Petro Korobczuk: «Książka jest nie tylko towarem, ale też wielką polityką…» Prozaik, poeta, krytyk, redaktor literacki Petro Korobczuk urodził się we wsi Pokaszczów na Wołyniu. Po ukończeniu kulturalno-edukacyjnej szkoły zawodowej, pracował w wielu zawodach. Był ładownikiem, budowniczym, monterem, zwykłym robotnikiem i redaktorem literackim. Wiersze Petra Korobczuka były publikowane w czasopismach «Dzwon», «Flaga», «Owszem», w almanachu «Żagle» i innych.. Jednak dopiero w ХХІ wieku powstały jego książki: «Wagon bezprzedziałowy. Wybrane», «Nawrót», «Rozgałęzione oblicze», «Bosy flet», zbiór prac krytycznych «Awalon i inne terytoria» oraz przekładów «Sowa na szafie książkowej». W najbliższym czasie zostaną wydane nowe książki – «Archiwoteka, czyli Książeczka dla siebie» i «Okres parkowy». «Literatura przeważyła muzykę…» – Pisarzami stają się ci, którzy nie mogą nie pisać. Czy tak było z Panem? – Prawie każdy człowiek jest do czegoś powołany. Jestem przekonany, że Bóg mnie też do czegoś powołał. Najpierw w dzieciństwie marzyłem, aby zostać artystą. Potem moją pasją stała się muzyka. W rzeczywistości mam tylko wykształcenie muzyczne – w 1976 roku ukończyłem Łucką Kulturalno-Edukacyjną Szkołę Zawodową. W czasie studiów (oczywiście, oprócz wierszy) pisałem muzykę, układałem teksty piosenek. I być może właśnie to pomagało (i pomaga) mi w poezji. Jednak tak się złożyło, że zawód muzyka nie stał się moim podstawowym fachem. Wraz z muzyką towarzyszyła mi literatura. Później ona zwyciężyła. – W zbiorze krytyki literackiej «Awalon i inne terytoria» przeanalizował Pan niestandardowo, współczesne utwory ukraińskich literatów. Czy mógłby Pan chociażby w kilku zdaniach scharakteryzować nowoczesną literaturę ojczystą? – To właśnie w «Awalonie» zostały zebrane artykuły i recenzje nie tylko o literatach ukraińskich. I nie tylko o żyjących. Na poważnie zabrałem się do krytyki literackiej dopiero wtedy, gdy zacząłem pracować w kijowskim czasopiśmie «Polityka i kultura». Czasopismo stało się dla mnie szkołą redagowania literackiego. Poznałem tam dużo pisarzy, dołączyłem do tłumaczeń. Mimo różnych negatywnych prognoz niektórych pisarzy, krytyków i krytykantów literackich, wbrew temu, że czasem proces literacki przypomina procesję pogrzebową – nowa, nowoczesna literatura ukraińska jest i przetrwa wszystko. Ona jest tworzona nie tylko przez młodzież, ale też przez pokolenie starsze – zarówno sześćdziesięciolatków, jak też osiemdziesięciolatków i resztę innych «dziesięciolatków». «Literatura ukraińska jest europejska» – Obecnie dużo się mówi o europejskim wymiarze literatury ukraińskiej. W jakim stopniu ukraińskim autorom udaje się przezwyciężyć kompleks postkolonialny, pokonać azjatycki wymiar twórczości, odrzucić realizm socjalistyczny? – Moim zdaniem, pokolenie, które urodziło się przed Niepodległością lub po niej, nie posiada żadnego postkolonialnego syndromu. Ono jest bardziej rozluźnione. Nie wolno również zapominać o pokoleniu osiemdziesiątników. A odrzucać realizm socjalistyczny, jest bez sensu. Przecież istniał on jako zjawisko ukraińskiej literatury radzieckiej. Ponadto, odpowiem pytaniem na pytanie: czy twórczość Grygora Tiutiunnyka, Romana Andrijaszyka, Mykoły Wingranowskiego, Waleria Szewczuka, Liny Kostenko jest to realizm socjalistyczny? Podobnie można wymieniać imiona z lat trzydziestych ubiegłego wieku – Jewgena Płużnyka, Wołodymyra Świdzińskiego, Waleriana Pidmohylnego, Mika Jogansena i innych. Czy oni też byli realistami socjalistycznymi? Należy odróżniać prawdziwe od podróbek. Żal mi tych ludzi, którzy ogólnie zaprzeczają potędze artystów tworzących w warunkach totalitaryzmu. Literatura ukraińska – zaczynając od Tarasa Szewczenki, Iwana Franki i Łesi Ukrainki – jest europejska. – Obecnie jest Pan uważany za jednego z najlepszych redaktorów literackich i wielu pisarzy uważa za zaszczyt, że ich utwory redaguje właśnie Pan. Jak zostać dobrym redaktorem i czy można wydawać książki we własnej, autorskiej redakcji? – Redaktor literacki musi być dobrym czytelnikiem, to znaczy człowiekiem obeznanym. Oczywiście, w mojej pracy pomaga mi to, że sam jestem pisarzem. Jest jeszcze jeden ważny czynnik pracy redaktorskiej – redaktor literacki nie powinien być dyktatorem, musi współpracować z autorem, uzgadniać z nim niektóre szczegóły. Niewątpliwie, można wydawać książki w redakcji autorskiej. Nikt tego nie broni. Na zdrowie. Jest w tym tylko jeden mankament. Proszę wyobrazić sobie, że rękopis jest budynkiem. Autor widzi swój tekst tylko od środka, natomiast redaktor swobodnie czuje się zarówno w «pomieszczeniu», jak również «na zewnątrz». – W 1997 roku słynni pisarze Jurij Pokalczuk, Igor Rymaruk, Taras Fediuk wystąpili z szeregów Związku Narodowego Pisarzy Ukrainy (ZNPU) i jako przeciwwagę założyli Związek Pisarzy Ukraińskich (ZPU). Pan jest członkiem obu organizacji. Czy ZPU udało się, w całej swej potędze, przeciwstawić ZNPU? – Można mówić o alternatywie, można też o niej nie mówić. Zdanie obu organizacji jest takie samo – pisać i wydawać nieprzeciętne książki. ZPU liczy mniej członków. Nie ma funduszy literackich, nie ma pomieszczenia, nie ma swojej prasy (kiedyś była gazeta «Literatura plus»). Jednak przez ostatnie lata niejeden członek tej organizacji został laureatem Nagrody Szewczenki. Ponadto, ZPU zrealizował i nadal realizuje kilka potężnych projektów wydawniczych. Nie chodzi tu o jakąś radykalną reorganizację ZNPU. Potrzebne są nowe, młode siły. «Ukraińska książka jest naszą jedyną szansą bycia Ukraińcami» – Obecnie Pan pracuje w industrii książkowej. Czy ta sprawa przynosi zyski i czy może konkurować z rosyjskojęzyczną «nawałnicą»? – Industria książkowa - to zbyt głośno powiedziane. To w Rosji jest industria książkowa. Ponieważ tam w odpowiednim czasie zrozumieli (i rozumieją), że książka jest nie tylko towarem, ale też wielką polityką i znaczącym źródłem zysku. Przykro, że władze ukraińskie na początku Niepodległości do tego nie doszły. Tak więc przegrały. Obecnie kolej na książkę ukraińską przychodzi po książce rosyjskiej. Czyli wyraz «konkurencja» w kontekście naszej rozmowy jest absolutnie nieodpowiednim. Ukraińska książka jest naszą jedyną szansą bycia Ukraińcami. Kino już straciliśmy. Z telewizją ukraińską też się dzieją same cuda – ona stopniowo staje się «dwujęzyczna». – Syn Pana, Paweł, też został pisarzem. Krytycy literaccy dość wysoko oceniają jego twórczość, zaliczając go do szeregu najbardziej obiecujących autorów ukraińskich. Co Pan myśli o dynastii literackiej? – Jestem dumny z Pawła. On w rzeczywistości jest jednym z najbardziej znanych wśród swego pokolenia. Można powiedzieć, że byłem jego nauczycielem literackim. Jednak nie uczyłem go, jak pisać, a uczyłem, jak nie pisać. Jest to miłe, że syn zleca mi redagowanie swoich książek – on wydał już cztery zbiory poetyckie i napisał powieść (jeszcze nie została wydrukowana). Jako ojciec i jako krytyk ja również wysoko oceniam syna. Cieszy też to, że on absolutnie nie jest podobny do mnie w sensie twórczym. Bo proszę powiedzieć, czy wywołałoby to zainteresowanie, że jesteśmy do siebie podobni? W żaden sposób. A dynastie odbieram pozytywnie. Zwłaszcza te literackie. Rozmawiał Wiktor Jaruczyk