Rekonstrukcja wojskowa to nie zabawka dla dzieci W naszym szaleńczym świecie bogatym w kryzysy, stresy i katastrofy każdy na swój sposób ucieka od negatywu. Ktoś „zabija” wolny czas tradycyjną pasją, ktoś elitarną czy egzotyczną, ktoś całkiem dziką. Niedawno udało się nam porozmawiać z koordynatorką Łuckiego Klubu Amatorów Historii Wojskowej Natalią Łysenko, która ma oryginalną pasję. Niezwykła energiczna kobieta zmieniła moją wizję historycznej rekonstrukcji wojskowej, którą przed tym postrzegałam prawie jako zabawkę dla dzieci. – Na Ukrainie obecnie jest popularyzowana historyczna rekonstrukcja wojskowa różnych okresów. Na świecie najbardziej rozpowszechnionym i masowym ruchem jest rekonstrukcja epoki napoleońskiej. Dlaczego też wybraliście ten okres? – To jedyna rekonstrukcja, która ma wymiar światowy. Napoleon niewątpliwie był niezwykle charyzmatycznym człowiekiem. Często epatował na Europę swoim zachowaniem. Kiedy w Rosji jeszcze istniała pańszczyzna, we francuskim parlamencie zasiadali przedstawiciele narodu. Epoka napoleońska stała się bodźcem dla późniejszego rozwoju całej Europy. Siedem lat temu spotkałam w Kijowie niezwykłego człowieka, który wówczas już od dwudziestu pięciu lat rekonstruował wydarzenia epoki napoleońskiej – prezydenta naszego klubu Ołeksija Prychodka. Właśnie dzięki niemu mnie i moim kolegom spodobała się idea rekonstrukcji. Dziś dokonujemy prawdziwej ilustracji historii, przy czym rekonstruujemy wydarzenia, które odbywały się na historycznych ziemiach Zachodniej Ukrainy. – Dla wielu taka pasja wygląda na trochę niepoważną. Być może ze względu na to, że ludzie uważają takie hobby za dziecięce przebierane zabawy? – A czym się różni takie hobby jak polowanie i rybołówstwo od naszego? Rekonstrukcja to możliwość wędrówki, odwiedzenia najlepszych europejskich muzeów, spotkań z nowymi ciekawymi ludźmi i zobaczenia tego, o czym czytałeś w książce. Otrzymanego ładunku emocjonalnego wystarcza do następnej kampanii. Czy nie to jest potrzebne człowiekowi w nasz nasycony negatywem czas? Im starszy staje się człowiek, tym częściej odczuwa nostalgię za dzieciństwem. Oprócz tego, że rekonstrukcja to bodziec dla poznania realnej historii, to także silny bodziec dla nauki języków obcych. Przypominam sobie własne doświadczenie, kiedy trafiłam na pierwszą kampanię i miałam straszne kompleksy z tego powodu, że nie mogę rozmawiać. Następnym razem już nauczyłam się 20 wyrażeń, potem więcej. Wszystkie rozkazy podczas rekonstrukcji wygłaszane są wyjątkowo po francusku. Nasi żołnierze znają ten język. Co dotyczy przebierania, to istnieje pojęcie atrapy i prawdziwej rekonstrukcji, kiedy odtwarzamy nie tylko wydarzenia, ale też szczegółowo odtwarzamy kostiumy i amunicję wojskowych oraz ubranie markietanek – kobiet towarzyszących obozom. Pomaga to w sprawie odrodzenia starych rzemiosł, które wypiera cywilizacja. Stwarzamy swoje stroje i zbieramy amunicję stopniowo. Przecież, powiedzmy, forma żołnierza – mundur, karabin, szabla, giwer, tornister i inne rzeczy – kosztują prawie 3-4 tys. dolarów. Wszystko to zbiera się przez lata. – W tym roku wasz klub już uczestniczył w historycznej rekonstrukcji wojskowej w Hiszpanii, o czym słyszałam wiele dobrych słów. – W przeciągu tych lat było dużo jubileuszów z czasów epoki napoleońskiej, kwintesencją których stanie się Waterloo-2015. Na początku maja byliśmy na festiwalu rekonstrukcji historycznej w hiszpańskim miasteczku Albuera. Właśnie w bitwie pod Albuerą wziął udział II Legion Wisła, który przedstawiamy. Na festiwal przyjechały kluby z Warszawy, Krakowa, Nysy. Oprócz nas byli Niemcy, Anglicy i gospodarze – hiszpańskie kluby. – Dla Hiszpanii, jak wiadomo, ta wojna to ciężka wojna o niepodległość. Dla francuskich wojsk, w składzie których występowały polskie pododdziały, - „hiszpańska kampania”. Rzeźnia była okrutna. Właśnie polski legion spalił hiszpańskie miasto Saragossę. Dla hiszpańskiego narodu to było tragedią. Dlaczego w takim wypadku Hiszpanie tak tolerancyjnie obchodzą tę rocznicę i gościnnie przyjmują „wrogie” legiony? – Minęło 200 lat. Emocje odchodzą na drugi plan i istnieje możliwość realistycznej oceny wydarzeń i ich skutków. Co dał Napoleon Hiszpanii? De facto przyniósł zwolnienie od wielowiekowej inkwizycji, w tym sensie on przyniósł wolność. Teraz Hiszpanie rozumieją, że to ich historia. Nasz klub dwa lata temu był na rekonstrukcji bitwy pod Jeną. Przy tej okazji wspomnę słowa Goethego o tej bitwie: „Napoleon dmuchnął i Prusy zniknęły”. W takim razie jakie święto obchodzą Niemcy, jeżeli w ciągu 19 dni Napoleon zniszczył ich państwo? Oni rozumieją, że takie są dzieje Europy i po 200 latach tłumaczą taką szybką porażkę pańszczyźnianym ustrojem pruskiego państwa. Mówiąc o tym, co deklarujemy my, Ukraińcy, przebywając w II Legionie „Wisła”, zaznaczę: Zachodnia Ukraina zawsze była zintegrowana z Europą. Kiedy w Rosji istniała pańszczyzna, nasi przodkowie walczyli o wolność, równość i bractwo. – Z czego jeszcze słynie wasz klub? – To faktycznie rodzinny klub. Są tu ci, którzy mają powyżej siedemdziesiątki i którzy wytrzymują trudny rytm rekonstrukcji, oraz dzieci, które dorastały w naszym klubie. Przychodzą do nas z żonami, dziećmi, siostrami, braćmi. Nawet nie wymagamy, żeby w podróż wyruszali tylko żołnierze, przecież każda wspólna wędrówka wzmacnia rodzinę. Kościec klubu jest uformowany, lecz ciągle przychodzą do nas nowi ludzie. Oni muszą dobrze uświadamiać sobie fakt, że członkostwo w klubie niesie ze sobą pewne zobowiązania tak materialne, bo z czasem trzeba kupić ubranie i amunicję, jak i umiejętność bycia komunikatywnym w zespole. Rekonstrukcja to nie dziecięca zabawa. Dyscyplina, porozumienie, gotowość życia w trudnych warunkach bytowych, które są nieodłączną częścią każdej rekonstrukcji. Czasem zdarza się mieszkać w namiotach, przygotowywać jedzenie w kotłach, stać w pełnym umundurowaniu z ciężką bronią pod palącym słońcem. Mogę konstatować, że nasz klub to jeden z najlepszych europejskich klubów w sensie „czystości rekonstrukcji”, co oznacza, że jesteśmy „poprawnie” ubrani, dobrze znamy rozkazy i chętnie zapraszają nas na różne imprezy. Latem czeka nas jeszcze jedna ciekawa podróż do Nysy, gdzie corocznie polski klub historycznej rekonstrukcji wojskowej, na czele którego stoi Marek Szczerski, organizuje treningi dla wszystkich części II Legionu „Wisła”. Takie spotkania dają możliwość przygotowania się do wielkich rekonstrukcji, skoordynowanie wspólnych działań i dalszą współpracę. W przyszłym roku czeka nas potężna rekonstrukcja jubileuszowej bitwy pod Borodino. Jesteśmy mostkiem, który pomaga trafić polskim klubom na tę imprezę, ponieważ wspólnie koordynujemy ten festiwal pod kierownictwem Moskiewskiej Asocjacji Wojskowo-Historycznych Klubów. Jestem przekonana, że taka forma naszej współpracy sprzyja zapoznaniu się z prawdziwą historią Ukrainy i Polski, że właśnie taka międzynarodowa współpraca zwykłych obywateli jest przejawem dyplomacji społecznej. Pomaga ona rozwijać stosunki kulturalne między naszymi państwami, wzmacnia integrację europejską, pokój i przyjaźń między naszymi narodami, co potwierdza nasze wspólne hasło: „Drogami wojny – do pokoju!”. Olga GORIACIEWA