POLSKI MARZEC 1968 18 marca w Galerii Sztuki w Łucku odbyło się otwarcie wystawy fotografii Instytutu Pamięci Narodowej, poświęconej wydarzeniom, które miały miejsce w marcu 1968 roku w Polsce. Na otwarciu obecny był jeden z pomysłodawców tej wystawy – prof. dr hab. Jerzy Eisler. Wyjaśnił on, że wystawa została organizowana jeszcze w roku 2003. Jej twórcom zależało przede wszystkim na tym, żeby pokazać wszystkie aspekty wydarzeń w Polsce oraz kontekst międzynarodowy. Dlatego też na wystawie są zdjęcia przypominające o wojnie wietnamskiej, II Soborze Watykańskim, Praskiej Wiośnie, rewolucji kulturalnej w Chinach. Wystawa pokazuje, że w drugiej połowie lat 60. mieliśmy nową fazę rywalizacji Wschód-Zachód, pokazana została też geneza tego, co w marcu 1968 znalazło swoje ujście. Na wystawie przedstawiona jest też historia Żydów w Polsce w XX wieku ze względu na to, że w 1968 roku miała miejsce gwałtowna kampania antysemicka w środkach masowego przekazu. Marzec 1968 to jeden z najważniejszych momentów historycznych w dziejach Polski po II wojnie światowej. Był on bardzo ważnym doświadczeniem życiowym dla dużej części młodej polskiej inteligencji. Rozmawialiśmy o tym z profesorem Jerzym Eislerem. – Wydarzenia z 1968 roku stały się szkicem do „Solidarności” ? – Ma Pan rację. Najbardziej świadomą spójną platformą polityczną stała się Deklaracja ruchu studenckiego – dokument zamykający przyjęty na Uniwersytecie Warszawskim w marcu 1968 roku. Mieściła ona propozycje konkretnych rozwiązań i nie była napisana w języku władzy. Nieprzypadkowo ten dokument w PRL nigdy nie był publikowany. Był publikowany w Paryżu, przedrukowywany w „drugim obiegu”. – Ruch studencki we Francji i w Polsce – czy chodziło o to samo? – W Polsce studenci wystąpili w obronie wartości, które są elementem integralnym każdego państwa demokratycznego – wolność słowa, wolność wyznania, wolność zgromadzeń. Ale w 1968 roku w Polsce jednym z ważniejszych haseł było hasło „Nie ma chleba bez wolności”. Na Zachodzie nikt tego chleba nie mieszał w to. W Polsce zdecydowanie nie był to ruch studencki. Profesorowie, wykładowcy niejednokrotnie solidaryzowali się ze studentami. Zdarzało się na strajkach, że studenci wręcz prosili wykładowców o zajęcia, wykłady z najnowszej historii Polski, historii literatury, jakieś dyskusje. Podczas gdy ich francuscy koledzy po prostu zafundowali sobie wielkie wakacje i bijatykę z policją. Tu też była bijatyka z milicją, ale to nie dlatego, że studenci jak to się mówi „dymili”, podpalali itd. Tylko dlatego, że pokojowe manifestacje były niezwykle brutalnie atakowane przez milicję i tak zwany „aktyw robotniczy”, czyli cywilów z pałkami. W Polsce młodzież występowała w imieniu całego społeczeństwa. To nie były żądania w cenie „więcej pokoi w akademikach”, „mniej zajęć”, „lepsze jedzenie w stołówkach”. Takich haseł w Polsce w 1968 roku nie było. A protest przeciwko zdjęciu ze sceny Teatru Narodowego „Dziadów” Adama Mickiewicza to był protest ogólnointeligencki co najmniej, a prawdę powiedziawszy – ogólnopolski. Było to zabranie głosu w imieniu ogółu społeczeństwa, całego narodu polskiego, który w dużej jego części czuć się mógł sfrustrowany tym, że dzieła narodowego wieszcza cenzoruje się i zdejmuje ze sceny. – Czyli można powiedzieć, że to była walka o godność narodową. – Tak, to bardzo dobre określenie. Była to walka o godność, przy czym z jednym zastrzeżeniem. Bo w pierwszym okresie, w pierwszych dniach te wszystkie rezolucje, petycje, ulotki były pisane do władzy, ale i do społeczeństwa językiem propagandy ówczesnej władzy: „Jesteśmy za socjalizmem”, „My, młodzież Polski Ludowej…” itd. Pełno było takich sloganów i frazesów. Nie wiemy, na ile było to szczere, a na ile była to taktyka zwracania się do przedstawicieli władzy ich językiem. W dalszej części ten ruch krystalizuje się, dojrzewa i pojawiają się postulaty, niektóre zrealizowane w latach 1980-1981, a niektóre tak naprawdę po 1989 – po zmianie ustroju, a więc likwidacja cenzury, niezależne organizacje studenckie, Trybunał Konstytucyjny, niezawisłe sądy. To jest daleko wykraczające poza sferę życia akademickiego, dotyczące całego państwa, całego społeczeństwa polskiego. – Panie Profesorze, a jak w ogóle Zachód odebrał ten zryw w Polsce? – Muszę powiedzieć, że szczególnie w Stanach Zjednoczonych z tego wszystkiego, co działo się w Polsce, wydobyto przede wszystkim kampanię tak zwaną antysyjonistyczną. To chwilami przybierało zupełnie aberracyjny obraz, ponieważ wszyscy represjonowani intelektualiści według amerykańskich gazet byli Żydami z pochodzenia, co jest obsesją. Równie niesmaczne były pewne żarty. W jednej z amerykańskich gazet w kwietniu 1968 roku ukazał się rysunek, który może byłby śmieszny, gdyby nie to, że niemieccy naziści Holokaust realizowali przede wszystkim na ziemiach polskich. Otóż był to rysunek obozu koncentracyjnego – wieżyczki, druty kolczaste i dymiące kominy i podpis „Tak dymią kominy w krematoriach dzisiejszej Polski”. W kwietniu 1968 roku przez szacunek dla tych, których naprawdę naziści spalili w krematoriach na terenie Polski, nie wolno takich dowcipów robić. Natomiast młodzież, ta kontestująca na przykład we Francji bardzo mocno do tego nawiązywała – do tych buntów studenckich w Polsce. Jedną z podstawowych lektur na Sorbonie była francuska edycja listu otwartego Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego do partii. Dzisiaj Adam Michnik i inni komandosi marcowi, którzy doprowadzili do tego wybuchu, widzą pewną zbieżność, ale bardziej na poziomie takich bardzo ogólnych haseł, symboli – wolność, równość. Ale co innego wolność i równość we Francji generała Charles'a de Gaulle'a, gdzie nie ma cenzury, gdzie jest system wielopartyjny, gdzie działają związki zawodowe, a co innego znaczy wolność i równość w Polsce Władysława Gomułki. – Czy w 1968 roku Zachód rozumiał Polskę? – W 1968 roku ważniejsza dla dziejów Europy i świata była sytuacja w Czechosłowacji. Z optyki Zachodu tak naprawdę ważne było wszystko to, co dotyczyło Związku Radzieckiego. Myślę, że my Polacy nie do końca zdajemy sobie sprawę, że także i „Solidarność”, nic jej nie ujmując jako wielkiemu fenomenowi na skalę światową, była dla Zachodu atrakcyjna także z tego powodu, że przysparzała problemów Związkowi Radzieckiemu. Rozmawiał Walenty WAKOLUK