Został pochowany w ziemi francuskiej W rodzinie Barbary i Jakuba Chmilewskich, którzy mieszkają w Zwozach, jeszcze za rządów II RP urodziło się pięcioro dzieci – cztery dziewczynki i syn Ołeksij. Syn gdzieś już w Argentynie został wpisany do rejestru po hiszpańsku – Oleandro. Do Hiszpanii pojechał w poszukiwaniu lepszego losu mając już wtedy w pełni ukształtowaną tożsamość. A uformowała się ona, jak wspomina siostra Ludmiła, pod wpływem ideałów komunistycznych zaczerpniętych od kolegów z Chopnewa i Trostianca, skąd pochodziła matka i gdzie mieszkał dziadek Sydir Pyłypczuk. Właśnie on sprzedał część roli, żeby nazbierać trochę pieniędzy na drogę dla wnuka. Później, kiedy w latach 50-tych niektórzy emigranci zaczęli napływać na Ukrainę, do Chmilewskich dotarła wiadomość, że Ołeksij marzy o powrocie do kraju. Jednak przeszkodą dla urzeczywistnienia tego marzenia stała się druga wojna światowa, która ogarnęła całą Europę. „Argentyńczyk” Chmilewski, mający obywatelstwo polskie, porzucił zawód mechanika samochodowego z wysokimi zarobkami i dobrowolnie wpisał się na listę legionistów Wojska Polskiego, które zbierał poza granicami kraju generał Anders. Zarówno rodzina w domu, jak i znajomi w Argentynie na początku tylko domyślali się, a potem byli już pewni tego, że Ołeksij zginął w walce przeciw faszystom. Jednak gdzie to się stało, pod jakim niebem? Jeszcze w latach 60-tych poszukiwania prowadziły siostry, szczególnie zaangażowała się w to Ludmiła. Poszukiwania prowadzono przez Czerwony Krzyż i przez znajomych. Pomagał w tym rodak Piotr Sardaczuk, który w tym czasie pełnił funkcję Ambasadora Ukrainy na Słowacji i w Polsce, był też wiceministrem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy. Jednak sprawy nie doprowadzono do końca, a całościowego obrazu tragedii nie mamy do dziś. Jedynie wiemy, że w latach 90-tych siostry otrzymały od Rządu Polski nieduże wsparcie materialne. Ale najważniejsze było nie to, a wiadomość, że wreszcie znaleziono jakąś informację o Ołeksym Chmilewskim. Na liście poległych żołnierzy Pierwszej Dywizji Pancernej, prochy których znajdują się poza granicami Ukrainy i Polski, znaleziono również Aleksego Chmilewskiego – urodzonego we wsi Zwozy w gminie Kiwerce w powiecie łuckim. Jego szczątki doczesne spoczywają na ziemi francuskiej, gdzie zginął w sierpniu 1944 roku. Należy wymienić również innych pochodzących z Wołynia legionistów pancernych, których nazwiska zasługują na szczególną uwagę: Iwan Bilawskyj (ur. 1915, Balarka, Silno) – zginął w Danii, Władysław Jewpłow (ur. 1917, Łuck) – poległ we Francji, Zygmund Nejman (ur. 1907, Antonowka powiatu łuckiego) – poległ w Wielkiej Brytanii, Antoni Samoluk (ur. 1922, Chopnów rejonu Kiwerce). Ojciec Antoniego Samoluka podążył z rodziną za ocean w latach 30-tych. Ta lista jest drogowskazem zainteresowanych poszukiwaniem zaginionych w czasie zawieruchy wojennej krewnych oraz cenną pomocą dla tych, którzy odradzając pamięć o walczących przeciw faszyzmowi, pragną w ten sposób przekazać wiedzę o tragicznych wydarzeniach z lat wojny następnym pokoleniom, za jakie ich urodzeni wcześniej rówieśnicy złożyli ofiarę z życia. Ci ludzie nie byli zwykłymi najemcami - elementem deklasowanym, jak o nich robiono wzmiankę w słownikach radzieckich. Nie jest tajemnicą, że wówczas w Europie legioniści już posiadali ubezpieczenia. Koszty ubezpieczeniowe lub spadek, które były przekazywane zza granicy krewnym i bliskim osób zmarłych, częstokroć były przywłaszczane przez państwo radzieckie. Odbywało się to w bardzo zakamuflowany sposób. Skoro taki los spotkał koszty legionistów i przyczyniło się to do ich oszczerczego zniesławienia, to chociażby teraz należało wymienić ich nazwiska i utrwalić je w pamięci narodowej w ich rodzinnych miejscowościach. Walerian Tynczuk, m. Kiwerce Na zdjęciu: pierwszy z prawa w pierwszym szeregu Ołeksij Chmilewski. Zdjęcie zrobiono w Łucku przed wyjazdem Ołeksija za ocean. Być może i inne osoby na zdjęciu są emigrantami z Wołynia.