Wszystko zaczęło się od wycieczki
Studia w innych krajach wcale nie są niedostępne. O tym rozmawialiśmy z Bogdaną Leszczuk z Łucka – studentką Wyższej Szkoły Hotelarstwa, Gastronomii i Turystyki w Warszawie.
– Cześć, Bogdano! Powiedz od czego zaczynałaś i dlaczego wybrałaś właśnie Polskę?
– Od czego się wszystko zaczęło? Od wycieczki! Kilka lat temu byłam na wycieczce w Polsce i po prostu zakochałam się w niej! A jeszcze trzy lata temu byłam na obozie i do nas z wizytą przyjechali Polacy. Moja koleżanka znała język polski, a ja nic nie rozumiałam i prosiłam żeby mi tłumaczyła. W tej sytuacji czułam się niezbyt komfortowo i zdecydowałam, że zacznę się uczyć polskiego. Od tej pory marzyłam o studiach w Polsce.
– Czy proces przygotowania do studiów był trudny? Jak przygotowywałaś się i czego się uczyłaś?
– Przygotowując się do studiów najwięcej czasu poświęciłam językowi polskiemu i historii Polski. Oprócz tego często jeździłam do Polski w ramach programów wymiany młodzieżowej, żeby bezpośrednio rozmawiać w nowym języku i poznawać ich kulturę.
– Jaka była procedura rekrutacji na studia?
– Zostałam studentką prywatnej uczelni. Po prostu przyjechałam, podałam dokumenty, wypełniłam ankietę, podpisałam umowę i zapłaciłam wpisowe za pierwszy rok studiów. Dokumenty – kopia świadectwa dojrzałości, załącznika do świadectwa i paszportu – muszą być przetłumaczone na język polski przez tłumacza przysięgłego. Również potrzebne jest zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia.
– Jakie oceny były brane pod uwagę w czasie rekrutacji – wyniki niezależnych testów zewnętrznych czy świadectwa dojrzałości?
– Ciekawym jest to, że wyniki niezależnych testów zewnętrznych nie są brane pod uwagę. Uwzględniana jest tylko średnia w świadectwie dojrzałości.
– Jak przystosowałaś się do nowego kraju, obyczajów i kultury?
– Nigdy nie miałam problemów z tym, żeby się przyzwyczaić do nowego miejsca. To na pewno dlatego nie odczułam znacznych zmian. Od razu zaprzyjaźniłam się ze wszystkimi. Ale problemy są zawsze, na przykład ja nie miałam gdzie mieszkać. Moja uczelnia nie posiada akademika, dlatego musiałam szukać mieszkania. Czujesz się dorosłym, rozumiesz, że wszystko musisz robić sam. Te odczucia prawdę mówiąc są nawet przyjemne. Pełna wolność, nikt się tobą nie opiekuje, to ma swoje plusy i minusy. Ale minęło dwa miesiące i już zaczynam tęsknić za Ukrainą.
– Co studiujesz?
– Studiuję na wydziale turystyki i hotelarstwa, dlatego mam głównie przedmioty humanistyczne. Na przykład, mam psychologię, socjologię, ekologię, wprowadzenie do rekreacji i turystyki, wychowanie fizyczne i języki obce (każdy musi wybrać dwa języki, z których jeden jest głównym i jest sprawdzany egzaminem, drugiego uczysz się po prostu według swoich zainteresowań, również wybierasz poziom znajomości języka). Ciekawe jest to, że ja jestem jedną z niewielu, którzy uczą się od razu trzech języków, oprócz tego angielskiego uczę się ze studentami z drugiego roku, niemieckiego – z trzeciego.
– Czy odczuwasz różnicę między poziomem edukacji na Ukrainie i w Polsce, jeśli taka istnieje?
– Mogę porównać tylko ze szkołą na Ukrainie, ale mnie się wydaje, że tu wszystko jest inne. Na przykład na wychowaniu fizycznym gramy w tenisa, golfa, badmintona, ćwiczymy na trenażerach. Zimą i latem jedziemy na tydzień w góry, mamy tak zwane obozy, są one obowiązkowe i za nie dostajesz punkty. Mamy również staże na Majorce (po trzecim roku).
– Co by poradziłaś tym, kto chce studiować za granicą, zwłaszcza w Polsce?
– Można powiedzieć, że ja nawet polecam studia w Polsce. Bardzo ważna jest znajomość języka, najlepiej jest nie tylko dobrze rozmawiać, ale też pisać i czytać, konieczną jest znajomość chociażby głównych dat z historii. Ważne jest nie krępować się. Nie umiesz dobrze rozmawiać – mimo to rozmawiaj! Polacy poprawią twoje błędy językowe i następnym razem użyjesz tego wyrazu poprawnie. Nie rozumiesz czegoś – pytaj. Wyjaśnią we wszystkich językach łącznie z językiem gestów. Jest to nawet bardzo wesołe. Powodzenia!
Rozmawiała Kateryna MARTYNENKO