pragnienie wolności u wielu ludzi i można powiedzieć, że wtedy rozpoczął się bierny opór na Litwie. Dziś oczywiście trudno pojąć odwagę i tytaniczną pracę podjętą przez młodego wówczas wikariusza parafii Simno, księdza Sigitasa Tamkevičiusa. Ówczesna rzeczywistość pokazała, że nie było łatwo zebrać artykuły do publikacji. Niektórzy ludzie zabierali głos, ale nie chcieli upubliczniać doznanych krzywd; milczenie było o wiele pewniejszą metodą. Jednak grupa osób świeckich, zakonników i księży zgłosiła się, by pomóc księdzu. Jednym z nich był ojciec Bronius Laurinavičius, który odważnie przekazał materiały do publikacji. Informacje były w większości pisane odręcznie, więc nie było łatwo rozszyfrować każde pismo. Otrzymywano również rękopisy pisane na maszynie, ale ostrożni autorzy wysyłali czwartą, a nawet piątą kopię, aby trudniej było zidentyfikować maszynę do pisania i autorstwo. Powoli jednak materiały do „Kroniki KKL” docierały do Simna. Wówczas największym zmartwieniem ks. Sigitasa Tamkevičiusa stało się to, gdzie ukryć rękopisy. Kierując się niepokojem, przyszedł do kościoła, ukrył rękopisy na jakiś czas w ołtarzu św. Wincentego a Paulo, ale miejsce to nie wydawało się bezpieczne. Wtedy postanowił ukryć pod schodami ołtarza. Ani proboszcz, ani jego gospodyni nie wiedzieli, że rękopisy zostały ukryte w kościele. Nieco trudniej było ukryć maszynę do pisania, ale i na to znaleźli sposób: kupili litery z dźwigniami i jednego alfabetu używali do „Kroniki KKL”, a drugiego do pism urzędowych. Kiedy zaczął redagować „Kronikę KKL”, ks. Sigitas Tamkevičius zdał sobie sprawę, że sam nie będzie w stanie podołać ogromowi pracy i zaczął szukać pomocników. Był zachwycony, gdy znalazł pomocnika w osobie lituanisty Kazimierasa Ambrasasa, brata ks. Konstantinasa Ambrasasa. Zebrał teksty na maszynie do pisania i zawiózł je do wsi Lejpuny, a w wyznaczonym czasie przywiózł poprawione i skrócone teksty od Kazimierasa. Następnie trzeba je było ponownie wydrukować. Wydrukowali je na bardzo cienkim papierze i po przygotowaniu 20 egzemplarzy zaczęli je rozprowadzać. Później dodano jeszcze jedną cierpliwą asystentkę - siostrę Jezusa Eucharystycznego Gerardę Elenę Šuliauskaitė. Następnie redaktor zbierał materiały, sprawdzał je, pisał wstęp, a siostra Gerarda segregowała je w kolumny. Gerarda układała go w kolumnach numeru i kilkakrotnie przepisywała. Jednak przygotowanie numeru „Kroniki KKL” było tylko połową pracy; najważniejsze było to, aby rozprzestrzeniała się ona nie tylko na Litwie, ale także w wolnym świecie. Arcybiskup Sigitas Tamkevičius zaświadcza: „Jestem bardzo wdzięczny i szanuję litewskich przyjaciół w Moskwie: spokojnego Sergejusa Kovaliovasa, zawsze uśmiechniętego Aleksandrasa Lavutasa, bardzo rzeczową Tatianę Velikanovą, energicznego duchownego Glebasa Jakuninasa i innych. Nas, ludzi bardzo różnych narodowości, religii i środowisk, łączyło wspólne zadanie informowania świata o łamaniu praw człowieka w Związku Radzieckim. Byliśmy przekonani, że ta informacja jest najważniejszą bronią w walce z uciskiem systemu totalitarnego”. („Viešpats mano gyvenimo šviesa: Arkivyskupo Sigito Tamkevičiaus atsiminimai”. Kowno, 2013, s. 77). „Kronika KKL” dotarła na Zachód dzięki dysydentom w Moskwie, a później dzięki gościom przybywającym na Litwę z Zachodu. Wydawcy byli pomysłowi, przepisując teksty na mikrofilmy i wysyłając je zwykle w tubkach pasty do zębów itp. Litewskie społeczności w USA przetłumaczyły „Kronikę KKL” na angielski i inne języki i wysłały ją do rządów, parlamentów i organizacji międzynarodowych w wolnym świecie. W ten sposób świat dowiedział się o naruszeniach wolności Kościoła, wiary i sumienia na Litwie, o przymusowej okupacji Litwy w 1940 r. itp. Wydawcy „Kroniki KKL” również musieli znosić bolesne doświadczenia. Bardzo szybko wpadła ona w ręce KGB, a 5 lipca 1972 r. wszczęto sprawę nr 345. W pierwszym dziesięcioleciu za powielanie i rozpowszechnianie podziemnego wydawnictwa zostali ukarani: Petras Pliumpa, Juozas Gražys, ksiądz Virgilijus Jaugelis, Jonas Stašaitis, Povilas Petronis, siostra Nijolė Sadūnaitė, Sergejus Kovalev, Vladas Lapienis, ksiądz Jonas Kastytis Matulionis, siostra Ona Pranskūnaitė, siostra Ona Vitkauskaitė, siostra Genovaitė Navickaitė, Povilas Buzas i Anastazas Janulis. Jednak, choć KGB bardzo się starało, nie było w stanie zniszczyć „Kroniki KKL”. Stała się ona szeroko znana, była czytana w Radiu Watykańskim, a co najważniejsze, nowe podziemne publikacje pojawiały się jedna po drugiej: „Rūpintojėlis”, „Dievas ir Tėvynė”, „Tiesos keliu”, „Ateitis”, „Laisvės šauklys” i inne. Jednocześnie ukazywało się aż 13 tytułów publikacji religijnych i narodowych. Wydawcy i sympatycy „Kroniki KKL” chcieli w ten sposób uczcić dziesięciolecie ciężkiej pracy. Rzeźbiarz Jakštas potajemnie wyrzeźbił pomnik z dębu, który w ciemną noc przynieśli jacyś mężczyźni. Rzeźba przedstawiała księgę, z której wychodziły ciernie - cierpienie narodu, a nad sercem - może Pana Boga, może Litwina, który kocha Boga i Ojczyznę, po bokach - ręce złożone do modlitwy. Ręce, na których od 10 lat stoi „Kronika KKL”. Ksiądz Sigitas Tamkevičius, poświęcając pomnik, mógł tylko wyjaśnić zebranemu tłumowi: „<…> Księga przedstawia historię cierpień narodu”. Wiele lat później wspomina: „Nosiłem w sercu głęboką wdzięczność Bogu za dziesięć lat opieki. Kiedy zaczynałem wydawać Kronikę, planowałem nie więcej niż trzy lata pracy - w tamtym czasie myśl o zachowaniu publikacji przez dziesięć lat nawet nie przyszła mi do głowy. „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe.” (Op. cit., s. 92). „Z okazji dziesięciolecia „Kroniki KKL” redakcja otrzymała listy z podziękowaniami dla jej autorów i wydawców: „Kronika KKL” nie jest już samotnym głosem ani jedynym wolnym wydawnictwem podziemnym. Ale była pierwsza. Jako pierwsza przerwała ponurą i posępną ciszę i przełamała lody. Pozostaje ważną platformą, z której przemawia dyskryminowany wierzący Litwin. Język faktów „Kroniki” jest jej fabułą, jej wagą i jej siłą. W ten sposób w ciągu dziesięciu lat zapisała ona całą kartę historii Litwy, pełną faktów ciężkiego ucisku, heroicznej walki i chrześcijańskiego poświęcenia. I dopóki ucisk będzie trwał, dopóki niesprawiedliwość i walka będą się toczyć, dopóty „Kronika KKL” będzie potrzebna. Doskonale zdajemy sobie sprawę z niezwykle trudnej i niebezpiecznej pracy jej wydawców i dystrybutorów. To wyprzedzający marsz ofiar”. (Op. cit., s. 99). Autor tego listu, jak również wielu artykułów, jest nieznany. Jednak słowa zachęty wypowiedziane w tamtym czasie były bardzo cenne i potrzebne, ponieważ nad pomocnikami i dystrybutorami podziemnych publikacji zbierały się złowieszcze chmury. Nie przez przypadek, ale w przewidywaniu niebezpieczeństwa, ks. Sigitas Tamkevičius napisał 6 lutego 1982 r. swój duchowy testament, który dziś jest bardzo ważnym świadectwem wydarzeń i życia w czasach sowieckich: „Coraz częściej słyszę groźby, że zostanę aresztowany. Wierzę, że groźby bezpieki mogą stać się rzeczywistością. Być może organy bezpieczeństwa zmuszą mnie, podobnie jak prawosławnego księdza Dmitrija Dudko, do potępienia mojej działalności jako przestępstwa przeciwko władzy i narodowi. Kto może z góry zagwarantować, że będę w stanie oprzeć się wszystkim środkom, jakimi dysponują służby bezpieczeństwa i nie załamię się? Tysiące ludzi złamano w piekle Gułagu. Dlatego teraz, gdy jestem wolny, chcę powiedzieć moje „credo”. Widziałem kłamstwa, przemoc i upadek moralny i nie mogłem pozostać obojętny. Pragnienie uszczęśliwienia moich rodaków tu i tam w wieczności kazało mi walczyć z wszelkim złem, które gnębiło moją Ojczyznę i Kościół, i tej walce poświęciłem najbardziej owocne lata mojego życia. We wszystkich moich działaniach kierowałem się prawami moralności chrześcijańskiej - mówić prawdę, bronić prawdy, walczyć z przemocą, ale kochać wszystkich, nawet tych, którzy są narzędziami kłamstwa i przemocy. Dziękuję Bogu za to, że w ostatniej dekadzie pozwolił mi owocnie pracować dla Kościoła, a także dla Ojczyzny. Gdybym miał zacząć wszystko od nowa, robiłbym to samo, ale z jeszcze większą gorliwością. Żałuję tylko, że prawdopodobnie mogłem zrobić jeszcze więcej. Idę do więzienia ze spokojnym sercem i niech to będzie korona mojej pracy. Poświęcam lata więzienia jako pokutę za moje błędy i za przyszłość Kościoła i Ojczyzny. Wszystko, co wycierpię, poświęcam dla moich umiłowanych rodaków, aby pozostali wierni Bogu i Ojczyźnie, aby nikt nie poszedł drogą Judasza. Szczególnie zależy mi na tym, aby tę wierność zachowała litewska hierarchia kościelna, która bardziej niż ktokolwiek inny znajduje się pod presją bezpieki. Do moich braci kapłanów modlę się o łaskę Bożej jedności: jedności z Chrystusem, z Kościołem, z Papieżem, ale nie z KGB i nie z radą ds. religii. W niewoli będę nieustannie modlił się do Pana za litewskie siostry, które oddały swoje życie w służbie miłości Boga i miłości człowieka, aby mogły poświęcić swoją uwagę walce o wolność Kościoła i podstawowe prawa człowieka. Proszę nie wierzyć propagandzistom państwowego ateizmu, gdy mówią, że ta działalność jest polityką. To nie jest polityka, ale ważna sprawa dla nas wszystkich. A jeśli jest to polityka, to jest to polityka Kościoła, polityka Papieża. Będę nosił w sercu tych wszystkich drogich litewskich wiernych, których spotkałem w ciągu 20 lat mojego kapłaństwa. Proszę pozostać wiernym Chrystusowi i Ojczyźnie. Proszę wychować dzieci, które nie ugną się przed kłamstwem i przemocą. Niech tworzą społeczeństwo mądrzejsze i zdrowsze niż to, w którym Państwo żyją. Ufam, że nasza praca i walka będzie kontynuowana przez innych, ale być może z jeszcze większą pracowitością i owocnością, niż udało się to moim przyjaciołom i mnie. Jeśli ktoś mówi, że „głową muru nie przebijesz”, proszę nie wierzyć w ten pesymizm. Mur kłamstwa i przemocy jest zgniły, a z pomocą Chrystusa wszystko można pokonać. Jeśli kiedykolwiek usłyszycie, że mówię inaczej, proszę w to nie wierzyć: to nie ja bym mówił, ale biedny człowiek złamany przez bezpiekę”. (Op. cit., s. 94). Przeczucie ks. Sigitasa Tamkevičiusa potwierdziło się. 3 maja 1983 r. Sprawa proboszcza parafii Widukle, księdza Alfonsasa Svarinskasa, została otwarta w Sądzie Najwyższym LSRR. Ksiądz Sigitas Tamkevičius został wezwany do sądu jako świadek, gdzie powiedział: „Być świadkiem przeciwko księdzu? Mogę być tylko oskarżonym i siedzieć obok księdza Alfonsasa Svarinskasa. Byłbym zaszczycony. Ksiądz Alfonsas Svarinskas działał publicznie. Działalność TTGKK (Tikinčiųjų teisėms ginti katalikų komitetas) była zgodna z Konstytucją ZSRR, Rezolucjami Helsińskimi i Powszechną Deklaracją Praw Człowieka”. W dniu 6 maja 1983 r. o godz. 15.00 ks. Alfonsasowi Svarinskasowi odczytano wyrok. Natychmiast po ogłoszeniu wyroku „wielki przestępca” ksiądz Sigitas Tamkevičius został aresztowany w tej samej sali i umieszczony w izolatce KGB. To był bolesny moment - Litwa straciła dwóch księży, głosicieli wolności. „Kronika KKL” straciła swojego nieustraszonego redaktora, księdza Sigitasa Tamkevičiusa, który ją stworzył, przechowywał i rozpowszechniał. Jednak ta podziemna publikacja miała istnieć jeszcze przez kilka lat. Kiedy ks. Sigitas Tamkevičius przebywał w swojej Golgocie w mordowskich politycznych łagrach więziennych w Permie, a następnie został zesłany do obwodu tomskiego, ks. Jonas Boruta SJ (obecnie biskup) przejął redakcję publikacji. W najtrudniejszych latach rozbestwienia KGB wydawaniem zajmowała się nowa redaktorka, siostra Bernadeta Mališkaitė SJE, wspierana przez kilka sióstr ze Zgromadzenia Jezusa Eucharystycznego. Z Twojej ręki, Boże, otrzymuję mój poranek, Z Twojej ręki i jasny dzień pracy, Z Twojej ręki otrzymuję szczęście, I przeszłość, i teraźniejszość, i jutro. B. Brazdžionis A teraz spójrzmy na przeznaczenie człowieka, dla którego, według słów Bernarda Brazdžionisa, z ręki Boga „przeszłość, teraźniejszość i jutro”. Aby łatwiej to zrozumieć, udajmy się do małej, ale przytulnej wioski kościelnej w Dzukii (rejon łoździejski) - Krikštonis - regionu dzieciństwa arcybiskupa Sigitasa Tamkevičiusa. Tu są jego rodzinne korzenie, tu mieszkali jego dziadkowie, tu urodzili się i przez pewien czas mieszkali jego rodzice. Motiejus Tamkevičius założył rodzinę z Anelė Tumosaitė i przed II wojną światową kupił 8 hektarów ziemi we wsi Gudańce. Następnie rodzina Motiejusa i Anelė Tamkevičiusów osiedliła się we wsi Gudańce, niedaleko Krikštonis. Mieli czterech synów w zżytej rodzinie Dzuków: Jonasa, Vladasa, Albinasa i najmłodszego Sigitasa, urodzonego 7 listopada 1938 roku. Jego ojciec był ciężko pracującym człowiekiem, a jego głównym zmartwieniem było wyżywienie i ubranie rodziny. Od najmłodszych lat przyuczał starszych do pracy i uczył ich pracy na roli. Dla młodszego Sigitėlisa ciężka praca była mniejsza, ale musiał spędzić więcej niż jedno lato, zajmując się krowami i owcami. Dobrym duchem rodziny Tamkevičiusów była ich matka - zwykła, troskliwa i bardzo pobożna kobieta oraz tercjarka. Od niej też synowie otrzymali pierwsze lekcje religii. Już w drugiej klasie szkoły podstawowej najmłodszy syn zaczął służyć w Mszy św. i po ukończeniu nauki szkolnej przyjął Pierwszą Komunię Świętą. Wzrost najmłodszego ministranta był na poziomie ołtarza, więc najtrudniej było mu nieść księgę mszalną. Jednak pokonał tę trudność i był szczęśliwy, gdy zadzwonił dzwonek. Ministranturę kontynuował do jedenastej klasy. Wspomina te lata z wdzięcznością dla ówczesnego proboszcza parafii Chrystusa Króla w Krikštonis, ks. Jonasa Reitelaitisa. Proboszcz posiadał bogatą bibliotekę, której Sigitas Tamkevičius stał się najbardziej pilnym czytelnikiem. Książki o treści religijnej i świeckiej, kontakt z wybitnym duchownym ukształtowały osobowość młodego człowieka i przygotowały go do przyszłego życia. W życiu Sigitasa miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie. Matka powiedziała mu pewnego razu, że będzie musiał odwiedzić księdza i służyć w Mszy św. Musiało być jej trudno wytłumaczyć synowi, dlaczego ksiądz przebywał w pobliżu kościoła z pobożną kobietą, Ievutė Bieliūnaitė, i dlaczego nie mógł odprawić mszy. Kobieta spojrzała na syna z miłością w oczach i powiedziała błagalnym głosem: - „Sigitėliai, nigdy nikomu nie mów, gdzie byłeś, co widziałeś. To tajemnica. Czy będziesz w stanie dochować tej tajemnicy? - Mamusiu, nie martw się, wiem, jak zachować ciszę… Matka spojrzała w błękitne oczy syna, uwierzyła w jego dziecięcą szczerość, ale nie odważyła się powiedzieć najważniejszego - jak bardzo będzie szczęśliwa widząc swojego synka w roli księdza. Wkrótce znaleźli się w małym pomieszczeniu, gdzie ksiądz odprawiał mszę i gdzie Sigitas po raz pierwszy odprawiał mszę. Od tej pory dziecko przychodziło samo, aby porozmawiać z księdzem. Ksiądz dał chłopcu książkę do przeczytania o św. Janie Bosko, który wywarł na nim wielkie wrażenie i chciał stać się taki jak on. Ten tajemniczy ksiądz, Antanas Skeltys SDB, z pomocą proboszcza parafii Krikštonis, Jonasa Reitelaitisa, został zakwaterowany na poddaszu Ievutė. Im bardziej stajemy się obcy, tym bardziej zdumiewająca staje się dobroć ludzi tamtych czasów, pomoc dla cierpiących. Ks. Antanas Skeltys SDB ukrywał się przed zesłaniem i tylko dzięki szczerym mieszkańcom Dzukii udało mu się go uniknąć. Musiał mieszkać na niejednym dzukijskim poddaszu, gdzie odwiedzał go Sigitėlis. Po śmierci Stalina skończył się strach przed deportacją i nie było potrzeby ukrywania się. Sigitas Tamkevičius uczęszczał do szkoły średniej w Serejach, gdzie przy dobrej pogodzie jeździł na rowerze 8 kilometrów. Był dobrym uczniem, zafascynowanym sztuką fotografii, brylował w różnych ćwiczeniach gimnastycznych i był wesoły, co sprawiało, że był lubiany i szanowany przez kolegów z klasy. W ósmej klasie zaczął myśleć o kapłaństwie, ale nie odważył się nikomu o tym powiedzieć. W 1955 r. ukończył szkołę średnią w Serejach i tego samego lata, nie zastanawiając się długo, złożył papiery do Seminarium Duchownego w Kownie. Po powrocie z Kowna, jakby przypadkiem, spotkał na przystanku autobusowym Mindaugasa Unguraitisa, dyrektora szkoły. Uśmiechnął się szeroko i zapytał: - A więc, Sigitas, dokąd chcesz pojechać? Gdzie chcesz studiować? - Zaniosłem papiery do Seminarium Duchownego w Kownie - były uczeń powiedział prawdę, nawet się nie zastanawiając. Dyrektor milczał przez chwilę, być może wszystkie lata edukacji Sigitasa Tamkevičiusa przeszły mu przez myśl, i ledwo się odezwał: - Potrzebne są wszelkie specjalności. Po rozmowie chłopiec pożegnał się i odszedł, a dyrektor długo zastanawiał się, czy nie zostanie zbesztany w izbie za brak ateistycznego wykształcenia, a także potępiał siebie za to, że nie zrozumiał, co dzieje się w umyśle ucznia i że nie zapobiegł takiemu wyborowi na czas. Przyszły seminarzysta po prostu szedł spokojnie do domu przez kwitnące łąki swojej ojczyzny. W najmniejszym stopniu nie wątpił w swój wybór. Od najmłodszych lat modlitwy i pouczenia matki, a później kontakt z wybitnymi duchownymi parafii Krikštonis, księdzem Jonasem Reitelaitisem i księdzem Antanasem Skeltisem SDB, a także lektura klasyki religijnej i światowej, kształtowały jego powołanie do służby Bogu. Cień smutku przyćmił radość z tego, że nie mógł dzielić swoich aspiracji z najdroższą osobą - matką - którą stracił, gdy był w siódmej klasie, ale której jasny obraz towarzyszył mu przez całe życie. Kiedy otrzymał wiadomość, że został przyjęty do Seminarium Duchownego w Kownie, poczuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Wiele lat później, w swoich wspomnieniach, zaświadcza: „Lata 1955-1957 w seminarium pozostały bardzo pogodne i pełne idealizmu. W czasie wolnym rozmawialiśmy prawie wyłącznie na tematy duchowe, planując, jakimi będziemy kapłanami, co będziemy robić itp. Po każdej wolnej chwili szliśmy do kościoła Trójcy Przenajświętszej na krótką modlitwę przed Najświętszym Sakramentem. (Op. cit., s. 24). Chociaż Sigitas Tamkevičius wiedział, że w tym czasie rząd radziecki wprowadził obowiązkową służbę wojskową w celu zmniejszenia liczby seminarzystów, ogłoszenie, że będzie musiał odejść, nie było zaskoczeniem. Jednak radość ze studiowania została oczywiście przyćmiona. Co więcej, komisariat wojskowy powiedział: - Może pan wytrzeźwieje w wojsku, potem się zakocha i nawet nie będzie chciał wracać do seminarium. Kleryk milczał i myślał: „Panie, bądź wola Twoja”. Sigitas Tamkevičius znalazł się nad Morzem Czarnym, w Khosta. Dziesiątki lat później daje świadectwo: „Służba w armii radzieckiej była niezwykłą męką dla młodego seminarzysty. Dyscyplina nie stanowiła problemu: to nierozsądne i upokarzające rozkazy były trudniejsze do przyzwyczajenia. Na przykład, jeśli jeden żołnierz nie wstał i nie położył się w ciągu 40 sekund, cały pluton - czterdziestu ludzi - musiał wstać i położyć się. Ale przyzwyczailiśmy się do tej tępej musztry. Służyło razem pięciu seminarzystów, więc posiadanie podobnie myślących przyjaciół w obcym środowisku było prawdziwym darem od Boga. Najtrudniej było się przyzwyczaić do przekleństw i wulgarnego języka. Nigdy nie słyszałem czegoś podobnego przed wojskiem. Po miłym życiu w seminarium, środowisko wojskowe wydawało się przedsionkiem piekła. Widziałem życie, którego nie widziałem w domu moich rodziców ani w seminarium”. (Op. cit., s. 26). Jego czas służby dobiegł końca, słowa komisarza nie spełniły się, a Sigitas Tamkevičius wrócił do seminarium. Jednak wielokrotnie spotykał agentów KGB, którzy obiecywali mu góry złota, prosząc o współpracę. W tamtym czasie mogli nie zdawać sobie sprawy, z jakim siłaczem mają do czynienia. Nastała radosna wiosna. 18 kwietnia 1962 r. Biskup Telszy, Petras Maželis, udzielił kapłaństwa. Prymicja odbyła się w drugi dzień Świąt Wielkanocnych w jego rodzinnej parafii Krikštonis. Został ochrzczony w kościele Chrystusa Króla w Krikštonis, a przez 8 lat służył do Mszy św. Ten kościół stał się dla niego jak drugi dom. Było to wielkie święto dla całej parafii, a łzy radości błyszczały w oczach wielu krewnych i znajomych. Młody ksiądz Sigitas Tamkevičius rozpoczął swoją posługę kapłańską w parafii św. Aniołów Stróżów w Olicie. Pierwsze kroki nie są łatwe, ale determinacja przezwycięża wiele rzeczy. W tamtych czasach zabronione było przygotowywanie dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, a na raz mogło być egzaminowanych nie więcej niż dwoje. Kiedy czuli, że nie mogą przyjąć wszystkich chętnych w ciągu jednego dnia, przyjmowali więcej. Wkrótce potem ponownie znalazł się na celowniku KGB i został zaproszony do Komisariatu Wojskowego w Olicie, ale stanowczo odmówił współpracy i został uznany fanatykiem. KGB szybko wyczuło, że nie będzie łatwo przekonać księdza Sigitasa Tamkevičiusa do porzucenia dobrych parafii, studiów w Rzymie itp. Wtedy znaleziono inny sposób: przenoszenie z jednej parafii do drugiej. W ciągu czternastu lat byłem wikariuszem w Olicie, Łoździejach, Władysławowie, Prenach, Wyłkowyszkach i Simnie. W Prenach zaczęły się bardziej otwarte ataki na wikariusza Sigitasa Tamkevičiusa. W 1968 r. Justas Rugienis, komisarz rady ds. religijnych, zakazał mu głoszenia kazań, zagroził wycofaniem zaświadczenia o rejestracji i zakazem kapłaństwa. Rok 1968 był ważny także pod innym względem. Sigitas Tamkevičius, studiując w seminarium, zetknął się z wybitnymi księżmi jezuitami, co doprowadziło go do wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego (SJ). W 1969 r. ojciec Sigitas Tamkevičius został przeniesiony do Wyłkowyszek, gdzie rozpoczęła się jego działalność w ruchu oporu. W tym samym roku zebrał podpisy księży z diecezji wyłkowyskiej i wraz z innymi kapłanami napisał petycję o zniesienie limitu seminarium. Za to „przestępstwo” był przesłuchiwany, a Justas Rugienis, zgodnie z rozkazem pułkownika KGB Kolgovasa, zakazał mu kapłaństwa. Następnie Sigitas Tamkevičius podjął pracę w fabryce wyrobów metalowych w Wyłkowyszkach, a później, wraz z księdzem Juozasem Zdebskisem, w melioracji miasta Preny. „Pozbawianie księży zaświadczeń o rejestracji było praktykowane przez komisarza RKRT od 1948 r., ale praktyka ta znacznie się nasiliła w siódmej dekadzie. W latach 1969-1970 odebrano zaświadczenia księżom J. Zdebskiemu i S. Tamkevičiusowi. Pracując jako robotnicy w melioracji, rozwinęli oni podziemny apostolat, który dotarł do innych regionów ZSRR na tyle, że komisarz RKRT i KGB, przy pomocy agentów, zaczęli próbować wpłynąć na nich, aby ubiegali się o przywrócenie do pracy, ale musieli zostać odesłani na swoje stanowiska bez żądania zwrotu certyfikatów. (Obiekt: „Intrigantas” // opracowanie: V. Spengla, Wilno 2002, s. 97-98). Pozbawienie zaświadczeń i różne prace fizyczne jeszcze bardziej zahartowały o. Sigitasa Tamkevičiusa i przygotowały go do dalszych, wielkich dzieł. Powróciwszy do parafii Simno, był zdeterminowany i rozpoczął wielkie dzieło - publikację „Kroniki KKL” w 1972 roku. KGB bacznie obserwowało wikariusza z Simna, a w 1975 r. komisarz ds. religijnych nakazał biskupowi Juozapsowi Matulaitisowi-Labukasowi przeniesienie księdza Sigitasa Tamkevičiusa do miasta Kibiraty na stanowisko proboszcza. Zarówno sam ksiądz, jak i wiele osób było zadowolonych z awansu nieposłusznego kapłana. Jednak w nowym miejscu nie było spokoju, a proboszcz był nieustannie nękany przez zastępcę przewodniczącego Okręgowego Komitetu Wykonawczego w Wyłkowyszkach. Mimo to proboszcz Sigitas Tamkevičius nie zniechęcił się. W dniu 13 listopada 1978 r. ks. Sigitas Tamkevičius wraz z innymi gorliwymi kapłanami, Jonasem Kauneckasem, Alfonsasem Svarinskasem, Vincem Vėlavičiusem i Juozasem Zdebskisem, założył Katolicki Komitet Obrony Praw Wierzących (Tikinčiųjų teisėms ginti katalikų komitetas) (dalej - „TTGKK”), którego statut brzmiał: „Zwrócenie uwagi rządu sowieckiego na fakty dyskryminacji Kościoła i niektórych wiernych; Informowanie kierownictwa Kościoła i, w razie potrzeby, opinii publicznej o sytuacji wierzących na Litwie i w innych republikach radzieckich; Zapewnienie, że radzieckie prawa i ich praktyczne zastosowanie w sprawach Kościoła i wiernych nie są sprzeczne z międzynarodowymi umowami ZSRR; Wyjaśniać księżom i wiernym ich prawa i pomagać w ich obronie”. („Nenugalėtoji Lietuva” // oprac. A. Liekis, Wilno 1993, s. 55). Od tego czasu proboszcz z miasta Kibiraty, Sigitas Tamkevičius, był coraz częściej wzywany do prokuratury z żądaniem zaprzestania swojej działalności. Nigdy jednak nie wątpił w słuszność obranej przez siebie drogi. W rezultacie ks. Sigitas Tamkevičius został aresztowany 6 maja 1983 r. w sali sądowej ks. Alfonsasa Svarinskasa. Wniesiono przeciwko niemu sprawę karną na podstawie art. 68 ust. 1 kodeksu karnego LSRR. Akt oskarżenia składał się z 23 tomów. Proces toczył się od 19 listopada do 2 grudnia 1983 roku. Sąd Najwyższy LSRR skazał ojca Sigitasa Tamkevičiusa na sześć lat ciężkich robót i cztery lata zesłania. Został oskarżony o antyradziecką propagandę, odwiedzanie chorych w szpitalach, organizowanie choinek, katechizowanie dzieci, głoszenie antyradzieckich kazań, sporządzanie i przekazywanie dokumentów TTGKK za granicę, za podziemną publikację „Kronika KKL” i za wiele innych „przestępstw”. Wiele lat później arcybiskup Sigitas Tamkevičius wspomina Mszę św. w celi KGB: „Zaproponowałem mojemu bratu ze wspólnego losu łóżko bliżej okna, a on chętnie przyjął ofertę: kto mógłby chcieć spać blisko drzwi, gdzie w pobliżu stała muszla klozetowa, tak zwana „parasza”. Moja szafka znajdowała się obok łóżka przy drzwiach. Wybrałem czas na Mszę, kiedy mój kolega leżał w łóżku przodem do okna. Siadałem tyłem do szafki, tak by strażnik widział przez oko drzwi, że coś czytam. Wkładałem odręcznie napisany tekst Mszy, kawałek chleba, trochę wina do małego plastikowego pojemnika, otwierałem Nowy Testament i rozpoczynałem ofiarę Mszy. Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej Mszy w celi KGB. Wydaje się, że nigdy nie doświadczyłem takiej łaski i szczęścia. W ponurej celi było tak, jakby niebo świeciło ze świadomością, że Pan naprawdę jest ze mną. Nie wiem, czy kiedykolwiek doświadczyłem takiej bliskości Boga na wolności. Tylko to pozwala mi pozostać w więzieniu”. (Viešpats mano gyvenimo šviesa: Arkivyskupo Sigito Tamkevičiaus atsiminimai. Kowno, 2013, s. 105). W końcu proces dobiegł końca, a ks. Sigitas Tamkevičius, w odosobnieniu, czekał na powrót do obozu. Zbliżało się Boże Narodzenie. W Wigilię Bożego Narodzenia ledwie skończył składać ofiarę, gdy strażnik wyszedł i kazał mu przygotować się do podróży. Serce mu waliło, że opuści Litwę na długi czas, ale życie w odosobnieniu było ciężkie i męczące, więc musiał czekać na poranek, który zapowiadał zmiany. „Wsadzili mnie do samochodu więziennego i zawieźli na stację kolejową. W otoczeniu uzbrojonych żołnierzy i psów tropiących zostałem odprowadzony do wagonu więziennego - „stolypinas”. Jako niebezpiecznemu przestępcy przydzielono mi osobny przedział. W modlitwie pożegnałem się z Litwą, drogimi ludźmi i prosząc Matkę Boską Ostrobramską o ochronę, rozpocząłem podróż na Wschód. Wigilię i Boże Narodzenie spędziłem w celi więzienia w Pskowie z pięćdziesięcioma przestępcami. Z Pskowa przewieziono mnie razem z przestępcami. Do jednego sześcioosobowego przedziału upychano do 12 osób i przewożono przez kilka dni do następnej „peresyłki” - więzienia, gdzie więźniowie byli sortowani na dalszą część podróży”. (Op. cit., s. 108). Uciążliwa podróż zakończyła się w łagrze w Permie. Tam został zakwaterowany z mordercą Petią, który nieustannie opowiadał mu o swoich morderstwach. Trzeciego dnia ksiądz Sigitas Tamkevičius został zabrany do KGB, które próbowało zwerbować go jako informatora, ale podobnie jak poprzednio, nie udało się. Wiosną 1984 r. przesłuchujący J. Urbonas przybył do obozu nr 37 w Permie, gdzie był więziony ks. Sigitas Tamkevičius, i wezwał więźnia: - Czy był Pan redaktorem „Kroniki KKL”? - Przesłuchujący zapytał bez żadnej podpowiedzi. - Czy „Kronika” już nie istnieje?”. - Duchowny odpowiedział pytaniem na pytanie. - „Kronika” nadal istnieje… - powiedział dość surowo przesłuchujący. Po powrocie z obozu ks. Sigitas Tamkevičius wielokrotnie powtarzał, że odpowiedź przesłuchującego była „tak cenna jak chleb dla więźnia”. Pierwszą pracą, od której ks. Sigitas Tamkevičius rozpoczął swoje obozowe życie, było obieranie ziemniaków. Praca była łatwa, ale ziemniaki trzeba było wyciągać z lodowatej wody. Na szczęście po dwóch tygodniach został przeniesiony do innej strefy. Tutaj musiał pracować w warsztacie ślusarskim, zajmując się zbieraniem metalowych wiórów z tokarki i przenoszeniem ich do kontenerów. Latem 1985 roku został przeniesiony z powrotem do dużej strefy i przydzielony do pracy w kuchni jako kucharz. Nie było mu pisane pozostać w jednym miejscu na dłużej. Oto jego historia: „30 lipca 1986 roku zostałem przewieziony do więzienia w Permie. Zamknęli mnie w osobnej celi i przetrzymywali przez dziesięć dni. Następnie zabrali mnie na lotnisko w Permie i wsadzili do samolotu pasażerskiego lecącego do Moskwy. Byłem skuty kajdankami i towarzyszyła mi eskorta trzech wojskowych. W Moskwie zostaliśmy przewiezieni samochodem więziennym do więzienia Lefortowskiego. Następnego dnia, po kilku godzinach lotu, byłem w Wilnie. Spędziłem cały miesiąc w celi izolacyjnej. Wzywano mnie na przesłuchania raz w tygodniu, czasami dwa razy. Wiedziałem, że inni więźniowie polityczni byli przywożeni w podobny sposób, ponieważ funkcjonariusze KGB byli zaniepokojeni tym, jak obóz na nich wpłynął: czy więźniowie polityczni stali się bardziej rozmowni, czy też pozostali tacy sami, antysowieccy. Postępowałem zgodnie ze starą taktyką: zachować spokój, ale nie pozwolić im zobaczyć, co dzieje się w moim sercu”. (Op. cit., s. 112). Kilka dni później ponownie wrócił do łagru w wagonie z innymi więźniami. W marcu 1987 r. został umieszczony na „stołypinie” i przez Smoleńsk, Woroneż i Jawę znalazł się w Mordowii, w prowincji Baraszew w obozie ŽX-389/3. W tym obozie pracował jako krawiec, a następnie jako pracz. W 1987 r., w rocznicę Rewolucji Październikowej, ks. Sigitas Tamkevičius otrzymał zmniejszenie wyroku i musiał udać się na zesłanie. Była to ostatnia podróż na Wschód. Mijające lata nie zatarły pamięci o życiu na wygnaniu: „W nocy 25 maja umieszczono w dużej celi w więzieniu w Mariinsku, gdzie wzdłuż ścian ustawione były trzypiętrowe prycze, a ściany pokryte były plamami krwi - rozgniecionymi pchłami, których w tej celi było bez liku. Ponieważ wszystkie prycze były zajęte, musiałem siedzieć na ziemi pod pryczami, w królestwie pcheł. Starzy więźniowie przeklinali pchły za to, że nie pozwalały im zasnąć w nocy. Dla mnie ta noc była prawie jak cud - nie ugryzła mnie ani jedna pchła, chociaż rano wszyscy jęczeli, że nie mogą spać z powodu ruchliwych wampirów”. (Op. cit., s. 115). W 1988 roku na Litwie kiełkowały nasiona odrodzenia. Wierni napisali petycje protestacyjne, podpisane przez 123 000 osób, domagając się uwolnienia księży Sigitasa Tamkevičiusa i Alfonsasa Svarinskasa. 29 kwietnia 1988 r. Algirdas Statkevičius, Mečislovas Jurevičius i Vytautas Vaičiūnas, członkowie Litewskiej Grupy Helsińskiej, napisali w liście do Gorbaczowa, sekretarza generalnego Komitetu Centralnego KPZR: „<…> Na Litwie ci, którzy korzystali z prawa do swobodnego wyrażania opinii i krytykowali niedociągnięcia w pracy państwa i organizacji publicznych oraz wysuwali propozycje ich eliminacji, byli oskarżani o oszczerstwa, szerzenie szkodliwej agitacji i propagandy, byli więzieni i zesłani. Wśród nich byli litewscy księża Alfonsas Svarinskas, Sigitas Tamkevičius, członkowie Grupy Helsińskiej Balys Gajauskas, Viktoras Petkus, aktywni bojownicy ruchu oporu Povilas Pečeliūnas, Algirdas Žypnė, Gintautas Iešmantas i inni. Zażądali natychmiastowej amnestii w imię sprawiedliwości, pokoju, wolności i dążenia do honorowego i satysfakcjonującego życia”. („Nenugalėtoji Lietuva” // oprac. A. Liekis, Wilno 1993, s. 594). W listopadzie 1988 r. ojciec Sigitas Tamkevičius powrócił z wygnania na Litwę. Na peronie powitał go tłum ludzi z trójkolorowymi flagami w rękach, z których jedną wręczono kapłanowi, który tyle wycierpiał. Trzepotanie trójkolorowych flag, radosne okrzyki i wylane łzy - wszystko to było znakiem, że Litwa się zmieniła, że nie jest już tą samą Litwą, którą pozostawił po sobie ks. Sigitas Tamkevičius, wysłany na swoją Golgotę. Śpiewając hymny, wszyscy ruszyli w kierunku Ostrej Bramy, aby podziękować Matce Bożej za opiekę w latach niewoli. Po powrocie z więzienia biskup Juozapas Preikšas ponownie mianował księdza Sigitasa Tamkevičiusa proboszczem w dawnej parafii Kibarty. Tutaj również uroczyście powitano księdza więźnia i odczuwano, że kajdany pękły nie tylko na jego rękach, ale że wkrótce Litwa będzie wolna. Po kilku latach przerwy ksiądz proboszcz wziął w swoje ręce siostrę zredagowane przez Bernadetę Mališkaitė SJE, dwa numery „Kroniki KKL”, przejrzał je i przygotował do druku. Po zredagowaniu 81 numerów „Kroniki KKL” uznał, że należy zaprzestać jej wydawania, ponieważ pojawiła się już prasa Sąjūdis, która odważnie i otwarcie pisze o wszystkim. Ks. Sigitas Tamkevičius stał u kolebki tej publikacji, przygotowywał mikrofilmy (praca, której nauczył się w armii radzieckiej), zawoził je do Moskwy i przekazywał zaufanym osobom, które wywoziły je za granicę. Po wielu latach cierpień musiałem pożegnać się z „Kroniką KKL”, pierwszym regularnym wydawnictwem podziemnym, które ukazało się 20 lat po likwidacji partyzantów i ich prasy. Ta podziemna publikacja narodziła się po cichu i po cichu umarła, spełniwszy ważne zadanie. To, w jaki sposób „Kronice KKL” udało się pozostać poza szponami KGB przez 17 lat, jest nadal przedmiotem dyskusji wśród historyków i innych badaczy. W końcu nawet współpracownicy tej publikacji, którzy napisali wiele artykułów i wiedzieli o podziemiu, dowiedzieli się, kto jest redaktorem, dopiero po odrodzeniu. Czasy Sąjūdisu dały ks. Sigitasowi Tamkevičiusowi nowe wyzwania, które przyjął jako wielkie próby zesłane przez Boga. W 1989 r. został mianowany ojcem duchownym Międzydiecezjalnego Seminarium Duchownego w Kownie, a rok później jego rektorem. Ten rok był pamiętny nie tylko ze względu na nową nominację: „7 lipca 1989 r. Prezydium Sądu Najwyższego Litewskiej SRR ogłosiło, że 2 grudnia 1983 r. Wyrok Sądu Najwyższego, który skazał mnie na 10 lat, był niezgodny z prawem i dlatego został unieważniony. Postępowanie karne zostaje niniejszym umorzone wobec braku znamion przestępstwa w moim zachowaniu. A przecież nie tak dawno - zaledwie sześć lat temu, w lipcu - kapitan Pilelis, słuchając na magnetofonie piosenek Ałły Pugaczowej, przesłuchiwał mnie niemal codziennie i powiększał stos doniesień o popełnieniu przestępstwa”. („Viešpats mano gyvenimo šviesa: Arkivyskupo Sigito Tamkevičiaus atsiminimai”. Kowno, 2013, s. 129). Na Litwie „Caritas” został założony wspólnie z Sąjūdisem. Ks. Sigitas Tamkevičius był ojcem duchowym tego zgromadzenia i uczestniczył w wielu spotkaniach. W maju 1991 r., w Zielone Świątki, kardynał Vincentas Sladkevičius, arcybiskup metropolita Kowna, konsekrował go na biskupa. W tym samym roku papież Jan Paweł II mianował go biskupem Turuda i auxiliaris w archidiecezji kowieńskiej. W 1996 r. Stolica Apostolska mianowała go arcybiskupem metropolitą kowieńskim. 19 maja 1996 r., z okazji 70. rocznicy powstania Litewskiej Prowincji Kościelnej, w kowieńskiej bazylice katedralnej odprawiono Mszę św. Podczas Mszy zainaugurował swoją działalność metropolita kowieński Sigitas Tamkevičius. Wiele osób zapamiętało słowa, które wtedy wypowiedział: „Nie będę milczącym biskupem. Będę głosił Słowo Boże, które jako jedyne może uzdrowić chorego i społeczeństwo”. „Nie będę milczącym biskupem” to credo arcybiskupa Sigitasa Tamkevičiusa, któremu pozostał wierny przez całe życie. Jego głos rozbrzmiewał, gdy szczątki wygnańców z Igarki i innych miejsc były sprowadzane z powrotem. Kiedy przywrócono harcerstwo, był obecny na obozach jako ojciec duchowy. Niezapomniane są kazania arcybiskupa Sigitasa Tamkevičiusa na wiecach dla zesłańców i więźniów politycznych. 11 sierpnia 2001 r. W mieście Ejragoła mówił: „Naszych zesłańców w nieludzko trudnych warunkach podtrzymywały dwie rzeczy: tęsknota za Ojczyzną i wiara w Boga, w Chrystusa, który uspokoiwszy wzburzone morze, wskrzesiwszy Łazarza z grobu, powinien uspokoić także burzę prześladowań i wskrzesić do Ojczyzny dzieci Litwy, rozproszone w łagrach Rosji, na przestrzeniach Syberii czy na stepach Kazachstanu. Gdyby nie wiara otrzymana z mlekiem matki i później dojrzała, gdyby nie modlitwa „Ojcze nasz” wyuczona w dzieciństwie, gdyby Ojczyzna nie była postrzegana jako matka, a jedynie jako macocha wypędzająca dzieci z domu, wielu z nich zostałoby złamanych w pierwszych dniach zesłania i uwięzienia i nigdy nie powróciłoby do Ojczyzny. Byliby złamani, tak jak złamani są ludzie naszych czasów, którzy pokładają nadzieję nie w Bogu, ale w mirażach tego świata”. („Laisvės ugnis – ateities kartoms”// Valstiečių laikraštis. 2001 m. rugpjūčio 11 d. Nr 64 (8047). Nie sposób zliczyć wydarzeń, w których uczestniczył Ksiądz Arcybiskup; wszędzie i zawsze udawało mu się powiedzieć słowo, które rozjaśniało serca. Nawet upływające lata są wobec niego bezsilne. W 2018 r. w Parku Partyzantów Okręgu Wielkiej Walki odsłonięto pomnik upamiętniający ministrów I Republiki Litewskiej (1918-1940), którego autorem jest monsignor Alfonsas Svarinskas, kawaler Orderu Krzyża Pogoni, pułkownik w stanie spoczynku. Arcybiskup Sigitas Tamkevičius poświęcił pomnik i wyraził zadowolenie, że wielkie marzenie jego towarzysza, więźnia politycznego Alfonsa Svarinskasa, zostało zrealizowane. Uczestnicząc w różnych wydarzeniach, arcybiskup Sigitas Tamkevičius nie zapomina o swojej rodzinnej Dzukii, gdzie zawsze jest bardzo mile widziany. Jesienią 2018 r. w Serejach odsłonięto pomnik partyzantów z regionu łoździejskiego. Jak zawsze wygłosił wspaniałe kazanie. Gimnazjum im. Antanasa Žmuidzinavičiusa w Serejach pielęgnuje piękną tradycję organizowania zjazdów absolwentów, w których uczestniczy wielu byłych uczniów, w tym prawie zawsze arcybiskup Sigitas Tamkevičius. W 2018 roku odbył się 70 zjazd. Niestety, liczba absolwentów z pierwszej partii absolwentów maleje z każdym rokiem: niektórzy z nich odchodzą do wieczności, inni są w złym stanie zdrowia. Tylko jeden z absolwentów z 1955 roku, arcybiskup emeryt Sigitas Tamkevičius, był obecny. Odprawił on Mszę św. w intencji żyjących i zmarłych nauczycieli i uczniów oraz wygłosił bogatą homilię. Kiedy byli absolwenci ustawili się w kolejce do przemarszu do gimnazjum, wziął tablicę klasową z napisem „7 klasa. rocznik 1955” i z uśmiechem samotnie reprezentował swoją klasę… Zasługi arcybiskupa Sigitasa Tamkevičiusa zostały docenione różnymi odznaczeniami: Orderem Wielkiego Księcia Giedymina II stopnia, Medalem Niepodległości Litwy, Orderem Krzyża Pogoni III stopnia, Nagrodą Wolności i innymi. Jest Honorowym Obywatelem Miasta Kowna i Rejonu Łoździeje, doktorem honoris causa Uniwersytetu Witolda Wielkiego. Prawdopodobnie największą nagrodą jest miłość i szacunek wiernych, zawsze i wszędzie jest mile widziany, zawsze jest otoczony ludźmi, którzy chętnie słuchają słów płynących z jego ust. Arcybiskup Sigitas Tamkevičius miał wiele cierni na swojej drodze życiowej, które raniły jego wrażliwe serce, ale dzielił się i nadal hojnie dzieli się swoją miłością, dając innym wiarę i nadzieję. „Musi Pan mieć ze sobą światło, które pochodzi z Pana wnętrza, aby świeciło w ciemności wszystkim tym, którzy stoją na drodze, aby mogli zobaczyć światło w sobie i pójść własną drogą, aby nie stali w ciemności” - powiedział geniusz naszego narodu, M. K. Čiurlionis. Arcybiskup Sigitas Tamkevičius prowadził i prowadzi nas do Światła. Jesienią 2019 roku papież Franciszek, w uznaniu zasług arcybiskupa dla Kościoła, mianował Sigitasa Tamkevičiusa kardynałem. Bibliografia 1. Bilūtė-Aleknavičienė, E. 1996. Gerumo šviesa. Alytus. 2. Buškevičienė, A. „Lietuvos Bažnyčios statytojas”, in: XXI amžius. 1998 m. lapkričio 6 d. Nr. 82. 3. „Laisvės ugnis – ateities kartoms” (arkivyskupo Sigito Tamkevičiaus pamokslas), in: Valstiečių laikraštis. 2001 m. rugpjūčio 11 d. Nr. 64 (8047). 4. Liekis, A. 1993. Nenugalėtoji Lietuva. Vilnius. 5. Lietuvos Katalikų Bažnyčios Kronika. T. 10. 1992. Čikaga. 6. Spengla, V. 2002. Objektas „Intrigantas”. Katalikų akademija. Vilnius. 7. Viešpats mano šviesa: arkivyskupo Sigito Tamkevičiaus SJ atsiminimai. 2013, Kaunas.