Dokumentalnych filmów nigdy za dużo Na początku grudnia na Wołyniu, po raz czwarty, odbył się Wędrowny Festiwal Kina Dokumentalnego dotyczący praw człowieka. Na Ukrainie odbywa się on już po raz dziewiąty. O festiwalu, filmach dokumentalnych i nie tylko „Monitor Wołyński” rozmawiał z Bogdaną Stelmach – koordynatorem Wołyńskiego Klubu Prasy, która jednocześnie jest koordynatorem Wędrownego Festiwalu Kina Dokumentalnego dotyczącego praw człowieka Docudays.ua na Wołyniu. - Bogdano, skąd wziął się pomysł na festiwal? – To nie jest mój pomysł. Znalazłam w Internecie informację, że można przyłączyć się do organizacji festiwalu w regionie. Od razu zgłosiłam się z propozycją bycia koordynatorem, ponieważ uważałam, że widzowi należy pokazywać nie tylko filmy rozrywkowe. Oprócz tego interesuję się tematyką prawną. – Czy mamy obecnie czas na kino dokumentalne? Przecież możemy dzisiaj wszystko znaleźć w Internecie. – Filmy, które wyświetlane są na festiwalu, można obejrzeć wyłącznie na pokazach. Rygorystycznie przestrzegamy praw autorskich i nie zamieszczamy prac w Internecie. Czy mamy czas na takie filmy? Pewnie nie mamy. – Czy na festiwalu przedstawiane są tylko filmy ukraińskie? – Nie, są to prace reżyserów i dziennikarzy z różnych krajów. Filmów ukraińskich na festiwalu jest bardzo mało. – Czyli, minęło 20 lat niepodległości i poszukiwań swojego miejsca w europejskim domu, a my nadal poruszamy temat praw człowieka? – Po pierwsze, temat praw człowieka porusza państwo. Po drugie, my prawie nie mamy dokumentalistów jako takich. Musimy dużo uczyć się, żeby stworzyć film odpowiedniej jakości. Do niedawna, jedynym zleceniodawcą filmów dokumentalnych było państwo i informacja była wytwarzana w pewnym ujęciu. Na razie, nawet jeśli są produkcje dokumentalne, są to przeważnie śledztwa dziennikarskie. Profesjonalnych prac reżyserskich jest bardzo mało. – Czy można powiedzieć, że sponsorowanie i zamawianie takich filmów jest niebezpieczne dla państwa? – Państwo i tak nie sponsoruje filmów dokumentalnych. Co prawda Ministerstwo do Spraw Rodziny, Młodzieży i Sportu częściowo finansowało film „Żywi” o wielkim głodzie na Ukrainie, ale to było kilka lat temu, za czasów prezydentury Juszczenki. – Na świecie działa schemat logiczny: jest negatywne zjawisko w społeczeństwie, ktoś na nie reaguje i zleca organom władz państwowych zmienić to zjawisko. Na Ukrainie ten ostatni element nie działa. Działa natomiast zasada: wy piszcie co chcecie, a my zrobimy co chcemy. – Co więcej film „Kopalnia nr 8” o pracy dzieci w nielegalnych donieckich kopalniach, nie został dopuszczony do emisji na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu o prawach człowieka. Autorka pokazała go poza festiwalem. Chłopca, który wystąpił w roli głównej dotkliwie pobito. Obecnie, po trzech operacjach, wraca do zdrowia, ale nie wiemy, jak potoczą się jego losy. – Czy nie wydaje Ci się, że jesteśmy zmuszani do wykonywania mechanicznej pracy, która nie jest absolutnie nikomu potrzebna, w tym też społeczeństwu? – Jakiekolwiek państwo, żeby kontrolować proces, dąży do ograniczenia praw swoich obywateli. Ale pytanie w tym, na ile obywatele pozwalają na to, aby sobą rządzić. Każdy z nas powinien robić coś w tym kierunku, aby nie dawać możliwości państwu monopolizowania wszystkich sfer. – A może jest krótsza droga? Można na przykład stworzyć społeczeństwo obywatelskie? – To akurat społeczeństwo obywatelskie powinno kontrolować państwo. – Tutaj właśnie pojawia się potrzeba naszej pracy. Pracujemy dla społeczeństwa obywatelskiego, dajemy sygnał, na który ono reaguje. – O tym nie trzeba myśleć, że zareagują absolutnie wszyscy. Pracować trzeba z tymi, którzy reagują. – Rozumiem, że w demokratycznym kraju film „Kopalnia nr 8”, automatycznie doprowadziłby do zamknięcia nielegalnych kopalni. My natomiast jesteśmy bezradni w takiej sytuacji. – Cała przyczyna w naszym braku zespołowości. – Jaki jest Twój przepis na społeczeństwo obywatelskie? – Jeden przepis nie istnieje, ale powinien być jakiś cel, jaki zjednoczy wokół konkretnego problemu różne organizacje. U nas organizacje rzadko działają wspólnie. Być może przez egoizm. – Jaki cel trzeba pokazać społeczeństwu, żeby się zjednoczyło? Filmy pokazane na festiwalu dają taki przepis? – Nie, te filmy dają impuls do tego, żeby człowiek przemyślał, kim jest, w jakim środowisku żyje i co konkretnie ma do zrobienia. – Ile czasu festiwal trwał w Łucku i gdzie były pokazywane filmy? – Festiwal trwał pięć dni. Filmy oglądała młodzież studencka Łuckiego Kolegium Pedagogicznego, Łuckiego Narodowego Uniwersytetu Technicznego i Wschodnioeuropejskiego Narodowego Uniwersytetu im. Łesi Ukrainki, uczniowie, dziennikarze, działacze organizacji pozarządowych. Poziom przyjęcia tych filmów zależy od doświadczeń osobistych. Opinie widzów świadczą o tym, że po obejrzeniu filmów, zaczynają rozumieć problem i zastanawiają się, że może to dotyczyć ich, albo ich znajomych, i że należy adekwatnie reagować. – Czy spodziewasz się, że przyjdzie czas, kiedy przyjdą do Ciebie, albo zadzwonią i powiedzą, że chcą obejrzeć jakiś film? – W tym roku tak właśnie się zdarzyło. Długo przed festiwalem pytano mnie, czy odbędzie się i czy są ciekawe filmy. Dobieraliśmy filmy ze względu na audytorium. – Czy nie przeciążamy łuckiego widza filmami? – To nie przeciążenie. Uważam, że nasz widz nie jest jeszcze przyzwyczajony do kina na wysokim poziomie. Trzeba go wychowywać. – We Lwowie komsomolcy kiedyś zorganizowali Klub Kina Intelektualnego, w którym, co prawda pokazywali bardzo ładne filmy, na przykład Tarkowskiego. Jego film „Ofiarowanie” wywarł na nas duże wrażenie. Chciałbym życzyć każdemu, żeby znalazł taki swój film. – Nie wiemy, który film trafi komu do serca, ale trzeba stworzyć taką możliwość. W ubiegłym roku, oglądaliśmy film o nielegalnym handlu nerkami, od dawców w Indiach. W filmie chodziło o wybór: życie człowieka, który potrzebuje nerki, albo tego, który ją sprzedaje na czarnym rynku. Nasi widzowie wspominają go do dziś. – Jak myślisz, jaki temat za rok można najlepiej pokazać na festiwalu? – Na Międzynarodowy Festiwal nadchodzi dużo filmów, z których wybierane są najlepsze. Potem organizatorzy wysyłają prośbę o zgodę na pokazywanie filmów w regionach. I właśnie z nich wybieramy filmy, które pokazujemy ukierunkowując się na nasze audytorium. Ale tak naprawdę, życzenie naszych widzów polegało na tym, że chcieliby zobaczyć więcej problemowych filmów, nie o innych krajach, a właśnie o Ukrainie. Rozmawiał Walentyn Wakoluk