Pomiędzy dwoma magnesami albo szanse i oczekiwania Ukrainy w związku z prezydencją Polski w UE Od 1 lipca Polska przewodniczy w Unii Europejskiej – ogromnej organizacji międzynarodowej o skali i wpływie dotychczas bez precedensu. Ukraińscy politycy, urzędnicy i zwykli obywatele mają wielkie oczekiwania w związku z tym faktem. Dużo mówi się też o przyszłym członkostwie Ukrainy w UE, o zniesieniu wiz do krajów europejskich, o wejściu naszego państwa do strefy wolnego handlu. Tak już historycznie złożyło się, że większość najważniejszych, strategicznych zagadnień powierzamy do rozstrzygnięcia sąsiadom. Czy Polska jest zainteresowana wspieraniem europejskich aspiracji Ukrainy? Tak, jednak pod warunkiem, że Ukraińcy sami tego pragną. Więc teraz, aby osiągnąć ambitne cele, powinniśmy podjąć ogromne wysiłki, a nie oczekiwać kolejnej manny z nieba. Od kiedy Polska stała się członkiem Unii Europejskiej w 2004 roku, Ukraińcy postrzegają to jako dobry znak dla procesu europeizacji swojego kraju. Chociaż dużo mówiono o tym, że jesteśmy w Europie, ale od tego nie jest nam do niej bliżej. We współczesnym globalnym świecie pozostawać „samotnikiem’, zachowywać neutralność to jest samobójstwo. Dlatego jeśli sami nie zadecydujemy o swoim losie, to uczynią to silniejsi od nas. Niestety, Ukraina, Białoruś i Mołdawia są poligonem dla politycznych intryg Rosji, gdzie «wschodni wielki brat» może wykazywać swoją moc i rolę w układzie strategicznym. Dlatego pozostaje do wyboru kierunek rozwoju według wzoru Polski, Litwy, Estonii czy Łotwy, albo model zastosowany na Białorusi, w Kazachstanie i Turkmenistanie… Biorąc pod uwagę poziom demokracji, potencjał gospodarczy czy też stopień rozwoju społeczeństwa tych państw, oczywisty staje się wybór w kierunku Zachodu. Własnymi siłami uczynić to nie łatwo, zwłaszcza obecnie, kiedy rosyjski magnes co raz bardziej demonstruje swoją przyciągającą moc. Prawa „geopolitycznej fizyki” we współczesnej Europie są nadal aktualne. Analogicznie ze strony UE powinna pojawić się siła przyciągania, która zrównoważy rosyjską. Prezydencja naszego zachodniego sąsiada – „ukraińskiego ambasadora w Europie” będzie testem na jego zdolności organizacyjne w kwestii implementacji idei europejskiej na Wschodzie. Ale jedno to składać oświadczenia, inna zaś rzecz – podjąć rzeczywiste kroki w kierunku realizacji ambitnych celów. Półroczne przewodnictwo Polski w Radzie UE to stosunkowo krótki okres czasu, aby przeprowadzić ogromną liczbę zaplanowanych przedsięwzięć. Oprócz problemów Ukrainy, Polska będzie miała dużo innych spraw na odpowiedzialnym stanowisku. Czy wśród tych priorytetów znajdzie się miejsce dla ukraińskich aspiracji europejskich? Bezwzględnie odpowiedzi należy poszukać u rządzącej elity naszego kraju. Administracja Prezydenta Ukrainy, Gabinet Ministrów, większość Rady Najwyższej muszą przejrzyście i otwarcie wyrazić swoje pragnienie stawienia czoła sile przyciągania rosyjskiego magnesu, decydując tym samym o dalszym kierunku rozwoju kraju. Nie wystarczy że strona ukraińska tylko wyraża chęć aktywnej współpracy z Polską w celu przygotowania planów europejskich. Już we wrześniu bieżącego roku w Warszawie odbędzie się szczyt Partnerstwa Wschodniego. I zależy tylko od Ukrainy, czy nasza sprawa na tym spotkaniu będzie jedną z kluczowych. Zamiast pustych oświadczeń o najbliższych planach chciałoby się zobaczyć nareszcie rzeczywiste kroki i usłyszeć daty wykonania przyjętych planów. Wiktor JARUCZYK