Tomasz Awdziejczyk: „Niedługo będziemy gościć wystawę ukraińską”
W Łuckiej Galerii Sztuki została zorganizowana wystawa malarstwa artystów z Warszawy. Podczas otwarcia pokazu, który odbył się 7 maja, Pan Tomasz Awdziejczyk – wiceprezes Związku Polskich Artystów Plastyków, uprzejmie udzielił odpowiedzi na pytania „Monitora Wołyńskiego”.
– Co zainteresowało Państwa w Łucku, dlaczego właśnie Wołyń?
– Wielokrotnie byliśmy na plenerach, warsztatach i wystawach niestrudzonego Igora Drozda – artysty z Lubomla, który od lat łączy środowiska artystyczne polskie i ukraińskie. Jego entuzjazm doprowadził do podpisania oficjalnej umowy pomiędzy Związkiem Artystów Plastyków Wołynia, a Związkiem Polskich Artystów Plastyków (ZPAP), sygnatariuszem której był Włodzimierz Marczuk. Jest to pokłosie naszego oficjalnego porozumienia o współpracy – dzisiaj otwieramy naszą wystawę w Łucku, a niedługo będziemy gościć w naszej galerii, wystawę ukraińską. Mamy nadzieję, że artyści ukraińscy będą częstymi gośćmi na naszych plenerach i warsztatach organizowanych w Polsce.
– Jest pewne określenie, że obraz jest zakodowaną przy pomocy znaków świadomością artysty. Czy organizowanie wystaw ukraińskich artystów, przybliży polskiemu odbiorcy mentalną sylwetkę współczesnego Ukraińca?
– Muszę samokrytycznie stwierdzić, że moja znajomość współczesnej sztuki ukraińskiej jest niewystarczająca, żeby aż tak autorytatywne sądy wypowiadać. Te prace, które widziałem, rzeczywiście były „grzeczne”, dostosowane do potencjalnych kupców. Są pewne kryteria uniwersalne. Coś, co jest wymęczone i robione pod niewyrobioną publiczkę (z nadzieją, że jej się przypodoba) zawsze będzie budziło współczucie. Natomiast sztuka autentyczna i szczera w swojej genezie, zawsze będzie rozpoznawana przez fachowców na całym świecie, jako dobre dzieło sztuki. U ukraińskich artystów imponuje mi wszechstronność.
– A jak wygląda sytuacja w Polsce, z czego żyje współczesny polski artysta?
– Są jakby dwie kategorie artystów. Jedni to są artyści awangardowi, związani współpracą z kuratorami zatrudnionymi przez duże muzea lub galerie państwowe, które mają znaczne dotacje ze środków publicznych. Wybierają sobie wśród szerokiej oferty dzieła spełniające kryteria zainteresowań i oczekiwań odbiorcy. Jest również nurt sztuki klasycznej. Ludzie, którzy porządnie i solidnie wykonują swoje prace w malarstwie czy rzeźbie, mogą sprzedawać swoje dzieła przez galerie. A jeśli są już dostatecznie wypromowani i znani, to realizują swoją twórczość bezpośrednio w swoich pracowniach.
– A jak i w czym pomaga Związek Polskich Artystów Plastyków „twórcy pospolitemu”?
– Takie pytanie: co ja będę z tego miał, że zapłacę składki i będę członkiem, pojawia się często. Odpowiadamy bardzo prozaicznie: potrzebujesz materiałów artystycznych – to masz w naszym sklepie obniżkę o 15% w stosunku do ceny. W niewielkim zakresie zapewniamy możliwość niedrogich pracowni dla artystów. Zapewniamy również obsługę prawną w zakresie praw autorskich artysty, udział w plenerach, promocjach i wystawach.
– Czy Związek dysponuje swoją galerią?
– Mamy w Warszawie w Siedzibie Związku Plastyków cztery duże galerie. Jedną reprezentacyjną Galerię Art na Krakowskim Przedmieściu – naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego. Mamy również kilka patronackich galerii ZPAP.
– W jaki sposób jest układany harmonogram wystaw? Czy udział w wystawach w galeriach Związku jest dostępny dla artystów niezrzeszonych?
– Zainteresowani składają podania do lipca danego roku i Rada Artystyczna Związku Plastyków ocenia materiał zaproponowany, wybiera te rzeczy, które z jednej strony promują członków ZPAP, a z drugiej ciekawe zjawiska współczesnej sztuki. W ostatnich latach liczba w naszych galeriach zbliża się do około stu wystaw rocznie. Pierwszeństwo rzeczywiście mają członkowie Związku, ale chętnie pokazujemy dorobek innych artystów. Często na podstawie podpisanych umów - tak jak w przypadku Wołyńskiego Związku Artystów.
Rozmawiał Walenty Wakoluk