Mykoła Żułyńskyj: “Niezależność Ukrainy – najwyższa wartość i największe historyczne zwycięstwo ukraińskiego narodu” Fenomen Mykoły Żułyńskiego zachwyca. Zwykły chłopiec z biednej wielodzietnej rodziny na Wołyniu dzięki samokształceniu i uporowi osiągnął ogromny sukces. Zrobił szybką karierę w nauce, został akademikiem Akademii Nauk Ukrainy i dyrektorem Instytutu Literatury im. T. Szewczenki w Kijowie. Wielu ludziom postać Mykoły Żułyńskiego kojarzy się z działalnością polityczną, ponieważ był posłem Rady Najwyższej w ciągu kilku kadencji, dwukrotnie był wicepremierem ds. humanitarnych. Jest autorem wielu książek i setek artykułów o najgłówniejszych problemach Ukrainy. Dziś Mykoła Żułyńskyj jest gościem “Monitora Wołyńskiego”. – Panie Mykoło, był Pan jednym z tych, którzy tworzyli naszą niezależność, a także przez wiele lat był Pan twórcą państwowości ukraińskiej. Mija 20 lat niezależności Ukrainy. Czym dla Pana jest niezależność? – Niezależność – to wolność. Lecz ta niezależność koniecznie musi być chroniona poprzez demokrację, inaczej w swoim niezależnym państwie możemy znaleźć się w zależności od autorytarnej władzy, która, jak mnie się wydaje, rozwija swoje skrzydła na Ukrainie, w zależności od zamachów na naszą wolność ze strony rosyjskiego nacjonalizmu wojowniczego. Spójrzmy na naszą przestrzeń informacyjną – na kanały telewizyjne, na gazety i czasopisma, na radio oczywiście komercyjne. Kto tam rządzi? Jaki język tam dominuje? Jakie idee są tam wprowadzane, to znaczy jaki nastrój społeczny, jaki światopogląd one kształtują? Według mnie niezależność Ukrainy to najwyższa wartość i największe historyczne zwycięstwo ukraińskiego narodu. Chronić naszą niezależność, wzmacniać ją, bronić naszego narodu i dostarczać mu energii państwowego samospełnienia to święty obowiązek, który ja, przeciętny obywatel niezależnego państwa, powinienem i chcę wykonywać. Bywają też takie chwile, kiedy rozczarowanie i nawet gniew rządzą moimi uczuciami, bo trudno obserwować jak długo i leniwie drepczemy w jednym miejscu, nie możemy wybrać kierunku rozbudowy państwa, koncepcji ekonomicznego rozwoju – cały czas próbujemy kogoś naśladować mimo, że każdy niepodległy kraj musi wytworzyć narodową koncepcję ekonomicznego rozwoju. A my? Uchwaliliśmy budżet państwa na jeden rok – i jesteśmy szczęśliwi! Żyjemy! A co będzie za pięć lat, za dziesięć, dwadzieścia… Nikt nie wie, nikt o tym nie myśli. Każdy ekipa rządząca zachowuje się jak żołnierz na posterunku. Najważniejsze to odbyć tę służbę, najlepiej bez ekscesów, a dalej – nie mój problem. Inny przyjdzie. Minie rok, dwa i ktoś kolejny zmieni go na posterunku. – Stoi Pan na czele Instytutu Literatury Narodowej Akademii Nauk Ukrainy nieustannie przy tym wydając utwory literackie, przeważnie krytyczne i publicystyczne, więc chce się usłyszeć Pana zdanie o dzisiejszym procesie literackim, który tworzy się na Ukrainie, o jego stanie, problemach, perspektywach. – Jestem sceptyczny wobec terminu “proces literacki”. Od razu wyobrażasz sobie coś podobnego do rzeki z powolnym nurtem, coś takiego jednolitego, potężnego, które powoli, niby magma z wulkanu, płynie po obszarze kultury. Według mnie proces literacki to coś mistycznego, mitologicznego, na wzór solarisa Stanisława Lema: pulsuje, gaśnie, wybucha – i nigdy nie wiesz, co narodzi się z tej literackiej magmy. A współczesne życie literackie jest ciekawe, burzliwe, niespodziewane, mimo że zaśmiecone ogromem grafomańskich “zwycięstw” w wielkiej literaturze. Przykro, że media nie poświęcają należytej uwagi, już nie mówiąc o systematycznym obserwowaniu, współczesnej literaturze ukraińskiej. – W ukraińskim dyskursie literackim do tej pory trwa dyskusja dotycząca uprzywilejowanej twórczej metody, która przeważa w naszej literaturze. Niektórzy ze znanych literaturoznawców nawet mówią, że już dawno minął postmodernizm, pojawiły się bardziej uniwersalne nurty, tylko że nowe nazwy takiego procesu do tej pory nie są ustalone w nauce. – We współczesnym procesie literackim (nie sposób ominąć tego terminu) można znaleźć wszystko: i recydywy socrealizmu, i okrutny realizm, i modernizm, i postmodernizm… My, jak jeszcze niedawno żartowało się, jak Grecja mamy wszystko, ale wielkich, elitarnych zjawisk artystycznych jest bardzo mało. Jest mnóstwo niecenzuralnej leksyki, ideowego niezaangażowania, brutalnego wyśmiewania ukraińskich bożków literackich, czyli klasyków, świadomej deheroizacji i przeszłości, i czasów współczesnych… Powiedzą: obecnie epoka postmodernistyczna, utwór artystyczny musi jak najwięcej rozhuśtać zwykły ustalony kanon i połączyć w sobie komiczne i tragiczne, dokument i mit, poważne i śmieszne, w żadnym wypadku nie rozwijać, tym bardziej – nie wzorować się na tradycji, a naruszać ją, bawiąc się, ironizując i zdejmując z niej bogate ubranie kanonicznego majestatu. Ale… Czy ukraińska literatura jest postmodernistyczna – pytanie dyskusyjne. Oczywistym jest to, że współczesna ukraińska literatura dobrze demonstruje i postkolonialny sposób artystycznego myślenia, i antykolonialny, i postimperialny światopogląd, i tradycyjne narodowe artystyczne odzwierciedlenie człowieka i świata… Ważne, że w tej literackiej rozmaitości żyją w zgodzie Lina Kostenko i Wasyl Słapczuk, Anatolij Dimarow i Anatolij Dnistrowyj, Jurij Muszketyk i Jurij Wynnyczuk, Walerij Szewczuk i Hałyna Pagutiak, Iwan Dracz i Marjana Sawka, Jurij Szczerbak i Jurko Izdryk, Roman Iwanyczuk i Roman Skyba, Oleg Czornohuz i Wasyl Portiak, Wasyl Herasymjuk i Ołeksandr Żowna, Dmytro Pawłyczko i Jurij Andruchowycz, Iwan Dziuba i Igor Bondar-Tereszczenko, Wadym Peunow i Serhij Żadan, Oksana Zabużko i Kostiantyn Moskalec, Les Poderewjanskyj i Lubko Deresz, Wasyl Szklar i Ołeksandr Irwanec, Josyp Struciuk i Ihor Pawluk, Wołodymyr Łys i Irena Karpa i wielu innych… – Lista zachwyca. Więc nie jest tak źle? – Mamy ogromny potencjał literacki! Ilu jest jaskrawych, utalentowanych pisarzy, ale pełnego rozumienia współczesnego procesu literackiego nawet ja nie mam. Co mam mówić o zwykłym czytelniku? – Mimo ogromnej liczby utworów literackich i pisarzy, którzy je napisali, dziwi mnie, jak również wielu czytelników, niski poziom moralności, której praktycznie nie ma w nowych utworach młodych ukraińskich pisarzy. I nie jest to jedyny problem współczesnej literatury ukraińskiej. – Rzeczywiście pojawia się pytanie, jak tolerować niski poziom znacznej części ukraińskiej literatury, jak walczyć z niemoralnością, cynizmem, totalną negacją wszystkich moralnych cnót i wartości duchowych – niestety tymi cechami, uczuciami i sentencjami jest przepełniona współczesna ukraińska literatura. Do klikania zmusza ją komercjalizacja, kapitalizacja biznesu książkowego i zespół kolonializmu, który wymaga od artysty skandalicznego zachowania, osiągnięcia sukcesu na rynku książkowym za wszelką cenę. Dominują więc w literaturze (czy tylko w literaturze? Spójrzmy na te irytujące jednakowe rosyjskie seriale, którymi są wypełnione “nasze” stacje telewizyjne) te kryminalno-szpiegowskie, “mordobójcze”, „fajne” filmy, mistyczne horrory, sentymentalnie nędzne dramaty… Niestety bardzo dużo drukuje się u nas czegoś, co jest “poniżej waterlinii”. Ale tak było już wcześniej i nie tylko u nas – tak zwana literatura masowa niby te muszki w tundrze, wdziera się do nozdrzy tak, że nie można odczuć tego, co jest prawdziwe, estetycznie dojrzałe, artystyczne. – Jaki jest Pana stosunek do utworów, w których w formie literackiej są rujnowane zwykłe wizerunki wybitnych ukraińskich bohaterów, zwłaszcza postać Tarasa Szewczenki. – A jak można ocenić tych, którzy świadomie pragną poprzez fałszowanie, przeinaczenie faktów, użycie niewiarygodnych źródeł, tendencyjne zbieranie wyrwanych z szerokiego kontekstu faktów oczernić wybitnych działaczy historii narodowej, literatury, kultury? Ze szczególną złością atakują swoim jadem najnowsi ukrainofobi, jak Buzyna Szewczenkę. Ale w swojej szewczenkofobii nie są oryginalni – jeszcze na początku ХХ wieku, kiedy obchodzono jubileusze Szewczenki w latach 1911 i 1914, kijowscy “Rosyjscy nacjonaliści” i przedstawiciele Czarnej Sotni ze “Związku Narodu Rosyjskiego” demonstrowali swoją nienawiść i do Szewczenki, i do wszystkiego co ukraińskie, “mazepyńskie”. – Więc w taki sposób niwelują się najgłówniejsze wartości duchowe Ukraińców? – Do tych “głównych konstrukcji podpierających”, w oparciu o które opiera się, kształtuje narodowa kulturalno-historyczna wspólnota, narodowa identyczność i staje na nogi państwo, należy pamięć historyczna, kultura narodowa, język, symboliczne zasoby narodu, obyczaje i prawa, tradycje religijne. – Jakie jest wyjście z tej sytuacji? – Żeby umocnić, rozwinąć państwo narodowe, otworzyć przed nim dalekosiężne perspektywy, trzeba przede wszystkim zabezpieczyć rozwój kultury, edukacji, nauki, czyli kształtować podstawę państwa jak systemu kulturalnego. Przecież państwo narodowe, jak twierdzi cieszący się autorytetem brytyjski badacz teorii narodów i nacjonalizmu Anthony Smith, zostaje jedyną uznaną na arenie międzynarodowej strukturą politycznego zjednoczenia. – Pod koniec naszej rozmowy chciałbym poznać Pana upodobania literackie. – Czyli co czytam dla duszy? Dużo czytam. Od razu kilka książek. Czytam już wspomniane prace Anthony'ego Smitha, niedawno kupiłem i dlatego powoli studiuję “Wynalezienie Europy Wschodniej” Larry'ego Wolff a, “Imperium pamięci” Serhija Jekelczyka, “Nasza postmodernistyczna moderna” Wolfganga Welscha, “Sens życia” Johannesa Hessena, “Polityka i moralność” Susan Mendus … Dla duszy przeczytałem niedawno książkę poezji Jurija Buriaka “Tabula rasa”, powieść “Bikini” Janusza Wiśniewskiego, doczytuję z ogromnym interesem “Czas smertochrystiw” Jurija Szczerbaka i wielką o potężnym epickim tchnieniu powieść Oksany Zabużko “Muzeum porzuconych sekretów”. Pozostaję pod szczególnym wrażeniem “Stulecia Jakowa” Wołodymyra Łysa i powoli czytam inne jego utwory. Staram się czytać to, co piszą moi rodacy z Wołynia. Jeden po drugim czytam utwory Iwana Korsaka, przeczytałem niedawno prawie całego – dwutomowe wydanie – Josypa Struciuka, zachwycam się poezją Nadiji Humeniuk. Nie mówiąc już o Wasylu Słapczuku. A na moim biurku już dawno “zameldowała się” jedna z moich najbardziej ulubionych książek “Listy moralne do Lucyliusza” Seneki, z którym ja bardzo często “rozmawiam”. Obecnie słynny filozof zaproponował zakończyć naszą rozmowę taką sentencją: “Czas wolny bez książki jest śmiercią i grobem żywego człowieka”. – Trudno nie zgodzić się z Panem i wielkim filozofem. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał Wiktor JARUCZYK