Gintaras Lučinskas „Za wolność naszą i waszą!” – 160. rocznica wybuchu powstania styczniowego W 2023 roku Litwa obchodzi ważne wydarzenie w swojej historii – 160. rocznicę powstania 1863–1864. Powstanie to jest integralną częścią długotrwałej walki narodu litewskiego o wyzwolenie narodowe. Cały XIX wiek dla Litwy był epoką oporu i walk, nadziei na odbudowę państwa niszczonego przez grabieżczych sąsiadów i klęsk. Przez cały ten czas hasło „Za wolność naszą i waszą!” było przekazywane z pokolenia na pokolenie. Już w 1812 r. rozbłysły nadzieje na przywrócenie państwowości kraju, ale zgasły one wraz z Wielką Armią Cesarza Francuzów, która zginęła w śniegach Rosji. Później wdaliśmy się w wojnę z naszymi polskimi sąsiadami. W 1831 roku po raz kolejny pokazaliśmy światu, że jesteśmy godni wolności. Tym razem jednak marzenia legły w gruzach na tzw. Wzgórzach Ponarskich i nadzieje trzeba było odłożyć na późniejszy termin. W latach 1848-1849 wiosenne wiatry narodów europejskich znów przyniosły zapach wolności. I nie tylko wiatry – wielu naszych rodaków, którzy wyemigrowali po stłumieniu powstania w 1831 r., brało udział w walkach wyzwoleńczych narodów Europy, tak więc wieści o wydarzeniach w Europie, choć z trudem, dotarły jednak do zniewolonej ziemi. „Za wolność naszą i waszą!” to hasło wzywające do wspólnej walki przeciwko autorytarnym lub totalitarnym rządom o wyzwolenie narodowe i prawa obywatelskie. Po raz pierwszy użyty w czasie powstania 1794 roku. Z inicjatywy J. Lelewela w nieco zmodyfikowanej formie (W imię Boga za naszą i waszą wolność) podczas powstań 1830-1831 i 1863-1864, a także przez polskich powstańców zabajkalskich w 1866 r. (został wpisany na ich sztandar) oraz podczas rewolucji węgierskiej 1848-1849. Choć te antyimperialne powstania przegrały, hasło to na długo pozostało w pamięci historycznej ludów regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Los doprowadził do tego, że każde pokolenie naszego narodu wymagało ofiar w nieustannych walkach z ciemiężcami. XIX wiek nie był wyjątkiem. Nieudane powstanie z 1831 roku nie zdążyło jeszcze zatrzeć się w pamięci, gdy na nowo rozpoczęły się przygotowania do nowych bitew. Niezadowolenie z okupacji przejawiało się początkowo w pokojowych manifestacjach narodowych i religijnych. Z Polski ten rodzaj ruchu patriotycznego przybył na Litwę latem 1861 roku. Marsze uliczne ze śpiewanymi hymnami rozpoczynały się zwykle w pobliżu kościołów lub innych miejsc poświęconych katolikom. Jedna z takich znamiennych manifestacji miała miejsce 12 sierpnia 1861 r. (dla upamiętnienia unii lubelskiej), kiedy to tłum demonstrantów idących od strony Sudowii (Suwalszczyzny) na moście Aleksockim spotkał się z procesją, która nadciągała z Kowna. To zjednoczenie demonstrantów miało oznaczać zjednoczenie Litwy i Polski. Zwolenników takiego modelu przyszłego państwa była wówczas większość, ale już wtedy wyłaniały się zalążki samoświadomości narodowej, z której później dojrzała idea dążenia do suwerennego państwa. Ostatecznie 22 stycznia 1863 r. (według kalendarza gregoriańskiego) w Polsce wybuchło powstanie. Ta informacja wraz z końcem stycznia dotarła w końcu na terytorium Litwy, zachęcała do bardziej zdecydowanych działań. Nie minęło dużo czasu, zanim nadszedł 1 lutego, Komitet Prowincjonalny Litewski wydał manifest powstania. Rozpoczęła się długa walka, która trwała ponad półtora roku. Zjednoczyła ona wszystkich, którym nie była obojętna idea odbudowy ojczyzny. Powstanie miało rozpocząć się wiosną 1863 r., ale gdy 27 stycznia władze carskie zaczęły rekrutację do armii rosyjskiej, dowództwo powstańcze podjęło decyzję, by nie zwlekać z działaniami zbrojnymi – zrekrutowane oddziały ukrywały się już w tym czasie w lasach, uzbrojone. Pierwsze działania zbrojne na terytorium Litwy rozpoczęli powstańcy z północnych okręgów guberni augustowskiej. Niestety, początek nie był udany: 2 lutego dwa szwadrony pułku rosyjskiej lejbgwardii w pobliżu wsi Čysta Būda (obecnie rejon mariampolski) pobiły oddział rebeliantów dowodzony przez Karola Jastrzębskiego – dzierżawcę folwarku Wielka Kirsna, byłego oficera moskiewskiej armii, który brał udział w ruchu dekabrystów w 1825 roku. Pod jego dowództwem oddział powstańców liczył do 140 ludzi. Rosjanie piszą w swoich raportach, że zginęło wówczas 3 ich żołnierzy, 6 zostało rannych, a powstańców zginęło do 40. W całym okresie powstania 1863-1864 na terenie dzisiejszej Litwy, według prof. Antanasa Kulakauskasa, rozegrało się 321 bitew, większych lub mniejszych, oraz starcie z armią carskiej Rosji. Z armią kraju, który na Zachodzie nazywany był „żandarmem Europy”. W pierwszych latach powstania większość walk toczyła się na terenie województwa kowieńskiego. Tutaj powstańcy walczyli aż 178 razy z oddziałami armii rosyjskiej. Na terenie województwa wileńskiego stoczono 81 walk. Kolejne 62 bitwy miały miejsce w województwie augustowskim, do których włączyło się całe litewskie Zaniemnie. W starciach tych zginęło około 6 000 powstańców. Początek walk powstańczych Terytorium Litwy, położone po prawej stronie Niemna, według podziału administracyjnego Imperium Rosyjskiego w drugiej połowie XIX wieku, składało się z guberni wileńskiej i kowieńskiej. Lewobrzeżna część Litwy wchodziła w skład guberni augustowskiej i należała do Królestwa Polskiego, okolice Druskiennik zaliczane były do guberni grodzieńskiej. Okolice Połągi należały do guberni kurlandzkiej, a dolny bieg Niemna – do Królestwa Prus. O strukturze organizacji wojskowej powstańców decydował ówczesny podział administracyjny Imperium Rosyjskiego, którego podstawę zarówno na Litwie, jak i w Polsce stanowiły gubernie. Dowództwo powstańcze trzymało się tego podziału, przemianowało jedynie wszystkie gubernie na historyczną nazwę województwa używaną wcześniej w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a okręgi na powiaty. Na Litwie pierwsze walki powstańcze rozpoczęły się na litewskim Zaniemniu, które należało do województwa augustowskiego. Jako integralna część Królestwa Polskiego, województwo to, na polecenie Komitetu Centralnego Narodowego (KCN), miało przystąpić do powstania na samym początku, po ogłoszeniu manifestu z 22 stycznia 1863 r. Plan ten nie został zrealizowany przez powstańców województwa augustowskiego, ale działania wojenne rozpoczęte w innych częściach Królestwa Polskiego zmusiły rosyjskie dowództwo wojskowe do koncentracji jednostek wojskowych w większych miastach i ośrodkach oraz wprowadzenia stanu wojny. Cała armia, która znajdowała się w tym województwie, skoncentrowana była w trzech najważniejszych punktach: Augustowie, Łomży i Suwałkach. Przygraniczny oddział zwiadowczy stacjonował w Wierzbołowie. Nieco później, w połowie lutego, do Sejn i Szczuczyna wkroczyły rosyjskie jednostki wojskowe. Na początku stycznia 1863 roku komisarz Rządu Narodowego województwa augustowskiego Józef Piotrowski zaprosił wszystkich organizatorów powstania tego województwa do dworu Antanava koło Piliwiszek. Podczas spotkania wybrano dowódcę wojskowego województwa. Stał się nim Franciszek Szwejkowski, były oficer armii Królestwa Polskiego. Ochotnicy musieli zebrać się w Wyłkowyszkach. Pierwsi powstańcy zostali zaprzysiężeni i dowodzeni przez nauczyciela z Mariampola Żukovskisa, który 27 stycznia sprowadził 130-osobowy oddział do wsi Čysta Būda (rejon mariampolski). Tutaj oddział, który w ciągu kilku dni rozrósł się do 200 ludzi, został przekazany dymisjonowanemu oficerowi armii rosyjskiej, Karolowi Jastrzębskiemu – dzierżawcy folwarku Wielka Kirsna. W dniu 1 lutego komisarz Piotrowski i jego asystent Walery Mroczkowski przybyli z najnowszymi wytycznymi i instrukcjami. Obaj ukończyli Szkołę Wojskową w Cuneo we Włoszech, która przygotowywała dowódców i instruktorów oddziałów powstańczych do walk w Polsce i Litwie z wykorzystaniem taktyki i metod partyzanckich. Gdy w Królestwie Polskim wybuchło powstanie, rosyjskie Ministerstwo Wojny wzmocniło ochronę linii kolejowych i telegraficznych z Wilna do Warszawy. Osoby pracujące w tym obszarze zostały starannie wyselekcjonowane i sprawdzone. Urzędnicy gmin zostali zobowiązani do czujnego strzeżenia porządku publicznego i informowania o możliwym pojawieniu się powstańców na ich terytoriach administracyjnych. 2 lutego 1863, walki pod Čystą Būdą 31 stycznia 1863 r. służba kolejowa lojalna wobec carskiego rządu doniosła, że powstańcy zebrali się pod Pilwiszkami. 1 lutego Generał porucznik Lichaczow, dowódca 1. Dywizji Kawalerii stacjonującej w Kownie, wysłał do Pilwiszek oddział złożony z dwóch kompanii piechoty i dwóch szwadronów huzarów pod dowództwem generała majora Dmitrija Suchodolskiego. Podczas marszu przez wieś Ąžuolų Būda, do dowódcy jednostki podszedł jakiś Pibnickas (lub Pivnickas), który wcześniej służył w armii rosyjskiej i zameldował, że oddział partyzantów przebywa w pobliżu wioski Čysta Būda. Wysłany zwiadowca potwierdził te doniesienia. Podchodząc do Čystej Būdy, gen. mjr. D. Suchodolski otrzymał inną wiadomość. Niemiecki karczmarz zwrócił uwagę, że powstańcy zebrali się w pobliżu dworu Būda, położonego w pobliżu trasy Kowno-Mariampol, ćwiczyli formację, strzelali i czyścili uzbrojenie. Zbliżając się do wsi, gen. mjr D. Suchodolski wysłał dwa szwadrony huzarów, aby odcięły powstańców od lasu Šilakojo, aby nie mieli szans na odwrót, a on sam wraz z piechotą rzucił się do ataku. Wśród powstańców było wielu bez doświadczenia wojskowego. Nie wytrzymując nagłego szturmu wojsk rosyjskich, rzucili się w stronę lasu Šilakojo, ale spotkali się z huzarami. To tutaj poniesiono największe straty – zginął dowódca oddziału K. Jastrzębski i około 30 powstańców. Przedzierając się przez huzarów na skraj lasu, partyzanccy strzelcy zajęli pozycję obronną i osłaniali wycofujących się pozostałych partyzantów. Straty rosyjskie – 3 zabitych żołnierzy. W nocy mieszkańcy wsi grzebali zmarłych powstańców. Wszyscy pozostali powstańcy zostali pochowani na pobliskim cmentarzu we wsi Gavaltuva, na jego południowym skraju. Była to pierwsza bitwa powstańcza, która miała miejsce na terenie dzisiejszej Litwy. 4 maja 1863 roku, bitwa pod Dubiczami Dowództwo Wileńskiego Okręgu Wojskowego dołożyło wszelkich starań, aby zniszczyć niewielki, ale zwinny i dobrze uzbrojony oddział powstańczy Ludwika Narbutta, który spowodował mu wiele strat. Ten utalentowany dowódca powstańców często zmieniał obozowiska, zwodził wroga, po udanym ataku wypuszczał oddział w małych grupach i zbierał się ponownie w innym miejscu. Oddziały armii rosyjskiej pułkownika Vernerisa, Alchazovasa i kapitana Timofiejewa polowały na oddział L. Narbutta na przedmieściach Lidy, Grodna i Wilna. Na początku maja 120-osobowy oddział buntowników L. Narbutta przeniósł się z lasu grodzieńskiego w ustronne miejsce w okolice Dubicz (obecnie okolice Koniawy, rejon orański). Dowódca wybrał dla plutonu ustronne miejsce w lesie Karaliaučizna, między bagnami, rzeką Kotrą i jeziorem Pelesa. Dowództwo armii rosyjskiej rozdawało ogłoszenia, obiecując premię w wysokości 1 000 rubli dla kogoś, kto pomoże zatrzymać niczego niepodejrzewającego dowódcę partyzantów. Miejscowy mieszkaniec Bazilijus Karpovičius, skuszony wielkimi pieniędzmi, wskazał lokalizację obozu powstańczego szefowi wileńskiej zbrodniczej grupy, kpt. Timofiejewowi. Zdrajca obiecanych pieniędzy nie otrzymał, kpt. Timofiejew rzucił kilka rubli. 4 maja oddział złożony z dwóch kompanii piechoty pod dowództwem Timofiejewa, dysponując dokładnymi danymi, zaatakował oddział partyzantów. Miejsce walk było bardzo niewygodne dla buntowników, odwrót utrudniało jezioro, rzeka i bagniste miejsce. W walkach L. Narbutt został ranny w nogę. Towarzysze próbowali zabrać dowódcę z pola bitwy, ale w tym momencie trafiła go kolejna kula wroga, tym razem śmiertelna. Oprócz dowódcy zginęło jeszcze 12 partyzantów (61 według danych rosyjskich), 25 dostało się do niewoli. Po wydostaniu się z okrążenia powstańcy połączyli się z oddziałem Bolesława Narbutta, który w tym czasie został wysłany do okręgu trockiego. Zmarli powstańcy – oficer Leonas Krainskis, Steponas Huborevičius, V. Žukovskis, bracie Pranciškus ir Aleksandras Brozovskiai, Tomas Skirmontas, Jonas Jodka i inni – są pochowani we wspólnej mogile. Litewski departament gubernialny wyznaczył Aleksandra Paradovskiego (Ostroga), byłego rotmistrza armii rosyjskiej, do zebrania rozproszonej ludności L. Narbutta i dalszego dowodzenia oddziałem. Nowy dowódca szybko zemścił się na B. Karpovičiusie za śmierć L. Narbutta i innych buntowników – w dniu Zielonych Świątek zdrajca został złapany i zakończył swoje życie na stryczku. Bitwy pod Olitą 20 czerwca 1863 roku Na początku kwietnia 1863 roku oddział powstańców został zorganizowany w lasach preńskich przez Pawła Suzina. W oddziale tym wzrastała liczba bojowników, zwłaszcza chłopów, którzy nawet przyłączali się do powstańców bez pytania. Do oddziału P. Suzina dołączyły również inne oddziały. W środku maja dołączyły oddziały Walerego Mroczkowskiego i Vaclovasa Akordasa. Formacja rozrosła się do 300 żołnierzy. Obóz został założony przez partyzantów w pobliżu wsi Būda (obecnie rejon preński). W celu zwiększenia liczby powstańców P. Suzin wysłał swoich pomocników do okolic Sapieżyszek i Szak w celu rekrutacji ochotników. Po bitwie, 2 maja 1863 r., pod Būdą, W. Mroczkowski przekazał oddział P. Suzinowi. W lesie preńskim do P. Suzina z lasów augustowskich dołączyły oddziały Władysława Brandta i Wiktora Hłaski. Dowiedziawszy się o zbliżaniu się wojska, oddział partyzancki rozproszył się. P. Suzin uważał, że w wojnie partyzanckiej lepiej jest działać w małych kręgach, zamęczać wroga, dlatego zdecydowano, że W. Hłasko i W. Brandt pojadą do Staciškiai niedaleko Serei. P. Suzin pod naciskiem armii rosyjskiej skręcił w stronę Kowna. W dniach 6–7 czerwca przebywał w Birsztanach. Ponieważ przeciw niemu również z Kowna wysłano oddział rosyjski, aby uniknąć starcia, P. Suzini z oddziałem przekroczyli Niemen w Punii i pod Olitą powrócili do guberni augustowskie, prowadzeni przez oddział wojskowy okręgu trockiego pod dowództwem kpt. Šterna fon Gviazdovskisa. 20 czerwca doszło do strzelaniny pod Olitą z obu stron Niemna. Po godzinnej bitwie powstańcy zostali zmuszeni do odwrotu. W 1970 roku Jonas Jacevičius z Olity (1902–1979) podzielił się wspomnieniami o życiu i udziale swojego ojca Jonasa Jaceviciusa (ok. 1845–1929) w powstaniu 1863 roku. Ojciec bardzo nienawidził panów, więc gdy tylko usłyszał, że młodzi mężczyźni ciągną do lasu i uzbrajają się, poszedł z nimi. Z Olity pochodził wraz z nim Statkevičius, którego siostra została później poślubiona przez ojca. Ojciec był wtedy już dorosłym mężczyzną, może 17-18 lat. Rebelianci wykonali drewnianą armatę w II Olicie, ale nie wiadomo, który cieśla ją wykonał. Okuli ją w żelazo, zrobili według potrzeb. Zbudowali ją na przedmieściach, na piaskach, wokół dzisiejszej ulicy Simno. Armata została poświęcona przez księdza, który przybył z procesją kościelną – chorągwiami i zniczami. Zebrało się wiele osób, które postanowiły przetestować, jak działa ta armata. Napełnili prochem, kawałkami żelaza pakułami i podpalili. Niestety, pocisk nie wystrzelił, ale rozsadził całą armatę na strzępy. Rozległ się straszliwy huk. Po drugiej stronie Niemna kompania kozacka, która stała za kościołem, gdy usłyszała wybuch, tak się przestraszyła, że wzięła nogi za pas i uciekła do wsi Takniūnai. Wtedy nie było mostu między pierwszą a drugą Olitą, był tylko prom, ale prom został zniszczony przez buntowników i Kozacy którzy się przeciwstawili, nie mogli przejść na tę stronę. W końcu Kozacy przekroczyli Niemen w Šilelis, przyszli do wójta, zarząd gminy znajdował się wtedy w domu Kostrasa nad Niemnem - obecnie ulica Nemuno, dom nadal stoi, zaatakowali go, dali mu kilka batów i powiedzieli, komu wolno zniszczyć prom. Następnie naprawili prom, przenieśli się do pierwszej Olity, złożyli wszystkie siodła. Powiedział, że za każdym razem, gdy weźmie siodło, będzie biczowany. Załadowali prom pełen siodeł, przywiązali konie do promu, a Kozacy przenieśli się na tę stronę. Bitwa pod Olitą wyróżniała się spośród wszystkich bitew, które toczyły się na Litwie tym, że użyto w niej drewnianych armat. W walkach, które toczyły się na terenie Polski, taka artyleria była częściej używana. Przed bitwą pod Olitą do oddziału P. Suzina dołączył były oficer artylerii armii rosyjskiej Apolinaras (Juozapas?) Košanskis (pseudonim Glebas). Glebas przywiózł ze sobą dwie dębowe armaty, okute żelazem. Po pierwszym strzale armaty wyleciały w powietrze. W niektórych wspomnieniach wskazuje się, że w lesie Dzirmiškiai (obecnie Rejon Olicki) znajdowała się powstańcza kuźnia, w której wyrabiano drewniane armaty. Warsztat armatni wspomniany jest również obok Olity, na prawym brzegu Niemna. O tym warsztacie opowiedział w 1935 roku Galeckas z Olity(ur. ok. 1853 r.). „Gdy Dzukowie strzelali do rosyjskich żołnierzy drewnianymi armatami” W 1935 roku w Stanach Zjednoczonych Ameryki, w gazecie „Jedność” (lit. Vienybė) dla diaspory litewskiej, autor, który przedstawił się jako Putinėlis, opublikował artykuł zatytułowany „Gdy Dzukowie strzelali do rosyjskich żołnierzy drewnianymi armatami”: W dzisiejszych czasach wiele państw wyprodukowało dalekosiężne armaty, które mogą ostrzeliwać wroga nawet z odległości 100-150 kilometrów. Ale w wojnie japońsko-rosyjskiej w latach 1904-1905 pocisk najlepszej armaty przeleciał tylko około 9-10 kilometrów, a siedemdziesiąt lat temu strzelano nawet… drewnianymi armatami. Działo się to w drugim okresie polskim, tj. w latach 1863-1864. Całkiem obrazowo te wydarzenia, jak Rosjanie byli rozstrzeliwani przez partyzantów z drewnianych armat, opisuje rosyjski historyk Milovidovas w czasopiśmie Ruskaja Starina. O tym fakcie opowiadają jednak również starsi Dzukowie z Olity, Merecza i Grodna, twierdząc, że 70 lat temu w okolicach Olity powstał warsztat z drewnianymi wyrobami zbrojeniowymi. Galeckas, starszy mężczyzna z okręgu olickiego który obecnie mieszka w mieście Olita, mówi: „Byłem chłopcem w wieku około 10 lat, kiedy rozpoczął się drugi okres polski. Rosyjscy Kozacy pojmali buntowników i walczyli z nimi. Nie zawsze jednak Kozakom udawało się aresztować tych mieszkańców lasów, którzy z zasadzki atakowali Rosjan. W pierwszych latach powstania »paliokai« (tak nazywano powstańców) zapędzali wszystkich zdrowych mężczyzn do wojny z Rosjanami. Temu, kto nie słuchał, groziło powieszenie. Ta armia powstańców stawała się coraz większa. W lasach olickich, po stronie wileńskiej, w jednym gęstym lesie dębowym, powstańcy utworzyli »fabrykę armat«. Potajemnie zrzucano tam miedziane armaty, ale buntownicy nie mieli wystarczającej ilości miedzi, to armaty zaczęli robić również z drzewa. Ścinali duży, zdrowy dąb, przypalali jego wnętrze i osłaniali tą drewnianą rurę żelaznymi łukami. Po udanym procesie powstańcy strzelali tymi armatami do rosyjskich Kozaków. Nie mijało dużo czasu, zanim nie można było strzelać z dębowych armat, bo po kilkukrotnym wystrzeleniu eksplodowały i zabijały swoich. Ale dla Rosjan te armaty były niemałą dozą strachu. Generalny gubernator wileński nakazał Kozakom dokładne przeszukanie okolic Olity, gdzie miał się mieścić warsztat armat. Kozacy rosyjscy przeszukali gospodarzy i pobili ich straszliwie, domagając się pokazania, gdzie znajduje się warsztat armat. Mimo to Kozacy mieli pecha w odnalezieniu tej tajemniczej »fabryki«. Mimo, że od drugiego okresu polskiego minęło już ponad 70 lat, wciąż jest wielu dziadków naszej ziemi, którzy pamiętają tamte trudne czasy, kiedy nasz lud, broniąc się przed jarzmem obcych, próbował strzelać nawet z drewnianych armat”. 21 czerwca 1863 bitwa pod Statiškė Wczesną wiosną w lasach preńskich w województwie augustowskim powstańcy zostali zmobilizowani przez Pawła Suzina. Do jego oddziału dołączyli W. Mroczkowski, Vaclovas Akordas i inne mniejsze oddziały powstańcze. W pewnym momencie liczba osób w oddziale wzrosła do 800 mężczyzn. Gdy oddziały armii rosyjskiej zaczęły prześladować podległy mu oddział, Suzin przeszedł na taktykę partyzancką. Podzielił swój oddział na kilka mniejszych oddziałów, a dowódcami mianował Władysława Brandta i Wiktora Hłaskę. Do oddziału P. Suzina dołączył także Juozapas (Apolinaras?) Košanskis, pseudonim Glebas, były oficer armii rosyjskiej. Przyprowadził grupę buntowników z dwiema dębowymi armatami własnej produkcji. W maju i czerwcu oddział Suzina kilkakrotnie natknął się na oddziały armii rosyjskiej, po czym udało mu się wycofać. Nie dało to spokoju dowódcy 1. Dywizji Kawalerii, generałowi porucznikowi A. Lichaczowowi. Oddział Suzina skutecznie manewrował po obu stronach Niemna, często przemieszczając się z województwa kowieńskiego do augustowskiego, wracał po kilku dniach i tym samym komplikował działania armii rosyjskiej. Po jednej i po drugiej stronie Niemna jednostki armii rosyjskiej prowadzące działania wojenne podlegały dowództwu wojskowemu różnych województw. 13 czerwca oddział Suzina, pod naporem dużych oddziałów armii rosyjskiej wysłanych przeciwko jego oddziałowi z Kowna, przekroczył Niemen w pobliżu Punii i po połączeniu się z buntownikami W. Brandta i W. Hłaski pospiesznie przedarł się przez Mankūnai do lasów Statiškė. Cała drużyna zatrzymała się we wsi Bračiuliai, niedaleko wsi Statiškė (obecnie rejon Łoździej), w pobliżu jeziora Metele. Powstańców dosięgnął dowódca jednostki wojskowej powiatu trockiego kpt. Šternas fon Gviazdovskis, którego oddział, podobnie jak partyzanci, przeprawił się przez Niemen. Z pomocą przyszedł mu oddział guberni augustowskiej, dowodzony przez pułkownika Skordulię z dwiema kompaniami piechoty i oddziałem Kozaków. Podczas obiadu 21 czerwca powstańcy otrzymali wiadomość, że od strony wsi Gervėnai zbliża się duży oddział armii rosyjskiej. Dowódca powstańców, P. Suzin, wybrał odpowiednie miejsce do bitwy. Gospodarstwa Bračiuliai rozrzucone były na wzgórzu i otoczone z trzech stron lasem. Dowódca buntowników na skraju wsi, w karczmie na wzgórzu, ukrył 12 swoich najlepszych strzelców, a pozostałych 60 ukrył wśród chat. Oddział kosynierów został przydzielony do dowództwa W. Hłaski. Część mężczyzn ukrył w głębokich rowach na poboczu drogi, a resztę zostawił w rezerwie przy lesie. Zgodnie z planem bitwy sporządzonym przez Suzina, ukrywający się buntownicy mieli przepuścić rosyjską piechotę jak najbliżej i dopiero wtedy zacząć strzelać – zmuszając tym samym wroga do odwrotu. Wtedy powstańcy ukrywający się wśród chat mieli oddać kilka strzałów do wycofującej się piechoty i pospiesznie wycofać się drogą, mijając ukrywających się w rowach w kierunku lasu. Wierzono, że wróg zaatakuje buntowników w pościgu i wpadnie w zasadzkę kosynierów. W tym czasie kosynierzy, którzy pozostali w rezerwie wraz ze strzelcami, mieli włączyć się do bitwy i zadecydować o zwycięstwie partyzantów. Niestety, plan ten nie mógł zostać zrealizowany. Strzelcy z karczmy zbyt wcześnie otworzyli ogień i ich strzały były nieskuteczne. Piechota rosyjska skierowała swój atak na partyzantów, którzy znajdowali się wśród chat. Przestraszeni zaciekłym ostrzałem Rosjan kosynierzy, którzy znaleźli się w zasadzce, niezdecydowane przystąpili do ataku, część z nich natychmiast zaczęła uciekać w stronę lasu. Suzina który sam chwycił kosę w dłonie, próbował poprowadzić kosynierów do ataku, ale został śmiertelnie trafiony kulą wroga. Kiedy najstarszy z nich, Tadas Šeligovskis, który przejął dowodzenie oddziałem, zapytał Suzina, na którą stronę się wycofać, ten odpowiedział: „Nie ma gdzie się wycofać, do przodu!” i zmarł kilka minut później. 21 czerwca walki w pobliżu wsi Statiškė trwały prawie godzinę, a po ich zakończeniu T. Šeligovskis zaprowadził oddział do Konstantego Ramotowskiego który działał w okręgu Sejn. K. Ramotowski mianował inżyniera Čempinskisa (Lipčinskisa) z Wyłkowyszek dowódcą byłego oddziału P. Suzina. Powstańcy przegrali, choć wróg poniósł ciężkie straty. Po bitwie oddział armii rosyjskiej spustoszył zagrodę leśniczówki, w pobliżu której stanęli powstańcy i spalił wieś Bračiuliai. Zwłoki jednych leżały w spalonej wsi Bračiuliai, innych w lesie, a jeszcze inni na łące Pečera i potoku Maušė. Chłopi, pędzeni przez Rosjan, poćwiartowali ciała zabitych powstańców, wykopali dół pod dębami Statiškė i zakopali je. W wiadomości napisanej przez księdza Jonasa Reitelaitisa wspomniano, że ze wsi Vankiškiai w parafii Mirosław pochowano również Krušnę. Tam też został pochowany Suzin. Kilka dni później przyjechała żona dowódcy powstańców z pomocą okolicznych mieszkańców, w nocy wykopała ze wspólnej mogiły zwłoki Suzina i potajemnie pochowała je na starym cmentarzu w mieście Serejach. Paweł Suzin był synem filareta, studenta Uniwersytetu Wileńskiego, który wraz z Janem Czeczotą został zesłany na Syberię. Pozostając bez ojca, uczył się w rosyjskiej szkole wojskowej, utrzymywanej przez państwo. Zostawszy oficerem, brał udział w tłumieniu zbuntowanych ludów Kaukazu. Podczas służby w wojsku dowiedział się od przyjaciela, z którym razem uciekł do Włoch, o swoim prawdziwym pochodzeniu. Ukończył Szkołę Wojskową w Genui we Włoszech, a gdy wybuchło powstanie 1863 r., powrócił na Litwę, gdzie był jednym z dowódców powstania w guberni augustowskiej. W książce „Ostatnie lata dziejów powszechnych od 1846 r. do dni dzisiejszych” (Lwów, Księgarnia Polska, 1881) czytamy: „W słynnej bitwie pod Staciškė w okręgu sejneńskim, dwie mile od Serei, 21 czerwca zginął Paweł Suzin. Dowódca ten, ze względu na swoje wrodzone talenty i doskonały wygląd, był szanowany przez powstańców i cały lud. Na jego pogrzebie ludzie z różnych okręgów zgromadzili się w kościele w Serejach. Po wyjęciu trumny z katafalku, została ona wyniesiona z kościoła przez powstańców, a gdy przekroczyła próg kościoła, trumna bohatera była przejęta przez Żydów i wniesiona do grobu”. W 1970 roku mieszkaniec Olity Jonas Jacevičius (1902–1979) podzielił się wspomnieniami o życiu i udziale swojego ojca Jonasa Jacevičiusa (ok. 1845–1929) w powstaniu 1863 roku. Jonas Jacevičius z Statkevičiusem znaleźli się w oddziałach powstańców dowodzonych przez Suzina i Glazkę. Panowie pomagali buntownikom: z majątków do lasów znosili: balie z zupą, chleb, wódkę. Powstańcy dostawali codziennie kubek wódki. Ludzie szli do oddziałów powstańczych, uzbrojeni w to, co mieli: kosy, widły, siekiery itp. Powstańcy zostali pobici w Bračiuliai przy Serejach. Tam, gdzie stali buntownicy, było tylko jedno przejście, dookoła były bagna, lasy. Powstańcy czekali na pomoc z Polski – czekali na duży oddział, ale on nie przyszedł. Gdy powstańcy zostali pobici, J. Jacevičius ukrył się na bagnach, wczołgując się do wody po szyję, wystawała mu tylko głowa. Potem zaczął się ukrywać, a kiedy dowiedział się, że władze im darują, jeśli przyjdą i się przedstawią, zrobił to. Ale jak już przyszedł, to od Kozaków i żandarmów spadło mnóstwo biczów. Był bity i powtarzali: „будешь помнить 63 год” („Rok 1863 zapamiętasz na długo”). Kilku naocznych świadków wskazało w swoich wspomnieniach, że bitwa miała miejsce w dzień Świętego Piotra i Pawła, czyli 29 czerwca (Juozas Tomkevičius ze wsi Paserninkai i Jonas Gegužinskas z miejscowości Sereje) Literatura wskazuje też niekiedy, że bitwa pod Statiškė miała miejsce 29 czerwca. Należy przyjąć, że jest to fałszywa data. Naoczni świadkowie podają również różne okoliczności śmierci Suzina. Jonas Gegužinskas i Juozas Tomkevich wskazali, że P. Suzin został ugodzony przez rosyjskich żołnierzy. Volungevičius twierdził, że Suzin został zastrzelony. We wspomnieniach Juozasa Tomkevičiusa napisano, że po bitwie pochowano 35 poległych. Taką samą liczbę zabitych wskazał Volungevičius. Juozas Gegužinskas wspominał, że pochowano ponad 60 zmarłych. Literatura historyczna wskazuje, że w miejscu bitwy pochowano szczątki P. Suzina i 32 innych buntowników. Później żona pana Suzina pochowała jego szczątki na Starym Cmentarzu w Serejach. Jest niewielka różnica w podawanej liczbie zabitych i rannych. Major Aleksandras Ružancovas wskazał, że w bitwie zginął P. Suzin i 32 powstańców, 30 zostało rannych. Bronius Kviklys powiedział, że Suzin zginął w bitwie, a „wielu mężczyzn zostało zabitych po obu stronach”. Ona Maksimaitienė zwróciła też uwagę, że w bitwie zginął P. Suzin i 32 buntowników, a Stanislavas Zielinskis – że zginął P. Suzin i 32 zwykłych buntowników, 30 zostało rannych. Wróg stracił 80 żołnierzy i 2 oficerów, a kolejnych 2 oficerów zostało rannych. 22 lipca 1863 bitwa pod Kryksztanami W dzienniku działań wojskowych Wileńskiego Okręgu Wojskowego odnotowano, że 2 lutego 1863 r. nadeszła wiadomość z rejonu trockiego o zorganizowaniu oddziałów powstańczych w pobliżu Jezna i Butrymaniec. Według innych źródeł w dniach 8-10 lutego w okolicach Butrymaniec, Jezna i Punii sformowano oddziały powstańców. W kwietniu między Jeznem a Butrymańcami działał porucznik Aleksander Strabowski (pseudonim Lubicz), porucznik rezerwy Feliks Kołyszko, rotmistrz rezerwy Julijonas Čiudovskis (pseudonim Zbogemskis), oddziały kapitana Vilčinskisa. Pierwsze dni ich powstania opowiedział później podczas przesłuchania Jonas Volkas, chłop z Butrymaniec. W 1863 r., po Wielkanocy (w kwietniu), poszedł na powstanie z urzędnikiem Šachovskisem i uczniem 7 klasy Jonasem Žylinskisem; W Butrymańcach aptekarz oraz właściciel ziemski Beinoravičius się do nich przyłączyli. W pięciu przybyli do lasu właściciela ziemskiego Odyncasa, 7 km od Butrymaniec; znaleźli tam już około 30 zgromadzonych mężczyzn, a wciąż przybywali nowi; tydzień później oddział powiększył się do 350 osób. Dowódcami poszczególnych oddziałów byli Vilčinskis, F. Kołyszko, Lubicz, a jazdą dowodził Čiudovskis. Wszystkie te oddziały połączył Kazimieras Dalenas, który został mianowany dowódcą wojskowym okręgu trockiego. Z powodu nieporozumień z Lubiczem K. Dalenas szybko wyjechał do guberni augustowskiej. Zastąpił go Maksimilijonas Černiakas (pseudonim Lada). Według innych danych w kwietniu w oddziale Lubicza znajdowało się 240 żołnierzy piechoty i 30 jeźdźców. Z tych oddziałów M. Černiakasa powstała formacja, w maju-czerwcu walczyli w rejonach trockim i lidzkim. Po kilku porażkach formacja została rozproszona. Od 16 czerwca do 13 lipca 1863 r. oddziały Lubicza i Sendeki, ponosząc kilka porażek w powiecie trockim, ruszyły na południe. 15 lipca, gdy przybyli do wsi Pamiusiai (obecnie rejon orański), wydali Manifest Rządu Narodowego i przyjęli rekrutów. W tej wsi dopadł ich dwukompanijny oddział piechoty i Kozaków pułku Gatčinas dowodzony przez podpułkownika Kovalevskisa. Po walkach Lubicz i Sendeka zdecydowali się na odwrót do guberni augustowskiej. W pobliżu miasteczka Niemonajcie powstańcy zostali doścignięci przez dowódcę wojskowego powiatu trockiego, pułkownika Polisa, wraz z jednostką wojskową. Oddziały powstańców przeprawiły się już przez Niemen i zajęły wieś Kryksztany (obecnie rejon łoździejski), więc oddział rosyjski rzucił się do przemieszczenia na lewy brzeg. Po zaciętej walce oddział Sendeki został zmuszony do wycofania się z wioski Kryksztany. Wielu powstańców próbowało przekroczyć Niemen i wielu z nich utonęło. Według jednych źródeł walki miały miejsce 22 lipca, a według innych 23 lipca. Istnieje również rozbieżność w danych źródłowych dotyczących zakończenia bitwy. W jednym przypadku jest napisane, że po zaciętych walkach oddziały Lubicza i Sendeki zostały wypędzone z wsi Kryksztany, w innym, że oddziały Glebasa i F. Kołyszki ruszyły na ratunek z obozu Stračiūnai. Koniec powstania Pod koniec 1863 roku, wraz z nadejściem zimy, dowódcy wypuścili część powstańców, aby przezimowali u zaufanych ludzi. Inni osiedlali się w lasach, w trudno dostępnych miejscach. W warunkach zimowych odgórne wyposażenie oddziałów stało się trudne. Większość powstańców musiała zadowalać się lokalnymi zasobami, więc buntownicy z niektórych oddziałów cierpieli na ból i wszelkiego rodzaju niedostatki, byli na skraju głodu. Nastroje wielu pogorszyły się, gdy stało się jasne, że nie będzie spodziewanej interwencji obcych państw. Anglia, Francja i Austria, ze względu na liczne sprzeczności między sobą, nie garnęły się rozpocząć wojny z Rosją. Ograniczano się to do notatek, wyrażano żale i obawy. W celu stłumienia powstania rząd carski skoncentrował w Wileńskim Okręgu Wojskowym ogromne siły wojskowe – około 145 000 żołnierzy uzbrojonych w 146 armat. Powstańcy zebrali siły, wierząc w obietnice dowódców, którzy wyjechali za granicę w celu zorganizowania dostaw broni i czekali na ich powrót. Na początku 1864 r. znacznie więcej ludzi uciekło do lasów i ukrywało się przed rozpoczynającymi się masowymi deportacjami na Syberię, czekając na wiosnę i wznowienie walki. Kierownictwo powstania zimą 1863-1864 opracowało plan działania i czekało na nadchodzącą wiosnę. W warunkach zimowych powstańcy unikali walk. Wielką stratą dla organizacji powstania było aresztowanie 9 lutego 1864 r. jednego z dowódców – Konstantego Kalinowskiego. Po krótkim przesłuchaniu K. Kalinowski został powieszony 22 marca w Wilnie na Łukiszkach. Ta śmierć miała negatywny wpływ na cały przebieg powstania. 1864. W województwie kowieńskim działało jeszcze około 20 oddziałów powstańczych, które nie były już w stanie poważniej przeciwstawić się zbrodniczym oddziałom armii rosyjskiej. Opór coraz bardziej zanikał, a wraz z nadejściem zimy zniknął całkowicie. Wszyscy co bardziej prominentni dowódcy plutonów albo zginęli już w bitwach, albo wycofali się za granicę. Poszczególne grupy powstańców wciąż błąkały się po lasach, szukając drogi i odpowiedniego momentu do wycofania się za granicę. Żołnierze Imperium Rosyjskiego, którzy toczyli grabieżcze wojny, dysponujący ogromnym doświadczeniem bojowym i potężnym arsenałem uzbrojenia, rzucili się do tłumienia powstańców, uzbrojonych w wyprostowane kosy, topory i stare strzelby myśliwskie. Ale ich najsilniejszą bronią, która nie spotkała się z uznaniem wroga, była miłość do ojczyzny. Kilkakrotnie przewyższające pod względem liczebności wojsk nad armią powstańczą elitarne oddziały Gwardii Rosyjskiej z najzdolniejszymi oficerami przez półtora roku tłumiły zbuntowanych patriotów Litwy. Wśród buntowników była szlachta i dworzanie, chłopi i mieszczanie, gimnazjaliści i studenci, wojskowi i księża – przedstawiciele wszystkich warstw społecznych. W 1863 r. Litwa wraz z Polską rzuciła wyzwanie jednemu z najpotężniejszych państw świata i stanęła do walki o miejsce na mapie Europy, z której zniknęła na 70 lat. Nie otrzymawszy obiecanego wsparcia państw zachodnich, Litwa przegrała tę wojnę, ale zachowała nadzieję i dojrzała do idei odrębnego państwa. Największym osiągnięciem tego powstania było to, że naród nie rozpadł się, przetrwał egzekucje, represje i zesłania, skoncentrowany na dalszych dążeniach wolnościowych. Litewski ruch narodowy, który rozpoczął się w drugiej połowie XIX wieku, stworzył warunki do ukształtowania się nowoczesnego narodu litewskiego, którego elita 16 lutego 1918 r. podpisała Akt Niepodległości. Z pamięci zatarły się opowieści dziadków o „miatieżnicach”, zapomniano o miejscach, które nazywano świętymi, gdzie żaden z powstańców nie znalazł dla siebie wiecznego spoczynku. Tam trawa jest wiecznie zielona, powtarzając cykl życia natury. Po powstaniu wśród ludu rozeszły się różnego rodzaju „legendy”, z których wynika, że ludzie nigdy nie zrozumieli, kim byli ci powstańcy i o co walczyli. Dla przykładu, taki Barčiauskas, właściciel folwarku Rinkuva, tak bardzo się bał trafić do polskiego wojska, że skrył się u jednej kobiety pod „andarokiem”… Kapłani poświęcili powstańców, a w zamian za to zostali wypędzeni przez władze… Dawno, dawno temu „miatieżnicy”, ubrani w rosyjskie ubrania, wypytywali gospodarzy, gdzie przebywali powstańcy. Kiedy ten poszedł wskazać to miejsce, powstańcy powiesili go w lesie… To wszystko są historie z tamtych czasów. Wspomnienia mieszkańców rejonu sejneńskiego zostały spisane przez proboszcza parafii w Serejach i Kryksztanach, historyka kultury, księdza Jonasa Reitelaitisa (1884-1966). Wspomnienia te przechowywane są w Dziale Rękopisów Biblioteki Litewskiej Akademii Nauk. Oto kilka opowieści spisanych przez księdza J. Reitelaitisa. Walki powstańcze w Kryksztanach Szukałem najstarszej osoby, która urodziła się, dorastała i mieszkała w Kryksztanach. Był to Antanas Bražinskas, nazywany we wsi Balabačką. – Pamiętasz, wujku, powstanie 1863 roku? – Co takiego? – Powstanie czy pamiętasz? Mówią, że tutaj w Krysztanach były wielkie bitwy? – Powstanie? Ach, pamiętam. Byłem dorosłym pasterzem. Całą wiosnę polskie wozy jeździły po wsiach zbierając żywność, sukno, żądając pieniędzy. Nasze gospodarstwo znajdowało się z dala od dużych dróg, więc nie widywaliśmy buntowników zbyt często, ale przychodzili do dworu w Kriksztoniach. W środku lata partyzanci zostali ciężko pobici przez Moskali w Staciškė niedaleko Serei i od tego czasu zaczęli unikać dużych dróg i skradali się po lasach i krzakach. Potem kilka grup przybyło na naszą rolę. Było to już jesienią. Któregoś dnia po południu wypasaliśmy zwierzęta na działkach w pobliżu Makariškė. My tylko słuchamy, tu gdzieś w Pabaliai strzelają. I strzela tak mocno, jakby ktoś wsypał sól do ognia: tylko huk. Nagle patrzymy: na polach, na obrzeżach, uciekają tylko Polacy, a zaraz za nimi Moskale ich pędzą. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Część Polaków wdarła się do chat Žilionisa i ostrzelała nacierających Rosjan. Rosjanie wdarli się do chat Bražinskisa i w ten sposób zaczęli się nawzajem lać. Bitwa ta nie trwała jednak długo. Wieczorem nie było księżyca, niebo było zachmurzone, a gdy słońce zaszło bardzo szybko zrobiło się ciemno i zrobiło się tak ciemno, że nie można było dalej walczyć. I tak to wyglądało. Gdzieś po drugiej stronie Pren, w głąb grodzieńskich lasów wdarł się poobijany pułk powstańców. Był wrzesień. Gdy zbliżali się do Kryksztan, dowódcy postanowili dać żołnierzom odpocząć. Rozproszył ich na zboczach pól Kryszktan, tu wokół Šimkonis, a sami dowódcy, ustawiwszy straże i nakazawszy im ugotować posiłek, udali się do dworu Tukaila. Tukaila był prominentnym dowódcą powstańców. Rosjanie i rosyjscy szpiedzy podążali za powstańcami. Załoga armii rosyjskiej stała w Mereczu i gdzieś indziej. Rosjanie z Merecza, dowiedziawszy się, że powstańcy przejdą przez Kryksztany, przybyli, przeprawili się przez Niemen przy Dundziai i otoczyli powstańców na zboczach Pabaliai. Rozpoczęły się walki. Było trochę więcej Rosjan niż partyzantów, byli lepiej uzbrojeni. Buntownicy zostali złapani niemal bez dowódców, a nie wiedząc, jak się bronić, Moskali było pełno, rzucili się by uciekać, by się ratować. Poszli w lasy sosnowe i próbowali uciec do lasu Živulčiškė i uciekli w kierunku południowym. Moskale gonili ich i strzelali. Zarówno uciekający powstańcy, jak i ścigający ich Rosjanie zapełnili pola wioski Kryksztany. A gdyby ciemna noc nie nadeszła, Rosjanie wymietliby wszystkich powstańców. Ale gdy się ściemniło, powstańcy znaleźli okazję do ukrycia się, a Rosjanie nie wiedzieli, kogo złapać, bo powstańcy nie mieli mundurów i zmieszali się z mieszkańcami wsi, podczas gdy inni uciekli do lasów Živulčiškė, a stamtąd nocą na Stračiūnai. W tym samym czasie w Živulčiškės była kompania powstańcza, a na Stračiūnai była jeszcze jedna grupa, ale tamte dwa oddziały nic nie wiedziały o tych Polakach złapanych w Kryksztanach. Polacy z Živulčiškė, słysząc o walkach w Kryksztanach, pobiegli do Stračiūnai, a gdy i z Kryksztan nadbiegli, wszyscy od razu zgodzili się zaatakować Rosjan w nocy i ich pobić. Widzisz, ci, którzy później przybyli z Kryksztan, relacjonowali, że Moskale całe siły skupili u Matukonisa, a rosyjskie patrole prowadziły rewizje w całej wsi. Jednak po naradzie zdecydowali się nie atakować, a jedynie poczekać, aż Rosjanie przyjdą do Stračiūnai i otoczywszy ich tutaj, dobrze zakończyć. Ale słyszałem, że i w Stračiūnai Polakom się nie poszczęściło i ich dowódca Hłasko zabrał resztki powstańców do wsi Paliepis. Mówią, że tam toczyły się bardzo duże bitwy. Gdy po zapadnięciu zmroku walki w Kryksztanach zostały przerwane, Rosjanie przeszukali całą ludność w poszukiwaniu ukrywających się Polaków. Jeśli tylko znaleźli któregoś z mężczyzn siedzących bezczynnie i ubranych, podejrzewali, że jest powstańcem i przewozili go do szefa u Matukonisa na przesłuchanie. Powstańcy wiedzieli o tym już wcześniej. Kiedy rzucali broń tam, gdzie byli na pastwisku i atakowali chatę gospodarza, natychmiast zdejmowali tam ubrania, rozpalali ogień i łapali się jakiekolwiek pracy: rąbali drewno, ciosali coś z drewna, kręcili pętle lub naszywali niepotrzebną łatę na dziurze, która nie istnieje, tylko po to, aby pokazać, że wykonali prawdziwą pracę i że są mieszkańcami domu. Nie byli jedynymi, którzy podjęli się pracy i kazali swoim domownikom ciężko pracować. W wielu miejscach rosyjskie patrole zaglądały tylko przez okna, ale gdy były przekonane, że cała rodzina spokojnie pracuje, odchodziły nawet bez przeszukania. W kilku miejscach podejrzani mężczyźni, którzy zostali znalezieni bez pracy, ledwo uniknęli bycia uznanymi za powstańców. Były też przygody. Gdy tylko rozpoczął się ostrzał w Pabalinai, ludzie z linii Paniemunia od Petrauskasa pobiegli zobaczyć walkę. Dotarli do Žemaičiakalnis i zatrzymali się, by popatrzeć. Rosjanie zobaczyli ich i zaczęli ich gonić. Petrauskasowie pobiegli w kierunku domu. Kiedy Rosjanie ich dogonili, dźgnęli jednego z nich bagnetem na śmierć, a drugiego, ojca obecnego Antanasa Petrauskasa, prawie zabili: przebili mu bagnetem ramię i bok, a on się przewrócił. Popłynęło dużo krwi, ale ponieważ sztylet nie trafił w jelita, Rosjanie mieli szczęście, że wyleczyli go po odejściu. Jednak przez całe życie nie cieszył się zdrowiem. Pan z dworu Pramiezis był skarbnikiem tego oddziału. I uciekł z Pabalinai wraz z innymi Polakami. Ponieważ miał przy sobie pieniądze pułku i wyglądał na pana, był bezpieczny. Po zmroku, zanim dopadli go Rosjanie, zdołał zbiec do Živulčiškė, ale widząc, że nie zdoła uciec, nad Niemnem wpełzł w wierzbowe zarośla. W ciemności patrole nie zauważyłyby go i zniknąłby im z oczu, ale z rosyjskimi patrolami przyszedł pies. Pies, wyczuwając człowieka w krzakach, zaszczekał i zdradził go. Rosjanie przyprowadzili go do Matukonisa i przeszukali. Znalezionymi papierowymi pieniędzmi nakryli cztery stoły. Moskale zabrali go ze sobą. Mówią, że go zastrzelili. Następnego dnia Rosjanie rozkazali ludziom z Kryksztan zebrać zabitych powstańców i pochować ich. Znaleźli czterech i pochowali ich. Zginęli również Moskale, ale zabrali swoich zmarłych ze sobą podczas odwrotu. Nie wiadomo na pewno, ilu Rosjan tu poległo. Wszyscy mówili, że więcej niż Polaków. Rosjanie z Kryksztan wycofali się z powrotem do Merecza. Nie ścigali powstańców, którzy uciekli, chociaż wiedzieli na pewno, że zebrali się w Stračiūnai. Niektórzy twierdzili, że Rosjanie nie poszli do Stračiūnai, ponieważ mieli zbyt mało sił i bali się Polaków. Inni mówili, że Stračiūnai nie były w rejonie działania tego pułku, że działał tam inny pułk. Pozostali przy życiu nie schwytani Polacy, kiedy Rosjanie uspokoili się pod koniec nocy, zebrali swoją wyrzuconą broń, z której większość była wyprostowanymi, tylko przy trzonku związanymi kosami, i podążyli za swoimi przyjaciółmi, którzy uciekli wieczorem do Stračiūnai, do lasu Stračiūnai. Adomas Padegimas ze wsi Bugonys „O, powstanie, ojcze, pamiętasz? Powstanie? jakże miałbym nie pamiętać. Byłem już mężczyzną, już orałem. Przejeżdżali Rosjanie i partyzanci, walczyły patrole, ale najsłynniejsze bitwy toczyły się za Niemnem w Kryksztanach. Wojska rosyjskie stacjonowały w Mereczu. Kiedy dowiedzieli się, że w Kryksztanach są powstańcy, przeszli przez Ryliszki, przekroczyli Niemen przy Dundzis i pokonali powstańców w Kryksztanach”. Bitwy powstańców w Stračiūnai Zdarzyło mu się spotkać starszego pana ze wsi Barzdžiūnai, takiego Stravinskisa. Zapytany o powstanie 1863 roku, opowiadał: Przez całe lato tego roku zagroda Barzdžiūnai, która została podzielona przez rząd z gospodarstw rolnych na działki jednorolne, budowała swoje chaty na otrzymanych działkach. Zagroda Stračiūnai znajdowała się bardzo blisko na zachód od Barzdžiūnai. Mieszkali tam i nadal mieszkają Kulčiai - szlachta, czyli Polacy. Mieli swój własny las, tak jak i teraz. Przez całe lato w tym lesie mieszkali powstańcy. Zwerbowali do swojego oddziału syna Volungevičiusa, rolnika z naszej wioski. Organista Lejpun służył u nich jako pisarz prowentowy. Przez nich cała okolica nie miała spokoju. Chodzili i rekwirowali żywność, paszę, ubrania i inne rzeczy. W Jovaišiai, podczas zbierania boczku, wpadli na pomysł, aby zażądać od dziewcząt pasów do karabinów. Oczywiście niewiele z nich je miało. Te, które ich nie miały, były bite biczem. Już 20 dziewcząt otrzymało po 20 batów, a rosyjscy żołnierze podbiegli. Aresztowali organistę wraz z innymi, przetrzepali skórę i odjechali. Cała wieś była uradowana, bo za te pasy niejedną kobietę by pobili. Zniknął gdzieś bez śladu. Pewnego razu (nie pamiętam dnia), w południe, zbuntowani Polacy, już pobici w wielu miejscach, zebrali się w Stračiūnai i usiedli, aby zjeść obiad w dolinie, nad małym jeziorem. Rozstawili straże na okolicznych wzgórzach. Skądś mieli dużo wódki na obiad. Kiedy byli już w trakcie obiadu, przyszedł strażnik i powiedział im, że Rosjanie nadchodzą z miejscowości Sereje. - Mamy czas – odpowiadają pijani Polacy. - Rosjanie już są blisko! – wykrzykuje drugi strażnik. - Mamy czas! - To Rosjanie! – zbiera się trzeci strażnik. - Mamy czas! – Daj spokój, „mamy czas”. Rosjanie zaczynają wychodzić z lasu. Polacy chwytają za broń, ale jest już za późno. Uciekają do Žaliamiškis. Ledwo pamiętam bitwę. Wiem, że znaleźli około 20 martwych partyzantów w miejscu, gdzie jedli obiad. Niektórzy z nich byli martwi ze szklanką w ręku, inni mieli w ustach jedzenie, jeszcze inni z miską z mlekiem i tak dalej, ale Polacy z Žaliamiškis też bili Rosjan. Pamiętam, że w naszym ogrodzie, a nawet w naszym domu byli ranni rosyjscy żołnierze. Rosjanie kręcili się po okolicy i łapali Polaków. Czepiali się mieszkańców i niejeden z nich został pobity. W Barzdžiūnai tylko jeden Tenenė dostał 30 biczów, a mój ojciec dwa. Innym się upiekło. Następnego dnia Rosjanie odeszli. Polscy uchodźcy ukrywali się w lesie jeszcze przez około dwa dni. Nie pamiętam, po co ojciec poszedł do lasu. Polacy, którzy go przechwycili, kazali mu przynieść chleb i zagrozili, że go powieszą, jeśli go nie przyniesie. Ojciec przyniósł chleb. Po zjedzeniu chleba zażądali zaprowadzenia do lasów augustowskich. Ojciec ledwo wyprosił zgodę na powrót do domu, by pożegnać się z żoną i powiedzieć jej, dokąd idzie. Jednak wróciwszy do domu, ani myślał iść do lasu i ich prowadzić. Polacy złapali jakiegoś innego człowieka i ten zaczął ich prowadzić z lasu dolinami przez Navikai, Papiškė, Vilkiautinis, Liepiškiai, do Ringėliškė. W Ringeliskė byli Rosjanie i wybuchła tam bitwa. Ludzie mówili, że polskie resztki, które uciekły z Ringeliskė, przedostały się błąkając się w okolice Lipska i tam odbyła się bardzo duża bitwa. W bitwie pod Stračiūnai zginął syn naszego Volungevičius. Polegli zostali pochowani przez wszystkich we wspólnym dole, w lesie między Stračiūnai a Zagajai. W 1931 r. w Kownie (nakładem litewsko-amerykańskiego wydawcy Juozasa Bačiūnasa) ukazała się książka Petrasa Akirasa-Biržisa „Lietuvos miestai ir miesteliai, I tomas. Alytaus apskritis. Dzūkų kraštas”. Książka jest bardzo solidna (706 stron), większy format, wiele ilustracji, kolorowe herby miast i miasteczek. Monografia zawiera bogaty materiał faktograficzny (dokumenty, fotografie) i historiograficzny (wspomnienia, wykazy urzędników, tabele statystyczne itp.), a także folklor i legendy. Publikacja ta jest szczególnie przydatna dla poznania regionu Dzukii. Książka zawiera również wspomnienia z powstania 1863-1864 r. na Zaniemniu. O okresie polskim tak mówią starsi w Serejeach: W 1863 roku byłem dziewiętnastoletnim chłopakiem. Mieszkałem z rodzicami w gospodarstwie Barzdžiūnai (parafia Lejpuny). Zaraz za nami znajdował się las dworu Kudrany. W tym lesie, niedaleko domostwa, w zaroślach, znajdowały się obozy powstańców. Powstańców nazywano Polakami, a ponieważ w naszym gospodarstwie było kilka rodzin (w tym nasza), które czytało się „szlachecko”, to z Polakami łączyły nas znaczne stosunki. Mężczyźni z oddziału powstańców często przychodzili do nas z lasu, żeby porozmawiać, zjeść, a czasem przenocować. To prawda, że bardzo rzadko przyjeżdżali na noc, bo z jednej strony mieli dobre namioty w lesie, a po drugie nie lubili rozstawać się z oddziałem. Przy naszych chatach na wysokim wzgórzu, dzień i noc, stał żołnierz konny. Takiego wartownika – żołnierza (mimo że było to zabronione) i mnie nie raz przyszło zastępować. Kiedyś było tak, że podchodzę do niego, siadam na jego koniu, biorę jego broń, a żołnierz w międzyczasie idzie coś zjeść lub posiedzieć. Dowódcą tego oddziału powstańców był jakiś p. Hłasko, jego prawdziwe nazwisko nie było mi znane. Gdy p. Hłasko przyjechał do naszego lasu, jego oddział był niewielki. Natychmiast jednak sam dowódca i jego żołnierze zwrócili się do okolicznych majątków ziemskich i do domostw, a zwłaszcza w „szlacheckich okolicach”, namawiając zarówno panów, jak i chłopów do buntu przeciwko Rosjanom. Chłopi, zwłaszcza Litwini, nie ustępowali Polakom. Rzadko, bardzo rzadko gdzieś jakiś służący – chłopak, porzuciwszy gospodarza, przychodził do powstańców spróbować szczęścia. Drobna okoliczna szlachta również nie chciała się kręcić wokół formacji. Większość kontrybucji wnosiły majątki ziemskie, zwłaszcza prywatne. Bardzo często odwiedzał nasz leśny obóz pan Tokalius z dworu Račkaučizna. Nazywano go żandarmem w oddziale powstańców. Zadaniem żandarma było przejechanie się z kilkoma żołnierzami po okolicy, rozejrzenie się i zbadanie, czy Rosjanie jadą, czy nie zastawiono zasadzek na powstańców, dowiedzieć się, co robi następny oddział powstańców, który stał w pobliżu. Jako żandarm Tokalius był bardzo aktywny i wielokrotnie zadawał straty zbliżającym się Rosjanom, ale o nim opowiem jeszcze później. Działali również p. Grzędziński z Gińczan, Valskis z Poniemonia inni. Wszyscy słudzy dworu tych panów przyłączyli się do Polaków; kilku innych chłopów dało się namówić. Nikogo nie trzeba było zmuszać do przyłączenia się. Lokatorzy majątków urzędniczych, jak Idzkauskas z miejscowości Sereje, tylko biernie uczestniczyli w powstaniu: dawali przybywającym powstańcom żywność, konie, ubrania i inne rzeczy, ale oni sami do nich nie chodzili. Służba dworu mogła udać się do Polaków, ale chłopom, którzy przestraszyli się przymusowej rekrutacji, ogłoszono, że jeśli sami nie zgłoszą się na ochotnika do buntowników, to nie zostaną wzięci siłą. Podobnie jak pan Świętojezior Frid. Miškauskas. [fn: Fr. Miškauskas, według innego narratora (Galčiauskas z miejscowości Sabinavas, parafia w Świętojeziorach, który w 1863 r. był przewoźnikiem u Miškauskasa), powiedział, że z tego powstania nic dobrego nie wyniknie. Polaków w ogóle nie znosił, a jeśli przychodzili, to po prostu dawał jeść. Pewnego razu, na wiosnę, Miškauskas wyjechał na kilka dni. Rozeszła się pogłoska, że pan już wstąpił do Polaków i wszystkich mężczyzn zabierze do obozów. Mężczyźni z Mikicie, Teizai i innych dworów w Świętojeziorach, udali się na jeziora Jeziorenki i ukryli się w krzakach, przebywali tam przez cały tydzień. Jeziorenki znajdowały się w dworze w Serejach, a Idzkauskas zapowiedział, że nie odda Polakom ludzi z Jeziorenek, więc i tu schronili się mieszkańcy Świętojezior. Tymczasem Miškauskas wrócił i sam przyszedłszy w krzaki, zapewnił mężczyzn, że on sam nie przyczynia się do pomocy Polakom, nie da im żadnych ludzi. Po tym wydarzeniu mężczyźni wrócili do pracy na wiosnę.] Jak zachowywali się panowie z innych majątków: Wiejsiej, Sejn, Simna, Olity – nie wiem. Tyle tylko, że na koniec oddział Hłaski liczył trzystu ludzi. Jednak powstańcy Hłaski mieli obozy nie tylko w lesie w pobliżu Barzdžiūnai. Ich obozy były również w lesie Dzirmiškės [fn: Jeden starszy pan z parafii Sereje opowiadał nam, że w lesie w Dzirmiškės była polska kuźnia. Robili tam armaty. Jakieś drzewo, czy to olcha, czy brzoza – wiercili dziurę w kłodzie; Owinęli kłodę łukami i strzelili. Nie wiadomo, czy jest to prawda, czy też jest to kpina z powstańców.] i w wielu miejscach lasów Olity, Lejpun, Wiejsiej i innych miejscach. Miejsca postoju zmieniano co kilka dni lub tygodni, przenosząc obóz w inny rejon, gdy tylko dyktowały to względy strategiczne i konieczność zachowania ostrożności. Hłasko operował na terenie całego powiatu w Poniemuniu, położonego między Kopciowem, Sejnami, Simnem a Olitą. Obozy zakładano w lasach, w miejscach trudno dostępnych. Kiedy stacjonowali w nich żołnierze, wokół rozstawiano gęste straże i nikt nie mógł wejść ani wyjść bez pozwolenia. Żołnierze mieszkali w namiotach, które często przypominały prawdziwe chaty, dzięki czemu nie marzli nawet zimą. Do obozów sprowadzano rzemieślników: stolarzy, kowali i rymarzy, którzy naprawiali broń i uprząż końską. Trudniejsze do wykonania przedmioty, takie jak wozy, Polacy rekwirowali w majątkach lub od rzemieślników. Rekwirowano również zboże, mięso, sukno, futra, paszę dla koni i inne niezbędne rzeczy. Rekwizycji dokonywano jednak tylko w dworach, a należność wypłacano natychmiast z pieniędzy pochodzących z darowizn. Ponadto w obozach wyznaczano place, na których rekruci szkolili się w musztrze, strzelaniu i rzemiośle wojskowym. W oddziale Hłaski był także kapelan, który codziennie odprawiał mszę świętą i spowiadał. Do czasów polskich władza administracyjna znajdowała się w rękach miejscowej ludności. Starostami powiatowymi byli Polacy, właściciele ziemscy powiatów. W czasie powstania administracja pozostała ta sama. Tylko zwierzchnia władza, która do czasów polskich znajdowała się w rękach Rosjan, teraz przeszła w ręce dowódców powstania. W czasach polskich, jak na każdej wojnie, nie obyło się bez rabunków. Dowódcy powstania surowo ukarali jednak zbójców. Taki incydent miał miejsce. Organista Lejpun tj. pisarz prowentowy i kilku innych „panów” dworu dołączyło do powstańców jako ochotnicy. W zajmowanych przez siebie miejscach wiedli przyzwoicie życie, ale mieli nadzieję na jeszcze większe zyski z Polakami. Było to jednak błędne myślenie. W obozach Hłaski ćwiczyli razem z innymi żołnierzami. Ćwiczenia nie szły zbyt dobrze, było ciężko i nie było żadnego zysku. W rezultacie cała czwórka, otrzymała broń i poszła po piątego, Valentinavičiusa z Lejpun, porzucili obóz i poszli szukać szczęścia na własną rękę. Zabrali któremuś rolnikowi wóz oraz konie i zaczęli jeździć po wsiach, zbierając dary rzeczowe i pieniężne na rzecz powstania. Było im łatwiej, bo wszyscy mieszkańcy wiedzieli, że są prawdziwymi powstańcami. Prosili o datki bez większych szczegółów: brali to, co im się podobało: tkaniny, pasy, boczek, szynki, kiełbasy, masło, sery, świnie, owce, a nawet pieniądze. Jeśli ktokolwiek próbował się choć trochę oprzeć, był wieszany. Zebrane przedmioty zostały gdzieś sprzedane i ponownie odebrane. Ludzie narzekali, ale nie wiedzieli, komu się poskarżyć. Nawet sami wójtowie uważali, że rekwirują na polecenie dowódców powstania. Raz przejechali przez całe Jovaišiai i splądrowali, co tylko zechcieli. W końcu zatrzymali się w gospodzie w Jovaišiai. Przyplątały się do nich też dwie dziewki. Po sprzedaniu karczmarzowi zabranych ludziom przedmiotów, przystąpili do urządzania uczty. Tymczasem, jakby celowo, Hłasko przejechał przez karczmę z kilkudziesięcioma żołnierzami. Kiedy wszedł do gospody, poznał powstańców, którzy ucztowali. Ci, widząc dowódcę i wiedząc, że surowo ich ukarze za rabunek ludu w imieniu powstańców przestraszyli się i próbowali uciec. Zauważywszy to, Hłasko kazał swoim ludziom ich aresztować. Zaczął ich przesłuchiwać i dowiedział się, że właśnie obrabowali domostwa i sprzedali swoje rzeczy karczmarzowi na ucztę. Zwołał mieszkańców domostw i przeprowadził jeszcze bardziej szczegółowe przesłuchanie. Od nich Hłasko dowiedział się, że od kilku tygodni pod powstańczym sztandarem „rekwirują dobra na powstanie”, plądrują okolicę, okrutnie traktują ludzi itp. Pod koniec przesłuchania Hłasko powiedział swoim ludziom, aby przynieśli baty i najpierw nakazał zbić karczmarza 20 razy, a następnie zbójów po 25 razy. Przedmioty, które znalazł jeszcze u karczmarza, zostały zwrócone ludziom, a za te, których nie znalazł, Hłasko zapłacił pieniędzmi. Znalazł część pieniędzy na zapłatę u zbójów, a część pobrał ze swojego skarbca. I rzekł do zgromadzonego ludu: „Bardzo mi przykro, że ci niegodziwi ludzie tak bardzo upokorzyli imię powstańców na waszych oczach. Nikogo nie wysyłałem i nie wysyłam do chłopów po datki na sprawy powstania. Jeśli byli jacyś tacy zbóje, dajcie mi znać jak najszybciej”. Aresztowanych czterech zbójów nakazał związać i zabrać ich ze sobą. Gdy cały oddział mężczyzn było już w pobliżu obozu w lesie Kudrany, dowódca krzyknął: „Stoj!”. Natychmiast kazał zgiąć smukłe brzozy i powiesić wszystkich czterech. Przez długi czas wisieli tam na brzozach i ja sam ich widziałem. Valentinavičius był również w tawernie z kolegami, ale udało mu się uciec. Hłasko natychmiast zażądał od wójta Lejpun, aby Valentinavičius został odnaleziony i dostarczony do niego tak szybko, jak to możliwe. Tak też się stało. Przed procesem kapelan obozowy wysłuchał spowiedzi Valentinavičiusa i przygotował go na śmierć. Jednak wójtowi udało się to usprawiedliwić tym, że został do tego doprowadzony siłą. Valentinavičius przeżył, ale przez kilka miesięcy musiał stać „pod bronią” przez kilka godzin dziennie. W maju rozeszła się pogłoska, że Rosjanie walczą już z Polakami o Wilno. Wtedy byli już w okolicach Kowna. W lasach preńskich, w różnych obozach, ukrywał się inny oddział powstańców, dowodzony przez P. Suzina. Oddział Suzina liczył 800 ludzi. [fn: 11 maja 1863 r. podpułkownik Manockis odkrył w lesie pod Balwierzyszkami armię „Polaków” dowodzoną przez niejakiego Kaminskisa. Wywiązała się bitwa. Polacy nie wytrzymali i rozpierzchli się na wszystkie strony. 15 maja doszło do bitwy w Aguonpievė koło Rudėnai. Polacy, którzy nie wpadli w ręce rosyjskie, również uciekli. Tak przynajmniej jest napisane w książce „Сборникъ распоряженій М. Муравьева. Вильна, 1866, c. 2, 108” i w białoruskiej monografii (Wilno, 1914 r., s. 18). Oddział Suzina był najwyraźniej kolejnym, ukrywającym się tylko w lasach preńskich. Kiedy Rosjanie przybyli z Trok i schwytali oddział Kaminskisa w lasach w Balwierzyszkach, Suzin, przeczuwając, że już go szukają i wiedząc, że nie będzie w stanie stawić oporu, uciekł.] Kiedy Rosjanie zaczęli prześladować go w lasach preńskich przekroczył Niemen i przez długi czas ukrywał się w lasach Zaniemnia. Duża powierzchnia lasów ułatwiała ukrywanie się i można było szkodzić Rosjanom, ale niewielka powierzchnia posiadłości utrudniała zdobywanie pożywienia. Suzin postanowił przenieść się na stronę Suwalszczyzny. Wybrał miejsce między Olitą i Zaniemniem. [fn: Mężczyzna, który przybył do parafii Sereje z Zaniemnia, powiedział, że Polacy, ścigani przez Rosjan, przekroczyli Niemen w Zaniemniu i spotkali ojca w drodze powrotnej z pola. Zmusili go do poprowadzenia ich do dworu w Obeliji. Po przybyciu do Obeliji polski dowódca dał ojcu trzy ruble i kazał mu wracać do domu. W drodze powrotnej do Zaniemnia spotkał Rosjan, którzy już przekroczyli Niemen. Natychmiast zaczęli go wypytywać, kim jest, dokąd idzie, czy widział Polaków? Ten odpowiedział, że zabrał Polaków do Obeliji i jest w drodze do domu. „To prowadź i nas!”, krzyknął rosyjski dowódca. Ale kiedy dotarli do Obeliji, nie znaleźli już Polaków: odeszli już w kierunku Staciškė. Rosyjski dowódca dał mu trzy ruble. Następnego dnia dowiedzieli się, że Rosjanie pobili Polaków w Staciškė i spalili Bračiuliai.] Ponieważ mężczyźni byli już bardzo zmęczeni, dowódca dał im kilka godzin na odpoczynek, a w Poniemuniu postawił kilkunastu żołnierzy, aby ogniem uniemożliwić Rosjanom poruszanie się. Po chwili odpoczynku udali się do lasów w Serejach i spotkali 400-osobową grupę Hłaski. Ponieważ Rosjanie deptali Polakom po piętach, Suzin postanowiła stoczyć bitwę w Staciškė. Miejsce było bardzo odpowiednie na spotkanie: na wysokim wzgórzu znajdował się folwark Staciškė, zwany Bračiuliai; po stronie, z której mieli nadejść Rosjanie, znajdowało się szerokie wzgórze, z pozostałych trzech stron folwarku znajdował się las. Suzin ustawił oddział w następujący sposób: w gospodarstwie, między chatami, umieścił 60 ludzi, którzy umieli celnie strzelać; na drodze z gospodarstwa do chat leśniczego, na wzgórzu, gdzie drogi się spotykały, znajdowała się karczma. W tawernie umieszczono 14 strzelców, ale takich, którzy nigdy nie marnowali strzałów. 300 ludzi z kosami rozstawiono na trawiastym pagórku przy gospodarstwie. Hłasko został im przedstawiony jako dowódca oddziału. Resztę ludzi ustawiono ze wszystkich stron lasu jako rezerwę. Rozkazał: strzelcy w gospodarstwie i w karczmie mieli siedzieć cicho i czekać, aż Rosjanie zbliżą się na odległość 200-300 kroków. Wtedy strzelać, celując jak najlepiej. Kiedy Rosjanie są tak blisko, że strzelanie jest niemożliwe, muszą uciekać na zachód, do lasu. Rosjanie będą biec na kosynierów. Jeśli będzie to zbyt trudne dla kosynierów, rezerwiści przyjdą im z pomocą. Bez wątpienia, gdyby ten rozkaz został wykonany, Polacy pokonaliby Rosjan. Wynik był jednak zupełnie inny. Rosjanie w jakiś sposób dowiedzieli się, że w Staciškė Polacy przygotowują się na nich. Nie wiedziano tylko na pewno gdzie. Szli ostrożnie, ale i tak Polacy zrealizowaliby swój plan. Ale strzelcy polscy, ci, którzy byli w karczmie, byli przerażeni. Wydawało im się, że Rosjanie zauważyli ich i poszli właśnie do nich, aby podpalić karczmę. W efekcie zaczęli strzelać, zanim Rosjanie zajęli miejsce wyznaczone przez Suzina. Rosjanie zatrzymali się i zaczęli jeszcze ostrożniej iść do chat. Strzały strzelców trafiły Rosjan, ale znacznie mniej niż się spodziewano. Dowódca rosyjski, którego nazywał wówczas pułkownikiem, wszedł do leśniczówki i trzymając się komina, patrzył przez lornetkę na pozycje polskie. Został zauważony przez jednego ze strzelców, który wystrzelił i powalił go na ziemię. Rosjanie zostali bez dowódcy; Wyglądało na to, że jest wśród nich zamieszanie, ale poszli naprzód. Gdy było już bardzo blisko chat, strzelcy, zgodnie z rozkazem, pozostawili swoje miejsca i ruszyli do ucieczki, do lasu. Zauważywszy to, Rosjanie rzucili się w pełnym składzie do pościgu. Gdy już minęli okopy, Suzin rozkazał kosom przyłączyć się do bitwy, ale oni leżeli w okopach i słysząc strzały, zdębieli. Najpierw bardziej bojaźliwi rzucali kosy i przez żyto uciekali do lasu, potem inni uciekali. Tylko jeden z pozostałych kosynierów wstał na rozkaz Suzina; nawet Hłasko gdzieś zniknął. Rozwścieczony Suzin chwycił kosę i rzucił się na Rosjan. Trafił około ośmiu i sam padł, trafiony rosyjską kulą. Kiedy kosynierzy uciekli, a dowódca padł, ludzie, którzy byli w rezerwie, nie mogli nic zrobić. Strzelali trochę do Rosjan, zabili kilku, a potem sami uciekli. Rosjanie, czując, że są ostrzeliwani ze wszystkich stron i obawiając się pułapki, rzucili się do ucieczki. Wojna między obiema grupami zakończyła się w Staciškė. Większość Polaków uciekła do domów, reszta dołączyła do innych oddziałów, a jeszcze inni ukrywali się samotnie. Rosjanie, którzy stracili dowódcę, również nie ścigali dalej Polaków. Najpierw zostali w Serejach, a potem, nie wiadomo gdzie, zniknęli. W bitwie zginęło 35 Polaków. Z rozkazu Rosjan zostali pochowani we wspólnym dole w lesie, przy drodze ze Staciškė do Mockonys. Ich mogiła znajduje się tam do dziś. Nie ma wśród nich tylko dowódcy Suzina. Jego żona, która przyjechała w nocy, z pomocą miejscowych wykopała zwłoki męża i zabrała je. Kim była Suzinowa, do dziś nie wiadomo. W bitwie zginęło wielu Rosjan, kilkakrotnie więcej niż powstańców, ale nie zostali tu pochowani. Zostali gdzieś zabrani przez swoich przyjaciół, dlatego nie wiemy, ilu tu zginęło. [fn: W archiwum leśniczego w Staciškė znalazłem jeden list, w którym zaznaczono, że 29 czerwca 1863 r., kiedy w Staciškė miała miejsce bitwa z powstańcami, biuro leśniczego zostało poważnie zniszczone przez rosyjskich żołnierzy.] Były też bitwy pod Simnem, przy Szławantach, ale nie znam szczegółów na ich temat. Dobrze znam bitwę pod Stročiūnai, w parafii Lejpuny. Było to podczas zbiorów owsa. Przyjechali rosyjscy dragoni i Kozacy. Polacy zaczęli do nich strzelać z lasu. Ranili kilku z nich. Wygląda na to, że oni też zostali zabici, ponieważ widziałem dużo krwi w pobliżu ich wozów. Kozacy strzelali do Polaków, dwóch z nich padło, a pozostali uciekli. Ostatni Polacy działania kontynuowali do wiosny 1864 r., kiedy Rosjanie wyłapali ich lub całkowicie wybili. A pojedyncze osoby czasami wyrządzały Rosjanom szkody. Pewnego razu rosyjscy żołnierze w Serejach zrobili obiad i mieli zamiar jeść. Tokalius skądś przyszedł i oddał w ich kierunku kilka strzałów. Niektórzy z nich rzucili się, aby odpędzić Tokaliusa, a inni, myśląc, że nadchodzi polski oddział, wyrzucili swoje obiady z kotłów na ziemię i zaczęli uciekać. Tokalius miał dobrego konia, który był tak wyszkolony, że rozumiał język swojego pana. Tokalius zwykle jeździł bez uzdy: kontrolował konia werbalnie. Rosjanie polowali na Tokaliusa przez ponad rok i nie udało im się go złapać. Koń był tak zwinny, że wiele razy tylko jego zwinność uratowała Tokaliusa. W końcu uciekł do Francji i stamtąd, za pośrednictwem konsula, poprosił władze rosyjskie o przesłanie mu kary (wyroku) za jego „złe uczynki”. Mówią, że to był powód jego rozmów z Rosjanami z zagranicy, co wpłynęło na nich tak, że zwrócili skonfiskowaną mu Račkaučiznę i skazali go tylko na miesiąc więzienia. Na innego, Grzędzińskiego, nałożono tak wysoką kontrybucję, że doprowadziła go ona do bankructwa. Karami tymi obciążono niemal wszystkie dwory. (Zapisałem słowa Gegužinskisa z miejscowości Sereje) 2. Grzędziński, dworzanin z Gińczan, był oficerem powstańczych jeźdźców. Był dość natrętny w stosunku do mieszkańców Gińczan i okolicznych okręgów. Chociaż powstańcy mieli swoje obozy w lasach, Grzędziński przebywał głównie w swoim dworze, a żołnierze i ich konie byli zakwaterowani u okolicznych mieszkańców. Ci musieliśmy żywić zarówno żołnierzy, jak i konie. Ci powstańcy byli bardzo skorumpowanymi i agresywnymi ludźmi. Zastanawiam się, jak byśmy się ich pozbyli. Nagle pojawili się Rosjanie. Kawaleria powstańcza gdzieś zniknęła. W noc Piotrową, gnani przez Rosjan od wsi Niemonajcie, powstańczych piechurzy stanęli w dworze Mankūnėliai. Gotowali jedzenie, kiedy zwiadowcy zameldowali, że idą już Rosjanie. Natychmiast jeszcze nieugotowane jedzenie wylali na ziemię i sami, nie zjadłszy, pobiegli do lasu Staciškė. Jednak i tam Rosjanie ich dogonili i pobili. (Opowiadane przez Kazysa Jonavičiusa, Naragiele) 3. Mieszkałem z rodzicami w Paserninkai. Miałem 20 lat. Zimą w okolicach miejscowości Sereje pojawili się powstańcy. Nie mieli obozowisk w lasach Bestraigiškė i Trok, ale czasami spędzali w nich noce. Powstańcy przychodzili do naszych gospodarstw i rozmawiali z młodymi mężczyznami, aby przyłączyli się do buntu. Powstańcy przychodzili do naszej wsi i namawiali młodych mężczyzn do przyłączenia się do buntu. Odgrażali się, że Rosjan pokonają i do Polski już ich nie wpuszczą; że tym, którzy pomogą z Rosjanami walczyć, dobrze zapłacą, a tych, co w powstaniu udziału nie wezmą – ukarzą, i tak dalej. Parobkowi jednego z gospodarzy obiecali za udział w powstaniu, że po wojnie dadzą mu dom jego pana. Wszyscy powstańcy mieli już ustalone, kto co dostanie po zakończeniu zrywu. Nadchodzące oddziały powstańcze mieszkańcy musieli karmić, dawać prowiant „do torby”, podwozić, wskazywać drogę itd. W okolicach św. Jerzego powstańcy zaczęli rozmawiać z każdym, kto mógł pomóc w powstaniu. Ponadto powiedzieli, że po pierwszym udanym starciu z Rosjanami mają zaciągać wszystkich mężczyzn do walki. Tym spodziewanym starciem była bitwa pod Czystą Budą za Mariampolem. Tam, około Zielonych Świątek, Rosjanie pobili i rozpędzili powstańców. Niepowodzenie to pokrzyżowało plany przywódców powstania i przestraszyło skłonną do buntu młodzież. Powszechne powstanie dobiegło końca. Przez kilka tygodni buntownicy z naszego okręgu gdzieś znikali. W dniu św. Piotra i Pawła usłyszeliśmy, że płoną Staciškė, że Polacy walczą z Rosjanami. Samej walki nie widziałem, opowiedzieli mi o niej ci, którzy ją widzieli. Dowódcy powstańców, Suzin, który stanął w obronie ochotników z Pren i Hłasko który do tej pory był w naszym okręgu, ścigani przez Rosjan, postanowili stawić im opór w lesie Staciškė. Na czele stanął Suzin. Na jego rozkaz wszyscy zbuntowani żołnierze zajęli wyznaczone miejsca. Z Gervėnai na górze wyłonił się oddział Kozaków. Widząc ich, powstańcy zaczęli strzelać zbyt wcześnie (pierwsi zaczęli strzelać ukrywający się na skrzyżowaniu dróg w karczmie). Słysząc strzały, Kozacy wstrzymali się. W ślad za nimi ruszyli piechurzy i rozpoczęli strzelaninę z buntownikami. Kozacy napadli na tył powstańców i otoczywszy las od strony miasta i Okocie, zaczęli wdzierać się do samego lasu. Część oddziału Hłaski, pozostająca w rezerwie w południowej części lasu, przelękła się i uciekła do swoich towarzyszy. Sam Hłasko, widząc, że Rosjanie mają większą siłę, zostawił Suzina i zapłacił 3 ruble za wyprowadzenie, na obrzeżach jeziora Metele uciekł w okolice Simna. Po tym, jak Rosjanie otoczyli Polaków w Staciškė z trzech stron,ci nie wytrzymali i zaczęli uciekać do lasu. Kozacy ruszyli w pościg. Suzin wezwał Hłaskę do walki, ale tego już nie było. Podczas obrony Suzin został dźgnięta bagnetami przez rosyjskich żołnierzy. Wielu ludzi z oddziału Suzina zostało złapanych przez Rosjan, reszta uciekła. Rosjanie nie doganiali ich dalej. Gdy bitwa się skończyła, poszedłem do Staciškė. Po tej stronie Staciškė znaleźliśmy kilku martwych Polaków, niektórzy wciąż dogorywali. Staciškė i karczma skończyły płonąć. Ja i inni mężczyźni musieliśmy pozbierać zwłoki Polaków i zakopać je we wspólnym dole w lesie za Staciškė w drodze do Mockonys. Pochowaliśmy 35 zwłok; w tym Suzina. Zwłoki Suzina, nieco później, zostały potajemnie zabrane przez jego żonę, gdy przybyła na miejsce. W bitwie polegli też Rosjanie, ale nie znaliśmy ich liczby. Wszyscy mówili, że rosyjski pułkownik jest ciężko ranny. Po śmierci został przewieziony do Olity. Po tym incydencie powstańcy zniknęli. Rosjanie zamieszkali w Serejach. NNadeszła sobota przed odpustem Matki Boskiej Różańcowej w Kryžiai. Przygotowywaliśmy się do wyjazdu do Kryžiai następnego dnia. Nagle usłyszeliśmy krzyk na polach Paserninkai. Skądś od strony Simna do lasu Trockiego przywlókł się oddziałek Polaków. Nie mieli dowódcy. Z lasu Trockiego chcieli przejść do lasu w Bestraigiškė. Oddział rosyjskich żołnierzy, dowodzony przez kniazia Boratyńskiego, szedł drogą z od miejscowości Sereje do Wiejsiej. Ponieważ teren jest bardzo górzysty, oba oddziały przypadkowo natknęły się na siebie. Wywiązała się bitwa. Rosjanie zabili kilkunastu Polaków. Pochowaliśmy ich na cmentarzu w Paserninkai. Wielu poszło do Rosjan. Inni ukryli się w lesie Bestraigiškė. Boratyński po bitwie odpoczywał nad jeziorem w Paserninkai i jadł kolację. Wielu ludzi zostało pobitych przez Kozaków. W nocy Rosjanie udali się do dworu Purwiszki, w okolicach Wiejsiej. Następnego dnia zostaliśmy w domu: nie pojechaliśmy do Kryžiai. [fn: W książce „Сборникъ распоряженій М. Муравьева” , w której podano, że 29 września 1963 r. pod Serejami kniaź Boratyński pokonał resztki oddziału Ostroga.] (Opowiadane przez Juozasa Tomkevičiusa z Paserninkai) 4. Starzec Bagdžiūnas z gospodarstwa Bagdanonys powiedział: Miałem około 15 lat i mieszkałem w Bagdanonys. Nie wiem, którego dnia, ale wiem, że krótko przed dniem Wszystkich Świętych, rano, mój ojciec i ja wyprowadzaliśmy konie na pastwisko i znaleźliśmy największy ślad zrobiony na polu żyta. Przeszło tak wielu ludzi, że na polu nie pozostało nic. Ojciec powiedział, że to musi być miejsce ucieczki Polaków ściganych przez Rosjan. Wróciliśmy do domu. Wkrótce otrzymaliśmy rozkaz, aby każdy rolnik jak najszybciej dostarczył do Trok 8 worków pieczonych ziemniaków i ubitego barana. Musieliśmy się spieszyć z wykonaniem rozkazu, bo jak nie, to grozili, że przyjdą i nas powieszą. Zabraliśmy z ojcem pieczone ziemniaki i barana do Trok. Nawet się przestraszyłem. Wróciliśmy do domu. Zaczęło się ściemniać. Następnego dnia, tuż po świcie, wielu Rosjan wyruszyło z Sejn polskim szlakiem. Prowadził ich sam kniaź Boratyński. Spotkali mojego ojca na polach: „Czy wiesz, gdzie są powstańcy?”. - „Wiem”, odpowiedział. Złapali go za kark, wsadzili na konia: „Prowadź!”, powiedzieli. W pobliżu Trok spotkali innego mieszkańca Bagdanonys. Ojciec mówi: „Ten człowiek wie lepiej, gdzie są powstańcy”.Zrzucili mojego ojca z konia na ziemię, tamtego chwycili za kark i wciągnęli na siodło: „Pokaż mi, gdzie są powstańcy”, mówi. „Ten człowiek jest strażnikiem lasu. On wie najlepiej, gdzie są powstańcy”. RI tego człowieka zrzucili na ziemię, a gajowego wciągnęli na konia. Prowadzi gajowy Kozaków i widzi, że z łatwością pokonają Polaków z lasu Trockiego. Żal mu się ich zrobiło, bo sam też czuł się jeszcze Polakiem, więc postanowił wyciąć Kozakom numer. Na skraju lasu, w pobliżu Sakališkė, znajduje się wysokie, piękne wzgórze zwane Kivakalnis. Kivakalnis otoczone jest z trzech stron szerokim wąwozem zwanym Kimutis. Kimutis wygląda jak bardzo płaska, piękna, duża łąka. Rośnie na niej trawa. Na Kimutis można jednak wybrać się tylko zimą, kiedy zamarza. Latem Kimutis jest nieprzeniknionym grzęzawiskiem. W samym środku „oko” wciąż mruga. Mówi się, że w dawnych czasach Kimutis było jeziorem, ale teraz bagnem. Nie możemy dotrzeć do dna „oka”. Tak więc strażnik lasu pomyślał o sprowadzeniu Kozaków do Kimutis. Zaprowadził ich do Kivakalnis i powiedział: „Oto banda Polaków na tej łące”. Polacy rzeczywiście są widoczni po drugiej stronie Kimutis. Kozacy zrzucili strażnika leśnego z konia, a sami błyskawicznie pognali przez „łąkę” w kierunku Polaków. Wszystkie konie kozackie utknęły w Kimutis. Zrobiło się zamieszanie. Większość koni uratowano, ale wiele zginęło. Polacy usłyszeli hałas i pobiegli przez las. Kozacy ze wszystkich stron otoczyli Troki i zaczęli polować na Polaków w lesie. Tylko nielicznym udało się wymknąć lub ukryć. Kozacy usilnie szukali strażnika lasu, ale nigdzie go nie było - udało mu się ukryć w Kimutis. To była nędza dla mieszkańców - kontynuował Bagdžiūnas. Panowie czuli, że rząd rosyjski chce znieść pańszczyznę, więc postanowili wypędzić Rosjan. Panowie mieli dużo pieniędzy, które wykorzystali do wynajęcia powstańców. Namawiali wszystkich do buntu, ale słuchali ich tylko złodzieje i lenie. Panów nie obchodziło, jak zachowują się ich „żołnierze”; cieszyli się tylko, że idą za nimi. Z leniami było wszystko w porządku: panowie dawali im pieniądze - sam widziałem mnóstwo pieniędzy u każdego Polaka. Okradali ludzi z czego chcieli, a nawet był podział, kto weźmie które gospodarstwo, gdy Rosjanie zostaną pokonani… A że leni i złodziei nigdy nie brakuje, to i buntowników były całe stada. A rozpusta była…! Jak coś powiesz, to cię powieszą… W książce „Sūduvos Suvalkijos istorija”, wydanej w 1938 roku, ks. Jonas Totoraitis napisał: Wśród różnych listów proboszcza Kieturwłok, ks. Juozapasa Šipaili (1799-1879), znajduje się polska amnestia Aleksandra II dla mieszkańców Królestwa Polskiego, wydana 12 kwietnia 1863 r., w czasie gdy powstanie rozprzestrzeniało się na Polskę i Litwę. Pod nią własnoręcznie napisał: „W roku 1863 amnestia ta nie doszła do skutku, ale spowodowała straszne nieszczęścia i ruinę całego kraju, zwłaszcza duchowieństwa i panów w Królestwie Polskim oraz w zabranych guberniach cesarstwa. Oj biada, biada nam. W tym strasznym okresie, w czasie wielkiego zamętu walczono, a Polacy wieszali swych krewnych jako zdrajców ojczyzny. Zaś Moskale wieszali i rozstrzeliwali bardzo wielu księży i panów jako buntowników. A na Sybir Moskale wysłali tysiące Polaków różnego stanu, księży, panów i wiele kobiet tylko za to, że dawali powstańcom żywność i odzież, bo nie wszyscy mieli broń, tylko niektórzy. Powstańcy mieli rewolwery i zardzewiałe fuzje albo karabiny, a niektórzy osadzone na sztorc kosy. Tadas Navickas, autor książki „Alytus ir jo apylinkės” wydanej w Stanach Zjednoczonych w 1988 roku, również wspominał o wydarzeniach z lat 1863-1864 w regionie olickim: Wiosną 1863 r. na Zaniemniu działał oddział powstańców dowodzony przez Pawła Suzina. Początkowo walczył on z powodzeniem w rejonie Balwierzyszek. Później oddział Vaclovasa Akordasa dołączył do oddziału P. Suzina i razem walczyli przeciwko Rosjanom w okolicach II Olity. Tutaj powstańcy użyli drewnianej armaty własnej produkcji, ale po wystrzale uległa ona awarii. Powstańcy nadal ponosili porażki. Zostali pokonani przez Rosjan. Sam P. Suzin został zabity nad jeziorem Dusia i pochowany w Serejach. Tymczasem inni powstańcy dostali się do niewoli i byli wieszani w lesie olickim na tak zwanej sośnie Wisielców, która zachowała się do naszych czasów we wsi Likiškėliai. Po nieudanym powstaniu zlikwidowano wszystkie pozostałe autonomiczne instytucje Królestwa Polskiego. Polska wraz z Zaniemniem została przekształcona w zwykłą prowincję rosyjską i nazwana Krajem Nadwiślańskim. W tym samym roku polska szkoła podstawowa w II Olicie została zamknięta przez Rosjan i zastąpiona 3-klasową rosyjską szkołą podstawową. Ponadto zamknięto w I Olicie polską 4-klasową szkołę średnią powiatową, działającą od 1803 r., a na jej miejsce powołano 2-klasową rosyjską szkołę średnią. Za udział w powstaniu Olita utraciła rosyjskie prawa miejskie, a jej gminy i powiaty zostały zniesione. Miasto zostało zdegradowane do miejscowości Olita lub „Osada Olita” i jako takie włączone do gminy Olita lub tzw. „Aleksandrovskaja volost”. W 1864 r. Rosjanie zamknęli klasztor marianów w Mirosławiu. Miszkał w nim ks. Andrius Strupinskas, który został kapelanem jednego z oddziałów powstańców. Obawiając się, że może zostać za to aresztowany, ks. A. Strupinskas skorzystał z pozwolenia władz rosyjskich i wyjechał do USA w 1866 r. bez prawa powrotu. W tym samym czasie został pierwszym litewskim księdzem w Ameryce. W latach 1863-1864 mieszkańcy miasta Oława i okolic nie tylko sympatyzowali z powstaniem, ale także sami się do niego przyczynili. Powstańcy gromadzili się w lasach Daug i Oławy, a pobici przez Rosjan wycofywali się przez Daugi do Zaniemnia. Aby lepiej zarządzać terenem, Rosjanie zbudowali duże drewniane baraki i inne budynki gospodarcze w majątku w Białej Oławie. Budowa miała być prowadzona przez właścicieli ziemskich i mieszkańców okolicy, pod nadzorem rosyjskim. Skoncentrowano tam oddziały kozackie, od których mieszkańcy bardzo ucierpieli. Po zakończeniu powstania wielu właścicieli ziemskich i innych mieszkańców zostało aresztowanych i zesłanych. W latach 1864-1915 Oława nosiła oficjalną nazwę Aleksandrovsk. Utworzona gmina Aleksandrovsk obejmowała również Butrymańce, Niedzingi, Oławę, Daugi, Niemonajcie; była to bardzo duża jednostka administracyjna. Władze carskie założyły więzienie w Oławie. Ogromne magazyny, zwane „vetkas”, zostały zbudowane na stacji kolejowej we wsi Potarańca, niedaleko Oławy. W pobliżu dworu właściciela ziemskiego Giedymina zbudowano koszary z fortyfikacjami, a na brzegu rzeki Oława wzniesiono wieżę zwiadowczą. Oława stała się ufortyfikowaną twierdzą. Po upadku powstania władze rosyjskie zwolniły chłopów z krainy Dajnawy z pańszczyzny, a uprawianą ziemię oddały im na własność bez wykupu. Ziemiaństwo i duchowieństwo zostały surowo ukarane. W 1863 r., na rozkaz generała Baklarovasa (który był odpowiedzialny za stłumienie powstania na Zaniemniu), wójtowie zostali zobowiązani do sporządzenia imiennych list osób, które dobrowolnie wycofały się z powstania, a ich zesłaniem zajął się komendant miasta Suwałki. Z Suwałk przez Kowno i Grodno jechały na wschód pociągi przepełnione tutejszymi ziemianami i księżmi. W ciągu 1864 r. w guberni augustowskiej na karę śmierci skazano 336 osób, a na Sybir zesłano 795. W 1865 r. na Sybir wysłano 1187 osób. Łącznie zesłano 12 547 ludzi. Po powstaniu ograniczono swobody księży, zakazano druku litewskiego, a w kraju utworzono rosyjskie szkoły rządowe. Rozpoczęły się długie i ciężkie lata rusyfikacji. Powstanie 1863 r. przeciw carskiej Rosji było solidarnym zrywem czterech narodów (polskiego, litewskiego, białoruskiego i ukraińskiego), mającym na celu obronę wolności i odtworzenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dziś miejsca związane z powstańcami, znajdujące się w czterech krajach, przypominają nam o rosyjskich represjach, co jest niezwykle aktualne w obecnych czasach. W obliczu zagrożenia historia wspólnej walki dodaje nam sił. Powstanie zostało stłumione. Pociągnęło ono za sobą ofiary, przyniosło niemałe straty materialne, a jakby tego było mało – także zakaz litewskiego piśmiennictwa, litewskiej szkoły i publicznego używania języka litewskiego. Jednak po tej bolesnej lekcji tożsamość narodowa, obyczaje, język, pielęgnowanie litewskiego słowa, nauka i oświata zaczęły być postrzegane jako wartość, jako siła potężniejsza od oręża. Na tej podatnej glebie wyrosło nowe pokolenie wykształconych, wielkich synów narodu, którzy kontynuowali dzieło budowy państwa nie orężem, lecz siłą myśli. Literatura 1. Akiras-Biržys, P. 1931. Lietuvos miestai ir miesteliai, I tomas. Alytaus apskritis. Dzūkų kraštas. Kaunas, p. 380–391. 2. Daugirdas, A. 2014. Svarbiausių 1863–1864 m. sukilimo Lietuvoje mūšių vietos. Kaunas, p. 5, 6, 7, 8, 30, 31, 46, 47, 53, 54, 55, 76. 3. Kašelionis, B. 2002. Dainava: Seinų kraštas (Istorija, kultūra, žmonės). Vilnius, p. 98, 99, 100, 101, 102, 103, 262, 263. 4. Kuckailis, J. 2010. Dzūkai, 2 d. Vilnius, p. 46, 47. 5. Kviklys, B. (redaktorius) 1982. Lietuvos bažnyčios, t. 2 (Vilkaviškio vyskupija) Čikaga, p. 397. 6. Kviklys, B. (redaktorius) 1987. Lietuvos bažnyčios, t. 6 (Kaišiadorių vyskupija). Čikaga, p. 110, 271, 284, 285. 7. Kviklys, B. (redaktorius) 1991. Mūsų Lietuva, t. 3. Vilnius, p. 558, 559. 8. Maksimaitienė, O. 1969. Lietuvos sukilėlių kovos 1863–1864 m. Vilnius, p. 94–96, 97, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 177, 178, 179. 9. Navickas, T. 1988. Alytus ir jo apylinkės. Čikaga (JAV), p. 56, 57, 58, 59, 182, 184, 185. 10. Neverauskaitės J. apie 1970 m. užrašytas Jono Jacevičiaus (1902–1979) pasakojimas apie savo tėvą Joną Jacevičių (apie 1845–1929) (kalba neredaguota). 11. Plioraitis, I. 2008. Kapčiamiesčio parapija. Kazlų Rūda, p. 24, 25. 12. Putinėlis. Kai dzūkai medinėmis armotomis šaudė rusų kareivius. Vienybė (Niujorkas, JAV). 1935 m. gruodžio 13 d., Nr. 94, p. 3. 13. Reitelaitis, J. Seirijų istorija (rankraštis), p. 261, 262. 14. Reitelaitis, J. Seirijų istorija (rankraštis), p. 266–267. Jono Gegužinsko iš Seirijų mstl. prisiminimai (kalba neredaguota). 15. Reitelaitis, J. Seirijų istorija (rankraštis), p. 270–272. Volungevičiaus iš Barzdžiūnų k. prisiminimai (kalba neredaguota). 16. Reitelaitis, J. Seirijų istorija (rankraštis), p. 273, 274. Juozo Tomkevičiaus iš Paserninkų k. prisiminimai (kalba neredaguota). 17. Reitelaitis, J. Seirijų istorija (rankraštis), p. 275. Adomo Padegimo iš Bugonių k. prisiminimai (kalba neredaguota). 18. Reitelaitis, J. Seirijų istorija (rankraštis), p. 276–278. Antano Bražinsko iš Krikštonių k. prisiminimai (kalba neredaguota). 19. Ružancovas, A. „Kautynės prieš 75 m. (1863 m. sukilimo kalendorius)”, in: Trimitas. 1938 m. liepos 28 d. Nr. 30, p. 727. 20. Ružancovas, A. „Kautynės prieš 75 m. (1863 m. sukilimo kalendorius)”, in: Trimitas. 1938 m. rugpjūčio 4 d. Nr. 31, p. 754. 21. Ružancovas, A. „Kautynės prieš 75 m. (1863 m. sukilimo kalendorius)”, in: Trimitas. 1938 m. rugpjūčio 19 d. Nr. 33, p. 804. 22. Ružancovas, A. „Kautynės prieš 75 m. (1863 m. sukilimo kalendorius)”, in: Trimitas. 1938 m. rugpjūčio 25 d. Nr. 34, p. 825, 826. 23. Ružancovas, A. „Kautynės prieš 75 m. (1863 m. sukilimo kalendorius)”, in: Trimitas. 1938 m. rugsėjo 1 d. Nr. 35, p. 849. 24. Ružancovas, A. „Kautynės prieš 75 m. (1863 m. sukilimo kalendorius)”, in: Trimitas. 1938 m. rugsėjo 15 d. Nr. 37, p. 898. 25. Ružancovas, A. „Kautynės prieš 75 m. (1863 m. sukilimo kalendorius)”, in: Trimitas. 1938 m. rugsėjo 22 d. Nr. 38, p. 917, 918. 26. Šidlauskas, A. (redaktorius) 2008. Meteliai. Marijampolė, p. 142, 143. 27. Totoraitis, J. 2003. Sūduvos Suvalkijos istorija. Marijampolė, (2-asis leidimas), p. 593. 28. Volungevičius, A. 2009. Leipalingis – paslapčių ir jotvingių kraštas. Vilnius, p. 193–199, 200, 201–204, 205, 206. 29. Zawadzki, H. S. Polskie armaty drewniane w Powstaniu Styczniowym. Prieiga internetu: https://konskie.org.pl/2013/01/27/polskie-armaty-drewnianew-powstaniu-styczniowym/. 30. Zieliński, S. 1913. Bitwy i potyczki 1863–1864. Raspperwil, p. 262, 266, 267, 276, 284, 285.