Justinas Sajauskas Habent sua fata libelli (O bibliotece ojców marianów w Mariampolu) [fn: Artykuł powstał na podstawie tekstu autora opublikowanego w 1994 r. Lietuvos kraštotyros draugijos leidinyje „Mūsų kraštas”, s. 28–37.] W 1750 r. do Starepola, przyszłego Mariampola, na prośbę starościny z Pren, Pranciški Ščiukaitė-Butlerienė, przybył pierwszy czeski ksiądz Adalbert Strach. Dwa lata później w jego ślady poszedł kolejny marianin, Hiacyntas Vasiliauskas. Zaprosiwszy zakonników do swojej odległej, otoczonej lasami wioski, hrabina wybudowała im drewniany kościół i klasztor, podarowała ziemię… Zakon został zbudowany w ciągu ośmiu lat. Zakonnicy, wprowadzając się do nowo poświęconego budynku, nie mieli pojęcia, że osiedlają się u zbiegu rzek Szeszupy i Jevonis nie na rok czy dziesięć lat, ale na wieki. Ponieważ jednym z celów zakonu marianów było kształcenie ludzi, zwłaszcza ubogich, nie ma wątpliwości, że od pierwszego dnia w nowym zakonie powstała biblioteka. Pierwsze książki należały do założycieli zakonu, którzy wkrótce zmarli, a później do innych braci i księży. Po złożeniu ślubów czystości, posłuszeństwa i ubóstwa, umierając pozostawili zakonowi cały swój skromny majątek, a zwłaszcza książki. Do XIX wieku biblioteka zakonu marianów była głównie zbiorem literatury w językach obcych. Po wielkich powstaniach tego stulecia biblioteka, w terminologii historyków „Książnica”, doznała poważnych szkód. Książki przeniesiono z zakonu do kościoła i ułożono w zakrystii. „Tam odwiedzali je księża i nie-księża. Nieżyjący już Petras Kriaučiūnas, kolekcjoner rzadkich książek, chodził tam i brał to, co mu odpowiadało. Odwiedzał je również Basanavičius. Odwiedzał je nieżyjący już Miknevičius, kapelan gimnazjum, odwiedzali je także inni księża. Każdy przynosił to, co lubił”. [fn: J. Totoraitis, Marijampolės kunigų marijonų vienuolynas. Marijampolė, 1924.] W 1904 r. biblioteka została zamknięta wraz z klasztorem i ponownie otwarta w 1918 roku. Zawierała nie tylko książki, ale także różne akty, bulle papieskie, kroniki pisane przez samych zakonników. Jednym słowem, archiwum. „Te słowa powiedział pisarzowi ks. Juozas Arnastauskas, że sam widział i czytał dokumenty, w których ziemia podarowana przez hrabinę Butlerienė została potwierdzona przez króla Polski i wielkiego księcia litewskiego Augusta III i innych. Teraz ich nie ma. Nie wie, gdzie się znajdują” - pisze Totoraitis. Znany bibliograf Vaclovas Biržiška twierdzi, że biblioteka posiadała bardzo rzadkie wydania Ewangelii polskich i litewskich J. Jaknavičiusa z lat 1783 i 1789. Możemy tylko spekulować na temat innych książek znajdujących się w bibliotece w tym czasie. Nowe czasy dla biblioteki rozpoczęły się w 1918 r., kiedy do Wilna powrócił ze Szwajcarii biskup Jerzy Matulewicz, odnowiciel i reorganizator zakonu marianów. Przyzwyczajony do szacunku dla książki od najmłodszych lat i świadomy siły słowa drukowanego w oświecaniu narodu, postanowił stworzyć silną litewską bibliotekę. Kiedy pojawiły się spory, gdzie powinna ona powstać - w Kownie czy w Mariampolu - biskup opowiedział się za Suwalszczyzną. Może przeczuwał, że prędzej czy później powróci w rodzinne strony? „Chcielibyśmy zebrać, w miarę możliwości, wszystko, co zostało opublikowane w języku litewskim do biblioteki zakonu w Mariampolu: książki, broszury, gazety, nawet wycinki z gazet, a także wszystko, co zostanie opublikowane w językach obcych o Litwie i Litwinach, pisał on do będącego w Chicago F. Kudirki, proszę zbierać dla nas gazety i książki wydane w Ameryce. Tutaj ksiądz Kriščiukaitis zgromadził już w księgarniach i antykwariatach wiele ważnych, cennych i rzadkich dzieł na temat historii Litwy, a także dużą liczbę książek litewskich.” „Zobaczmy, że mamy wszystko, co zostało opublikowane po litewsku” - radzi w kolejnym liście, tym razem do P. Buczysa. W zbieraniu wszystkiego, „co jest opublikowane po litewsku”, pomógł mu ks. Jonas Kriščiukaitis (1866-1946), bibliofil i brat pisarza Aišbė. Drogi jego i biskupa skrzyżowały się w sierpniu 1920 roku. Kilka dni wcześniej, 12 lipca, Litwa podpisała traktat pokojowy z Rosją Radziecką, na mocy którego Wilno zostało odzyskane. To właśnie tam doszło do spotkania dwóch Suwalczan - nowego biskupa Wilna i J. Kriščiukaitisa, który niedawno został marianinem. Nie namyślając się długo, biskup zaprosił go do pracy w charakterze kanclerza (sekretarza), a jednocześnie do opieki nad biblioteką. Zadanie to przyjął bardzo dobrze. Ks. Jonas miał oko do książek. Biskup poprosił go, aby poświęcił trochę czasu na poszukanie w wileńskich antykwariatach czegoś z litewskich opracowań dla mariańskiej biblioteki, a on szukał i wieczorami przynosił najnowsze zakupy, aby pokazać je biskupowi. „Każdą książkę, którą kupiłem, biskup chciał zobaczyć”, napisze później J. Kriščiukaitis [fn: S . Yla, Jurgis Matulaitis. Asmenybės apybraiža. Putnam, 1977.]. Kolejny cytat na ten sam temat, tym razem od samego biskupa. „Ojciec Kriščiukaitis mieszka obok mnie, we dwóch jest spokojniej…. Swój wolny czas wykorzystuje na spacery i zbieranie książek dla księgarni zakonu w Mariampolu. Chcemy zebrać, w miarę możliwości, wszystkie książki drukowane w języku litewskim; także w językach obcych, jeśli dotyczą życia i historii Litwy. Ojciec Kriščiukaitis zrobił już wiele w tej sprawie. Książek wydanych w języku litewskim nie brakuje”. [fn: A. Kučas, Arkivyskupas Jurgis Matulaitis-Matulevičius. Chicago, 1979.] Wspólnie z J. Kriščiukaitisem inny bibliofil, ks. Jonas Sobczyk, który znał biskupa z czasów szwajcarskich. Później, w swojej książce o Matulewiczu, opisał nie tylko biskupa, ale także wyprawy jego i J. Kriščiukaitisa w poszukiwaniu książek do odnowionej biblioteki. Kiedy odwiedzali księgarnie, otrzymywali pieniądze od biskupa, który płacił im za zakupy. To były wspaniałe dni dla biblioteki! W Wilnie, a później w Polsce, gromadzono jej główne zbiory. Kiedy latem 1925 r. J. Matulewicz musiał opuścić Wilno, zmuszony przez los, a jeszcze bardziej przez polskich szowinistów, nawet jemu, biskupowi, nie było łatwo przenieść zgromadzoną literaturę do Mariampola - tak wiele książek było nagromadzonych. Problemem był również fakt, że w tym czasie nie było komunikacji między Polską a Litwą. W listach do Litwy biskup za każdym razem poświęca więcej miejsca problemowi przeniesienia. „Jak Pan wie, mam sporo książek - pisał 10 kwietnia 1925 roku P. Buczysowi. Myślimy o tym, by zacząć je Panu wysyłać. Miejscowa polska księgarnia chętnie nam pomoże. Mają przedstawiciela w Gdańsku i Żyda w Kownie, Ptaszka. Byłoby dobrze, gdyby ks. Juozas (Vaitkevičius) spotkałby się z nim i uzgodnił warunki, na jakich podjąłby się transportu książek. A może lepiej byłoby poprosić JE biskupa O'Rourke o radę: czy byłoby to możliwe i czy byłoby to odpowiednie? A może wygodniej byłoby wysłać książki przez Dyneburg? Proszę sprawdzić u ks. Juozasa i dać mi znać (…). Jednym z warunków jest to, żeby wysłać pieniądze na koszt wysyłającego. Nasz skarbiec jest pusty, a nawet często musimy żyć z długami. Drugim warunkiem jest załadowanie książek w Mariampolu oraz ich właściwe przechowywanie i opieka nad nimi, ponieważ są to cenne i rzadkie książki…”. 9 maja pisze do tego samego adresata: „Książki wysyłamy w imieniu JE O'Rourke: może być więcej niż 10 dużych pudeł, a zostanie może 50 dużych pudeł. Proszę napisać do niego i nie wysyłać mu pieniędzy… Proszę dopilnować, aby książki nie zginęły przy przekraczaniu granicy litewskiej. Proszę porozmawiać z panem Jokantasem. Pan Šlapelis skarżył się, że urzędnicy, przeszukując książki przesyłane przez litewską granicę, zatrzymują część dla siebie”. 10 dni później, nowy list: „Jak napisano, wysyłamy 11 pudeł książek, ale pojadą one inną drogą, przez Łotwę, przez Dyneburg…. Jak tylko je Pan otrzyma, proszę dać mi znać, ponieważ będzie to ważne. Wkrótce wyślemy więcej.” [fn: S . Yla, Jurgis Matulaitis…]. W ten sposób do Mariampola dotarły 93 duże skrzynie z literaturą litewską - cały wagon. W ten sposób powstała podstawa nowoczesnej biblioteki zakonu marianów. Wkrótce sam biskup przeniósł się do Mariampola. Niestety, nie było mu dane długo cieszyć się klasztorem i jego biblioteką. Wyczerpany biskupstwem w okupowanym Wilnie, przygotowaniem litewskiej prowincji kościelnej i opracowaniem konkordatu z Watykanem, na początku 1927 r. dostał ataku zapalenia wyrostka robaczkowego i zmarł kilka dni później, nie mogąc znieść prostej skądinąd operacji. Biblioteka wzbogaciła się o kolejny mariański księgozbiór. Przywiezione książki były początkowo ułożone na drugim piętrze zakonu w pobliżu kaplicy. W 1927 r. zbudowano oddzielną ścianę między zakonem a gimnazjum. W piwnicy mieściła się introligatornia, na pierwszym piętrze drukarnia i redakcja, na drugim biblioteka, a na trzecim piętrze, drewnianym, które spłonęło pierwszego dnia wojny, mieścił się internat gimnazjum (juvenatas). Kiedy biblioteka przeniosła się do nowego budynku, stare miejsce obok kaplicy zajęła biblioteka nowicjatu do codziennego użytku. Małe biblioteki opatrzone specjalnymi pieczęciami przechowywane były również przy zakonnym gimnazjum, a także przy domach marianów w innych miejscowościach, ale wszystkie były tylko okruchami jednego bochenka, a ich los był podobny do losu głównego księgozbioru. Po śmierci biskupa biblioteką nadal opiekował się J. Kriščiukaitis, który porządkował i katalogował książki, drukował katalogi kartkowe na „bostonce” (prasie ręcznej) i oczywiście poszukiwał nowych książek, aż w latach 30. na polecenie przełożonych duchowych opuścił Litwę na stałe. A. Kučinskas twierdzi, że wyjechał w 1933 r., podczas gdy żyjący świadkowie twierdzą, że stało się to później, przed wojną. Tak czy inaczej, zanim Kriščiukaitis opuścił bramy zakonu, biblioteka stała już mocno na nogach i wraz z kilkoma drukarniami, redakcjami i gimnazjami w mieście zyskała miano mariampolskiego kulturalnego centrum Suwalszczyzny. Kiedy w 1932 r. A. Ružancovas, na zlecenie Litewskiego Związku Bibliotekarzy, dokonał zbioru informacji o bibliotekach w kraju, zbiory biblioteki liczyły już 50 000 książek. Obecnie byłaby to przeciętna biblioteka, ale w przedwojennej Litwie, jak pisze w swoim liście Levas Vladimirovas była to trzecia co do wielkości biblioteka, po Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie (140 000 książek) i Centralnej Bibliotece Państwowej (70 000 książek). W ten sposób A. Ružancovas znalazł 50 000 książek. Kilka lat później gazety napiszą: „Jedną z największych bibliotek nie tylko w Mariampolu, ale i na Litwie jest biblioteka zakonu marianów. Każda litewska książka, nawet najbardziej bezbożna, jest tu teraz dostępna w 2 egzemplarzach”. [fn: „Suvalkų kraštas”, 1938, Nr 39 (42), s. 2.] Były redaktor „Šaltinis”, marianin ks. Viktoras Šauklys: „Biblioteka jest drugą co do wielkości na Litwie, zdaje się 50 000”. Prasa emigracyjna twierdzi, że biblioteka zawierała „około 45 000 książek, wśród których był szczególnie cenny dział lituanistyki”. [fn: Amžinybei ir tėvų žemei. Chicago, 1957.] A. Kučinskas w swojej książce o bp A. J. Matulewiczu, ponownie mówi o 50 000 książek. Vladas Razmantas (ur. 1910), były dyrektor mariańskiej drukarni: „Biblioteka była największa na Litwie”. Zapytany, co jeszcze pamięta z tamtych czasów, ten człowiek, który nadal pracuje jako pomocnik w magazynie, powiedział, że po wojnie ukrywał się przez dwa lata, potem miał udar słoneczny, zachorował i nic więcej nie pamięta. Jakie książki trafiły do biblioteki w najnowszych czasach? W listach do ks. P. Buczysa biskup J. Matulewicz wspomina o 5 tomie „Vetera monumenta Poloniae et Lithuaniae” A. Theinera i „Acta Vaticana spectantia Poloniam et Lithuaniam”. Kiedy pośpiesznie opuścił klasztor w 1941 r., ksiądz i historyk Jonas Totoraitis próbował ocalić takie rarytasy, jak „Europos ir Lietuvos Didžiosios kunigaikštystės istorija”, Gwagnina, wydana w języku polskim w 1611 r., wydane w Niemczech „Kryžiuočių kronikas”, „Lietuvos Metrika” (w języku rosyjskim), kilka tomów „Corpus diplomaticus”, „Žemaičių vyskupystė” M. Valančiusa itp. Skrót klasztoru „MIC” jest również używany w rękopisie pracy A. Kučinskasa „Gedimino dinastijos kilmė”, który niedawno został nabyty przez bibliotekę mariampolskiego Centrum Kultury Chrześcijańskiej, ale zawartość biblioteki najlepiej opisuje wypowiedź żony wspomnianego historyka, Albiny Kučinskienė, która powiedziała, że A. Kučinskas pisząc „Kęstutis” korzystał wyłącznie z biblioteki zakonu ojców marianów. Lista źródeł i literatury w książce nie zmieściła się na 7 stronach. W tym samym czasie i w tym samym pomieszczeniu inny historyk, Jonas Totoraitis, pisał swoją „Sūduvos–Suvalkijos istoriją”. (zrządzeniem losu ten esej powstał w tych samych murach). Prace obu historyków, opublikowane jeszcze w okresie przedwojennym, były prawdopodobnie ostatnimi, które wykorzystano w bibliotece. Po publikacji „Kęstutisa” Kučinskas przeniósł się do Szawli. Potem był Stutthof, emigracja i pół wieku wegetacji bez rodziny i bez ojczyzny. Jeszcze inne nieszczęście spotkało J. Totoraitisa, który po odejściu J. Kriščiukaitisa został patronem biblioteki, ale o nim później. Kiedy wybuchła II wojna światowa, biblioteka przeżywała swoje najlepsze dni. „Proszę zadbać o założenie biblioteki, aby mogła służyć nie tylko marianom, ale także innym ludziom nauki. Zasmuca mnie widok bardzo dużych bibliotek zakonników, a widziałem kilka z nich, które pozostają bez katalogu, bez porządku, a ludzie nie mają dostępu do książek. To talent, który został zakopany pod ziemią” - napisał bp J. Matulewicz do Mariampola. Jego przykazanie zostało spełnione. Nigdy biblioteka mariańska nie miała tylu starannie ułożonych i opisanych książek, nigdy nie miała tylu czytelników - zakonników i świeckich - co w 1939 roku. Niestety, nadszedł bezlitosny rok czterdziesty, niszcząc nie tylko wszystko, co stworzyliśmy przez 20 lat samodzielnego życia, ale także ślady naszej działalności. Czy nie dlatego wiedza o tamtych latach jest tak fragmentaryczna? Nawet ocalali naoczni świadkowie niewiele tu pomogą. Najbardziej konkretną osobą, która mówiła o latach 40. była Regina Laukaitytė, była mieszkanka Mariampola, która urodziła się w tamtych czasach. W czerwcu 1940 r., po zmianie rządu, zakon i wraz z nim biblioteka zostali sekwestrowani. Izabelė Kavaliauskaitė (ur. 1903) pracowała wówczas w zakonnym gospodarstwie, karmiąc zwierzęta. „To była niedziela - wspomina. - Wstaliśmy wcześnie, poszliśmy do kościoła - ani słowa. Rosjanie dopiero zakładali swoje bazy, jeszcze nie przyszli. Klasztor był już zamknięty, ale oni [zakonnicy - J.S.] jeszcze tam mieszkali. Wyszliśmy z kościoła. Panie, milicja stoi pod drzwiami! To jest nasza milicja. To znaczy, proszę stąd szybko wyjść. Nie wolno nic ze sobą zabierać, tylko ubranie. Hałas, zamieszanie. Pijus Andziulis, zwierzchnik zakonu, był w szoku. Wziął kartkę papieru i podbiegł do zakonników, powtarzając to samo: - Gdzie teraz będziesz? Gdzie teraz będziesz? - Tam, gdzie ty - odpowiedział jeden z nich. Dopiero wtedy przełożony się wycofał. Nie było gdzie się podziać. Kiedy usłyszeli, że zakon jest eksmitowany, z miasta przyjechały wozy rolników. Strażnicy stacjonowali tylko przy drzwiach wejściowych, więc mieszczanie załadowali podwórze świniami, zbożem i parkietem wykonanym w warsztacie zakonników. Odważniejsi, idący od strony rzeki Szeszupy, zaglądali przez okna i przeglądali wnętrze zakonu”. Nie wszyscy byli pazerni na pościel i deski podłogowe. Kilku zakonników, wzywając do pomocy I. Kavaliauskaitė, zabrało książki z biblioteki, zaniosło je na rękach do kościoła i ukryło na plebanii, na organach. Dwóch lub trzech mieszczan zaniosło te same książki do swoich domów. Kiedy Antanas Ylius, proboszcz wiejskiego kościoła, który był jeszcze w budowie, dowiedział się o zamknięciu zakonu, przyjechał z pobliskiej wsi Skordupiany na koniu i pospieszył przełożyć książki na wóz. Pomagał mu jego nieżyjący już brat [zakonnik - J.S.] Nikodemas Žemaitis. Ks. Antanas Ylius (ur. w 1909 r.) zajmował się nie tylko książkami. W 1940 r. wraz z ks. Viktorasem Šauklysem (ur. 1908), który został wysłany do wsi Skordupiany, aby dokończyć rozpoczętą przez innych budowę kościoła, budował go już w czasie okupacji niemieckiej, a w okresie powojennym, widząc przepaść, w którą nowy rząd spychał naród, podjął inicjatywę zorganizowania spontanicznego jeszcze ruchu partyzanckiego. Latem 1945 r. na nowej plebanii w Skordupianach powstał Okręg „Tauras” partyzanckiego ruchu oporu. Inicjatywa ta kosztowała A. Yliusa 10 lat obozu i 5 lat wygnania. Wieczorem policja zamknęła wszystkie budynki zakonu, a dziedziniec biblioteki opustoszał. Wkrótce klasztor zajęli ludzie świeccy, którzy traktowali książki zgodnie ze swoim wykształceniem i zrozumieniem: deptali je, palili i robili z nich „samokrutkas”. Jak pisze V. Šauklys, kazano im opuścić klasztor w ciągu 42 godzin. „Bolszewicy zajęli zarówno mariańską drukarnię, jak i introligatornię. (…) W pomieszczeniach drukarni znaleźli wiele książek - oprawionych i nieoprawionych, półproduktów. Druki wywozili nocą z miasta na pola i tam palili, a inne wywozili na makulaturę do papierni” (list z 11 października 1990 r.). W Paupys dym pochłonął również wieloletni trud ks. J. Kriščiukaitisa - katalog kartkowy biblioteki mariańskiej. Uczniowie pobliskiego gimnazjum Rygiškių Jonasa, którzy widzieli, jak żołnierze wywożą ciężarówkami książki na wzgórze i palą je, pozbierali kilka grubszych i przynieśli je z powrotem do gimnazjum. Nauczyciele odebrali im książki i zniszczyli je. Jak powiedział ks. Kostas Velioniškis, tamtego lata książki zostały nie tylko spalone, ale także wrzucone do rzeki Szeszupy. Wśród zniszczonych książek były „Šviesa ir gyvenimas” P. Kirvelaitisa, część IV, „10 Dievo įsakymų” T. Totha, część I oraz część II „Mūsų pasakų” przygotowanych w Kiejdanach. Zachowały się okładki tych książek. Nieco później podobny los spotkał książki zabrane przez A. Yliusa do wsi Skordupiany. Tego niefortunnego czerwcowego popołudnia Ylius przewiózł z Mariampola co najmniej 2 wozy książek. (W liście z 11.10.1990 r. pisze, że uratował książki późną jesienią 1941 r. - „aby nie spłonęły podczas wojny”. Inni świadkowie twierdzą jednak, że w 1940 r. był na dziedzińcu biblioteki). W drodze do wsi Skordupiany, w miejscowości Turgalaukis, niedaleko gospodarstwa Bliūdžiusa, jeden z wozów z książkami utknął i z pomocą właściciela, A. Yliusa zabrał książki do stodoły. Jokūbas Bliūdžius, członek znanej rodziny nielegalnych kolporterów książek i pedagogów, zgodził się przechować książki i bronił je aż do śmierci. Po śmierci właściciela dom opustoszał, podupadł i został zburzony około 1965 roku. O księgach zakonników nie było już wówczas mowy. Drugi wóz książek dotarł do wsi Skordupiany, a książki zostały ułożone na plebanii na szafie, „książka na książce”. Vytautas Lukšys z Trok: „Przywieźli dużo takich polskich książek. W roku czterdziestym…” W 1944 r., kiedy przyjechał na wieś do konfraterni, aby podreperować swoje słabnące zdrowie, ks. Pranas Adomaitis (ur. w 1911 r.). Wizyta nie należała do przyjemnych. Niemcy byli w natarciu, a pod Skordupianami wybuchła gwałtowna bitwa. Mieszkańcy plebanii zeszli do piwnicy. P. Adomaitis odmówił ukrycia się: „Źle się czuję, tam jest duszno…”. Dwa pociski trafiły w dziedziniec, ale nie naruszyły plebanii ani siedzącego w ławce mężczyzny. Rok później drogi P. Adomaitisa i książek z plebanii skrzyżowały się ponownie. Tym razem miał szczęście przybyć do wsi Skordupiany tuż po aresztowaniu A. Yliusa. Na plebanii zorganizowano zasadzkę. Aresztując wszystkich wchodzących, funkcjonariusze nie wypuszczali nikogo. Dopiero po 20 dniach P. Adomaitis ostatecznie pożegnał się z plebanią i zgromadzonymi tam książkami. A także z wolnością. Po poskromieniu niepokornych księży plebanię zamieniono na szkołę. Książki zniknęły. Ale to było już po wojnie. Cofnijmy się do roku czterdziestego, kiedy biblioteka dopiero zaczynała być niszczona. Mimo wszystkich spaleń i utopień, główna masa książek ocalała. Ks. P. Adomaitis: „Myślę, że nic z głównej biblioteki nie zostało spalone”. Według słów Mykolasa Sazanskasa (ur. w 1916 r.), mieszkańca Mariampola, byłego pracownika mariańskiej drukarni, władze „były pod presją, aby powstrzymać niszczenie biblioteki”. Uwierzmy, że tak właśnie było: naciski nie wiadomo kogo, a władze miasta przestraszyły się ich. Choć bardziej prawdopodobne jest, że o przyszłości biblioteki decydowano w określonych sferach. W książce „Respublikinė biblioteka 1919–1969 m.” (V., 1969) S. Elsbergas pisze z werwą: „W czerwcu 1940 r., wraz z upadkiem starego reżimu i początkiem nowego życia, kierownictwo Centralnej Biblioteki Państwowej po raz pierwszy podjęło inicjatywę gromadzenia bibliotek nieistniejących organizacji, klasztorów, majątków oraz osób prywatnych które opuściły Litwę (repatriowały się i uciekły). Kierownictwo Biblioteki przedstawiło Radzie Komisarzy Ludowych Litewskiej SRR propozycję spójnego i planowego rozwiązania kwestii losu bibliotek znacjonalizowanych, skonfiskowanych i wywłaszczonych w inny sposób. Przewidziano zgromadzenie wywłaszczonych zbiorów w jednej dużej bibliotece, bez ich grupowania i podziału. Taką biblioteką, zgodnie z jej przeznaczeniem i nazwą, powinna być Centralna Biblioteka Państwowa. W związku z tą ważną kwestią Komisariat Oświaty opracował projekt dekretu, którego trzeci punkt przewidywał następujące rozwiązanie powyższej kwestii: „Wszystkie znacjonalizowane biblioteki, pojedyncze książki i rękopisy literackie, wraz ze wszystkimi ich inwentarzami, powinny zostać przekazane Centralnej Bibliotece Państwowej Litewskiej SRR, z prawem do dystrybucji powielonych materiałów do innych bibliotek”. 11 listopada 1940 r., zgodnie z pomysłem Komisariatu, Centralna Biblioteka Państwowa wysłała swojego pracownika J. Stauskisa do Mariampola w celu przejęcia biblioteki znajdującej się w rękach straży granicznej. Ruch nie powiódł się. Stauskis został przyjęty przez kierownika politycznego jednostki i oświadczył, że w tej chwili nie przekaże biblioteki, ponieważ po jej przejrzeniu znalazł dużą liczbę książek o treści religijnej, które mogą podważyć realizację idei komunistycznej na Litwie Radzieckiej. Politruk obiecał zaprosić bibliotekarza Biblioteki Lenina w Moskwie do dokonania pewnej selekcji. Wybrane książki zostaną przekazane Urzędowi Ochrony Zabytków Kultury (KPAĮ), a książki antykomunistyczne i religijne zostaną zniszczone. Po powrocie do Kowna (Centralna Biblioteka Państwowa mieściła się w Kownie do 1963 r.) J. Stauskis nie tracił czasu na poinformowanie swojego szefa, szefa biblioteki Juozasa Rimantasa, o niepowodzeniu. Odwołał się jeszcze wyżej, do KPAĮ. „Kiedy siedziba kongregacji marianów w Mariampolu została zajęta przez Armię Czerwoną” - pisze – „jej biblioteka została tymczasowo opuszczona (katalog biblioteki został zdemontowany, wyrzucony na klepisko, a biurka zostały zabrane na potrzeby wojska). (…) W obecności przedstawiciela kongregacji marianów, ks. Mažonasa, oraz dyrektorki Mariampolskiej Biblioteki Publicznej, Dailidienė, [biblioteka – J. S.] została przekazana pod opiekę państwa i opatrzona pieczęcią notarialną w Mariampolu. Na mocy porozumienia z Armią Czerwoną , biblioteka marianów miała zostać usunięta z pomieszczeń zajmowanych przez wojsko do 15 listopada. Dokonano organizacji, ale oddział Armia Czerwona nie dopuściła do wykonania prac powierzonych KPAĮ i sama zaczęła zarządzać bibliotekę, która przeszła pod opiekę państwa.” [fn: LNB, F. 47, B. 1422]. Być może list ten przyspieszył wydarzenia i wkrótce, jak pisze ten sam S. Elsbergas, nie podając daty, Centralna Biblioteka Państwowa „otrzymała dość duże upaństwowione biblioteki - Bibliotekę Marianów w Mariampolu - około 40 000 tomów, polską „Biblioteka Pochodnia” - około 18 000 tomów i inne. Książki trafiły do Centralnej Biblioteki Państwowej (jej pełna nazwa brzmiała wówczas: Państwowa Centralna Biblioteka LSRR; od 1951 roku – Biblioteka Republiki Państwowej LSRR; od 1989 roku - Litewska Biblioteka Nadrowa im. Martynasa Mažvydasa (LNB), potwierdza to Valerija Vilnonytė, wieloletnia pracownica tej instytucji, która wspomina, jak w latach 70-tych XX wieku w marianin ks. Aleksa (nie Alekna!) i kierownik biblioteki J. Rimvydas podpisali jakieś dokumenty. Na pytanie, ile książek mogło zostać zabranych, odpowiedziała, że nie wie, ale nie ma wątpliwości, że w 1940 r. zabrano tam tysiące książek. Po przeniesieniu biblioteki do Kowna znajdowała się ona w kilku miejscach: część na ulicy Miško 1, część w muzeum marianów, część w pomieszczeniu Ludowego Komisariatu Finansów oraz w pomieszczeniach dawnego Instytutu Lituanistycznego przy ulicy Trakų 12. Viktoras Šauklys: „Bolszewicy zabrali książki do Kowna i ułożyli je w kościele adoracji przy moście Vilijampolės”. Jednak nie cała biblioteka została przewieziona do Kowna. Wszystkie książki ukryte i rozdane przez zakonników w pierwszych dniach okupacji pozostały w Mariampolu i jego okolicach. Większość z nich ukryto w kościele. Książki uratowane przez prof. J. Totoraitisa również pozostały w mieście. W chwili wybuchu wojny polsko-niemieckiej, jak wówczas mówiono, na końcu ceglanego „rękawa” łączącego klasztor z dziedzińcem, ułożył cenniejsze książki biblioteki i zamurował je (według zeznań Viktorasa Šauklysa zostały one później przeniesione do kościoła). Najcenniejsze książki profesor rozdał zaufanym osobom - gdy minie niebezpieczeństwo, zwróci je Pan! - i spakowawszy znalezione rękopisy do walizki, udał się do Gryszkabudy do sióstr i tam umarł. Przeczuwając zbliżającą się wojnę, siedemdziesięciolatek udał się do rodzinnego Bliuviškės, aby ostrzec mieszkających tam krewnych. Ostrzegł ich, ale jego serce, zmęczone latami i doświadczeniami, powiedziało: dość. To nie był koniec kłopotów J. Totoraitisa. Kiedy klasztor dowiedział się o jego śmierci, przełożeni wysłali zakonnika Jonasa Karčiauskasa i ogrodnika Viktorasa Mackevičiusa do Gryszkabudy. Po zebraniu odpowiedniej skrzyni pojechali do Gryszkabudy, przenocowali u sióstr historyka, Antaniny i Agoty, a rano, z pomocą żałobników, wyciągnęli trumnę z dołu i przywieźli ją do Mariampola, gdzie profesor został pochowany po raz drugi. Tym razem, mamy nadzieję, na zawsze, ponieważ, według jednego z jego krewnych, kochał swoją ojczyznę, ale jeszcze bardziej kochał Mariampol. Wojna już trwała. Oddział Armii Czerwonej opuścił Mariampol w popłochu. I. Kavaliauskaitė: „Kiedy przyszli Niemcy, byłam ciekawska i poszłam zobaczyć. Żołnierze rosyjscy zostawili wszystko bardzo nagle, czyjejś buty, czyjeś drewniaki zostały. Nawet karabiny zostały pozostawione przez innych”. W zamieszaniu zakonnicy sami przewieźli część biblioteki na wozach do Kowna i ułożyli ją w kowieńskim domu marianów przy ulicy Laisvės 61. W ten sposób w pierwszych dniach wojny większość mariańskiej biblioteki znalazła się w Kownie. Nowi okupanci zezwolili na powrót biblioteki do Mariampola. Oficjalnie. Nieoficjalnie powrót był utrudniany na różne sposoby: pomieszczenia zostały opróżnione, a następnie ponownie zajęte. Niemniej biblioteka była zdeterminowana do powrotu. Książki zostały przetransportowane z Kowna w dwóch ciężarówkach. Jedna z nich jechała do tej samej wsi Skordupiany. „Po drodze ciężarówka utknęła, a książki zostały rozładowane i wyniesione” - mówi Karčiauskas. Czy myli on tę podróż z marszem ks. A. Yliausa w 1940 roku? Wydaje się, że inna ciężarówka została rozładowana w Mariampolu. Czy te książki z zakrystii, wież i przybudówek kościelnych nie były kilkakrotnie ładowane po wojnie i przewożone do dużych miast przez władze miejskie? Niewiele z nich zostało ukrytych podczas zawieruchy lat czterdziestych. Ale: „W sierpniu 1944 r. przyjechałem do Mariampola jako wikariusz i przejrzałem cały kościół, piętra, zakrystię, poddasze, ale książek nie było. Zabrano je do wsi Skordupiany, bo tam był ksiądz marianin, swój, a klasztor był wtedy spalony. Poza tym uważano, że książki będą bezpieczniejsze w wiosce” - wspomina Pranas Šulskis (ur. 1918).” Może jednak Karčiauskas miał rację i dwie ciężarówki z książkami przetoczyły się do wsi Skordupiany? A może prawdą jest, że jeszcze przed wojną zakonnicy ukryli w kościele wiele książek, które w okresie powojennym zostały wskazane władzom przez byłego pracownika ministerstwa? Wreszcie, jaki jest los książek, które zostały ukryte w sali parafialnej, kiedy Niemcy uciekli z kościoła w lipcu 1944 roku? Świadkiem tego usunięcia książek była mieszkanka Mariampola, Gumauskienė, która mieszkała w pobliżu sali. Dopiero po ustaleniu tych faktów będzie można potwierdzić lub zaprzeczyć słowom ks. P. Šulskisa. Wikariat księdza P. Šulskisa był krótki. Mianowany kierownikiem gospodarstwa, w 1946 r. wyjechał ciężarówką do Kowna. W lesie niedaleko Kozłowej Rudy doszło do strzelaniny. Šulskis został ciężko ranny i do końca życia był przykuty do łóżka. 5 stycznia 1946 r. Komitet Wykonawczy w Mariampolu podjął uchwałę „O przekazaniu budynków zakonu w Mariampolu dowództwu garnizonu w Mariampolu”. Tym razem zakonnikom nakazano wyprowadzić się w ciągu 48 godzin. Zakonnicy wysłali pilne telegramy do Stalina i Kalinina, prosząc o odwołanie rozkazu, ponieważ klasztor był pełen starych i chorych ludzi. Dowiedziawszy się o tych telegramach, zastępca przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych LSRR również nakazał przewodniczącemu Mariampolskiego Komitetu Wykonawczego wstrzymanie wykonania uchwały z piątego stycznia. Status quo utrzymano się do końca roku. 1 stycznia 1947 r. wszystkim mieszkańcom klasztoru (w tym czasie mieściła się tu również kuria diecezji Wyłkowyszki) odebrano kartki żywnościowe. 24 marca 1947 r. komitet wykonawczy okręgu mariampolskiego przyjął uchwałę nr 93 „O przeniesieniu zakonu mariampolskiego”. Na mocy uchwały budynek klasztoru marianów został przekazany na „siedzibę jednostki przygranicznej”; Zakon otrzymał dom byłego klasztoru żeńskiego przy ul. Ligoninės 9 oraz pomieszczenia Wydziału Oświaty przy ul. Bažnyčios. Zakonnicy i kuria diecezjalna zwrócili się do przewodniczącego Rady Ministrów LSRR o anulowanie decyzji, ponieważ nowo przydzielone pomieszczenia nie były odpowiednie dla klasztoru (brak kaplicy, kuchni itp.), ale nic z tego nie wyszło. W 1948 r. zakon został rozwiązany. (To wydarzenie można datować bardziej precyzyjnie. Zarówno I. Kavaliauskaitė, jak i M. Sazanskas odnoszą się do drugiego dnia Pięćdziesiątnicy. Wynika, że 17 maja). Zakonnikom zaproponowano mały, 8-izbowy lokal, którego odmówili. Podczas gdy starszy ks. Mažeika udał się do Moskwy w poszukiwaniu sprawiedliwości, wszyscy zakonnicy zostali wyrejestrowani i zabroniono im mieszkać w powiecie mariampolskim. Tylko na prośbę zarządcy diecezji Vizgirdy 4 zakonnikom pozwolono pozostać w Mariampolu; pozostali musieli opuścić miasto w ciągu 24 godzin. Znany mieszkańcom Mariampola B. Pušinis w liście do prezesa Rady Ministrów M. Gedvilasa wyraził zadowolenie, że mieszkańcy długo o tym nie mówili, ponieważ spodobała im się decyzja rządu o przeniesieniu gimnazjum dla dziewcząt na teren klasztoru. Kiedy zamknięto klasztor, zamknięto również bibliotekę, która została otworzona podczas okupacji niemieckiej. Teraz pustoszył ją kto chciał. Jak już napisano, większość mariańskiej biblioteki trafiła do Centralnej Biblioteki Państwowej w Kownie. Wydaje się, że w czasie wojny nie udało się jej w całości zwrócić. W swoim eseju S. Elsbergas eufemistycznie pomija los tych książek, podczas gdy J. Čaplikas mówi nam, że 24 sierpnia 1950 r. Instytut Historii Partii przekazał Petrasowi Vavilovasowi, kierownikowi specjalnego funduszu Izby Książki Litewskiej SRR, około 25 000 książek i czasopism, które zostały wycofane z użytku publicznego. Przekazana literatura pochodziła z Mariampola, z biblioteki byłego zakonu marianów i częściowo z biblioteki Seminarium Duchownego w Telszach”. [fn: Bibliotekų darbas, Nr 12, s. 21.] Tak więc jeszcze przed sierpniem 1950 r. część biblioteki marianów została przeniesiona z Centralnej Biblioteki Państwowej do biblioteki Instytutu Historii Komunistycznej Partii Litwy, która stała się „jak ogromny dział specjalny, jak magazyn Glavlit”. [fn: Tamże, s. 21] Przy wysoce prawdopodobnym założeniu, że nie wszystkie książki z biblioteki marianów zostały przekazane do Pałacu Książki, mogę się domyślać, gdzie utknęły. Książki, które pozostały w Centralnej Bibliotece Państwowej, zostały hojnie rozdane innym bibliotekom i organizacjom. W tamtych czasach nie wolno było mieć osobnego księgozbioru zakonu, nie wypadało też trzymać tak dużej ilości literatury kościelnej we własnych skarbcach. To właśnie wtedy niektóre książki księży marianów trafiły do biblioteki uniwersyteckiej, a przez nią do bibliotek Instytutu Politechnicznego w Kownie, a później do bibliotek Instytutu Budownictwa Inżynieryjnego w Wilnie (VISI). Nawet w naszych czasach VISI odpisywała książki opatrzone pieczęcią biblioteki mariańskiej. Wiele książek zostało skradzionych podczas dystrybucji. W tamtych czasach mogły to być nowości. Pozostałości biblioteki, ukryte w Mariampolu i okolicy, ponownie trafiły do dużych miast. I. Kavaliauskaitė: „Po wojnie do Rugienisa [J. Rugienis w latach 1951-1973 pracował jako komisarz Rady do Spraw Religijnych przy Radzie Ministrów ZSRR w Litewskiej SRR - J. S.] przyjechał samochód z książkami. Widział, że jest dużo do zrobienia, więc poprosił o pomoc. I mnie. W tych wieżach upchnięto mnóstwo książek. Wzięliśmy te książki z tego piętra i zanieśliśmy do samochodu. Pełnymi rękami. To jeszcze przygarnąłem jedną inną książkę… Nie przyszli żołnierze, tylko zwykli Rosjanie. A potem przyszli znowu, tak mi się wydaje, i zabrali wszystko, co tam było”. W dziewiątej dekadzie życia ta kobieta miała szczęście: dostała ogrzewane jednopokojowe mieszkanie. Nie miała już siły przenosić swoich rzeczy, obcy ludzie wsadzili je do samochodu. - Musieli wsadzić te książki do innego samochodu” - wyjaśniła poproszona o pokazanie książek marianów. (Ciekawą uwagą rozmówczyni jest to, że rząd zabrał nie tylko książki z wieży kościoła, ale także archiwum, które zostało wymienione z Leningradem na „viliukus”. Co to jest - mgliste wspomnienie staruszki czy fakt?). W latach 1959-1965 Romas Pačėsa pracował jako zastępca przewodniczącego miejskiego komitetu wykonawczego ds. kultury w mieście Kapsukas. Około 1960 r. został wezwany przez przewodniczącego. W biurze było dwóch innych nieznajomych. Przewodniczący wyjaśnił, że ludzie ci wykonywali dekret rządowy w sprawie archiwów i nakazał, by R. Pačėsa formalnie przekazał im dokumenty znajdujące się w kościele. Po wejściu do zadaszonego „gaziukasa”, trio pojechało do kościoła, którego wieże i przybudówki były wypełnione książkami, dokumentami, rękopisami… Z pomocą kilku robotników zaczęli ładować dokumenty do ciężarówki. R. Pačėsa włożył do ciężarówki jeszcze jedną książkę. Do dziś pamięta rękopis książki o sztuce ludowej Ireny Rutkauskaitė, przyszłej artystki ludowej, jakieś nuty, książkę po łacinie „Libra status animarum”… Skąd wzięli się ci „przyjaciele, którzy wykonują decyzję rządu”, R. Pačėsa mówi, że nie pytał. I tym razem nie cała biblioteka została zmieciona. Około 1970 r. mieszkańcy Wilna S. Markonis i E. Vaitkus przewieźli z plebanii w Skordupianach do Wileńskiego Muzeum Ateizmu około pół ciężarówki książek opatrzonych pieczęcią biblioteki marianów. Na pytanie, które książki zabrać, a które zostawić, E. Vaitkus odpowiedział: - Zabrać wszystkie! I tak też zrobił. Po tej podróży ze słynnej biblioteki w Mariampolu pozostały tylko okruchy: kilka półek w prokatedrze na Kaplicy Ostrobramskiej, kilka książek w bibliotece Centrum Kultury Chrześcijańskiej i jedna książka w bibliotekach osobistych. W Kownie część z nich przechowuje Pranas Račiūnas, prowincjał powstającego zakonu marianów („Kauno tiesa”, 24.08.1991, nr 167 (13512), oraz prawdopodobnie biblioteka dawnego KPI, która w 1951 r. przejęła część zbiorów biblioteki uniwersyteckiej. Wydaje się, że większość książek Biblioteki Marianów w Mariampolu utknęła we wspomnianych w eseju wileńskich bibliotekach i instytucjach. Podobnie jak ci 80-latkowie, czekają na swoją godzinę, aby być wolnymi - znowu wolnymi! - W wolnej Litwie będą mogli zapomnieć o trudach przeszłości i ponownie „przemówić do narodu litewskiego”. HABENT SUA FATA LIBELLI, mawiano, książki mają swoje przeznaczenie. Jakże przejmująco przypominają one czasem losy ludzi. Literatura 1. Amžinybei ir tėvų žemei. Marijonų darbai. 1957. Chicago. 2. Yla, S. 1977. Jurgis Matulaitis. Asmenybės apybraiža. Putnam. 3. Kučas, A. 1979. Arkivyskupas Jurgis Matulaitis-Matulevičius. Chicago. 4. „Suvalkų kraštas”, 1938, Nr. 39 (42), p. 2. 5. Totoraitis, J. 1924. Marijampolės kunigų marijonų vienuolynas. Marijampolė.