Moje wspomnienia o Kościuszce Oleksij Słabeckyj jest Wołyniakiem, pochodzi z okolic Kiwerec. Obecnie mieszka w Kijowie, pisze artykuły do «Monitora Wołyńskiego». Odezwał się na moją publikację o tym, jak Tadeusz Kościuszko został uwięziony przez Rosjan, napisaną na podstawie wydrukowanego w 1874 roku w czasopiśmie «Istoricieskij Wiestnik», wspomnienia («Monitor Wołyński», nr 21 z dnia 10.11.2011). Pan Oleksij pisze, że oczywiście, Polacy znają o swoim bohaterze narodowym wszystkie szczegóły, ale chciałby opowiedzieć, jak jeszcze w dzieciństwie dowiedział się o tym słynnym człowieku i jak później poszerzała się jego wiedza. Tak więc proponuję uwadze czytelników «Monitora Wołyńskiego» fragment listu Oleksija Słabeckiego. Walerian Tynczuk W latach 50-tych ubiegłego wieku ja, urodzony na kiwerszczyźnie (wówczas – rejon Ołyka) pracowałem jako nauczyciel we wsi Łachwicze rejonu Lubieszów na Polesiu. Pewnego razu w centrum rejonowym podszedłem do budynku szkoły lokalizowanej w dawnym gmachu. Nad drzwiami wejściowymi zauważyłem tablicę pamiątkową z wyrytym napisem: «Tu kształcił swą wzniosłą duszę i umysł Tadeusz Kościuszko». Niżej były wskazane lata nauki, które niestety zapomniałem. Przez kilka minut zaczarowany wpatrywałem się w tablicę i czytałem wyryte słowa . O Kościuszce po raz pierwszy usłyszałem jeszcze w wieku przedszkolnym, w latach trzydziestych. Wtedy moi starsi bracia chodzili do klas średnich szkoły «powszechnej». Uczyli się też historii Polski. Lubiłem długo oglądać ilustracje w podręczniku, gdzie był również portret Kościuszki. Mnie jako dziecku podobało się jego otwarte czoło, oczy o dobrym i jasnym spojrzeniu. Kiedy któryś z braci na głos czytał o powstaniu Kościuszki przeciw Imperium Rosyjskiemu, słuchałem jak zaczarowany, z zapartym oddechem, a w mojej wyobraźni, jeden po drugim, powstawały obrazy Bitwy pod Racławicami. A ileż to razy oglądałem ilustrację jednego z odcinków, gdzie Bartosz Głowacki swoją czapką zamknął otwór armaty, w którym zapalano proszek do strzału, właśnie w tym momencie, gdy rosyjski żołnierz miał to zrobić. Otóż do strzału nie doszło, co uratowało życie wielu rebeliantów. Teraz do dziecięcych wspomnień mógłbym dodać też słowa naszego poety Iwana Kotlarewskiego: «Gdzie miłość ku Ojczyźnie jest bohaterską, tam moc wroga nie zwycięża, tam pierś jest mocniejsza od armat». Po latach trafiła mi do rąk książka Leona Ostrowera o Tadeuszu Kościuszce. Można powiedzieć, że «połknąłem» ją. Dowiedziałem się z niej dużo nowych rzeczy, na przykład o tym, że w czasie powstania Kościuszko miał tytuł generała, dowodził dywizją wojska regularnego, chociaż niektórych ze sceptycznych żołnierzy swojej dywizji nazywał «marchewkami» – z tego powodu, że byli ubrani na czerwono. Jego dywizja była podstawą sił powstańczych, tutaj przeważali kosynierzy – chłopi, którzy na zawołanie Kościuszki udali się na pomoc z kosami i widłami w ręku. I oto cud: «marchewki» i kosynierzy pod dowództwem Kościuszki zwyciężyli pod Racławicami przeważające siły wojska rosyjskiego. Jak to się stało? Dlatego, że w kręgu powstańców panował duch walki o wyzwolenie! I moc ta była nie do pokonania. Tadeusz Kościuszko rozumiał, że zwycięstwo pod Racławicami jest dopiero początkiem walki wyzwoleńczej Polaków, że należy przygotować się do walk decydujących. Szukał wsparcia u szlachty polskiej, jednak pomocy takiej nie uzyskał… O wiele wcześniej, przed wspomnianym powstaniem, Kościuszko odwiedził Amerykę, gdzie kolonie Anglii walczyły o niepodległość. Tam z Europy ciągnęło dużo wolontariuszy z pomocą ruchowi wyzwoleńczemu. Ochotnikiem był i Tadeusz. Kiedy go zapytano, jakiej zapłaty on chce za uczestnictwo w walce, odpowiedział, że żadnych przywilejów i zachęty materialnej nie chce, ponieważ przybył dobrowolnie walczyć o wolność. Członkowie komisji uważali Kościuszkę za dziwaka. Bo czy to możliwe, żeby człowiek nic nie chciał dla siebie? Jeden z pruskich oficerów postawił warunek: uzyskać tytuł generała, a każdy pod jego dowództwem, żeby uzyskał oficerski tytuł. A ten Polak nic nie chciał! Tadeusz Kościuszko był człowiekiem o krystalicznej duszy. Jego nie pociągały bogactwa, a na pierwszym miejscu stawiał ideę wolności narodu. Oleksij SŁABECKYJ, m. Kijów