«Meridian Lutsk»: zjednoczyła nas poezja
«W wiadomościach ostrzegano, że na Wołyniu będzie wiatr huraganowy. Ale to nie wiatr huraganowy, tylko poeci, którzy przyjechali z Litwy, Białorusi, Estonii oraz innych krajów. W Łucku zjednoczyła nas poezja», – zaznaczył prezydent Międzynarodowej Korporacji Literackiej «Meridian Czernowitz» Swiatosław Pomerancew podczas otwarcia Międzynarodowego Festiwalu Poetyckiego «Meridian Lutsk».
Otwarcie Festiwalu odbyło się w Muzeum Sztuk Pięknych w Łucku. Gości i uczestników festiwalu powitali dyrektor tej placówki Zoja Nawrocka, organizatorka festiwalu Elwira Jacuta, radca mera miasta Igor Poliszczuk, dyrektor Departamentu Kultury Rady Miasta Łuck Tetiana Hnatiw, sponsor festiwalu Roman Bondaruk i konsul Konsulatu Generalnego RP w Łucku Krzysztof Sawicki.
Następnie Elwira Jacuta zaprosiła wszystkich do rozmowy i życzyła niezapomnianych trzech dni festiwalu. Od 6 do 8 października uczestnicy festiwalu mieli okazję do wzięcia udziału w różnorodnych dyskusjach, prezentacjach, spotkaniach poetyckich z przedstawicielami różnych krajów. Miłośnicy książek mogli kupić ukraińskie nowości wydawnicze na jarmarku działającym w Pałacu Kultury Łucka.
Marek Hłasko: rozmowa o pisarzu
Jedno z wydarzeń pierwszego dnia Festiwalu «Meridian Lutsk» zostało poświęcone postaci Marka Hłaski – kultowego polskiego pisarza lat 50–60 XX wieku. Rozmawiali o nim Oleksandr Bojczenko i Grzegorz Gauden.
Ukraiński publicysta i pisarz Oleksandr Bojczenko przetłumaczył na ukraiński autobiografię Marka Hłaski – «Piękni dwudziestoletni». Książka ukazała się w «Wydawnictwie 21» w 2017 r. Rozmówcą Bojczenki był Grzegorz Gauden – polski dziennikarz, w latach 2004–2006 redaktor naczelny dziennika «Rzeczpospolita», a w latach 2008–2016 dyrektor Instytutu Książki w Polsce.
«Jest to postać legendarna dla mojej generacji. Był to człowiek zbuntowany wobec komunizmu, wobec systemu oraz świetny pisarz ironicznie patrzący na świat» – powiedział Grzegorz Gauden. Obaj rozmówcy zwrócili uwagę na tragizm w twórczości Hłaski oraz stosowanie przez niego narzędzi legendotwórczych, ze względu na co w Polsce był porównywany z Hemingwayem.
«Hłasko – przedstawiciel młodej i gniewnej generacji. Sława przyszła do niego w wieku dwudziestu lat» – powiedział Oleksandr Bojczenko. Później, w komunistycznej Polsce zaczął się okres nagonki skierowanej przeciw pisarzowi. W 1958 r. Hłasko wyjechał do Paryża i już nigdy do kraju nie wrócił.
We Francji był wspierany przez Jerzego Giedroycia. Mieszkał również w Izraelu, Austrii, Niemczech, Szwajcarii oraz USA. Waśnie z inicjatywy Giedroycia, jak podkreślił Oleksandr Bojczenko, Hłasko zaczął pisać autobiografię «Piękni dwudziestoletni», wysyłając jej fragmenty w listach do «Kultury». Pisząc ten utwór, Hlasko tworzył mit o sobie, zmyślając niektóre fakty swojej biografii. Te legendotwórcze elementy zostawiono w książce wydanej w bibliotece paryskiej «Kultury» jako klucz do zrozumienia twórczości pisarza.
Rozmowa Oleksandra Bojczenki z Grzegorzem Gaudenem dotyczyła również epoki, w której żył i tworzył Marek Hłasko oraz nieprzemijającej aktualności jego utworów.
«Monodie w czerwonym»
Józef Łobodowski, Zuzanna Ginczanka, Olena Teliga, Paul Celan, Larysa Geniusz, Maria Under i Czesław Miłosz – trudne drogi życiowe tych autorów przedstawił łucki teatr.
Premiera przedstawienia «Monodie w czerwonym» studio teatralnego «Harmider» odbyła się w Wołyńskiej Obwodowej Bibliotece Naukowej imienia Oleny Pcziłki.
Jak zaznaczyła reżyserka studia teatralnego Rusłana Porycka, każdy aktor biorący udział w przedstawieniu, przygotowywał się do roli samodzielnie, poznając biografię i twórczy styl «swojego» pisarza oraz uzupełniając jego wizerunek według własnej wizji.
«To przedstawienie, jeśli chodzi o sposób jego tworzenia, jest dla nas czymś zupełnie nowym: nie było gotowego scenariusza, tylko siedem nazwisk. Razem z aktorami zaczęliśmy «grzebać» w ich biografiach i w twórczości. W żaden sposób nie dążyliśmy do jakiejś encyklopedyczności lub nawet stuprocentowej prawdziwości. Celowo braliśmy fakty, które znajdują się na wyciągnięcie ręki, rysowaliśmy takie portrety, które powstają przed każdym, kto wystuka imię poety w wyszukiwarce, otworzy książkę lub przeczyta artykuł. To są obrazy, które mogą powstać u każdego człowieka. Celem naszego działania było danie możliwości w jakimś stopniu zajrzenia w głębię dusz tych poetów. Każdy aktor robił to samodzielnie», – podkreśliła przed rozpoczęciem przedstawienia Rusłana Porycka.
Wybór pisarzy nie był przypadkowy. Poza tym, że wszyscy tworzyli przed, w trakcie i po II wojnie światowej, autorzy ci pozostawili wołyński ślad w swojej twórczości.
Dyskusja o pamięci pokoleń
O przenikaniu się kultur i związkach między pokoleniami rozmawiano w Łucku w drugim dniu Festiwalu.
Do dyskusji pt. «Kultura narodów: stare więzi dla nowych generacji», która odbyła się 7 października w Pałacu Kultury Miasta Łucka i była moderowana przez pisarza i tłumacza Oleksandra Bojczenkę, dołączyli: autorka z Białorusi Nasta Kudasawa, litewski pisarz Herkus Kuncius, ukraińskie pisarki Iryna Ciłyk i Marianna Kijanowska oraz krajoznawca Oleksandr Kotys.
Rozmowa rozpoczęła się od omówienia współistnienia przedstawicieli różnych narodowości w takich miastach jak Czerniowce, Łuck, Żółkiew, Kowno, skąd pochodzili uczestnicy rozmowy. Wiele razy podkreślano, że Żydzi, Karaimi, Białorusini, Ukraińcy, Polacy i inne narodowości pokojowo mieszkały w jednym miasteczku, gdzie obok cerkwi na placach budowano kościoły, domy modlitewne i synagogi.
Jak przypomniał Oleksandr Bojczenko, pewnego razu podczas wizyty za granicą, ktoś mu powiedział, że Ukraińcy, kiedy jest mowa o dziedzictwie kulturowym innego narodu, mimo wszystko używają zaimka dzierżawczego «nasz», nawet jeśli chodzi o nietypowe dla tradycji ukraińskiej obiekty. Zdaniem pisarza może to mieć związek z tym, że Ukraińcy nie mają w zwyczaju dzielić czegoś na swoje i nie swoje, jeśli dotyczy to rodzimych miejsc.
Marianna Kijanowska podzieliła się historiami ze swojego rodzimego miasta Żółkwi (obwód lwowski). Przypomniała jak w dzieciństwie razem z innymi dziećmi z ulicy wdzierała się do zaniedbanej synagogi, na dachu której wiły gniazda gołębie. Teraz jako dorosła kobieta, Marianna jest przygnębiona nie tym, że będąc dzieckiem, brała udział w niszczeniu gołębich gniazd, ale tym, że ani ona, ani inne dzieci nie miały wówczas świadomości, że stara synagoga była niegdyś świątynią.
Podobne historie z dzieciństwa obecni usłyszeli również od innych uczestników, dotyczyły one głównie Kijowa i Wilna. W sposób szczególny świadków dyskusji dotknęły przeżycia Białorusinki Nasty Kudasawy, która przyznała się, że w rodzimym Rogaczowie nie ma z kim porozmawiać w języku ojczystym.
Spotkania poetyckie
W trakcie Festiwalu «Meridian Lutsk» odbyły się liczne spotkania poetyckie. Swoje poezje zaprezentowali autorzy z Litwy, Estonii, Białorusi, Izraela, Polski i Ukrainy. Wierszy można było posłuchać w muzeach, kawiarniach, galerii sztuki, w budynku byłego kolegium jezuickiego, a nawet w sali obrad Łuckiej Rady Miejskiej. Pamięci o tragedii Babiego Jaru została poświęcona prezentacja tomiku poezji Marianny Kijanowskiej «Babi Jar. Głosami».
Chyba najwięcej widzów zgromadziło się na spotkaniach z Jurijem Andruchowyczem, Oksaną Zabużko oraz Serhijem Żadanem.
Festiwal «Meridian Lutsk» został zorganizowany przez Zjednoczenie Artystyczne «stendaL», Międzynarodową Korporację Literacką Meridian Czernowitz, Departament Kultury Łuckiej Rady Miejskiej oraz Romana Bondaruka we współpracy z Wołyńską Radą Obwodową, Konsulatem Generalnym RP w Łucku, firmą «Ideil», «Kromberg & Schubert Ukraina», Wołyńską Drukarnią Obwodową, Wołyńską Organizacją Narodowego Związku Pisarzy Ukrainy.
Tekst i zdjęcia: Natalia DENYSIUK, Olga SZERSZEŃ 