Korupcja w tajemnicy
Trybunał Konstytucyjny Ukrainy przyjął uchwałę, według której nie wolno ujawniać wielkości rodzinnych majątków urzędników. W ten sposób władze zakazały dziennikarzom i zwykłym obywatelom na Ukrainie opisywać czy przedstawiać poprzez wideo i zdjęcia, w jakim stopniu wzbogacają się każdego roku krajowi politycy, posłowie, szefowie władz lokalnych oraz ich żony, dzieci i krewni.
Rozporządzenie, które weszło w życie pod koniec stycznia tego roku, ma jednak wyjątek: można publikować informację tylko po uzgodnieniu z samymi urzędnikami. Powód takiego posunięcia jest dość banalny – ochrona informacji prywatnych.
Ukraina, «dzięki» podobnym postanowieniom, stawia siedmiomilowe kroki w stronę autorytaryzmu i totalitaryzmu w zarządzaniu krajem. Dokuczliwi dziennikarze, którzy potrafią «wszystko wywąchać», teraz będą ponosili odpowiedzialność karną za ujawnienie informacji o królewskim Meżyhiria, Konczej Zaspie, majątkach, apartamentach, bankach, pałacach, lasach, jeziorach, które od społeczeństwa przeszły w ręce osób prywatnych. Jak zwykle, w ręce rodzin urzędników ukraińskich.
Teraz sprawiedliwi pracownicy mediów staną się częstymi gośćmi sądów miejskich, rejonowych, obwodowych, apelacyjnych i Trybunału Konstytucyjnego. Mówienie prawdy obecnie nie tylko szkodzi zdrowiu, lecz też zagraża własnej wolności (3-5 lat więzienia).
Europejskie, demokratyczne wartości jeszcze bardziej stają się dla Ukraińców widmem. Jeśli wcześniej nas przekonywano, że polityk jest osobą publiczną i informacja o nim i członkach jego rodziny musi być dostępna dla wszystkich, to teraz reguły gry zostały zmienione. Rząd buduje ogrodzenia, za które nie zajrzą zwykli «śmiertelnicy». Nie dowiedzą się, jakim pojazdem jeżdżą politycy, ile środków wydają na kupno drogich nieruchomości, gdzie pozwalają sobie wypoczywać «możni tego świata».
Jeszcze w kraju nie zlikwidowano obowiązkowych deklaracji o zyskach rodzin polityków i urzędników, jednak następnym krokiem może być ich zniesienie. A nawet jeśli podobne deklaracje, które są symbolicznym przejawem wolności słowa, pozostaną, to kto sprawdzi, czy te dokumenty są wypełnione dokładnie? Nie uda się tego zrobić dziennikarzom, którzy w cywilizowanym społeczeństwie pełnią rolę kontrolną.
Najwyższa instytucja sądowa w kraju przyjęła antynarodową i antymoralną uchwałę legalizującą korupcję tych, którzy powołani są do walki z nią. Zasadę «oczy nie widzą – serce nie boli», która była realizowana w czasach sowieckich, starają się zaszczepić na niepodległej (?), wolnej (?), demokratycznej (?) Ukrainie. Dobrze żyje się w dostatku za fundusze państwowe. I ludzie jeszcze nie będą mogli stawiać swoich zarzutów. Okazuje się, że prawda może być niezgodna z prawem.
MW 